No, właśnie – nie jestem sentymentalna. Nie zbieram pamiątek, nie rozczulają mnie zasuszone kwiatki i inne bzdury, nie zatracam się we wspomnieniach, wolę żyć teraźniejszością, ale…
…a
le ostatnio wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do sentymentalnych łez wzruszenia w oczach.

A było to w ubiegły weekend, w który wybraliśmy się na Śląsk. Jechaliśmy, by wziąć udział w Targach Artykułów Dziecięcych „Rodzice i Dzieciaki” (z których relacja już wkrótce) i nawet nie podejrzewałam, że przy okazji targowych emocji spotka nas jeszcze tak wiele innych cudownych przeżyć i wzruszeń!

Jak może już większość z Was wie, pochodzę ze Śląska. Wychowałam się w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym, więc jadąc na Górny Śląsk, jechałam w swoje rodzinne strony, tam, gdzie spędziłam dzieciństwo.
A jakie są jedne z najbardziej wyrazistych i radosnych wspomnień dzieciństwa – oczywiście wspomnienia wakacji!

Ja każde wakacje, jako dziecko, spędzałam w miejscowości Zielona, gdzie moi dziadkowie mieli domek letniskowy. I choć po zdjęciach może się wydawać, że to co najmniej Mazury, to jest to właśnie Górny Śląsk – piękny, bardzo zielony, pełen jezior, lasów i miejsc spacerowych.

 

W Zielonej nie byłam dobrze ponad 10 lat i właśnie w ten weekend tam zawitałam, zaskoczona, jak wiele i niewiele się tam zmieniło.

Przeszłam wraz z moimi chłopakami ścieżkami, które wydeptywałam w dzieciństwie, nad jeziora, nad którymi kiedyś spędzałam każdy gorący dzień.

W zasadzie wygląda tam tak samo, jak w moim dzieciństwie, co wzrusza tym bardziej, a jednak są widoczne i pewne zmiany. Domku dziadka także już nie ma, a na jego miejscu stoi całkiem nowy budynek…
Smuci pałac, wpisany do rejestru zabytków, który od lat niszczeje.

To była niesamowita i wzruszająca podróż, a przy okazji wreszcie mogłam zażyć troszkę słonecznego ciepełka, bo na Szczycie nie wiemy, co to są upały 😉

Atrakcją dla Syna na Szczycie były tablice z zadaniami porozstawiane nad jeziorami (super pomysł!), a największe emocje wśród nich zbudziła ta ze zdjęciem kuny.
Jeśli mieszkacie w mieście, to zapewne nie wiecie, jak wielki problem można mieć z kunami. Na Szczycie to zwierzątko to wróg publiczny nr jeden i wciąż z nią walczymy, ale na razie kuna wygrywa, przegryzając przewody w naszych autach i powodując wiele zniszczeń.

A o to, byśmy zobaczyli jeszcze więcej pięknych Śląskich miejscówek, zadbała nasza kochana ekipa z Cukromania, zabierając nas nad stawy w swojej okolicy.
Zachodzące słońce stworzyło niezwykle nastrojowy klimat, a urokliwe leśne zakątki zachwycały, tym bardziej, że takich miejsc na Szczycie nie mamy.

No i kto mi teraz powie, że Górny Śląsk jest szary, bury i ponury? 

P.S. Za to po powrocie do domu, witał nas taki widok – Szczyt postarał się o to, aby nie stracić miana najpiękniejszego miejsca na świecie w naszych oczach 🙂