Wszyscy chyba pamiętamy ze szkoły, kto był nazywany Kolumbami i jaki ma z tym związek 1920 rok. A jeśli nie pamiętamy, to bardzo źle, bo to jeden z ważnych elementów wiedzy historycznej.

Jak ktoś nie pamięta, to niech sobie wygoogla, bo ja dziś nie o nich, a o współczesnych Kolumbach.
I niekoniecznie tych – jak to było w przypadku tamtych dwudziestowiecznych – urodzonych w ’20 roku. Ci urodzeni w 2020 roku to całkiem osobny temat. Ciężko przewidzieć, jakie będzie ich życie. Być może „stary świat” i „stary porządek” będą znali jedynie z opowieści i fotografii. Nie ma co za bardzo liczyć na książki do historii, bo te pewnie będą podawały “jedyne słuszne” wersje przebiegu zdarzeń…

Dla mnie Kolumbami 2020 są dzieci w wieku szkolnym, szczególnie te młodsze. Młodzież, jako bardziej samodzielna, może lepiej sobie poradzić. Może też spotykać się z rówieśnikami na własną rękę. O ile czują w ogóle taką potrzebę, bo w wielu przypadkach ich życie już dawno przeniosło się do wirtualnej rzeczywistości, a obecnie się to jedynie ugruntowuje i wspiera…

Dzieci z klas 1,2,3, a może i starsze. Dzieci, które z racji wieku jeszcze nie do końca mogą bez opieki wszędzie pójść, np. do najlepszego kolegi, który mieszka po drugiej stronie miasta, a do niedawna w ogóle nie mogły wyjść same nigdzie, nawet na podwórko pod blokiem, na hulajnogę, itd. Dzieci pozamykane w domach, pozostawione same sobie.

Jest ciężko, wszyscy wiemy. Różnym ludziom z różnych powodów. Weźmy taką sytuację, w której rodzice prowadzą rodzinną firmę, która właśnie stanęła na skraju bankructwa. A może już zbankrutowała? Weźmy sytuację, w której rodzice, pracowali w branży, która została całkowicie zamknięta, w związku z czym ich zwolniono, bo pracodawcy nie było już stać na wypłacanie im pensji. To tylko pierwsze z brzegu przykłady. Chodzi o to, że w wielu przypadkach ludzie są skrajnie zestresowani, zdołowani, przerażeni. Nie “straszliwą, śmiertelną pandemią”, ale walką o byt, tym, co będzie jutro. A co będzie jutro, tego nikt nie wie, ponieważ żyjemy w permanentnej nerwicy eksperymentalnej – zamykanie, otwieranie, luzowanie, zaostrzanie, paranoiczna karuzela, która ma chyba całkiem oduczyć nas planowania i zabrać wszelkie podstawy poczucia bezpieczeństwa.

Dalej… Może jest lepiej, może rodzice jeszcze nie stracili pracy lub biznesu, ale muszą się dwa razy bardziej starać, żeby te źródła dochodu utrzymać i całkowicie poświęcić pracy. A może pracują z domu. A może mężczyzna nadal chodzi do pracy i szczęśliwie nie do końca musi się martwić o jej utrzymanie, a kobieta zajmuje się domem. Szczęściarze nie? No, nie do końca…
Na pewno wielu z Was pamięta ten obrazek, na którym stoją kucharz, pielęgniarka, animatorka, kierowca i wiele innych osób, a matka mówi dzieciom, że zatrudniła tych wszystkich ludzi, żeby mieć jeden dzień wolnego. No to teraz, przy zamknięciu dzieci w domach i nauce online trzeba by wydźwięk tej grafiki pomnożyć razy dziesięć. Te matki są sfrustrowane i przemęczone do granic, próbując to wszystko ogarnąć i pogodzić. Przecież powinny zastąpić dzieciom jeszcze rówieśników, pedagogów, nauczycieli wf, trenerów różnych sportów, nauczycieli zajęć dodatkowych – w zależności, z czego korzystało dziecko w czasach, gdy świat był jeszcze normalny. Każda matka chyba wie, że kiedy dziecko jest w domu, jest dwa razy więcej roboty. Każde zajęcie jest przerywane wołaniem: „Mamo…” to i tamo. Więcej do sprzątania, więcej do ogarniania… A jeśli matka jeszcze pracuje zawodowo z domu i potrzebuje skupienia… A jeśli pracuje na etat i każdego dnia musi zostawiać dziecko samo sobie… A jeśli ma depresję spowodowaną obecnym stanem rzeczy… Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Pomijam w tym tekście rodziny patologiczne, rodziny, w których rodzice są oprawcami swoich, zamkniętych z nimi w domu dzieci, bo to całkiem inny szeroki temat, który wymaga osobnego omówienia.

