Właściwie, ten wpis powinien się bardziej nazywać „Moja droga na Szczycie„, bo wszystko, co najlepsze i najważniejsze w moim życiu, zdarzyło się właśnie tutaj.
I tutaj, na Szczycie, wspięłam się na swój Szczyt – osiągnęłam nawet więcej, niż oczekiwałam i planowałam.

Przede wszystkim mam wspaniałą rodzinę i jestem szczęśliwą, spełnioną kobietą. Tutaj zaczęłam pisać książki, a ostatnio moja pisarska „kariera” nabrała tempa i wkroczyłam na szlak, którym od dawna chciałam kroczyć; szlak, który wytycza to, co najbardziej pranę robić i szlak, który jest spełnieniem mojego kolejnego marzenia.
I słowo „szlak” nie jest tu użyte bez przyczyny, ale o tym będzie w następnym wpisie, w którym zdradzę Wam więcej na temat moich nowych książek, które będą w najbliższym czasie pojawiać się na rynku.

W tym tekście natomiast, chciałam skupić się na blogowaniu. Bo, wiecie, usunęłam ostatnio sporo starych wpisów z bloga. Usunęłabym pewnie jeszcze więcej, gdyby chciało mi się to wszystko przeglądać. Ale – że postów jest już bardzo dużo, nie starczyło mi czasu i zapału na weryfikację wszystkich.

A dlaczego usunęłam niektóre? Ano, dlatego, że wydały mi się nagle bardzo obciachowe 😉
Bloga prowadzę już prawie trzy lata. Założyłam go kilka miesięcy po tym, jak wydałam moją pierwszą powieść – w 2014 roku, który był bardzo przełomowy dla mnie i mojej twórczej ścieżki.

Dziś, po trzech latach, kiedy spojrzałam na te stare wpisy, zobaczyłam, jak bardzo były nieudolne. Zdjęcia jakieś takie, że lepsze robi mój sześcioletni syn, teksty naiwne, albo napuszone. Ogólnie – kiepsko to wyglądało.
Przy niektórych postach problemów narobiło też przenoszenie na WP, które blog przeszedł jakieś półtora roku temu – układ się rozjechał, zdjęcia były nierówno.

Kiedyś, rozmawiając z inną blogerką, usłyszałam, że warto zostawiać stare wpisy, nawet jeśli nie są zbyt udane, bo to pokazuje nasz rozwój, pokazuje, gdzie zaczęliśmy i dokąd dotarliśmy. I z tym się zgadzam. Dlatego, wiele starych tekstów zostawiłam. Ale niektóre z nich po prostu już do mnie nie pasowały.

Mam wrażenie, że przez te trzy lata bardzo się zmieniłam i bardzo dojrzałam. Nie ekscytuję się już byle czym, nie oburzam, nie wdaję w bezsensowne polemiki, ogólnie – niewiele mnie rusza 😉 Również bardzo dojrzałam jako pisarka i teraz – kiedy wspominam swoje reakcje i poglądy po wydaniu pierwszej książki, to chce mi się z siebie śmiać.

Dziś wiem dokładnie, co i jak chcę robić. Jestem świadoma siebie i swoich ścieżek. I – tak – jestem dumna ze swoich osiągnięć – zarówno w dziedzinie pisania książek, jak i tworzenia bloga.

I dziękuję Wam, którzy tu zaglądacie!
Wydaje mi się, że udało się tu stworzyć fantastyczną społeczność i jestem Wam za to bardzo wdzięczna – za pozytywną energię, jakiej mi dostarczacie, za wsparcie, za każdy komentarz i ciekawe dyskusje, które nieraz wywiązują się pod wpisami.

Dziękuję Wam za to, że zaglądacie na Szczyt i razem ze mną w dużej mierze tworzycie to wirtualne życie na Szczycie (a często i realne, bo bardzo wiele moich blogowych znajomości przenosi się do realu, dostarczając fantastycznych emocji).

A skoro w tym wpisie mowa o pokonywaniu drogi, to warto też wspomnieć o dobrych butach 😉
Do wspinania się na Szczyt na pewno najlepsze były by traperki, ale że u mnie zawsze wszystko na odwrót i odmiennie od schematów, to na moim Szczycie paraduję w szałowych przezroczystych botkach 😀

Od dawna marzyłam o takich butach. Chciałam je jeszcze w czasach, kiedy dostępność do sklepów internetowych była znikoma. Szukałam ich na zagranicznych portalach, na eBayu, na różnych aukcjach. I raz nawet znalazłam. Zamówiłam gdzieś z zagranicy, ale to, co do mnie dotarło, było całkowicie nie do noszenia – tak sztywne i twarde, że nadawało się do wkładania za karę lub do odbywania pokuty 😉

Ale oto, nagle – WOW! – takie buty, jakie zawsze chciałam, znalazłam w sklepie BORN2BE w najróżniejszych wariantach kolorystycznych i modelach! Oszalałam! 🙂

Warto jeszcze wspomnieć, że zakupy w BORN2BE przebiegają bardzo sprawnie i szybko, wszystko jest wygodne i przeprowadzone bardzo profesjonalnie, klient na każdym etapie realizacji zamówienia jest informowany o tym, co dzieje się z jego przesyłką, a najbardziej ujął mnie mail, w którym przeczytałam, żeby kontaktować się z firmą w razie niezadowolenia z otrzymanego produktu, problemów z jego dostarczeniem lub… kiedy mamy zły dzień i chcemy po prostu z kimś porozmawiać 😉