Tak, Szlak Kingi prowadzi dalej – z serca Pienin aż nad brzeg Bałtyku, o czym możecie się przekonać, czytając „Powierzchnię”, moją najnowszą powieść.
A w tym wpisie, chcę Wam przybliżyć miejsca, w których rozgrywa się jej akcja.

Jako że akcję każdej mojej powieści osadzam w realnie istniejących miejscach, taki wpis pojawia się przy okazji każdej z moich książek. Była okazja do zwiedzania Wiednia śladami Katariny z „Wiosny po wiedeńsku” (TUTAJ), wędrowaliście po Krakowie z Konstancją z „Jesieni w Brukseli” (TUTAJ), oglądaliście pierwowzór budynku „Sanatorium doktora Kramera” (TUTAJ) oraz oczywiście przemierzaliście „Szlak Kingi” (TUTAJ oraz TUTAJ).
Tym razem zapraszam Was w podróż do miejsc, po których stawiały kroki bohaterki „Powierzchni„.

Nie będę już wspominać o Krościenku nad Dunajcem, ponieważ je mogliście dokładnie obejrzeć we wpisach związanych ze „Szlakiem Kingi”. Nie zabiorę Was też do południowoamerykańskiej wioski, gdzie chwilami zapędza się akcja „Powierzchni”, bo sama nigdy tam nie byłam. Zabieram Was za to do Międzyzdrojów, w których rozgrywa się zdecydowana większość wydarzeń w powieści, a na dowód – dołączam cytaty z książki 🙂

Chyba pierwsze skojarzenie z Międzyzdrojami (oprócz oczywiście plaży i Bałtyku) to tamtejsze piękne molo.

Niebo zaczęło zmieniać kolor. Od góry było ciemnoniebieskie, od dołu złotoróżowe. W lecie Skylar widziałaby chylące się ku zachodowi słońce dokładnie na wprost siebie, jak stopniowo rozpływa się w morskiej wodzie, jednak o tej porze roku wyglądało, jakby miało rozbić się o molo, które teraz wydawało się czarne na tle oślepiającego blasku.

Ulubioną częścią plaży Skylar były okolice Portu Rybackiego. To również moja ulubiona część plaży 🙂

Siedziała na swoim ulubionym odcinku plaży, niedaleko portu rybackiego, wygrzewając się w wyjątkowo łaskawych promieniach październikowego słońca, podczas gdy w jej głowie buzowało wiele niespokojnych i często nieproszonych myśli.

*

Z pobliskiego portu rybackiego dobiegały nawoływania pracowników, wyładowujących z kutra skrzynki pełne ryb z porannego połowu. Gdzieś bliżej zaszczekał goniący mewy pies. Oni jednak tego nie słyszeli, zatopieni we własnych myślach.
– Nie ma co tego roztrząsać, było jak było… – Skylar wzruszyła ramionami. – Ale mama musiała coś panu opowiadać.
– Opowiadać?
Dziewczyna zagryzła wargę, gdyż oto nadchodził kluczowy moment tej rozmowy. Teraz jej nadzieje miały albo zostać spełnione, albo rozwiać się na zawsze.

Poszli na plażę, bo niewiele było innych miejsc, w które mogliby pójść. Skylar lubiła siadać na betonowej kolumnie znajdującej się przy porcie rybackim, ale tego dnia czułaby się w tym miejscu zbyt odsłonięta, więc po prostu przycupnęli przy wydmach.

Dookoła unosił się apetyczny zapach smażonych ryb, który w tym miejscu przyćmiewał wyczuwalną zazwyczaj na plaży charakterystyczną morską woń. Mimo wczesnej pory i niewielu klientów miejsce było dosyć gwarne. Pracownicy przerzucali skrzynki z rozładowanego chwilę wcześniej kutra. Słychać było nawoływania rybaków, pokrzykiwania kucharek i wrzaski wszechobecnych mew. Wszystkie te odgłosy były mieszanką dźwięków charakterystycznych dla tego miejsca i Kinga chciwie je chłonęła. Podobnie jak zachłannie syciła oczy widokiem złotej plaży i Bałtyku, który rozciągał się przed jej oczami.

Skylar i Patryk mieszkali nieopodal Portu Rybackiego, ona – przy końcu Promenady Gwiazd, on – przy Campingowej

Patryk mieszkał niedaleko, więc Skylar udała się w kierunku zejścia „A”. Lawirując pomiędzy żądnymi wypoczynku tłumami, minęła restaurację Port, mieszczącą się w pięknym zabytkowym wnętrzu dawnej remizy ratownictwa brzegowego, potem przeszła obok wejścia do portu rybackiego, skąd doleciał zapach wędzonej ryby, wspięła się lekko pod górę i już po chwili stanęła pod jego blokiem. Był to ostatni budynek przy ostatniej ulicy z tej strony miasta – czteropiętrowy, szary, niezbyt ładny – któremu nieco uroku dodawały liczne balkony i spadzisty dach.

