„I’ve been a thousand places
and shook a million hands,
I don’t know where I’m going
but I know just where I’ve been.
 

I’ve flown a million miles
and I’ve rode so many more,
everyday, a castaway,
a vagabond, battleborn…
„Battleborn”, FFDP

 
Bytom znak
Jestem z Bytomia. Chyba. Głównie właśnie w tym mieście się wychowałam, choć urodziłam się w Tarnowskich Górach, a jakąś część dzieciństwa spędziłam także w Katowicach.
Na pewno jestem ze Śląska. Górnego Śląska.
Taki widok miałam w dzieciństwie za oknem. Dokładnie ten.
 
Bytom familoki
Teraz rozumiecie, że nie mogę być całkiem normalna;)
Bytom leżał (nie żeby się gdzieś przemieścił, ale…) pomiędzy Hutą Bobrek, hutą w Miasteczku Śląskim, Hutą Kościuszko w Chorzowie i Hutą Katowice – wszystkimi w owych czasach prężnie działającymi i nikt nie zaprzątał sobie wtedy głowy monitorowaniem stężeń pyłów. 
Takim powietrzem oddychałam w dzieciństwie(możliwe, że to spowodowało jakieś potężne uszkodzenia w moim systemie nerwowym i mutacje genów), dlatego żadne powietrze nie jest mi obecnie straszne i większego wrażenia nie robią na mnie wzmianki o jego zanieczyszczeniu.
Pamiętam żółtobrązowy dym, który szedł od Bobrku. Pamiętam jego specyficzny „zapach” i prędkie zamykanie okien (jakby to coś miało pomagać).
Pamiętam piece martenowskie w Hucie Kościuszko, które było widać z głównej drogi. Fascynowały mnie w dzieciństwie i słuchając „Autobiografii” Perfectu wiedziałam dokładnie jak wyglądają te, o których śpiewał Markowski.
 
Pamiętam dzieci z familoków, z którymi bawiłam się w opuszczonych składach kolejowych (gdzie byli wtedy rodzice?!). Pamiętam krajobraz złożony z szybów górniczych i kominów. Pamiętam hucznie obchodzone Barbórki. Pamiętam wszechobecne hałdy. Pamiętam sklepy górnicze i okres prosperity na Śląsku podczas komuny.
Ale to, co pamiętam najbardziej to szarość i beznadzieja. Robotniczy krajobraz, wszystko takie depresyjne, jakby opary z fabryk i hut osiadły nie tylko na budynkach, lecz także na ludziach i ich sercach.
 
Chorzów
Ale nie mogło być chyba tak źle, bo pamiętam także piękne lasy w Stolarzowicach. Park w Świerklańcu. Liczne jeziora i trasy spacerowe. Leśniczówkę w Reptach, gdzie najpierw uczyłam się jeździć na rolkach, a kilka lat później jeździć samochodem (w Reptach, nie w leśniczówce;p). 
 
Familoki
To wszystko było kiedyś, w zamierzchłej przeszłości. A czasami wydaje mi się, że to się nigdy nie zdarzyło.
Od lat nie byłam w Bytomiu. Z jednej strony nie minęło jakoś niesamowicie dużo czasu od mojej ostatniej wizyty w tym mieście, a z drugiej – zarówno ja, jak i Śląsk – bardzo się przez ten czas zmieniliśmy.
I faktycznie – będąc tam teraz, czułam się, jakbym nie była tam od wieków. Z jakąś przedziwną fascynacją patrzałam na znajome miejsca, które ledwie poznawałam. I to nie tylko dlatego, że wyglądały inaczej. Niektóre nic się nie zmieniły, ale były częścią historii, którą już zapomniałam.
 
Wieża ciśnień Bytom
Można powiedzieć, że Śląsk bardzo się zmienił. Można powiedzieć, że nic się nie zmienił. I oba te stwierdzenia będą prawdziwe. 
Nowe drogi, nowe inwestycje. Najbardziej zaskoczyła mnie autostrada A1 w miejscu, gdzie kiedyś było schronisko dla psów, w którym udzielałam się społecznie jako nastolatka. 

A z drugiej strony – te same obdrapane, depresyjne familoki. Te same szarobure elewacje i bramy, po których w moich czasach wystawała młodzież z braku lepszych zajęć.

Śląsk obecnie to miejsce kontrastów. Widać to nawet było na przykładzie hoteli, w których się zatrzymaliśmy – pierwszy – przepięknie zrobiony Hotel Rezydencja
 
Hotel Rezydencja Piekary
Hotel Rezydencja Piekary
…drugi – Hotel Prime, który mieścił się w dawnym hotelu robotniczym. Muszę przyznać, że źle go z początku oceniłam. Po pięknej i stylowej „Rezydencji”, gdzie w ogrodzie przechadzały się pawie, mieszczący się w komunistycznej konstrukcji budowlanej Hotel Prime wywarł na mnie bardzo ponure wrażenie. A największy wpływ na to miały te korytarze:
 
Hotel Prime Bytom
Pamiętacie horror „Klątwa” (The Grudge)? Od razu mi się tam przypomniał;)
A jednak to właśnie w Hotelu Prime było o niebo lepsze jedzenie niż w polecanej przez Magdę Gessler „Rezydencji” i przesympatyczna obsługa.
 
A jeśli już o ludziach mowa, to ci na Śląsku też są specyficzni. Wydaje mi się, że w każdym regionie ludzie są inni i to w bardzo zauważalny sposób. Śląska mentalność po części mi na pewno odpowiada, bo w końcu w niej się wychowałam. 
Ślązacykonkretni, otwarci i serdeczni, ale w sposób nieco odmienny od innych mieszkańców kraju. Nie umiem Wam wytłumaczyć tej różnicy, może jakiś Ślązak mi tu pomoże?:)

To była dziwna podróż. Wcale nie sentymentalna. Raczej eksploracyjna, bo odkrywałam Śląsk na nowo. Żałuję, że wszystko było w biegu. Żałuję, że nie miałam więcej czasu na oglądanie miejsc z przeszłości.
Podczas tego wyjazdu zrobiłam tysiąc pięćset zdjęć, ale tylko kilka z nich to fotki prywatne, w większości robione z samochodu.
 
Matka na Szczycie
A o aspekcie zawodowym i organizacyjnym tej podróży opowiem Wam w kolejnym wpisie:)
 
P.S. Podczas tego wyjazdu cały czas chodziła mi po głowie piosenka mojego ulubionego zespołu, której fragment znajduje się na początku tego wpisu. A tutaj możecie jej posłuchać.