Matka na Szczycie

„(…) z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle
„Bal kreślarzy”, Kult

Większość mieszkańców apartamentowca leżała już zapewne w swych wygodnych łóżkach, gdy Alicja na ostatnich nogach dotarła pod szklane drzwi i wstukała otwierający je kod. Portier uprzejmie się z nią przywitał, a światło w holu pojaśniało, gdy uruchamiająca je fotokomórka zarejestrowała ruch. Sterowana podobnym mechanizmem winda z cichym szumem zjechała na parter. Alicja wsiadła, rzucając okiem na swe liczne odbicia w lustrach wyścielających ściany kabiny. Ujrzała w nich atrakcyjną kobietę koło trzydziestki, z burzą kasztanowych loków i orzechowymi pustymi oczami.
Chwilę później elektronicznie wygenerowany głos powiadomił o dotarciu na ósme, ostatnie piętro. Po wejściu do mieszkania, klasnęła w dłonie, by pozapalać światła. Zdjęła z nóg cholernie drogie szpilki. Obok butów rzuciła torebkę z logo Chanel. Gdyby chciała chwilę się nad tym zastanowić, musiałaby dojść do wniosku, że te rzucone niedbale dodatki były właściwie jedynymi przedmiotami w mieszkaniu, które zaznaczały w nim jakiś ślad jej obecności. Ale Alicja nigdy nie zastanawiała się nad takimi rzeczami.

W kuchni spojrzała na ozdobny stojak na wino, który mieścił kilkanaście butelek najbardziej wykwintnych gatunków. Już chciała sięgnąć po którąś z butelek, lecz przypomniała sobie o Beatce. I o Malcolmie. Tych postaci nic nie łączyło, prócz tego, że spełnienie ich oczekiwań wzajemnie ze sobą kolidowało.
Planowała poświęcić całą niedzielę na skończenie raportu dla Malcolma, swego zwierzchnika z oddziału w Londynie. Niedziela była jedynym dniem, gdy mogła trochę podgonić z zaległą pracą. Ale zadzwoniła Beatka. Mała, słodka Beatka, co to do trzech zliczyć nie umie. Przynajmniej tak postrzegała ją, gdy siedziały w jednej ławce w podstawówce. Alicja zawsze wspierała ją w szkole, wielokrotnie pomagała w lekcjach, odrabiała za nią zadania. Uważała Beatkę za głupie ciele, ale jednocześnie Beatka była wierną i oddaną przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką Alicji, więc trzymały się razem.

Po szkole, jak to często bywa, każda poszła w swoją stronę. Alicja zdobywać kolejne fakultety,  tytuły, dyplomy i certyfikaty; Beatka z trudem jakieś tam studium policealne skończyła.
Obecnie miały jeszcze mniej wspólnego, niż w podstawówce – podczas gdy Alicja była szefową pionu w międzynarodowej korporacji, jeździła po całym świecie i wytrwale pięła się po szczeblach kariery, jej przyjaciółka siedziała gdzieś na wiosce zabitej dechami, prowadząc kiosk z gazetami. No i Beatka miała rodzinę – męża i dwójkę dzieci.

Przyjaźń z czasów szkoły utrzymała się o tyle, że dzwoniły do siebie z życzeniami na święta i urodziny, aż tu nagle, ni z tego, ni z owego, Beatka zadzwoniła bez okazji:
– Alusia, kochana, jesteś teraz w Polsce? Wiem, że sporo podróżujesz, ale pomyślałam, że może akurat nam się poszczęści – trajkotała do słuchawki. Alicja nie miała pojęcia o co może jej chodzić, nim przyjaciółka nie wystrzeliła: – W niedzielę się zobaczymy!
Opowiadała coś o przyczynach swych odwiedzin w mieście i o tym, jak się cieszy, że mogą po latach znów się spotkać, ale Alicja nie bardzo słuchała. Zastanawiała się, czy uda jej się jeszcze znaleźć jakąś wymówkę, lecz po chwili dała za wygraną. Może nawet delikatnie ucieszyło ją spotkanie dawnej koleżanki. W końcu nowych koleżanek nie miała. Praca i ciągłe podnoszenie kwalifikacji pochłaniały ją bez reszty, nie pozostawiając żadnego czasu na życie prywatne.

