I stało się – moja najnowsza powieść pojawiła się w księgarniach! 🙂
O tym, jak zawiły w mojej twórczości był obecny rok, pisałam Wam TUTAJ, kto nie wie, może zerknąć. Było dość nerwowo i pewnie jeszcze będzie, ale praca pisarza to wcale nie bujanie na błękitnych chmurkach natchnień czy w zielonych oparach absyntu (nigdy nie piłam absyntu 😉 ).
Tworzenie to często nerwy, łzy i przekraczanie własnych granic, ale o tym kiedy indziej – jak będę Wam opowiadać o książce, której pisanie kosztowało mnie najwięcej wysiłku.

„Szlak Kingi” również chwilami pisało się ciężko, ponieważ musiałam niebezpiecznie zbliżać się do tematów, z którymi już nigdy nie chciałabym mieć do czynienia. Jeśli jednak książka miała być pełna prawdziwych emocji, musiałam to zrobić.

W każdej z moich powieści, mimo że włożone jest w nie sporo literackiej fikcji, jest zawartych sporo prawdziwych wątków z mojego życia.
Nie znaczy to oczywiście, że koniecznie na własnej skórze przeżyłam wszystkie opisywane w powieściach sytuacje, ale to, że są one w dużej mierze w jakiś sposób z moimi przeżyciami związane, że gdzieś tam natknęłam się na podobne kwestie, być może osobiście, być może znam je z doświadczeń znajomych, itd.

I każda z moich powieści jest odmienna od pozostałych, bo lubię eksperymentować i sprawdzać się w różnych gatunkach, tematach i klimatach.

Podczas, gdy pierwszy był kryminał na wesoło, druga powieść z wątkiem sensacyjno-obyczajowym, teraz – w „Szlaku Kingi” zabieram się za poważne, trudne, a nawet kontrowersyjne tematy, by za jakiś czas – w czwartej powieści – zaserwować Wam zimowy thriller (mały spoiler 😉 ).

„Szlak Kingi” jest książką pod wieloma względami inną od moich poprzednich powieści.
Pierwsza różnica jest widoczna od razu – tym razem pokusiłam się o trzecioosobową narrację i muszę przyznać, że bardzo mi ona leży, choć wymusza nieco inny styl pisania i narzuca – przynajmniej w moim odczuciu – pewien dystans.

Drugą różnicą, fundamentalną, jest to, że tym razem nie jest to powieść lekka, łatwa i przyjemna. Nie ma wątku sensacyjnego czy kryminalnego, nie ma wielu humorystycznych scen. Spróbowałam sił w poważnej obyczajówce i myślę, że sprawdziłam się całkiem nieźle. Ciężko samemu oceniać swoją twórczość, ale słyszałam, że to najlepsza moja książka (choć sama nie do końca się z tym zgadzam – najlepsza dopiero będzie 😀 ).

Kolejną różnicą jest to, że nie jest to powieść związana z poprzednimi. Wiem, że czekacie na kolejną książkę z serii związanej z porami roku i mam nadzieję, że doczekacie się jej już tej zimy, jednak „Szlak Kingi” nie jest z tą serią połączony. To całkiem odrębna książka.

I kolejna sprawa, to zdecydowanie najładniej wydana i najgrubsza z moich książek 🙂

I to chyba tyle z różnic, a teraz pora na podobieństwa.

W „Szlaku Kingi” mimo wszystko, również odnajdziecie jedną, konkretną porę roku, bo chyba nie jestem w stanie uwolnić się od wpływu pór roku na moją twórczość 🙂
Znajdziecie także konkretne, realnie istniejące miejsce akcji, co jest typowe dla każdej z moich powieści (pisałam Wam o tym już TUTAJ). Tym razem zabieram Was do przeżycia upalnego lata w Pieninach.

I znajdziecie w książce bohaterkę, którą łączy z moimi poprzednimi głównymi bohaterkami (a także ze mną) pewna konkretna, widoczna na pierwszy rzut oka cechaimię rozpoczynające się na literę „K” 🙂
Właściwie nie wiem, skąd mi się to wzięło, zaczęło się od Katariny, potem była Konstancja, teraz Kinga. Następna główna bohaterka również będzie na „K”.

Ale w „Szlaku Kingi” imię bohaterki ma szczególne znaczenie, bo wiąże się ze szlakiem, który przed wiekami przemierzyła jej patronka – święta Kinga. Co to za szlak – o tym opowiem Wam w którymś z kolejnych wpisów, a teraz chciałam poznać Wasze szlaki… bo właśnie zaczynamy KONKURS!!! 🙂

Do rozdania mam 3 egzemplarze mojej najnowszej powieści „Szlak Kingi” wraz z figurką świętej Kingi, która była mi inspiracją przy pisaniu tej powieści.

Wystarczy, że w komentarzu pod tym wpisem opowiecie mi o miejscu, w jakie chcielibyście, by zaprowadził Was Wasz szlak. 

Regulamin:

1. Konkurs jest przeznaczony dla fanów Matki na Szczycie i Wydawnictwa eSPe, które jest fundatorem nagród książkowych, więc upewnijcie się, czy lubicie nasze profile (TUTAJ oraz TUTAJ).
2. Konkurs rozpoczyna się dnia 23.10.2017 i trwa do dnia 29.10.2017. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w dniu 30.10.2017.
3. Udział w konkursie polega na udzieleniu w komentarzu pod tym wpisem odpowiedzi na pytanie:

Dokąd chcesz, by zaprowadził Cię Twój szlak?

4. Spośród wszystkich odpowiedzi wybiorę 3, które najbardziej mi się spodobają (jak zwykle oceniana będzie kreatywność, pomysłowość i oryginalność), a ich autorzy otrzymają po egzemplarzu książki „Szlak Kingi” wraz z figurką.

