Matka na Szczycie

„(…) z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle
„Bal kreślarzy”, Kult

Większość mieszkańców apartamentowca leżała już zapewne w swych wygodnych łóżkach, gdy Alicja na ostatnich nogach dotarła pod szklane drzwi i wstukała otwierający je kod. Portier uprzejmie się z nią przywitał, a światło w holu pojaśniało, gdy uruchamiająca je fotokomórka zarejestrowała ruch. Sterowana podobnym mechanizmem winda z cichym szumem zjechała na parter. Alicja wsiadła, rzucając okiem na swe liczne odbicia w lustrach wyścielających ściany kabiny. Ujrzała w nich atrakcyjną kobietę koło trzydziestki, z burzą kasztanowych loków i orzechowymi pustymi oczami.
Chwilę później elektronicznie wygenerowany głos powiadomił o dotarciu na ósme, ostatnie piętro. Po wejściu do mieszkania, klasnęła w dłonie, by pozapalać światła. Zdjęła z nóg cholernie drogie szpilki. Obok butów rzuciła torebkę z logo Chanel. Gdyby chciała chwilę się nad tym zastanowić, musiałaby dojść do wniosku, że te rzucone niedbale dodatki były właściwie jedynymi przedmiotami w mieszkaniu, które zaznaczały w nim jakiś ślad jej obecności. Ale Alicja nigdy nie zastanawiała się nad takimi rzeczami.

W kuchni spojrzała na ozdobny stojak na wino, który mieścił kilkanaście butelek najbardziej wykwintnych gatunków. Już chciała sięgnąć po którąś z butelek, lecz przypomniała sobie o Beatce. I o Malcolmie. Tych postaci nic nie łączyło, prócz tego, że spełnienie ich oczekiwań wzajemnie ze sobą kolidowało.
Planowała poświęcić całą niedzielę na skończenie raportu dla Malcolma, swego zwierzchnika z oddziału w Londynie. Niedziela była jedynym dniem, gdy mogła trochę podgonić z zaległą pracą. Ale zadzwoniła Beatka. Mała, słodka Beatka, co to do trzech zliczyć nie umie. Przynajmniej tak postrzegała ją, gdy siedziały w jednej ławce w podstawówce. Alicja zawsze wspierała ją w szkole, wielokrotnie pomagała w lekcjach, odrabiała za nią zadania. Uważała Beatkę za głupie ciele, ale jednocześnie Beatka była wierną i oddaną przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką Alicji, więc trzymały się razem.

Po szkole, jak to często bywa, każda poszła w swoją stronę. Alicja zdobywać kolejne fakultety,  tytuły, dyplomy i certyfikaty; Beatka z trudem jakieś tam studium policealne skończyła.
Obecnie miały jeszcze mniej wspólnego, niż w podstawówce – podczas gdy Alicja była szefową pionu w międzynarodowej korporacji, jeździła po całym świecie i wytrwale pięła się po szczeblach kariery, jej przyjaciółka siedziała gdzieś na wiosce zabitej dechami, prowadząc kiosk z gazetami. No i Beatka miała rodzinę – męża i dwójkę dzieci.

Przyjaźń z czasów szkoły utrzymała się o tyle, że dzwoniły do siebie z życzeniami na święta i urodziny, aż tu nagle, ni z tego, ni z owego, Beatka zadzwoniła bez okazji:
– Alusia, kochana, jesteś teraz w Polsce? Wiem, że sporo podróżujesz, ale pomyślałam, że może akurat nam się poszczęści – trajkotała do słuchawki. Alicja nie miała pojęcia o co może jej chodzić, nim przyjaciółka nie wystrzeliła: – W niedzielę się zobaczymy!
Opowiadała coś o przyczynach swych odwiedzin w mieście i o tym, jak się cieszy, że mogą po latach znów się spotkać, ale Alicja nie bardzo słuchała. Zastanawiała się, czy uda jej się jeszcze znaleźć jakąś wymówkę, lecz po chwili dała za wygraną. Może nawet delikatnie ucieszyło ją spotkanie dawnej koleżanki. W końcu nowych koleżanek nie miała. Praca i ciągłe podnoszenie kwalifikacji pochłaniały ją bez reszty, nie pozostawiając żadnego czasu na życie prywatne.