Jeśli teraz Beatka zajmie jej niedzielę, raport dla Malcolma będzie musiała zrobić w nocy. Postanowiła zacząć natychmiast – im więcej zrobi dziś, tym mniej zostanie na jutrzejszą noc. W nieskazitelnie czystej kuchni wyjęła z zielonoszarej szafki zielonoszary kubek. Zaparzyła kolumbijską kawę w nowoczesnym ekspresie i postawiła ją na stole przykrytym zielonoszarym obrusem. Na chwilę zapatrzyła się w ścianę, która – nie, wcale nie była zielonoszara, tylko w odcieniu nasyconego turkusu, co tworzyło mocny kolorystyczny kontrapunkt. Alicja nie miała pojęcia, czy ta ściana jej się podoba, ale projektant zapewniał, że cały wystrój jest zgodny z najnowszymi trendami i to jej wystarczało.
Jednak teraz, im dłużej patrzała na tę ścianę, tym bardziej jaskrawy kolor męczył jej oczy. Przerzuciła wzrok na wielkie, sięgające od podłogi do sufitu okno, za którym widać było inne skrzydła apartamentowca, zbudowanego na planie litery U. Nigdy by się do tego przed nikim nie przyznała, ale lubiła podglądać sąsiadów. Zaglądając im w okna, zaglądała w ich życia. Życia, w których były emocje, uśmiechy i łzy, uściski i bliskość, czasem krzyki, czasem imprezy, czasem namiętność. Im dłużej patrzyła, tym bardziej czuła się jak ta laleczka z saskiej porcelany, bohaterka dziecięcej piosenki, wyprana z emocji, zimna, pusta. Hipokryzją byłoby, gdyby twierdziła, że samotność jej nie doskwiera. Że nie chciałaby mieć do kogo się przytulać i z kim się śmiać. Takie myśli sprawiały ból, więc Alicja czym prędzej zabrała się do pisania raportu. Jednak gdyby potrafiła w pełni ocenić swoją sytuację, mogłaby nad sobą gorzko zapłakać.

*

Beatka była jednocześnie urocza i irytująca. Mówiła za głośno, śmiała się za często. Bardzo wypiękniała od czasów szkoły, właściwie byłaby prześliczna, gdyby nie to, że jej image był krzykliwy, a ciuchy tandetne. Tak oceniała ją Alicja, siedząca teraz naprzeciwko koleżanki w swym urządzonym przez projektanta mieszkaniu, w którym jedynym śladem, że jest w ogóle zamieszkane, był wilgotny ręcznik w łazience.
– O, rany julek! – zapiszczała Beatka. – Przepraszam, przepraszam!
– Co się stało?
– Rozlałam kawę! Widzisz, tutaj, na twój piękny obrus. Rany, sorki! Tak masz tu pięknie i czysto, a ja od razu coś narozrabiałam!
– Nie przejmuj się, Beata – odparła Alicja z pobłażaniem. – Jutro pani Krysia to wypierze, albo kupi nowy.
– Pani Krysia? A kto to?
– Pani do sprzątania. Przychodzi dwa razy w tygodniu.
– Alusia, dziewczyno, a co ona u ciebie sprząta?! – wrzasnęła Beatka. – Ty tutaj masz czyściej niż w laboratorium! Ty tu w ogóle mieszkasz?
– Od czasu do czasu. Albo jestem w Londynie, albo w Paryżu, albo tu. Ale głównie tylko przychodzę się przespać.
– I tam też masz takie mieszkania?! I panie do sprzątania? – Beatka nie umiała się nadziwić. – Jak z filmu jakiegoś! A rzeczy w którym trzymasz?
Alicja chwilę mrugała, nie nadążając za tokiem myślenia przyjaciółki:
– Jakie rzeczy?
– No, osobiste różne. Albumy ze zdjęciami, ulubione pamiątki, pocztówki, zabawki z dzieciństwa, no wiesz, takie różności.
– Nie mam takich rzeczy.
Beatka posłała jej zdziwione spojrzenie, po czym zaczęła opowiadać o swoim domu, w którym panował wieczny bałagan; o tym, jak planuje przedzielić pokój chłopców ścianką działową, by każdy z jej synów miał kąt dla siebie; o rodzinnych piknikach nad jeziorem i dziesiątkach innych słodko-pierdzących historii. Alicja ożywiła się dopiero wówczas, gdy koleżanka zapytała ją o jej pracę. Teraz z kolei ona mogła się wykazać opowieściami o najnowszych projektach firmy, o tym jak liczy na stanowisko szefowej regionu środkowoeuropejskiego, o certyfikacie z zarządzania tym i tamtym, o planach na zdobycie dyplomów z tego i tamtego. 
W pewnym momencie znudzona chyba Beatka przerwała:
– A faceta masz?
– Nie… Miałam jakiś czas, ale nam nie wyszło.
– I co, nie poznałaś nikogo nowego?! Ty, taka mądra i śliczna dziewczyna?! Nie wierzę!
– Beata, a kiedy mam kogoś poznać, jak pracuję na najwyższych obrotach szesnaście godzin na dobę!
– I po co?
– Słucham?
– Po co tyle pracujesz? – chciała wiedzieć Beatka.
– No jak to? Przecież ci mówiłam, że mam szansę na stanowisko szefowej regionu, więc szczególnie teraz muszę się wybitnie wykazać.
– A potem co?
– Potem, jak się sprawdzę, to może wezmą mnie do centrali do Nowego Jorku!
– Zawsze marzyłaś żeby mieszkać w Nowym Jorku?
– Nie, Nowy Jork nie ma tu nic do rzeczy, po prostu akurat tam jest centrala. Ja i tak nie mam czasu na łażenie po jakimkolwiek mieście.
– Więc po co chcesz do Nowego Jorku?