Dla Kingi niezwykle ważnym miejscem był międzyzdrojski kościół, w którym znalazła potwierdzenie tego, że wszystko jest na właściwym szlaku…

Droga zaprowadziła ich tak, że podeszli pod świątynię z boku, dlatego Kinga nie od razu to zobaczyła. Dopiero po chwili, kiedy wraz z Michałem z zaciekawieniem oglądali budowlę, jej wzrok padł na znajdującą się na jej froncie mozaikę.
Przeszła parę kroków, by od przodu zobaczyć dokładnie, co ona przedstawia, i… stanęła jak wryta.
(…)
– To chyba potwierdzenie moich słów, kochanie – powiedział Michał, obejmując żonę ramieniem. – Jak sama mówiłaś, nie ma czegoś takiego jak przypadek. Tym bardziej, biorąc pod uwagę list, który wczoraj w takim natchnieniu pisałaś…

Z miejsc budzących emocje, choć tym razem skrajnie różne, był i stary bunkier.
Muszę Wam w tym miejscu wytłumaczyć, że choć Skylar potocznie nazywa to bunkrem, fachowa nazwa brzmi: stanowisko ogniowe artylerii stałej.

Drugą kwestią, która wymaga sprostowania jest to, że kiedy byłam tam jesienią, plaża pod „bunkrem” była zwężona do małej dróżki, tak jak zostało to opisane w książce. Jednak odwiedzając to miejsce pół roku później, odkryłam, że zimowe sztormy całkiem przekształciły plażę – zrobiła się szeroka i zniknął wyłom, który Kinga musiała okrążać…
Cóż, taka specyfika morskiego brzegu 😉

Żeby dotrzeć na spotkanie, Skylar musiała przejść plażą w miejscu, gdzie na skraju klifu dosłownie wisiał stary bunkier z czasów wojny. Wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł się osunąć i pogrzebać wszystkich znajdujących się w tym momencie na wąskim spłachetku plaży poniżej. Dziewczyna zawsze bała się pod nim przechodzić, ale na co dzień robiła wiele rzeczy, których się bała. Jak na przykład flirtowanie z Mateuszem.

I Kawcza Góra musiała znaleźć się w książce, bo to jedna z moich ulubionych miejscówek 🙂

Mimo dobrej kondycji nieco się zasapali, wspinając się po schodach, które zdawały się nie mieć końca. Chyba tylko zawodowy maratończyk mógłby przejść je bez żadnego wysiłku. Na górze czekała ich nagroda i choć doskonale znali ten widok, który robił ogromne wrażenie na turystach, zatrzymali się, by z przyjemnością na niego popatrzeć.

Nam niestety tym razem nie udało się przejść po schodach, gdyż zostały uszkodzone przez sztorm, ale dotarliśmy na szczyt od drugiej strony 🙂

Poszli ścieżką prowadzącą w dół wśród wciąż jeszcze zielonych buków. Wilgotny morski klimat, wyjątkowo łagodny w tej części Wybrzeża sprawiał, że liście stosunkowo późno opadały tu z drzew.
– Co robisz jutro? – zapytał Patryk, kiedy znaleźli się na końcu trasy, pod drewnianą bramą mającą przypominać dziób łodzi, z zawieszonym czerwonobiałym kołem ratunkowym u szczytu.

Warto jeszcze wspomnieć o platformie widokowej w Trzęsaczu

(…) platforma robiła jednak imponujące wrażenie. Ogromna, wielometrowa konstrukcja ze stali była wkomponowana w urwisty klif tuż przy sławnych ruinach dawnego kościoła, sprawiając wrażenie niemal zawieszonej nad spienionymi morskimi wodami. W połowie platformy znajdowały się schody, którymi można było zejść wprost na piaszczystą plażę.
– Ale wieje! – krzyknęła Skylar po zrobieniu kilku kroków.
Wiatr sprawiał, że ciężko się szło, słabo słyszało coś innego poza jego wyciem i z trudem mówiło, bo silne podmuchy jakby wpychały słowa z powrotem do gardła. Ale było w tych porywach też coś fascynującego. Coś dzikiego i wyzwalającego.

… o sławnej Promenadzie Gwiazd

Po drodze podeszli do zejścia na plażę znajdującego się przy okazałym budynku hotelu Amber Baltic, skąd ze szczytu schodów mieli doskonały widok na zalany wodą piasek i rozhukane morze. Chwilę podziwiali ten niezwykły obraz, a potem ruszyli dalej.
Ze Skylar umówili się nieopodal – przy parku, w miejscu, gdzie zaczynała się Promenada Gwiazd.

…i oczywiście o międzyzdrojskiej plaży 🙂

I to wcale nie wszystkie miejsca z książki! Jest ich znacznie więcej, ale reszty będziecie musieli poszukać sami 🙂

Dzięki wydarzeniom minionego weekendu i refleksjom, jakie one przyniosły, wiedziała już, że idole muszą upadać, żeby być prawdziwą inspiracją, ukazującą prawdę. Wiedziała, że utrzymywanie perfekcyjnej powierzchni jest męczące i zgubne. Wiedziała, że ludzka doskonałość jest tyko ułudą.
Jaka więc naprawdę była Ksenia Liśkowiak? Na czym polegało jej upadanie? Co czaiło się za tą idealną pokazywaną światu powierzchnią?