Podczas wykładów na spotkaniu Kobiety dla Kobiety, w którym miałam przyjemność uczestniczyć w miniony weekend, dowiedziałam się, że lepiej nadawać wpisom tytuły rozpoczynające się od „jak”, czyli ten wpis powinien nazywać się raczej – „Jak oddać szpik”. Wtedy na pewno Google wyżej by go pozycjonowało i więcej osób tu trafiło.
Może. Ale nie do końca o to chodzi. Owszem, temat bardzo ważny, więc dobrze by było, gdyby jak najwięcej ludzi o nim usłyszało, a jednak pozostanę przy tytułach, które lepiej oddają moje myśli i to, co pragnę Wam przekazać.

No, właśnie – o co chodzi z tym szpikiem? Ja sama do niedawna nie wiedziałam. Bardzo ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że Fundacja DKMS włączyła się w wydarzenie Kobiety dla Kobiety. Ucieszyłam, bo temat od dawna mnie interesował, a jednocześnie… budził obawy. 
Czułam, że otrzymawszy w życiu tak wiele, mam obowiązek dzielić się dobrem z innymi. A jednak – w przypadku akurat oddania szpiku – powstrzymywał mnie najzwyklejszy strach.

Ten strach w moim przypadku bierze się stąd, że jestem osobą o skrajnie niskim ciśnieniu, co czasami bardzo utrudnia mi życie. Nie będę Wam opisywać moich dolegliwości, bo nie o tym jest ten wpis, ale zapewniam, że niskie ciśnienie – zazwyczaj bagatelizowane nawet przez lekarzy – może być groźne. Np. dowiedziałam się od neurologa, że przy każdym gwałtownym i znacznym spadku ciśnienia w mózgu powstają nieodwracalne mikrouszkodzenia…

Mając takie przypadłości, zwyczajnie obwiałam się, że oddanie części swojej „energii” jest ponad moje siły. I może faktycznie tak jest. Bo wiecie, czego ważnego dowiedziałam się od przedstawicielki fundacji DKMS?

Jeśli nie jesteś przekonana do oddawania szpiku, to tego nie rób!

Być może zabrzmiało to dla Was dziwnie, napisane w tekście, który do oddawania szpiku ma zachęcać. Ale wyobraźcie sobie, że bez pełnego przekonania zgłaszacie się do bazy. To bardzo proste – rejestrujecie się, pocztą przychodzą patyczki, pobieracie próbkę śliny z policzka i odsyłacie. Po wszystkim. Biorca zgodny z Wami może się pojawić za miesiąc, rok, 10 lat, albo nigdy. Tylko… Co będzie, jeśli zadzwoni do Was telefon, że ktoś czeka na Wasz szpik, a Wy uznacie, że nie jesteście w stanie tego zrobić?! W momencie, kiedy – dosłownie! – czyjeś życie zależy od Waszej decyzji, konkretna osoba jest uzależniona od Waszego „tak”.

Jeśli jednak czujecie się zdrowo i na siłach, to zachęcam jak najbardziej do zarejestrowania się w bazie dawców. Uratowanie czyjegoś życia to jedna z najpiękniejszych i najważniejszych rzeczy, jakie można zrobić! 
Warto wejść na stronę Fundacji DKMS, a jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości – warto do nich napisać.
Ja sama będę to robić, gdyż z Fundacją współpracują lekarze, który odpowiedzą na wszelkie pytania. Ja mam zamiar ich zapytać, czy mając tak niskie ciśnienie, mogę w pełni bezpiecznie oddać szpik. Bo teraz wiem, że warto szukać odpowiedzi u źródeł, a nie po prostu trwać w niepewności, nie robiąc nic, na zasadzie „chciałabym, ale nie mam śmiałości”, bo to do niczego nie prowadzi.

Ewa i Wojtek z DKMS, w środku pani, która oddała komórki macierzyste, ratując komuś życie.

I jeszcze jedna ważna rzecz, odpowiedź na pytanie – o co chodzi z tym szpikiem.

Okazuje się, że 80% pobrań, to wcale nie szpik, a komórki macierzyste z krwi. I wiecie, wygląda to nieco futurystyczne (na mnie ta informacja zrobiła ogromne wrażenie!) – dawca siada na wygodnym fotelu, gdzie do żył na jednej ręce podpina się rurki, którymi krew płynie do specjalnej maszyny. W tej maszynie oddzielane są komórki macierzyste, a czysta krew wraca drugą rurką, podczepioną do żył na drugiej ręce.
Miałam okazję poznać panią, która przeszła tę procedurę i zapewniała, że nic to nie boli, a za to można w spokoju odpoczywać, słuchając muzyki, lub czytając książkę.
Pozostałe 20% to pobrania szpiku z talerza kości biodrowej, w pełnej narkozie. Obalamy więc mity o potwornym bólu wbijania igły w kręgosłup!
Do tego dawcy są do końca życia pod kontrolą lekarzy, ich zdrowie jest na bieżąco monitorowane (w zasadzie, pozwalając sobie na odrobinę humoru przy tej poważnej sprawie, można powiedzieć, że oddając szpik, zapewniacie sobie darmową opiekę medyczną 😉 )

I wiem, że nawet te, pozbawione bólu, wizje procedur medycznych mogą w niektórych budzić lęk (przyznam się Wam szczerze – we mnie budzą, bo jestem panikarą), ale czyż możliwość uratowania czyjegoś życia nie jest wystarczającą motywacją do pokonania strachu?
Na spotkaniu poznałyśmy Wojtka, który przeszedł białaczkę i żyje dzięki dawcy. Taka historia, usłyszana na własne uszy od osoby, która to przeszła, robi niezwykłe wrażenie i zapada w serce. Teraz Wojtek sam pracuje w DKMS, pomagając innym.

Nigdy nie wiadomo, kiedy ja, Ty, czy ktoś z naszych bliskich będzie potrzebował pomocy, a zapewniam Was, że banalne stwierdzenie „Dobro powraca” jest prawdziwe w całych 100% !!!

A jeśli Wy sami nie czujecie się na siłach, by oddać szpik, lub macie jakieś przeciwskazania medyczne do tego, to zawsze możecie pomóc rozpowszechniając wieści o tej kampanii i zachęcając innych.

I na sam koniec zapraszam Was do obejrzenia filmu zrealizowanego przez Fundację 3-4-Start, w ramach akcji Kobiety dla Kobiety, która jest zorganizowana, by pomóc 37letniej Oli, mamie uroczego chłopczyka, walczącej z białaczką.
Warto, naprawdę warto go obejrzeć, bo daje niesamowicie dużo do myślenia!