A przy okazji, zapraszam Was serdecznie na spotkanie ze mną i „Szlakiem Kingi”, w sobotę 28mego października, na Targach Książki w Krakowie – godz. 12:00, stoisko Wydawnictwa eSPe.

I jeszcze podrzucam link, gdzie już można zakupić książkę -> TUTAJ.

*EDIT: 30.10.2017 – WYNIKI*

Przede wszystkim – gorąco dziękuję każdemu z Was za udział w konkursie!
Zainteresowanie nim przerosło moje oczekiwania! W związku z tym, że pojawiło się mnóstwo fantastycznych odpowiedzi, miałam ogromny problem z wyłonieniem zwycięzców.

Wierzcie, że przy każdym z organizowanych przeze mnie konkursów, ten moment jest dla mnie bardzo trudny, ale tym razem przeżywałam największe rozterki i dylematy!

Pojawiło się naprawdę wiele fantastycznych, zasługujących na nagrodę odpowiedzi, ale książki do rozdania są tylko trzy…
W związku z tym, zdałam się na intuicję i zdecydowałam, że nagrody trafiają do:

1. Martyny (mail: czuwaj…) – ponieważ mam nadzieję, że opisana w „Szlaku Kingi” historia pomoże jej w rozwianiu wątpliwości dotyczących jej osobistego szlaku i podjęciu ważnej życiowej decyzji;

2. Karoli (mail: czas…) – za przepiękną odpowiedź, która jest właściwie modlitwą i za odwagę do jej publikacji;

oraz…

No właśnie, przy trzeciej nagrodzie miałam największy problem, ponieważ kilka osób ujęło mnie opisaniem swoich szlaków, sięgając po porównania z górskimi szlakami (tak mi w końcu bliskie), co jest bardzo zbieżne z tym, co można znaleźć w mojej powieści – Kinga również przemierza zarówno swój życiowy szlak, jak i szlak po pienińskich szczytach.
Długo wahałam się, którą z tych odpowiedzi nagrodzić i w końcu zdecydowałam, że ostatnia z książek wędruje do:

3. Moniki Podzimskiej – za to porównanie ze schroniskiem – dom i rodzina jako nasze schronisko na szlaku do Nieba – które ogromnie mi się spodbało.

Zwycięzców proszę o kontakt na: katarzynatargosz.pl@gmail.com (z tych samych adresów e-mail, z których były pisane komentarze).

A na koniec, wszystkich nowych czytelników bloga, którzy przybyli na konkurs, zachęcam do pozostania na Szczycie, tym bardziej, że – UWAGA! – już na dniach na rynku pojawi się jeszcze jedna moja NOWA KSIĄŻKA i z pewnością będzie kolejny konkurs z nią związany 🙂 

  • Lubię recenzje Twoich książek pisanych przez Ciebie. Czuć w nich taki entuzjazm, radość czerpaną z tego… Od razu widać, że kochasz to co robisz i czujesz TO!;) A książkę kupię sobie sama!;p O i już!;p

    • Haha 🙂 Dzięki za miłe słowa :* Tak, pisanie książek to jest to, co najbardziej kocham robić 🙂

  • Macierzynstwo-raz!

    Ja chcę żeby mój szlak zaprowadził mnie do Twojego szczytu i nowej książki 🙂

  • Agnieszka Słomba-Wienciorek

    Witam 🙂 ja chcialabym żeby mój szlak zaprowadził mnie i moją rodzinke do gór szczytów. Moim marzeniem było wspięcie sie na Giewont. Może kiedyś się uda. Pozdrawiam 😉

    • Życzę spełnienia tego marzenia i dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

      • Agnieszka Słomba-Wienciorek

        Również dziękuje 🙂

  • Katarzyna Knap

    Dokąd chcesz, by zaprowadził Cię Twój szlak? Do drogi pełnej szczęścia i akceptacji, wewnętrznego spokoju i nadziei na dobre jutro.

    • Pięknie powiedziane, dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

      • Katarzyna Knap

        dziękuję i pozdrawiam !

  • Super dzieciaczki

    Mój szlak niech mnie zaprowadzi do zdrowego, pełnego radości, przygód życia 🙂

    • I tego życzę! 🙂 Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Anna Kózka

    Chciałabym aby mój własny szlak doprowadził mnie do harmonii i szczęścia, do pełnej akceptacji samej siebie… Chciałabym aby ten mój osobisty szlak doprowadził mnie do miejsca, gdzie wreszcie będę mogła być sobą, gdzie będę mogła śmiać się lub płakać, skakać, piszczeć czy tańczyć na ruchliwej ulicy, i nikt z otaczających osób (bliskich osób) nie powie, żebym przestała się tak zachowywać, bo zwracam uwagę innych na nas, żebym nie zachowywała się jak dziecko, nie wygłupiała się…. Chcę wreszcie być w miejscu, gdzie to Ja będę wreszcie sobą.

    • Życzę spełnienia tego planu i dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Jak na zadanie konkursowe to musze przyznac, ze pytanie nie jest proste 🙂 chcialabym zeby moj szlak zaprowadzil mnie tam, gdzie zawsze bede tak szczesliwa jak dzis 🙂

    • Pięknie powiedziane! Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Patrycja W-ska

    Mam tylko jedną odpowiedz na to pytanie i nie muszę się nad nią zastanawiać. 🙂 Chciałabym, by mój szlak doprowadził mnie do NIEBA. To jest to, na czym najbardziej mi zależy i co jest sensem mojego życia. 🙂 Jasne, że pięknie byłoby iść prostym i niegórzystym szlakiem, ale życie niejednokrotnie pokazuje, że to co trudne i czasem wydawałoby się beznadziejne jest tym co pomaga nam stawać się coraz lepszym człowiekiem. Do mojej wędrówki zaprosiłam najwspanialszego mężczyznę jakiego mogłam dostać od Pana Boga i to właśnie z nim- moim mężem, synem (który jest już w drodze) i mamy nadzieję następnymi dziećmi chcemy stanąć kiedyś na końcu szlaku i powiedzieć „Tak, to było życie, warte przeżycia i zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby się tu dzisiaj znaleźć”. To taki nasz (jako rodziny) cel życia tu na ziemi. 🙂