Jeśli teraz Beatka zajmie jej niedzielę, raport dla Malcolma będzie musiała zrobić w nocy. Postanowiła zacząć natychmiast – im więcej zrobi dziś, tym mniej zostanie na jutrzejszą noc. W nieskazitelnie czystej kuchni wyjęła z zielonoszarej szafki zielonoszary kubek. Zaparzyła kolumbijską kawę w nowoczesnym ekspresie i postawiła ją na stole przykrytym zielonoszarym obrusem. Na chwilę zapatrzyła się w ścianę, która – nie, wcale nie była zielonoszara, tylko w odcieniu nasyconego turkusu, co tworzyło mocny kolorystyczny kontrapunkt. Alicja nie miała pojęcia, czy ta ściana jej się podoba, ale projektant zapewniał, że cały wystrój jest zgodny z najnowszymi trendami i to jej wystarczało.
Jednak teraz, im dłużej patrzała na tę ścianę, tym bardziej jaskrawy kolor męczył jej oczy. Przerzuciła wzrok na wielkie, sięgające od podłogi do sufitu okno, za którym widać było inne skrzydła apartamentowca, zbudowanego na planie litery U. Nigdy by się do tego przed nikim nie przyznała, ale lubiła podglądać sąsiadów. Zaglądając im w okna, zaglądała w ich życia. Życia, w których były emocje, uśmiechy i łzy, uściski i bliskość, czasem krzyki, czasem imprezy, czasem namiętność. Im dłużej patrzyła, tym bardziej czuła się jak ta laleczka z saskiej porcelany, bohaterka dziecięcej piosenki, wyprana z emocji, zimna, pusta. Hipokryzją byłoby, gdyby twierdziła, że samotność jej nie doskwiera. Że nie chciałaby mieć do kogo się przytulać i z kim się śmiać. Takie myśli sprawiały ból, więc Alicja czym prędzej zabrała się do pisania raportu. Jednak gdyby potrafiła w pełni ocenić swoją sytuację, mogłaby nad sobą gorzko zapłakać.

*

Beatka była jednocześnie urocza i irytująca. Mówiła za głośno, śmiała się za często. Bardzo wypiękniała od czasów szkoły, właściwie byłaby prześliczna, gdyby nie to, że jej image był krzykliwy, a ciuchy tandetne. Tak oceniała ją Alicja, siedząca teraz naprzeciwko koleżanki w swym urządzonym przez projektanta mieszkaniu, w którym jedynym śladem, że jest w ogóle zamieszkane, był wilgotny ręcznik w łazience.
– O, rany julek! – zapiszczała Beatka. – Przepraszam, przepraszam!
– Co się stało?
– Rozlałam kawę! Widzisz, tutaj, na twój piękny obrus. Rany, sorki! Tak masz tu pięknie i czysto, a ja od razu coś narozrabiałam!
– Nie przejmuj się, Beata – odparła Alicja z pobłażaniem. – Jutro pani Krysia to wypierze, albo kupi nowy.
– Pani Krysia? A kto to?
– Pani do sprzątania. Przychodzi dwa razy w tygodniu.
– Alusia, dziewczyno, a co ona u ciebie sprząta?! – wrzasnęła Beatka. – Ty tutaj masz czyściej niż w laboratorium! Ty tu w ogóle mieszkasz?
– Od czasu do czasu. Albo jestem w Londynie, albo w Paryżu, albo tu. Ale głównie tylko przychodzę się przespać.
– I tam też masz takie mieszkania?! I panie do sprzątania? – Beatka nie umiała się nadziwić. – Jak z filmu jakiegoś! A rzeczy w którym trzymasz?
Alicja chwilę mrugała, nie nadążając za tokiem myślenia przyjaciółki:
– Jakie rzeczy?
– No, osobiste różne. Albumy ze zdjęciami, ulubione pamiątki, pocztówki, zabawki z dzieciństwa, no wiesz, takie różności.
– Nie mam takich rzeczy.
Beatka posłała jej zdziwione spojrzenie, po czym zaczęła opowiadać o swoim domu, w którym panował wieczny bałagan; o tym, jak planuje przedzielić pokój chłopców ścianką działową, by każdy z jej synów miał kąt dla siebie; o rodzinnych piknikach nad jeziorem i dziesiątkach innych słodko-pierdzących historii. Alicja ożywiła się dopiero wówczas, gdy koleżanka zapytała ją o jej pracę. Teraz z kolei ona mogła się wykazać opowieściami o najnowszych projektach firmy, o tym jak liczy na stanowisko szefowej regionu środkowoeuropejskiego, o certyfikacie z zarządzania tym i tamtym, o planach na zdobycie dyplomów z tego i tamtego. 
W pewnym momencie znudzona chyba Beatka przerwała:
– A faceta masz?
– Nie… Miałam jakiś czas, ale nam nie wyszło.
– I co, nie poznałaś nikogo nowego?! Ty, taka mądra i śliczna dziewczyna?! Nie wierzę!
– Beata, a kiedy mam kogoś poznać, jak pracuję na najwyższych obrotach szesnaście godzin na dobę!
– I po co?
– Słucham?
– Po co tyle pracujesz? – chciała wiedzieć Beatka.
– No jak to? Przecież ci mówiłam, że mam szansę na stanowisko szefowej regionu, więc szczególnie teraz muszę się wybitnie wykazać.
– A potem co?
– Potem, jak się sprawdzę, to może wezmą mnie do centrali do Nowego Jorku!
– Zawsze marzyłaś żeby mieszkać w Nowym Jorku?
– Nie, Nowy Jork nie ma tu nic do rzeczy, po prostu akurat tam jest centrala. Ja i tak nie mam czasu na łażenie po jakimkolwiek mieście.
– Więc po co chcesz do Nowego Jorku?

