Jak już może większość z Was wie, jakiś czas temu założyłam konto na Instargramie. Długo się opierałam, ale tyle osób mnie namawiało, że w końcu uległam. Trochę chwilami żałuję, ale o tym później, a teraz przedstawiam Wam

10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH NIE ZAWOJUJĘ INSTAGRAMA:

1. Moje dziecko już od lat nie korzysta z wózka, w związku z czym nie zrobię sobie zdjęcia, stojąc przy wózku, skacząc przy wózku, biegnąc przy wózku, tańcząc przy wózku, wyginając się przy wózku, z wózkiem na tle gór, z wózkiem na tle morza, z wózkiem na tle bloków, z wózkiem na plaży, z wózkiem na pustyni…, no dobra, rozumiecie.

2. Nie mam…, a Nie! Mam. Mam cotton ballsy, ale – o, zgrozo! – nie są one pastelowe, a poza tym denerwowały mnie i wrzuciłam je gdzieś na dno schowka.

3. Mój syn nie ma kurtki w kolorze musztardowym. Co więcej, nawet nie planuję zakupu mu takiej. Wiem, totalnie się pogrążyłam.

4. Nie mam stylowego wielkiego lustra, a co więcej, nie wiszą na nim cotton ballsy (bo, jak już wiecie, leżą gdzieś na dnie schowka).

5. Zdjęcie nóg w rajstopach w kropki – too mainstream for me – że tak sparafrazuję Nelly Furtado 😉

6. Nie używam Fostelinu, cokolwiek to jest.

7. Nie jem śniadań, w związku z tym też ich nie fotografuję.

8. Kubeczków najróżniejszych mam sporo, ale kawę piję zawsze w tym samym, a poza tym naprawdę nie umiem uwierzyć, żeby szersze grono odbiorców mogły interesować codzienne fotki mojej kawy.

9. Lubię się uśmiechać na zdjęciach. Wprawdzie i mnie czasem zdarzy się fotka w stylu „ale jestem tajemnicza”, jednak zdecydowanie częściej wolę się wyszczerzyć, bo ogólnie lubię się uśmiechać.

10. I coś ostatecznie mnie przekreślającego – nie mam w domu ani kawałka, nawet malusieńkiego kawałeczka, pustej białej przestrzeni.

Powyższy tekst jest oczywiście z przymrużeniem oka i mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, bo jeśli ktoś chce wrzucać jedynie fotki kubeczków lub bobasów, to jego prawo i nic mi do tego. Co więcej, mnie też się pewnie kiedyś zdarzy zdjęcie kubeczka, albo czegoś innego z tej listy 🙂 

No i ja mam słabość do zdjęć butów i torebek, co niekoniecznie wszystkim musi się podobać. Mam nawet buty W KROPKI, a co! Żeby nie było, że od kropek tak całkiem się odcinam 😀

A teraz kilka słów na poważnie, dlaczego nieco żałuję założenia konta…
Kiedy wrzuciłam pierwszą fotkę, Żaneta z Epoka Dumania napisała mi, że Instagram jest uzależniający. Wtedy tego nie zrozumiałam, ale zrozumiałam bardzo szybko.

Wiecie, ja uwielbiam zdjęcia, a na Insta pięknych zdjęć jest praktycznie nieskończona ilość. Nigdy ich nie przejrzysz do końca, wciąż pojawiają się nowe.
I stało się to, czego się bałam, Instagram zaczął pożerać mój czas. Przyłapałam się na tym, że wsiąkałam w kolejne profile, jeszcze jeden, jeszcze kilka… i robiła się z tego godzina, albo i więcej.

Musiałam sobie dopiero powiedzieć, że to nie album ze zdjęciami do podziwiania, bo tak podchodząc do tematu, można by spędzać na tym portalu całe dnie.

Jeszcze zdarza mi się, że Instagram niezdrowo mnie wciągnie i stąd moja myśl o tym, że konto tam to błąd, ale zaczęłam nad tym panować i wyznaczać granice.

W każdym razie, jak już zaczęłam, to rezygnować nie zamierzam, więc zapraszam Was na mój profil, jeśli jeszcze go nie znacie -> TUTAJ.
Na moim Insta pojawiają się inne fotki niż na fb i w większości niż na blogu, więc warto zajrzeć 🙂

I na koniec jeszcze jedno – miałam z początku ambicje, by mój profil był bardzo spójny. Bo wiecie, podobają mi się takie, gdzie każde zdjęcie jest w tym samym klimacie i tej samej tonacji kolorystycznej, jednak szybko okazało się, że to nie dla mnie.
Moje zdjęcia są takie jak ja – kolorowe, wyraziste, niekonsekwentne, w zmiennych nastrojach, więc koncepcja utrzymania jednolitego profilu szybko upadła 😉