    • Piękna odpowiedź! Dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Tak sobie siedzę przed komputerem i myślę na temat zadania konkursowego. Młodszy właśnie śpi, chociaż pewnie zaraz się obudzi (i tak jestem niesamowicie szczęśliwa, że śpi beze mnie!). Siedzę i zastanawiam się, gdzie bym chciała teraz być. Jest tyle pięknych miejsc! Budapeszt! Mielnik! Ukochany Chochołów! Ba, nawet wyspa Bougainville! (właśnie musiałam na chwilę przerwać pisanie, bo faktycznie Młodszy się obudził)…
    Jednak wydaje mi się, że mój szlak prowadzi po prostu do mojej rodziny, bez względu na to, gdzie się ona znajduje :-).

    • Zgadzam się z Tobą całkowicie! Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Gratuluję zrealizowania takiego przedsięwzięcia, jakim jest wydanie książki…! Podziwiam 🙂

    • Dziękuję 🙂 Chciałabym napisać, że z każdą kolejną jest łatwiej, ale to nie prawda 🙂 Wydanie każdej książki niesie z sobą wyzwania, za każdym razem nieco inne, ale gdyby było za łatwo, to chyba tak bym tego nie kochała 🙂 Właśnie wydaję siódmą 🙂

  • Mój szlak ma mnie zaprowadzić do tego miejsca, o którym marzę. Ciężko nad tym pracuje, nic na skróty, bo nie chcę, żeby na mecie satysfakcja była połowiczna 🙂

    • Trzymam kciuki za spełnienie tego planu 🙂

  • = Sofia =

    Chciałabym, aby mój szlak poprowadzi mnie do spełnienia
    mojego największego i najskrytszego marzenia.
    Bycia kochaną i kochania tego jedynego,
    przez samego Boga dla mnie wybranego.
    Który złotą obrączkę na palec mój włoży
    i przysięgnie przed obliczem Pana,
    ze jego droga jest i będzie z moją już na zawsze związana.
    Oddania temu mężczyźnie serca, duszy i ciała.
    Poczucia, że jestem przez niego akceptowana i szanowana.

    Wiem, ze droga tego szlaku jest kręta i dość długa.
    Jednak mimo przeciwności się nie poddaje,
    bo wiem ze na ten „szczyt” z Boża pomocą
    na pewno prędzej czy później się tam dostanę!

    (fb: Sonia Vanda)

    • Pięknie! Dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Odpowiem na to pytanie i będę monotonna (ciągle u Ciebie tak komentuję posty na Fb). Mój szlak: niech mnie prowadzi w góry, do własnej chaty! Widzę to, widzę takie życie z górami w tle! Zamykam oczy i widzę swoje stopy, na ścieżce, którą idę powoli, bo przecież nic mnie nie goni… Wkoło mnie drzewa, krzewy, kwiaty, wszystko w dzikim nieładzie, takie leśne. Wchodzę na trawę i stoję przy tarasie mojego domu z marzeń. Gdzieś między drzewami biega pies, z domu wybiegają dzieci, na tarasie jest stolik z ciepłą herbatą i koc na kanapie. I może jeszcze jakieś ciastka 😉 Otulam się kocem poprawiając szlafrok, odpalam komputer i… Zarabiam z domu! hahaha pamietasz, jak Ci zazdrościłam domowej pracy w piżamie? Nadal uważam, że też tak chcę 😀 taaaa… Tak właśnie mogłaby wyglądać moja ulubiona ścieżka… prowadząca do wszystkiego, co kocham 🙂

    • Życzę z całego serca spełnienia tego marzenia! I powiem Ci, że… ja kiedyś też o tym marzyłam 🙂

      • Bo podobno „skoro potrafisz o tym marzyć, potrafisz tego dokonać”… Chyba czas zakasać rękawy do roboty i wydłużyć dobę o kilka godzin 😉

  • Na górę. Bo siedzę w dole od kilku dobrych miesięcy. Tak po prostu.
    Ps. Gratulacje Kasiu!

  • na pierwszej karcie książki napisałaś mądre słowa – .. nigdy nie jest za późno, by zacząć od początku – i mi ostatnimi tygodniami przyświecają te słowa. Czy warto, czy podołam, czy odpowiedni czas na zmiany? Czy szlak, który chciałabym obrać będzie tym odpowiednim? Czy warto tym momencie coś zmieniać? Jednak jeśli nie teraz, to kiedy ? Skoro nie mam odwagi dziś, jutro również nie będę jej miała. Więc obieram nowy szlak i brnę w nowe, zmienione życie. Bo nigdy nie jest za późno, prawda Kasiu ?

    • Trzymam kciuki za ten Twój nowy szlak! Zawsze warto próbować i zawsze warto zaczynać od początku, bo najważniejsze jest to, żeby iść we właściwym kierunku 🙂

  • Barbara Dudek

    Chciałbym, żeby mój szlak, na którym spotykam wielu życzliwych ludzi, przeżywam chwile radosne i smutne, odnoszę swe małe zwycięstwa i porażki, po którym kroczę raz z nadzieją i entuzjazmem, a raz z poczuciem rezygnacji, zaprowadził mnie do Nieba, w ramiona kochającego i miłosiernego Ojca.

    • Pięknie powiedziane! Dziękuję za dołączenie do konkursowej zabawy 🙂

  • Z całego serca życzę Ci tego wymarzonego szlaku, a czasem, żeby go odnaleźć niestety trzeba przejść wcześniej wiele wyboistych ścieżek… Ale najważniejsze, to iść zawsze we właściwym kierunku, ten specjalnie dla nas przygotowany szlak, gdzieś tam czeka 🙂

    • Karolina

      Ktoś mi kiedyś powiedział, że życie/ właściwa droga zaczyna się po 30stce 🙂 😉 Teraz robię co mogę, żeby było lepiej 🙂 Jednak pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Zastanawiam się, czy nie jestem zmęczona, tylko nie umiem odpoczywać 😉 Zupełnie nie wiem co się dzieje, wciąż szukam.

      • Czasami musimy przejść naprawdę kawał wyboistego szlaku, żeby wreszcie dotrzeć do swojej bezpiecznej przystani 🙂

  • Ola

    Szlaki kojarzą mi się z górami. I jak to z górami bywa – czasem pod górkę, płasko, dolinami… Ale za każdym razem, zawsze będą zachwycające widoki, coś co pozwoli komplementować Stwórcę, niezależnie od tego czy ma się ciężki plecak, bolące stopy (chociażby od butów i bąbli), ugryzień od komarów, trudnych ścieżek… I chciałabym, żeby takie też było moje życie – przysłowiowym szczytem jest niebo. A więc, analogicznie do przedstawionej wyżej sytuacji z górskimi ścieżkami, by cokolwiek się nie działo, zawsze była mnogość MIŁOŚCI, dobroci, WIARY, nadziei. Oraz przede wszystkim, by gdziekolwiek te moje ścieżki prowadziły – była ufność pokładaną w Bogu. Czasami może pokrzyżować te nasze ścieżki, by zaprowadzić do lepszej, z piękniejszymi widokami…
    A co do książki – piękną ma okładkę! 🙂

    • Pięknie powiedziane! Dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Ewelina Łukawska

    Chciałabym, żeby mój szlak zaprowadził mnie do miejsca, w którym będę szczęśliwa. Miejsca, w którym nie będę pamiętać trudów i bólu przeszłości, gdzie to, co było przestanie mieć znaczenie, a będzie liczyło się tylko dziś i jutro. Miejsca usłanego różanym spokojem, gdzie z uśmiechem będę przemierzać każdy kawałek ziemi. Gdzie nikt nikogo nie będzie oceniał i próbował zmienić, a zaakceptuje mnie taką, jaka jestem. Kraina wiecznej szczęśliwości:) Obawiam się, że liczyć mogę na to jedynie po śmierci, jeśli zasłużę… 😉

    • Życzę odnalezienia tego miejsca i dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • A dla mnie nie ma znaczenia dokąd zaprowadzi mnie mój szlak. Ważne żeby byli ze mną ludzie którzy mnie kochają i wspierają każdego dnia. Wtedy będę szczęśliwa i będę wiedziała, że mam swoje miejsce na ziemi.

    • Pięknie powiedziane 🙂 Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Bardzo ciekawa odpowiedź! Dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Gratulacje Katarzyna! Akurat nie jestem osobą zbyt wierzącą, ale wierzę w siebie i innych ludzi, którzy tkną pozytywną energią. Mój szlak nie ma końca, bo zawsze wytyczam sobie kolejne cele. Kolejne doświadczenia są początkiem nowych marzeń, które sukcesywnie realizuję. Uniwersum nie zna granic.

    • Też uważam, że nowe cele powinny wciąż pojawiać się w naszym życiu, choć czasem sama się na siebie wkurzam za to podejście, bo nie umiem przez to nigdy odpocząć 😉

  • Ewelina Eweluśka

    Mój szlak juz mnie zaporowadził do celu – wedrowałam latami ż dotarłam do serca mego obecnego meza z którym mamy cudowne dzieci. Zycie rzucało nam kłody pod nogi by nam przeszkodzic w dotarciu na szczyt ale nie poddawalsmy sie. Dorarliśmy na sam szczyt i z niego obserwujemy jak rosną nasze pociechy… patrzymy na wspólnie obrana przyszłość, która moze sie zapowiadać różnie ale to zawsze bedzie ona wspólnie wypracowana i to my będziemy ją kształtować, cieszyc sie z sucesów i smucić ze smutków. Różnie będzie ale zawsze we dwoje a jak wiadomo we dwoje zawsze raźniej 😉 takze ja swój szczyt juz osiągnęłam i każdemu życzę tego samego – dotarcia do celu. Moze byc nawet niczym w labiryncie, okreżną drogą. Ważne aby w końcu osiągnać to czego sie chciało i pragnęło 😀

    • Gratuluję sukcesu, bo właśnie szczęśliwa rodzina to według mnie największy sukces 🙂

  • ja chciałbym, żeby mój szlak zaprowadził mnie do Mordoru. Po drodze, chciałbym zobaczyć Shire i Hobbiton, następnie wyruszyć do Rivendell, po drodze wstępując na browka do karczmy „pod rozbrykanym kucykiem”. W samym Rivendell poznałbym jakąś fajną, nieśmiertelną elfkę (bony, ta Liv….), kolejnym etapem byłaby przeprawa przez góry i tak doszedłbym do Morii, gdzie nazbierałbym trochę Mythrillu i opierdzieliłbym go Elfom z leśnego królestwa. Miałbym wtedy za co kupić żarełko na dalszą drogę. Lembasy dają dużo energii, a tanie nie są. Dalej płynąłbym przez dolinę królów i wodogrzmoty Rauros, gdzie zmieniłbym kierunek wyprawy na Rohan..Tam moim must have do zobaczenia, byłby oczywiście Helmowy Jar. Dmuchnął bym sobie w trąbkę i poszedłbym przez ścieżkę umarłych do Gondoru. Tam odlałbym się pod białym drzewem. Idąc do Mordoru, obrałbym drogę przez Osgilliath i tamtędy już prościutko do czarnej bramy Mordoru. Tam zabrałbym pierścien, wywaliłbym Kaczyńskiego w kosmos i wróciłbym do domu, tylko koniecznie przez Isengard..>:)

  • Chciałabym aby mój szlak zaprowadził mnie do szczęścia w oczach moich dzieci gdy będą już dorosłe. Chciałabym aby na tej drodze zdobyły pewność tego, że są kochane, zyskały końskie zdrowie oraz świadomość, że nie ma rzeczy niemożliwych.
    Pozdrawiam :*

    • Pięknie! Dziękuję za dołączenie do zabawy 🙂

  • Niesamowicie trudne jest to konkursowe pytanie. Można by tu wymieniać zdrowie, szczęście, rodzina, … I niby nic złego w rzeczach oczywistych, ale jednak człowiekowi to nie pasuje jako zwieńczenia podróży. Naprawdę trudne.