– Beata, o co ci chodzi?! – Alicję zaczęła irytować tępota przyjaciółki. Widać Beatka nadal pozostała tym słodkim cielęciem, co to do trzech nie zliczy.
– Wiesz, tak się zastanawiam… Po co ci ta kariera? Czy tę karierę przytulisz, gdy będzie ci smutno? Czy ta kariera poda ci na starość herbatę? Czy tę karierę weźmiesz ze sobą do nieba?
– Beatko… – Alicja obrała łagodny ton, niczym przemawiając do dzikiego zwierzęcia. – Widzę, że nie rozumiesz, ale nie winię cię. Masz inne wzorce, w których pewnie ci wpojono, że kobieta to ma w domu siedzieć i dzieci rodzić.
Może i Alicja trochę chciała ją obrazić. Taka nieładna potrzeba odgryzienia się, gdy coś zaboli. Ale Beata wcale się nie obraziła, tylko szeroko uśmiechnęła i odparła:
– Nie widzę nic złego  w robieniu przez kobietę kariery, Alusia. Nie widzę nic złego w tym, że nie każda dziewczyna chce mieć dzieci, jej prawo. Nie widzę nic złego w samotności, jeśli jest ona świadomym wyborem. Ale widzę coś złego w unieszczęśliwianiu się na własne życzenie, a ty to właśnie sobie robisz.
– Jesteś… – Alicja przerwała, nie do końca pewna, co właściwie chce powiedzieć.
– Jestem nudziarą ze wsi. – Roześmiała się Beatka. – Pewnie to chciałaś powiedzieć. Nie mam eleganckich apartamentów, w których nie mam czasu mieszkać; ani góry pieniędzy, której nie mam czasu wydawać. Mam tylko męża i synów, największe skarby mojego życia.
– A ja mam…
– Przesadną ambicję, która wpędziła cię w pułapkę. Ty już nawet nie wiesz, po co musisz wciąż wspinać się wyżej i wyżej. Nie widzisz, że to zabiera ci życie? Kradnie!
– Jak możesz być tak niesprawiedliwa?! – krzyknęła Alicja, czując, jak do oczu napływają jej łzy. – Czy to przestępstwo, że chcę być niezależna, że zależy mi na pozycji i wykształceniu, że chcę, żeby coś po mnie zostało?!
– Co zostało? Podpis na raporcie sprzedaży?
– Odezwała się, zdobywczyni Nobla! – warknęła, całkiem już wściekła Alicja.
– Nobla nigdy nie dostanę i leku na raka nie odkryję, ale wiesz, co po mnie zostanie? Miłość. Miłość przekazana moim dzieciom. Miłość, którą one przekażą dalej. Jedyna nieśmiertelna rzecz na świecie.
– Nie masz prawa mnie krytykować!
– Nie mam.