– Beata, o co ci chodzi?! – Alicję zaczęła irytować tępota przyjaciółki. Widać Beatka nadal pozostała tym słodkim cielęciem, co to do trzech nie zliczy.
– Wiesz, tak się zastanawiam… Po co ci ta kariera? Czy tę karierę przytulisz, gdy będzie ci smutno? Czy ta kariera poda ci na starość herbatę? Czy tę karierę weźmiesz ze sobą do nieba?
– Beatko… – Alicja obrała łagodny ton, niczym przemawiając do dzikiego zwierzęcia. – Widzę, że nie rozumiesz, ale nie winię cię. Masz inne wzorce, w których pewnie ci wpojono, że kobieta to ma w domu siedzieć i dzieci rodzić.
Może i Alicja trochę chciała ją obrazić. Taka nieładna potrzeba odgryzienia się, gdy coś zaboli. Ale Beata wcale się nie obraziła, tylko szeroko uśmiechnęła i odparła:
– Nie widzę nic złego  w robieniu przez kobietę kariery, Alusia. Nie widzę nic złego w tym, że nie każda dziewczyna chce mieć dzieci, jej prawo. Nie widzę nic złego w samotności, jeśli jest ona świadomym wyborem. Ale widzę coś złego w unieszczęśliwianiu się na własne życzenie, a ty to właśnie sobie robisz.
– Jesteś… – Alicja przerwała, nie do końca pewna, co właściwie chce powiedzieć.
– Jestem nudziarą ze wsi. – Roześmiała się Beatka. – Pewnie to chciałaś powiedzieć. Nie mam eleganckich apartamentów, w których nie mam czasu mieszkać; ani góry pieniędzy, której nie mam czasu wydawać. Mam tylko męża i synów, największe skarby mojego życia.
– A ja mam…
– Przesadną ambicję, która wpędziła cię w pułapkę. Ty już nawet nie wiesz, po co musisz wciąż wspinać się wyżej i wyżej. Nie widzisz, że to zabiera ci życie? Kradnie!
– Jak możesz być tak niesprawiedliwa?! – krzyknęła Alicja, czując, jak do oczu napływają jej łzy. – Czy to przestępstwo, że chcę być niezależna, że zależy mi na pozycji i wykształceniu, że chcę, żeby coś po mnie zostało?!
– Co zostało? Podpis na raporcie sprzedaży?
– Odezwała się, zdobywczyni Nobla! – warknęła, całkiem już wściekła Alicja.
– Nobla nigdy nie dostanę i leku na raka nie odkryję, ale wiesz, co po mnie zostanie? Miłość. Miłość przekazana moim dzieciom. Miłość, którą one przekażą dalej. Jedyna nieśmiertelna rzecz na świecie.
– Nie masz prawa mnie krytykować!
– Nie mam.

–  Więc chcę żebyś stąd wyszła. Jesteś po prostu podłą zazdrośnicą!
– Nie, jestem twoją prawdziwą przyjaciółką, która chciała otworzyć ci oczy.

Dla mnie ważne jest tutaj i teraz, stół przy którym jadamy śniadanie,
moja córka, gdy oczy otwiera i piosenka, co po nas zostanie
„.
„Wywiad na pierwszą stronę”, Pod Budą