    • Czyli dobrze pasuje do tematyki książki 🙂

  • Antyterrorystka

    Na przesyłkę z książką czekam z utęsknieniem 🙂 raz jeszcze gratuluję <3

    • Z tego, co wiem, mogą być pewne opóźnienia z wysyłkami :/

  • Marzena Jaroszek

    Chciałabym by szlak zaprowadził mnie wraz z moją rodziną do Medjugorie.Tam Różaniec jest prawdziwą modlitwą serca; Msza Św. -połączeniem Nieba z ziemią; adoracja Najświętszego Sakramentu- uobecnieniem Jezusa wśród nas. Moje życie to niezliczone cuda i codzienna opieka Matki Bożej i za to właśnie chciałabym podziękować całą rodziną Matce Bożej. Matka Boża zaprosiła mnie do siebie we wrześniu 2000 r.Tam Pan Jezus mnie dotknął, a Maryja pokazała swoją wielką miłość! Od tamtej pory czuję, że nie idę przez życie sama. To Ona wtedy wysłuchała modlitw studentki, która chciała spotkać wyjątkowego mężczyznę. I już w grudniu dane mi było poznać mojego przyszłego męża. Rok po ślubie medalik z Medjugorie, który mój mąż miał przy sobie uratował go przed tragicznymi skutkami wypadku samochodowego. Dla Matki Bożej nie ma rzeczy niemożliwych dlatego wierzę, że kiedyś spełni się moje marzenie, a póki co marzę o wygraniu Pani książki:-)

    • Piękne świadectwo! Życzę spełnienia tego planu! 🙂

      • Marzena Jaroszek

        Dziękuję bardzo 🙂

  • Gratuluję wydania kolejnej książki <3

  • Ciekawie opisujesz swoją twórczość. Lubię wartościowe książki, takie które dają do myślenia i zastanowienia nad swoim życiem.

    • Właściwe w każdej mojej książce przemycam coś takiego, ale dwie pierwsze były zdecydowanie bardziej rozrywkowe 🙂

  • Nie wezmę udziału w konkursie, choć tak ładnie organizowany:-):-) Książkę już kupiłam i czekam na przesyłkę, a tu okazało się, że jedzie do mnie egzemplarz recenzencki:-) I będę mieć dwie;-)

    • Haha, no to nieźle 😉 Ale na prezent dla kogoś będzie jak znalazł, tym bardziej, że to przepięknie wydana książka 😀

  • Przepiękna okładka! Gratuluję wydania kolejnej książki.
    Dopisuję ją do listy, żeby przeczytać.

  • momenty z życia

    Aj czemu ja wcześniej nie skojarzyłam , że to Twoje dzieło? !! Kochana dopiero wczoraj odkryłam kim jest autorka tego bloga. Oj głupia ja. Gratuluję z całego serca i cieszę się, że książka ujrzała światło dzienne. Brawo 😀

    • Haha, teraz się czuję jak tajemniczy Don Pedro 😀 :p

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Raz jeszcze gratuluję Ci kolejnego literackiego dziecka 🙂 Znając Ciebie jestem przekonana, że to kawał pięknej, kobiecej literatury 🙂

  • Martyna

    Chciałabym, aby mój szlak zaprowadził mnie do spełnienia mojego marzenia , które jest w moim sercu, ku mojemu powołaniu, które Pan Bóg dla mnie przygotował, bym była dla Niego i dla ludzi żyjąc radami ewangelicznymi. Choć to nie łatwa droga, czasem bywa kręta i trudna ale Pan daje mi siłę i odpowiedź przez sytuacje i przez ludzi, oraz On daje mi potrzebne łaski ku rozeznaniu mojego powołania. To jest piękna droga iść za głosem Chrystusa „Pójdź za Mną „. Mało młodych ludzi ma taką odwagę iść tą drogą, którą On dla nas wybrał. Bo dla każdego Pan ma piękny plan.
    Pozdrawiam

    • Podobne powołanie i związane z nim rozterki są udziałem jednego z bohaterów „Szlaku Kingi” 🙂

      • Martyna

        🙂 😉 Sama jestem ciekawa tej książki.. Marzenie by otrzymać, co wie może Pan mnie zaskoczy 😉 Pozdrawiam

  • Beata M.

    O, K jak Kinga – moja patronka z bierzmowania :).
    Dokąd chcesz, by zaprowadził Cię Twój szlak?
    Pierwszy cel „Może kiedyś”: Na Halę Izerską – niesamowite miejsce z tajemniczą historią (kiedyś była tu wioska gdzie ludzie żyli, kochali się i umierali i zniknęła…), gdy się wchodzi na Halę Izerską to jakby się człowiek zanurzał w chłodnej wodzie i te widoki…
    Drugi cel „Pewnie nigdy”: Santiago de Compostela – kiedyś chodziłam w pielgrzymkach na Jasną Górę, doświadczenie piękne. Teraz nie wiem czy dałabym radę, a co dopiero na Koniec Świata :).
    Cel nadrzędny „Mam nadzieję”: To Niebo – Gdzie łzy nie płyną, wszystkie troski przeminą…

    • Ooo, ciekawa historia z tą Halą Izerską, nie miałam o tym pojęcia!