–  Więc chcę żebyś stąd wyszła. Jesteś po prostu podłą zazdrośnicą!
– Nie, jestem twoją prawdziwą przyjaciółką, która chciała otworzyć ci oczy.

Dla mnie ważne jest tutaj i teraz, stół przy którym jadamy śniadanie,
moja córka, gdy oczy otwiera i piosenka, co po nas zostanie
„.
„Wywiad na pierwszą stronę”, Pod Budą

  • Trzeba przyznać, że głupiutka Beatka dobrze przyjaciółce prawi:) Nie ma nic złego w ambicji, ale czasami ciągnie nas w złym kierunku. Od razu mi się przypomina tekst z Filmu „Diabeł ubiera się u Prady” – Pojadę do Paryża i może nawet uda mi się go zobaczyć! 🙂

    • Cała historia dotyczy realnie istniejącej osoby, której przesadna pogoń za karierą niszczy jej życie, jednak po namyśle postanowiłam przerobić tekst na lżejszą formę opowiadania, żeby było strawniej i żeby nikogo nie urazić.

  • Anna Sakowicz

    Czy to fragment większej całości? 🙂

    • Nie, to realna historia, której niedawno byłam świadkiem, przerobiona na opowiadanie.

      • Anna Sakowicz

        Życie jednak pisze najlepsze scenariusze. 🙂

  • Niektórzy nie wiedzą co to umiar niestety.

    • Dokładnie, a żadne popadanie w skrajności nie przynosi nic dobrego.

  • Fan-ta-sty-czne! Cudowna opowieść! Z milionem podskórnych wątków do przemyślenia! A obie bohaterki zarazem tak mi bliskie i tak dalekie…Genialnie się czytało! Dziękuję!

    • Bardzo mi miło i cieszę się, że tak tak właśnie odebrałaś to opowiadanie. Zależało mi, by pozostawiało sporo miejsca na przemyślenia i własne wnioski 🙂

  • Ewelina

    Chyba jestem egoistką, bo uwielbiam swoją pracę. Oczywiście wnerwia mnie codzienne siedzenie w pracy po prawie 8 godzin, ale szczęśliwsza byłam gdy pracowałam po 5 godzin, na wszystko miałam czas. Teraz jestem więcej w pracy niż w domu, życie ucieka mi przez palce, a jak mam wolne to odsypiam. A najbardziej mnie wkurza to, że w pracy nie mam kiedy zjeść czy odebrać telefonu. Przecież nikt mi medalu nie da, a mnie jest wciąż ciężko, wygospodarować dwie minuty na kanapkę, albo telefon od dziecka. Może gdybyśmy pracowali 4 dni w tygodniu…albo krócej… do 13-14-tej… Byłoby łatwiej..

    • Wiesz, ja też uwielbiam swoją pracę, bo zawodowo zajmuję się tym, o czym zawsze marzyłam 🙂 Nie ma nic złego w rozwoju zawodowym, ani w realizacji stawianych sobie celów. Wydaje mi się, że to, co tworzy różnicę między nami, a „Alicją” to motywacje, jakie nami kierują i umiejętność (lub nieumiejętność) zachowania równowagi. Matki chyba najlepiej wiedzą, jak ten balans i znalezienie złotego środka są ważne. Bo wydaje mi się, że ani ta kobieta, co w 100% poświęca się pracy, ani ta, co bez reszty oddała się jedynie macierzyństwu, bez pozostawienia miejsca na realizację swych pasji, nie będą do końca szczęśliwe.

  • Chcę Cię czytać więcej i więcej…
    Idę nadrabiać wcześniejsze wpisy!

