Pierwszy wpis w nowym roku będzie trochę o niczym, ale wiecie, jakoś tak wolę (oprócz ogarniania obowiązków) jeździć z dzieckiem na sankach albo łyżwach, siedzieć przy choince (tak, mamy jeszcze choinki w domu i jeszcze trochę postoją) i na inne sposoby spędzać czas z rodziną, niż ślęczeć przy monitorze dopracowując pomysły na wpisy 😉

Dziś słów kilka o tym/ tamtym roku, ale inaczej, to znaczy z perspektywy cyklu pór roku.
Jak zapewne wiecie, pory roku są dla mnie bardzo inspirujące w mojej literackiej twórczości i nie tylko. Choć obecnie myślę, że chciałabym mieszkać w miejscu, gdzie trwa wieczna zima i przez cały rok można nosić śniegowce, to tak naprawdę uwielbiam zmienność pór roku i cieszę się, że żyję w punkcie geograficznym, w którym mogę jej doświadczać. Chyba właśnie dzięki tej zmienności, każda pora roku mnie cieszy, bo każda przynosi nie tylko zmiany w przyrodzie i otoczeniu, ale każda zapewnia inne nastroje i aktywności.

A w tym roku – patrząc na niego właśnie z perspektywy cyklu wiosna-lato-jesień-zima, a nie kalendarza, wszystko było tak, jak powinno być!

WIOSNA przyszła wyjątkowo szybko i była piękna, słoneczna i ciepła. Rozkwitała morzem bzów i rozpieszczała nas pogodą.

LATO było może ciut deszczowe i zdarzały się chłody, ale to akurat norma na Szczycie, a oprócz deszczowych chwil przyniosło też wiele gorących dni (to akurat nie norma u nas 😉 ) i pięknych widoków.

JESIEŃ to już w ogóle była fantastyczna – złota, gorąca, bajeczna, aż przecierałam oczy ze zdumienia, że w czasie, kiedy zazwyczaj leży już u nas śnieg, mogłam chodzić bez kurtki i wygrzewać się w promieniach słońca!

No i ZIMA – też przyszła taka, jaka powinna być. I choć taka śnieżna zima rodzi pewne komplikacje, jak utrudnienia komunikacyjne i życiowe, a moje auto od miesiąca stoi pod zaspą, to taka zima jest właśnie prawdziwą zimą, piękną i dającą wiele radości!

Główną naszą aktywnością, jak zapewne dobrze wiecie, są sanki i nasz ogrodowy tor zjazdowy 🙂
Oprócz tego, Syn na Szczycie uczy się jeździć na nartach i namawia mnie, bym też spróbowała, a ja zaczynam się łamać 😉
Na razie, po raz pierwszy w życiu mam spodnie narciarskie, które bardzo się u nas przydają nie tylko na stok – to już jakiś początek 😉

I wiecie, uwielbiam zimowe rzeczy – mam bzika na punkcie śniegowców, przepadam za kurtkami, czapkami i rękawiczkami. To, co większości osób wydaje się smutną koniecznością, dla mnie jest najlepszą stylówką i najchętniej chodziłabym cały rok tylko w takich ubraniach 🙂
Zresztą, o modzie apres ski i w podobnych klimatach powinno być niedługo więcej na blogu.
A na razie, zmykam na sanki 😀