  • Gratuluję w takim razie musze kupić Twoją książkę 🙂

  • Chciałabym aby mój szlak prowadził mnie do spełnienia moich nawet najmniejszych marzeń. Abym zakończyła szkołę z powodzeniem i zdobyła pracę jako technik a najlepiej jako lekarz. Abym w końcu mogła stanąć na nogi z moich problemów i nie myśleć, że znów coś mi się przytrafi. Chciałabym aby życie było mi przechyle pod wieloma względami i abym odnalazła szczęście, którego tak mi brakuje.

  • Mój szlak miał swój początek kilkanaście lat temu, kiedy w moim życiu wszystko się rozpadło i musiałam zaczynać od początku, zbudować siebie kawałek po kawałku. Nie mam do nikogo pretensji, po prostu czasem życie pisze takie scenariusze. Jedyną nadzieją jest to, że trzeba iść dalej, bo coś, bo ktoś, bo jeszcze jakoś będzie. Mój szlak zaprowadził mnie do miejsca, w którym stoję teraz. Tyle lat szłam po ruchomych skałkach, błocie, ciągle pod górę. Teraz też tak jest, ale z jedną małą różnicą – mam dwie osoby, które idą razem ze mną. Mój mąż dba o to, aby w plecaku była zawsze tabliczka czekolady na wypadek spadku sił, a ja pilnuję, aby termos był wypełniony herbatą. Moja córka dba o to, abym zbyt długo nie zapatrzyła się w jeden punkt. Grunt to być w ruchu i przeć do przodu. Trudno mi wyobrazić sobie, dokąd mnie zaprowadzi ten szlak. Mam wrażenie, że na jego końcu będzie wszystko, na co czekam. A na co czekam, sama nie wiem. Może szlak wie to lepiej ode mnie. W tym wszystkim najbardziej chodzi o to, aby po prostu iść, bo ta droga jest ważniejsza od jej celu.

    • Ważny jest też styl, w jakim ten szlak pokonujemy 😉

  • Gratuluję! 🙂

  • Ty nigdy nie przestajesz zadziwiać 🙂 Serdeczne gratulacje! PS absyntu można się napić na krakowskim Kazimierzu w kawiarni Absynt na ulicy Miodowej 🙂

    • Haha, dzięki za podpowiedź, u nas w Nowym Targu też można, ale jakoś mnie nigdy nie ciągnęło do tego 😉

  • ola szwal

    Mój szlak zaprowadzi mnie .. no właśnie, dokąd? Najpierw opiszę jaki ma on być. A będzie taki jak zechcę. Bo mój szlak to mój szlak. Na samym początku szlak będzie bardzo stromy i długi, a przejście tego odcinka będzie wymagało wielkiego wysiłku. Dzięki temu będę mogła stracić sporo kalorii, co nie ukrywam jest mi zupełnie na rękę, gdyż po trzeciej ciąży, szczęśliwie rozwiązanej 20 lipca b.r przybyło mi tu i ówdzie… Kiedy stracę zbędne kilogramy, szlak stanie się mniej stromy. Jak to mówią najpierw masa potem rzeźba, więc na szlaku zahaczę również o siłownię, coby tę rzeźbę sobie wyrobić. Niestety, albo i stety długo na tej siłowni nie zabawię. Po pierwsze dlatego, że szkoda czasu, aby tkwić długo w jednym miejscu – na szlaku jeszcze z pewnością są ciekawe atrakcje. A po drugie szybko się męczę. Kiedy już wyrobię sobie tę rzeźbę,( liczą się przecież dobre chęci ), wówczas mój szlak stanie się prosty, bez żadnych górków i pagórków 🙂 A skoro już wyszłam na prostą trzeba by to jakoś oblać. Tak więc, na trasie szlaku napotykam na przytulną kawiarenkę. Wróć, nie pijam kawy, więc napotykam herbaciarnię. Oblewam swój sukces pyszną herbatką. Jaki sukces? No oczywiście ten, że udało mi się wyrobić świetną masę i rzeźbę, jednym słowem fit mamuśka 😉 A herbatka oczywiście odchudzająca, na podtrzymanie formy. Do herbatki zamawiam jeszcze kremówkę, pączka, ciastko z owocami, i rurkę z kremem. Następny etap mojego szlaku, wiedzie przez lasek, z górki. Tu i tam trafia się jakiś mały butik z ciuszkami. No nie ma bata, wchodzę przynajmniej do trzech. Wychodzę. Kupiłam takie rzeczy, że ojeju! Lepszej okazji od tej, nie byłoby do końca stulecia na pewno. Niemniej jednak troszeczkę się wytraciłam. Oj tam oj tam, najwyżej do następnej wypłaty będę jeść herbatniki a na drugie suchary. Przynajmniej podtrzymam dietę. Nie ma tego złego… 😉 Wracając do mojego szlaku to nadal wiedzie on przez las, i nadal z górki. Skubany chyba się uwziął na mnie, bo na horyzoncie znów pojawiają się atrakcje z szyldem „Salon urody”. I co, nie wejdziesz? Nie weszłam, ja tam wpadłam jak bomba. Styranej, zapracowanej i wymęczonej matce trójki dzieci i żonie jednego męża coś się należy prawda? Zrobiłam sobie tylko manicure, pedicure, peeling, maseczkę, masaż, ombre i skróciłam grzywkę, bo jak jest z długa to się wzrok psuje. Mój szlak wiedzie mnie do celu. Wielkimi krokami zbliżam się do ostatniego punktu- pięknego domu, właściwie pałacu. Biegnę, żeby szybciej tam dotrzeć. Biegnę tak szybko, że ciągle potykam się o kamyki na szlaku. No dobra, potykam się bo nie umiem biegać w szpilkach. Wchodzę do pałacu, i wszystko znika. Dokąd więc zaprowadził mnie mój szlak? To jakiś żart? Tak naprawdę, nie chciałabym wiedzieć jak będzie wyglądał mój szlak, moje życie. Wiem tylko, że szlakiem tym podążać będę z mężem, córką i dwoma synami. Chciałabym też, abyśmy wędrowali tą drogą zdrowi. A celem dla mnie jest niebo, więc wiem jak powinnam żyć i którymi szlakami podążać aby tego nieba dostąpić. 30 wiosen już za mną także jeszcze długa wędrówka mnie czeka mam nadzieję 🙂 A po 90 urodzinach rezygnuję z diety, nie będę przecież na stare lata kalorii liczyć, szydełkowaniem się zajmę 🙂