  • Smutna historia, tym bardziej, jeśli jest oparta na prawdziwej. Osobiście uważam, że praca w korporacji nie jest żadną karierą. Ani żadna inna. Karierę robi ktoś, kto tworzy receptury na ważne leki, tworzy wynalazki, wyjaśnia tajemnice przyrody, pisze ważne dzieła, które mają znaczenie dla ludzkości. Reszta to po prostu praca lub pasja. A najbardziej mnie śmieszą kariery w telewizji i internecie, gdzie ktoś jest „gwiazdą” i „robi karierę (nie mylić z naprawdę utalentowanymi np. aktorami).. Tego już nie rozumiem. To trwa minutę, dzień, może miesiąc, rok, do emerytury… A gdzie cała wieczność…

    • Podpisuję się pod tym obiema rękami! Też tak sądzę. Do tego nie potrafię zrozumieć, dlaczego np. piłkarze, modelki, lub telewizyjne „gwiazdki” mają zarabiać krocie, podczas gdy np. pielęgniarki, które wykonują dalece ważniejszą od nich pracę i robią coś wartościowego, mają nieraz głodowe stawki… Wkurza mnie to, że żyjemy w jakimś w sztucznie wykreowanym i ogłupionym świecie.

  • Niestety często, coraz częściej się tak dzieje. Każdy wybiera swoją drogę, spełnia swoje marzenia, ma inne priorytety. Niestety laptopa i kolejnego awansu nie przytulisz, nie wyprowadzi cię z równowagi by za chwilę robić słodkie oczy i udawać niewiniątko- czy jest to maluch, czy dorosły. Bez bliskich osób byłoby mi jakoś pusto. Ja nie potrafiłabym się odizolować, piąć po szczeblach kariery,a później płakać, że nawet kot mnie nie lubi…ale to moje podejście. Każdy wybiera po swojemu. Nie oceniam, nie wnikam… świetnie to opisałaś.

    • Też staram się nie oceniać, choć czasem aż korci 😉 Ale monopolu na jedyne słuszne zdanie nie mam, zresztą zawsze uważałam tak, jak głosi jeden z moich ulubionych cytatów, przytoczonych na samej górze. Dlatego ten tekst sprawił mi trochę problemów, bo z jednej strony chciałam przekazać to, co ja na ten temat sądzę, a z drugiej nie chciałam oceniać i moralizować. Ale żal mi tej dziewczyny, która była inspiracją do stworzenia postaci Alicji, bo naprawdę unieszczęśliwia się na własne życzenie. To jakby nałóg, przymus, by zdobywać kolejne stanowiska i dyplomy, choć zaszła już bardzo, bardzo wysoko, a wciąż nie satysfakcjonuje jej to, co osiągnęła i czuje, że musi wciąż bez tchu wspinać się dalej, bez względu na wszystko.

      • Teraz mi się przypomniała książka „Suki” Krystyny Kofty- jak będziesz miała okazję przeczytaj. Recenzję znajdziesz u Matki Wygodnej. Dobra książka właśnie w podobnych klimatach. Ja wiem, że korci człowieka:) Patrząc przez pryzmat własnych doświadczeń też mi takich osób szkoda, znam osoby, które podobnie do życia podchodzą. O i jeszcze książka „Pozytywka” Agnieszki Lis jest o tym 🙂

        • O pierwszej książce słyszałam, ale to chyba temat nie dla mnie. Też może jestem dziwna, bo we mnie takie korpo-klimaty wywołują mdłości 😉

          • Ja się kompletnie w takiej roli nie widzę, ani trochę 🙂

          • Ja też nie 😉

          • A ja przez kilka lat w nim siedziałam, tak na własne życzenie, podążając tropem kasy, jednak od początku wiedziałam, że to będzie przejściowy okres, i tak właśnie było. 🙂

          • Haha, ja jakiś czas pracowałam w Telekomunikacji Polskiej, potem dla Play’a, więc z korpo-klimatami miałam trochę do czynienia, ale szybko z nich uciekłam 😉

  • Bo bycie kobietą to wieczne wybory i niestety wielokrotnie, co byśmy nie zrobiły i tak jest źle. Bycie mamą to moja największa kariera, ale nie porzucam pracy i swoich ambicji.

    • „Bycie mamą to moja największa kariera” – pięknie to napisałaś. I z dalszą częścią zdania też się zgadzam. Zresztą w życiu raczej kiepsko wychodzi popadanie w jakąkolwiek skrajność. Moim zdaniem najważniejsza jest umiejętność złapania balansu. Dla mnie też rola mamy jest najważniejsza, ale to nie znaczy, że zrezygnowałam ze swoich pasji, rozwoju i dążenia do tego, co chcę osiągnąć.
      Każdą z nas uszczęśliwia co innego, a jeśli dla kogoś jest to tylko robienie kariery, to ok. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie uszczęśliwia, kiedy zatracamy się w biegu i po drodze gubimy sens.

  • Piękny tekst, wiele inspiracji do przemyśleń, przesadna ambicja ma wiele źródeł niekoniecznie tych oczywistych z pozoru, związanych z karierą, tam może kryć się drugie dno, chętnie bym bym się temu bliżej przyjrzała. 🙂

    • Bardzo mi miło, że tak go odebrałaś, zależało mi, żeby tekst zostawiał spore pole do przemyśleń i nie był zbyt oczywisty!.

      • Właśnie takie niedomówienia i wielowarstwowość powodują, że mocniej chcemy się zagłębić w zaproponowany przekaz, spojrzeć z wielu perspektyw, dotrzeć do różnych przesłań, odnaleźć coś dla siebie. 🙂

        • Cieszę się, że mi się udało 🙂

  • Dominika Ławicka

    Skwituję ten tekst wirtualnym uśmiechem 🙂 Pozdrawiam serdecznie! Matka Polka Czytająca

  • Jeśli Alicja naprawdę jest przyjaciółką Beatki, to pewnie zadzwoni do niej w środku nocy, po butelce tego wyszukanego wina, które będzie musiała jakoś sama odkorkować, i powie, że rzeczywiście czasem brakuje jej w swoim życiu właśnie siebie.

    • Świetnie dopisałaś dalszy ciąg! 🙂

  • Zgadzam się z Beatką, ale Alicji krytykować nie chcę. Każdy bierze odpowiedzialność za własne życie i ono z każdym, prędzej czy późnie,j się rozliczy. Ważne, żeby być w zgodzie ze sobą, inaczej prawdziwe szczęście nie ma szans się objawić.

    • Nic dodać, nic ująć, idealne podsumowanie 😉

  • Wspaniały pierwszy rozdział na nową powieść!!! Czyżby???? :)))

    • Chyba nie byłabym w stanie pociągnąć tego wątku w powieści, bo nie czuję sympatii do Alicji, jako bohaterki 🙂

      • A moze włąśnie dlatego??? Mogłabyś się „wyżyć” 🙂

        • Że niby na nią wszystkie kłopoty zwalić i maksymalnie biedną Alicję dojechać? 😉 ;p

  • zafrikooo

    Genialny tekst, świetnie napisany 🙂

  • Uwielbiam czytać Twoje posty Kasia 🙂 są genialne i takie prawdziwe..!
    Im bardziej zagłębiałam się w tekst tym bardziej miałam wrażenie, że to zderzenie dwóch rzeczywistości – korporacyjnego pracownika i zwykłej, prostej mamy, dla której najważniejsze jest szczęście dnia codziennego i zdrowie rodziny. Kiedyś – przez założeniem rodziny, urodzeniem dziecka – może inaczej popatrzyłabym na ten tekst, inaczej go skomentowała, może nawet stanęłabym po stronie Alicji, bo w końcu życie trochę wymusza na nas, żebyśmy za wszelką cenę dążyli do celu, kariery i poświęcenia w 100% – tak jak nasza Alicja. Pracowałam w taki sposób przez trzy lata – teraz wiem, ze to trzy lata wycięte z życia, towarzyskie spotkania? Randki? wyjście na spacer- mogłam tylko pomarzyć, oddałam się pracy cała – w każdym mm swojej świadomości. Dzisiaj patrzę na te trzy lata jak przez mgłę, jestem taką Beatką, ale z pomysłem na własny rozwój. Dziwię się, ze w tym momencie poznałam – mojego Męża i zakochaliśmy się w sobie – zastanawiam się szczerze – kiedy i jak on to wytrzymywał. Za to właśnie najbardziej go kocham.

