W ten weekend miała miejsce wielka impreza blogerska – See Bloggers i przeglądając internet można było odnieść wrażenie, że wszyscy tam są i wirtualny świat nie żyje niczym innym, jak tylko tym wydarzeniem.

Mnie nie było i właśnie w tym wpisie zaraz wytłumaczę Wam, dlaczego nie jeżdżę na See Bloggers ani żadne inne wielkie blogerskie eventy.

Mogłabym pisać długo, ale wszystko sprowadza się do jednego
Otóż…
Nie mam ochoty 😉

A teraz pooglądajcie sobie zdjęcia 🙂 Nie jest to relacja z See Blogers, ale u nas weekend minął właśnie tak (a raczej jego początek, bo na drugi dzień to już wiało złem, rzucało żabami i sypało śniegiem 😉 ).

P.S. I wreszcie na Słowacji udało mi się dorwać mój wymarzony czerwony góralski kapelusz (bo, wbrew temu, co możecie myśleć, o czerwony jest bardzo trudno 🙂 ), a Syn na Szczycie dorwał kolejnego jeża do kolekcji 😀