    O i taki to szlak 😉

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Bardzo podoba mi się podtytuł Twojej książki „Nigdy nie jest za późno by zacząć od początku” W moim przypadku mam na myśli, że nigdy nie jest za późno zacząć doceniać piękno tego czego kiedyś nie doceniłam, bo byłam „młoda i głupia” i co było ważne dla bliskiej osoby. Chciałabym aby mój szlak zaprowadził mnie ponownie w okolice Jeleniej Góry, w Karkonosze. Moja mama pochodzi z Cieplic – kiedyś oddzielnego miasta, dziś zdrojowej dzielnicy Jeleniej Góry. Gdy miałam 10 lat zabrała mnie w swoje rodzinne strony, by zrobić sobie podróż sentymentalną i pokazać ważne miejsca ze swojego dzieciństwa. A ja jako kapryśne i zamknięte w sobie dziecko wogóle tego nie chłonęłam, nie rozumiałam sentymentów mamy a wręcz nudziłam się i narzekałam. Szacun dla mamy, która musiała to znosic. Kiedy pokazywała mi kamienicę, w której mieszkała czy budynek swojej szkoły mówiłam „Co ty mi tu jakieś rudery pokazujesz”. Kiedy poszliśmy napić się się wód zdrojowych krzywiłam się wołając jakie to ochydne. Kiedy poszliśmy w góry aby wejść na Śnieżkę ja wsadzona na jednoosobowy wyciąg krzesełkowy w Karpaczu zrobiłam taką panikę ze strachu przed lękiem wysokości aż wstyd. Wyciąg dojeżdżał do pewnego momentu. Potem podczas wędrówki cały czas marudziłam że długo, ciężko, trzeba iść. Opanował mnie kolejny strach, że dostanę zawału serca lub spadnie lawina kamieni z czego mój tata do dziś się śmieje. Na zamku Chojnik podczas okrążania go wokół po murze jest stroma skała, po której trzeba przejść a przy niej przepaść. Prawdę mówiąc nie taka stroma. To była tylko moja fobia przed tą skałą i to, że nie chciałam się otworzyć na poznawanie. Po latach odkryłam, że zwiedzanie takich miejsc, pokonywanie szlaków rozbudzanie wspomnień jest super. Obecnie jest to moją pasją a przypominajac sobie Karokonosze i będąc znów tam przy okazji, stwierdziłam, że są naprawdę cudowne. A moja mama naprawdę super mi o nich opowiadała. Na wszystkie moje skargi reagowała ze spokojem lub z humorem. Teraz żałuję mojego zachowania. Prawdą jest też, że swoją mamę dopiero zrozumiesz jak…sama nią zostaniesz. Mój synek urodził się za granicą. Nie wiem jak się zachowa gdy zabiorę go na szlak ważnych dla mnie miejsc w Polsce aby je mu pokazać. Czy będzie się nimi zachwycał i podziwiał, czy będzie marudził i się nudził jak wtedy ja? Czy mojej dawnej uczelni też nie nazwie „ruderą”. Bo wiadomo, że dzieci są różne i nie zawsze rozumieją. Muszę być na wszystko gotowa. Dlatego chciałabym szlak rodzinnych stron mojej mamy przejść od nowa…wraz z nią i moim synkiem oczywiście. Odkryć go na nowo, wziąć aparat. Niech mama pokaże mi to wszystko jeszcze raz. Byśmy mogły wspaniale spędzić te chwile. Aby szlak doprowadził do tego, że w końcu powiedziałabym jak bardzo rozumiem jej sentyment do tych miejsc. Teraz w jej starym domu odkryję piekno. Spróbuję wszystkie rodzaje wody zdrojowej. Odwiedzę i obfotografuję kościółek Vang. Nie przestraszę się wyciągu, bo już na wielu jeździłam. Przejdę po górach bez problemu, wejdę na Śnieżkę i Szrenicę i stawię czoło skale na Chojniku bo góry i szczyty to obecnie moja pasja. Przez ten konkurs postanowiłam to mojej mamie zaproponować. Ciekawe co ona na to?

    • To prawda, wiele rzeczy i spraw docenia się dopiero po czasie 🙂

  • Karola

    W jakie miejsce ma mnie zaprowadzić mój szlak, Ty Panie Boże wiesz to lepiej ode mnie, tylko zaufać trzeba i dać się poprowadzić za rękę. Bo nie zawsze to, co nam samym na początku naszego szlaku wydaje się być dla nas najlepsze, musi się takim okazać u jego celu. A Ty jesteś wszechmocny i wiesz wszystko, i dlatego daję się poprowadzić. A jeśli na tą długą i trudną drogę mogę wtrącić próśb kilka, to o to tylko Panie proszę, żeby kamieni pod stopami pojawiło się jedynie tyle, ile potrzeba, aby cel wędrówki osiągnąć, w pełni go doceniając. O siłę i wytrwałość, aby przeć do przodu, nawet kiedy na trudniejszy odcinek drogi swojej zawędruję. O dobry wzrok, żeby dostrzegać zawsze wskazówki Twoje i drogowskazy. I o uśmiech każdego dnia, bo ten toruje drogę do ludzkich serc, a droga pokonywana w większym gronie zamiast w pojedynkę zawsze jest łatwiejsza, nawet wtedy, kiedy trafi się na wądoły.