    • Miło mi bardzo, że Ci się podoba i cieszę się, że odnalazłaś swoją drogę. A i znalazłam duże podobieństwo między nami, bo z Ojcem na Szczycie związałam się, gdy też byłam na całkiem innym etapie życia, tylko u mnie nie była to praca, a raczej etap takiej głupiej gęsi, dla której liczą się tylko imprezy i znajomi. Też się czasem zastanawiam nad tym, jak to jest, że wtedy zobaczył we mnie tę osobę, którą się później stałam i nie zniechęcił tamtym moim zachowaniem 🙂

      • To jest właśnie chyba ta miłość <3 dostrzec w Ukochanej coś więcej niż zewnętrzne pozory achh się nam romantycznie zrobiło wiesz 😉

  • Coraz więcej jest takich ludzi…wydaje im się że zbawią świat a tymczasem stają się z dnia na dzień coraz bardziej same i samotne. Szkoda mi jest ich, bo gdy przychodzi „opamiętanie” jest za późno na zmiany i na rodzinę

    • Wydaje mi się, że bardzo łatwo jest się w takim pędzie zatracić. Najpierw chce się po prostu osiągnąć wyznaczony cel, a potem okazuje się, że galop wciąż trwa, nie wiadomo po co i dokąd, ale biegną i biegną, chyba by zagłuszyć wewnętrzną pustkę.

      • Każdy ma swój sposób na życie, staram się nie oceniać decyzji innych, ale masz rację, to pęd (nie wiadomo do czego) w którym można się zatracić. Każdy ma inne priorytety i wartości w życiu. Dla mnie życie w którym mam czas na przyjaciół i rodzinę jest najważniejsze. Z własnej woli zrezygnowałam z pracy za co zostałam okrutnie skrytykowana, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie rezygnuje z pracy… a jednak. Wbrew obiegowej opinii jestem zdrowa na ciele i umyśle 🙂

        • Ja też nie chciałam oceniać „Alicji”, dlatego zdecydowałam się na formę opowiadania, z którego każdy może wyciągnąć własne wnioski 🙂

  • No i wreszcie mam czas skomentować. Tekst wbił mnie w fotel, to prawdziwy majstersztyk! Przeczytałam w komentarzu, że nie masz ochoty na kontynuację, niemniej bardzo bym się ucieszyła, gdyby powstały kolejne odcinki :).

    • Dziękuję, bardzo mi miło, a szczególnie z Twoich ust – autorki znakomitych opowiadań – to szczególne wyróżnienie! :*
      Może pomyślę w takim razie nad kontynuacją, skoro taka jest wola czytelników 😉 Tylko nie wiem kiedy, bo ostatnio istne szaleństwo na Szczycie i już z niczym nie wyrabiam :/

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Priorytety. Każdy ma inne. Ktoś mógłby pomyślec, że jestem mało ambitna. Że nadal mieszkam w swoim miasteczku, w domu z dziećmi, praca to nie jakaś wielka kariera. Ale ja tak chcę i tak mi dobrze. Mam cudowną rodzinę i to chyba dla mnie jest najważniejsze. Nie praca na wysokich stanowiskach, bo co mi po niej. Pieniądze? Rzecz nabyta, przychodzą i odchodzą, a rodzina zostaje.
    Świetne opowiadanie i też jestem za tym by powstały kolejne.

    • Dzięki 🙂
      A co do Twoich słów, to myślę bardzo podobnie. Według mnie, prawdziwa „kariera” to życie w zgodzie ze sobą, bycie spełnionym, czucie, że jest się na swoim miejscu, kochanie i bycie kochanym 🙂

  • Wiesz, to jest trochę takie opowiadanie o mnie (Beatce) i moim mężu (byłby idealnym, męskim odpowiednikiem Alicji)… Ciężki temat.

    • Niestety, tak chyba jest, że to parcie na robienie kariery u mężczyzn jest przeważnie silniejsze… Zależy jeszcze, jakie motywacje nimi kierują, bo często jest tak, że myślą, że im dalej zajdą, tym lepszy byt zapewnią rodzinie i to jest bardzo szczytna motywacja, ale łatwo się po drodze pogubić…

  • Piękny cytat na końcu… Bardzo bliski mojemu sercu obecnie.