No i mamy zestresowanych, przemęczonych, sfrustrowanych rodziców, próbujących jakoś utrzymać się na powierzchni tego całego szaleństwa, w które nas wpędzono.

A w tym wszystkim mamy ich – Kolumbów 2020, tych, do których można by powiedzieć słowami Baczyńskiego: „Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą”, tych, którym zabrano dzieciństwo.

W momencie, kiedy etapem rozwojowym jest nauka życia społecznego i wytwarzania więzi, zabrano im kontakty z kolegami i koleżankami, możliwość normalnego zdobywania wiedzy, wymiany myśli, pracy w grupie i uprawiania sportu. Tych, żyjących w paranoicznym świecie wirusów i maseczek, z czego, czasami niewiele rozumieją. Tych, których wpędzono w tak szkodliwą dla dzieci wirtualną rzeczywistość, w godziny spędzane przed ekranami. Nie, nie chodzi mi tylko o lekcje online. Lepiej, że są online, niż jakby miało nie być ich wcale. Ale co po tych lekcjach robią dzieci zamknięte w domu, często siedzące w tym domu same, bo rodzice są w pracy?
Odpalają gierkę albo wchodzą na youtuba, ewentualnie włączają telewizor. Naprawdę Złoty Orzeł, Oskar i nagroda Grammy dla tych rodziców, którzy przy całym obecnym zamęcie życia wypełniają dnie swoim dzieciom zdrowymi i twórczymi aktywnościami. Jeśli ktoś jest w stanie codziennie chodzić z dzieckiem na długie spacery, uprawiać sporty, malować, wycinać, czytać książki, uczyć się, gotować, itp. – to chylę czoła i podziwiam, ale umówmy się, takich rodziców jest zdecydowana mniejszość, o ile w ogóle są.

Ciężko było w normalnych (oj, nie lubię ostatnio tego słowa) czasach dobrze pogodzić pracę, dom, potrzeby dziecka, męża, żony… i trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby znaleźć równowagę w codziennym tempie życia, a co dopiero teraz, kiedy rodzicom towarzyszy stres, strach, ciągła walka, a potrzeby dzieci są obecnie o wiele większe. Ciężko dać coś, czego samemu się nie ma, więc jak można zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i radosne chwile, kiedy ma się wrażenie, że stoi się na krawędzi, bo – np. straciło się pracę i nie wiadomo za co będzie się żyć w przyszłym miesiącu…

Może mamy kilkorga dzieci się ze mną nie zgodzą, ale uważam, że dzieciom z licznym rodzeństwem jest obecnie łatwiej. Oczywiście, bywają problemy z ilością sprzętu niezbędnego do nauki online, są też w takich rodzinach większe potrzeby finansowe (i pewnie znacznie więcej prania i sprzątania), ale przynajmniej dzieci mają w sobie oparcie, mają towarzystwo do zabawy, nie czują się tak osamotnione, jak te, które są same, odizolowane od rówieśników, od swojej klasy i przyjaciół ze szkoły.

Oczywiście, sytuacji jest bardzo, bardzo wiele. Jedne rodziny radzą sobie gorzej, inne lepiej. Jedni mieszkają w bloku bez możliwości skorzystania choćby z placu zabaw, inni mają wielkie domy i ogrody poza miastem. Jedne dzieci mają kolegów z klasy na tym samym piętrze, inne w drugiej wiosce. Jedni już nie mają co do garnka włożyć, a innym jeszcze zostały spore oszczędności, albo świetnie zarabiają, bo mają firmę produkującą maseczki… Jedni włączają dziecku na cały dzień telewizor, zadowoleni, że ono przynajmniej nie marudzi, a inni podejmują heroiczne wysiłki, żeby zapewnić dzieciom choć namiastkę normalności (nie „nowej”, starej, zwyczajnej).
Przypadki są różne, ale chodzi mi o ogólny trend i o tych biednych małych Kolumbów 2020, o których tak niewiele się dzisiaj mówi…

P.S. Żeby ktoś źle nie zrozumiał mojego odwołania do Kolumbów – nie jest moją intencją porównywanie obecnych czasów do okropieństw II Wojny Światowej, a jedynie o podobieństwo pewnych mechanizmów, w tym przypadku tego konkretnego. Tamtym Kolumbom zabrano młodość, dzisiejszym małym Kolumbom skradziono beztroskie i normalne dzieciństwo.