  • ola szwal

    Mój szlak zaprowadzi mnie .. no właśnie, dokąd? Najpierw opiszę jaki ma on być. A będzie taki jak zechcę. Bo mój szlak to mój szlak. Na samym początku szlak będzie bardzo stromy i długi, a przejście tego odcinka będzie wymagało wielkiego wysiłku. Dzięki temu będę mogła stracić sporo kalorii, co nie ukrywam jest mi zupełnie na rękę, gdyż po trzeciej ciąży, szczęśliwie rozwiązanej 20 lipca b.r przybyło mi tu i ówdzie… Kiedy stracę zbędne kilogramy, szlak stanie się mniej stromy. Jak to mówią najpierw masa potem rzeźba, więc na szlaku zahaczę również o siłownię, coby tę rzeźbę sobie wyrobić. Niestety, albo i stety długo na tej siłowni nie zabawię. Po pierwsze dlatego, że szkoda czasu, aby tkwić długo w jednym miejscu – na szlaku jeszcze z pewnością są ciekawe atrakcje. A po drugie szybko się męczę. Kiedy już wyrobię sobie tę rzeźbę,( liczą się przecież dobre chęci ), wówczas mój szlak stanie się prosty, bez żadnych górków i pagórków 🙂 A skoro już wyszłam na prostą trzeba by to jakoś oblać. Tak więc, na trasie szlaku napotykam na przytulną kawiarenkę. Wróć, nie pijam kawy, więc napotykam herbaciarnię. Oblewam swój sukces pyszną herbatką. Jaki sukces? No oczywiście ten, że udało mi się wyrobić świetną masę i rzeźbę, jednym słowem fit mamuśka 😉 A herbatka oczywiście odchudzająca, na podtrzymanie formy. Do herbatki zamawiam jeszcze kremówkę, pączka, ciastko z owocami, i rurkę z kremem. Następny etap mojego szlaku, wiedzie przez lasek, z górki. Tu i tam trafia się jakiś mały butik z ciuszkami. No nie ma bata, wchodzę przynajmniej do trzech. Wychodzę. Kupiłam takie rzeczy, że ojeju! Lepszej okazji od tej, nie byłoby do końca stulecia na pewno. Niemniej jednak troszeczkę się wytraciłam. Oj tam oj tam, najwyżej do następnej wypłaty będę jeść herbatniki a na drugie suchary. Przynajmniej podtrzymam dietę. Nie ma tego złego… 😉 Wracając do mojego szlaku to nadal wiedzie on przez las, i nadal z górki. Skubany chyba się uwziął na mnie, bo na horyzoncie znów pojawiają się atrakcje z szyldem „Salon urody”. I co, nie wejdziesz? Nie weszłam, ja tam wpadłam jak bomba. Styranej, zapracowanej i wymęczonej matce trójki dzieci i żonie jednego męża coś się należy prawda? Zrobiłam sobie tylko manicure, pedicure, peeling, maseczkę, masaż, ombre i skróciłam grzywkę, bo jak jest z długa to się wzrok psuje. Mój szlak wiedzie mnie do celu. Wielkimi krokami zbliżam się do ostatniego punktu- pięknego domu, właściwie pałacu. Biegnę, żeby szybciej tam dotrzeć. Biegnę tak szybko, że ciągle potykam się o kamyki na szlaku. No dobra, potykam się bo nie umiem biegać w szpilkach. Wchodzę do pałacu, i wszystko znika. Dokąd więc zaprowadził mnie mój szlak? To jakiś żart? Tak naprawdę, nie chciałabym wiedzieć jak będzie wyglądał mój szlak, moje życie. Wiem tylko, że szlakiem tym podążać będę z mężem, córką i dwoma synami. Chciałabym też, abyśmy wędrowali tą drogą zdrowi. A celem dla mnie jest niebo, więc wiem jak powinnam żyć i którymi szlakami podążać aby tego nieba dostąpić. 30 wiosen już za mną także jeszcze długa wędrówka mnie czeka mam nadzieję 🙂 A po 90 urodzinach rezygnuję z diety, nie będę przecież na stare lata kalorii liczyć, szydełkowaniem się zajmę 🙂
    O i taki to szlak 😉
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Super! Wygrali najlepsi 🙂

    • Wybór był niezwykle trudny!

      • Kasiu, domyślam się, tyle komentarzy:) Świetnie sobie poradziłaś 🙂

        • Ale ile mi siwych włosów przybyło, tego się nigdy nie dowiem, bo pod farbą nie widać 😉

  • Ach, no i przez mój brak czasu przegapiłam konkurs! Ogromne gratulacje dla Ciebie! <3

    • Dziękuję :* Za kilka dni będzie kolejny konkurs, bo ukazała się jeszcze jedna moja książka, wczoraj była premiera 🙂 Tym razem jednak to bajka dla dzieci 🙂

  • W takim razie bardzo Ci polecam lekturę „Szlaku Kingi”, myślę, że to książka, którą powinnaś przeczytać! A co do konkursu, to nie wiem, może wydawnictwo jeszcze jakiś zrobi, natomiast u mnie w najbliższym czasie będzie kolejny, bo wydałam jeszcze jedną książkę w ostatnich dniach, ale tym razem to bajka dla dzieci 🙂

  • muszę przeczytać którąś z twoich książek 😉 A tą to szczególnie chętnie bym przeczytała 😉

    • Cóż mogę powiedzieć… Polecam 😀