    • Coś mi się ostatnio przypominają piosenki, których słuchałam lata temu, a ten cytat faktycznie idealnie oddaje moje podejście, choć w moim przypadku córkę trzeba by w nim zamienić na syna 😉

  • Karolina

    Ja w jakiś tam sposób jestem samotna co przeszkadza wielu osobom ( głównie kobietom) na różne sposoby. Jednak te same osoby nie widzą, że mam wspaniałe dziecko, rodziców, siostrę, całą moją rodzinę i nie czuję się samotna 🙂 Mimo to słyszę ciągle, że powinnam z kimś być. Pokazują mi jak to niby byłoby mi wspaniale, ale ja uważam, że nic na siłę, więc można powiedzieć, że rozumiem i jedną i drugą stronę 🙂 Jednak patrząc głębiej to Alicja ze strachu przed byciem z kimś ucieka w pracę i szuka kolejnych szczebli do wspięcia się wyżej, zajęcia sobie tym czasu, tym samym ma wymówkę: ” nie mam czasu na życie prywatne”. Nie wydaje mi się, żeby to była decyzja ostateczna. Wg mnie chciałaby mieć kogoś, ale ucieka i nie przyznaje się sama przed sobą do tego. To jest coś w czym się zatraci, albo do niej dotrze, że jednak coś traci. Wszystko przez strach.Może być też tak, że jest jest dobrze żyjąc w ten sposób. Znam szczęśliwych samotników bez pary, dzieci i psa. Są naprawdę szczęśliwi, ale też mili i mają czas na życie prywatne – rodzinę i przyjaciół 🙂 Nie zatracili się w biegu.

    • Tak jak to jest napisane w tekście – co innego bycie samotnym z wyboru, a co innego unieszczęśliwianie się w sytuacji, w której wszystko zależy od nas. Każdy ma swoją drogę, ale czasem może się na niej zgubić.

  • Spodobało mi się! I pobudziło do następujących przemyśleń:
    Dokładnie, liczy się to co po nas zostanie. I czy przyszłe pokolenia będą nas wspominać jako osoby o dobrym sercu, życzliwe, żyjące z pasją, z pomysłem i uśmiechem. A nie kolejne oklaski.
    Przy okazji, rozmawiałam ostatnio z parą podróżników, Elżbietą i Andrzejem Lisowskimi ( autorami radiowych i telewizyjnych programów podróżniczych) i oni ze smutkiem konstatują, że Polacy to bardzo ponury naród. Pan Andrzej często jeżdzi po Krakowie rowerem i lubi przyglądać się wtedy twarzom ludzi. Powiedział mi, że w ciągu godzinnej przejażdżki zobaczył tylko dwukrotnie ludzi uśmiechniętych i za każdym razem była to sytuacja, kiedy dziecko rozbawiło czymś swojego opiekuna.
    A wakacje to dobry czas na przemyślenie życiowych priorytetów. Dziękuję ci, Kasiu, za ten tekst:))

    • Cieszę się, że tekst się spodobał 🙂 A co do ponurości naszego narodu, to myślę, że nie jest wcale tak źle! Polacy są bardzo spontaniczni i żywiołowi, przypominają mi w tym Latynosów 🙂 Miałam okazję studiować w międzynarodowym środowisku z ludźmi z 45 krajów świata i Polacy właśnie byli tam jednymi z najweselszych 🙂

  • Krystyna Polek

    Piękne, dosadne, rzeczywiste i właściwe. Ale czasami tak się zaczyna – balansując na granicy robienia kariery lub nie robienia nic po to, by spotkać tą przyjacielską duszę, która nam uzmysłowi, że to źle. Po to, by znaleźć równowagę w obydwóch sferach (zawodowej i osobistej) lub po to, by uświadomić sobie, że to nie jest to, czego chcemy, że czas na zmianę. I wtedy dopiero zaczyna się życie 🙂 Ps. Pięknie piszesz, mam kolejny cel na 2017 rok – przeczytać chociaż jedną Twoją książkę, bo jeszcze żadnej nie czytałam (za co przepraszam :))

    • Dzięki 🙂 I spokojnie, moje książki są stosunkowo krótkie i szybko się je czyta, więc na pewno się uda 🙂