Powiesz, że nie. Ale skąd wiesz? Czy życie kiedykolwiek postawiło Cię w sytuacji, w której mogłeś się o tym dobitnie przekonać?
Takie myśli towarzyszyły mi przy lekturze książki „Cela” (W. Paul Jones, Wydawnictwo eSPe). Książki wstrząsającej i robiącej na czytelniku ogromne wrażenie.


Jest to pozycja dokumentalna, opisująca autentyczne zdarzenia. Głównym celem książki jest pokazanie procesu nawrócenia zatwardziałego mordercy – Clayton’a Fountain, który został uznany za tak wyjątkowo niebezpiecznego, że nawet najsurowsze amerykańskie więzienie nie dało sobie z nim rady. W związku z tym skonstruowano dla niego specjalną, betonową, odosobnioną celę, w której został całkowicie odcięty od świata i ludzi. I gdy wydawało się, że to jego koniec, okazało się, że tak naprawdę to dopiero początek drogi tego człowieka.

Jednak dla mnie nie wątek nawrócenia – choć wzruszający – był w tej opowieści najbardziej niesamowity. O tym, że każdy może się nawrócić i że Bóg wyciąga do nas dłoń w najmniej oczekiwanych momentach, wiem bardzo dobrze z własnego życiowego doświadczenia.
To, co zrobiło na mnie największe wrażenie w tej historii, to właśnie to, że podczas jej czytania, w głowie pojawiają się myśli, które przytoczyłam na początku.

Gdy wzięłam do ręki tę książkę i przeczytałam opis z tyłu, od razu przyjęłam wszystko bardzo stereotypowo – morderca, czyli zakapior, wyrzutek, psychol, itd. Ktoś całkowicie mi obcy mentalnie, społecznie, duchowo. Ktoś z kim nie mam nic wspólnego. Ktoś, na czyim miejscu nigdy bym się nie znalazła.
W miarę czytania jednak, te myśli musiałam poddać weryfikacji.


Clayton od najmłodszych lat był wychowywany do brutalności i zabijania przez despotycznego ojca – do którego przywołany wyżej epitet „psychol” idealnie pasuje. Opis sceny, którą zaserwował Clayton’owi, gdy ten miał 4 lata, doprowadził mnie niemal do mdłości i nie potrafię wyrzucić go z głowy, choć bardzo bym chciała.
Otóż ojciec kazał czteroletniemu synowi (myślę, że ładunek emocjonalny, jaki ta scena dla mnie miała jest też związany z tym, że mój syn obecnie ma właśnie 4 lata) patrzeć jak zabija królika, a potem wysmarował syna krwią i wnętrznościami zwierzęcia. Gdy czterolatek płakał i wymiotował, ojciec bił go i kopał, wyzywając od mięczaków.

Myślę, że to daje Wam odpowiedni pogląd na to, jak ten człowiek od najmłodszych lat miał przetrącaną psychikę. Gdy dorósł i wstąpił do wojska, został wysłany na wojnę. Clayton znalazł się w Japonii (były to lata 70te ubiegłego wieku), gdzie z kolei został poddany silnemu stresowi związanemu z wojną oraz gnębieniem go przez żołnierzy wyższych stopniem.
Los chciał, że w Japonii znalazł kobietę z którą wdał się w romans. Na świecie pojawił się ich syn. I wtedy, któregoś dnia, Clayton usłyszał groźbę od nienawidzącego go żołnierza, że zabije on jego kobietę i maleńkiego synka.
To był moment, który zadecydował o całym dalszym życiu bohatera książki. Clayton zabił oficera grożącego jego najbliższym.

Skąd wiecie, że na jego miejscu nie postąpilibyście tak samo? Szczególnie, gdybyście od dziecka poddawani byli ogromnemu terrorowi i wpajane mieli, że jedyne prawo, jakie rządzi światem, to prawo siły. Gdybyście byli szkoleni w myśl zasady „zabij, albo ciebie zabiją„. Gdybyście nie znali innego życia, niż życie pełne strachu i brutalności…
Tak, Clayton zabił, potem zabił jeszcze czterokrotnie, ale dla mnie on także był ofiarą.
Oczywiście, można powiedzieć, że miał swoją wolną wolę i wybór. Nie musiał zabijać. Ale moim zdaniem od najmłodszych lat miał tak – mówiąc wprost i potocznie – prany mózg, że jego wolna wola była mocno stłamszona i ograniczona. Nigdy nie pokazano mu innej drogi, a raczej – pokazano, ale wiele lat później.

 

Kolejnym bardzo ważnym wątkiem, jaki książka porusza, jest pytanie o słuszność istnienia kary śmierci.
Teraz – chyba po raz pierwszy w historii – zrobi się na moim blogu kontrowersyjnie, bo przy tej okazji powiem, że ja jestem całkowitą i absolutną przeciwniczką kary śmierci.
Jej zwolennicy pewnie zaraz przywołaliby rozmaite argumenty, pytając, czy nie życzyłabym śmierci komuś, kto w okrutny sposób zabiłby moją rodzinę. Nie jestem pewna, ale bardzo możliwe, że życzyłabym takiemu mordercy konania w okrutnych męczarniach. Tylko… ja jestem jednostką, z moim jednostkowym sumieniem, za które sama odpowiadam. Mogę życzyć każdemu najróżniejszych rzeczy, ba, mogę nawet próbować je wykonać, bo to tylko moja odpowiedzialność, moja wina, moja dusza. Za to śmierć człowieka nigdy, przenigdy nie powinna być według mnie czynem usankcjonowanym przez prawo.
Myślę, że za resztę wyjaśnień w tym temacie starczą cytaty z książkisłowa jej autora, czyli zakonnika, który przez lata, jako jeden z niewielu ludzi na świecie, miał możliwość prowadzenia rozmów z osadzonym w „Celi”:

(…) egzekucja jakiejkolwiek istoty ludzkiej, z jakiegokolwiek powodu, to bezczelne zachowanie ludzi bawiących się w Boga, narzucających granice Bogu Nieskończonego Miłosierdzia.”

Jakaż byłaby to tragedia, gdyby społeczeństwo wykonało egzekucję na Claytonie Fountainie, gdy spirala przemocy wciągała go w dół, na zawsze likwidując możliwość, że w swej niewiarygodnej pielgrzymce podąży w górę. Być może tak właśnie brzmi najbardziej podstawowe ludzkie pytanie: czy Miłosierdzie Boże ma granice? Clayton (…) nauczył mnie odpowiedzi: nie, Miłosierdzie Boże nie zna absolutnie żadnych granic.

Książka „Cela” jest niezwykle wartościową pozycją dla ludzi poszukujących myślowych wyzwań, nie bojących się trudnych tematów, dla ludzi z otwartym sercem i umysłem. Na bardzo długo pozostaje w pamięci i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Jest to chyba najbardziej przejmująca książka, jaką miałam okazję przeczytać.