Ta książka miażdży. I nie chodzi tylko o to, że budzi w czytelniku wielkie i poruszające emocje. Chodzi o to, że biedny, niczego nieświadomy czytelnik, zupełnie się tego nie spodziewa!
Ta książka jest niczym przyczajony tygrys i ukryty smok. Chowa się za sielskim obrazkiem i romantycznie brzmiącym tytułem, by znienacka zaatakować. 


Patrząc na okładkę najnowszej powieści Anny Sakowicz, widzę urokliwy domek, który kojarzy mi się z Nową Anglią i klimatami Ani z Zielonego Wzgórza.
Choć przyglądając się dłużej, możemy dostrzec niepokojące sygnały – okna domu są czarne, budynek jakby martwy, ciemne drzewa budują atmosferę zagrożenia.
Ale zaraz tytuł rozwiewa nasze podejrzenia – „Szepty dzieciństwa” brzmią dość słodko. Może to łagodny głos matki śpiewający dziecku kołysankę? Może radosne wspomnienia słonecznych łąk, po których w dzieciństwie biegaliśmy? Może romantyczne słowa pierwszej szczenięcej miłości?
Nic bardziej mylnego!
Książka nas łudzi, chce uśpić naszą czujność, jest jak żywa istota, jak drapieżnik

 

Początek jeszcze bardziej utwierdzi nas w przekonaniu, że nic nam nie grozi – ot, kolejna humorystyczna opowiastka. Zaśmiejemy się, pokiwamy głową z politowaniem nad główną bohaterką, ale potem… radzę Wam trzymać się mocno foteli, zaopatrzyć w chusteczki, melisę, alkohol, czekoladę, gazetkę promocyjną Waszego ulubionego sklepu, czy cokolwiek, czym zwykliście łagodzić stres.
Książka po Was przejedzie niczym rozpędzony tir, przeciągnie Was przez całą paletę emocji, ani na chwilę nie zwalniając tempa.

„Szepty dzieciństwa” to powieść niestereotypowa, a dodatkowo stereotypy łamiąca. To jeden z jej największych atutów.
Pokazuje nam, że nigdy nie można sądzić po pozorach, a łatki, które zwykliśmy przyklejać innym, mogą odpaść w każdej chwili i pokazać nam całkiem inną osobę, niż oczekiwaliśmy.
Z początku, czytając o Baśce (główna bohaterka) i jej rodzinie zastanawiałam się – jak ludzie mogą tak żyć? Pod koniec książki sama czułam się Baśką. Bo każdy z nas w pewnym stopniu nią jest.
Nie chodzi o to, jaki mamy status społeczny, zawód i wykształcenie, jakie problemy w rodzinach, jakie środki na koncie. W naszych zranieniach, w naszych emocjach, w naszych bólach i radościach – wszyscy jesteśmy tacy sami!
Powieść uczy czytelnika pokory, pokazuje, że ludzie, na których czasem zdarza mu się patrzeć z góry, są tacy sami jak on. 


Ale najbardziej miażdżącą cechą tej powieści jest to, że przywołuje ona nasze traumy.
Nieważne jakie zranienie z dzieciństwa w sobie nosicie, ale założę się, że większość osób jakieś na koncie posiada. Może była to oschła babcia, u której wakacje były dla Was koszmarem. Może odrzucenie przez grupę rówieśników lub kompromitacja na szkolnym przedstawieniu. A może znacznie poważniejsze i determinujące całe życie, jak na przykład opuszczenie przez jednego z rodziców. 

Cokolwiek to było, „Szepty dzieciństwa” wyciągną to z Was ponownie i każą się od nowa rozprawić z ranami z przeszłości. Może Was to zaboleć, możecie wręcz poczuć się chorzy – ja kilka dni musiałam dochodzić do siebie po tej lekturze – ale nie wyobrażam sobie byście mogli żałować, że przeczytaliście tę książkę. Ją po prostu trzeba przeczytać!

P.S. przy okazji muszę się pochwalić pewnym osobistym zaszczytem – na okładce „Szeptów Dzieciństwa” Anny Sakowicz znajdziecie moją rekomendację, która brzmi tak: