Matka na Szczycie

Jak większość z Was pewnie dobrze wie, niedawno Matka na Szczycie przeniosła się z Bloggera na WordPress. I jest z tej zmiany bardzo zadowolona.
Nie wiem, czy zdecydowałabym się na przenosiny, gdyby nie Ojciec na Szczycie, który nie dość, że mnie namówił, to jeszcze zajął się całym przedsięwzięciem tak, że mnie pozostało jedynie przyjść na gotowe.

Dlaczego z początku nie chciałam się przenosić? Bo łatwo się przyzwyczajam. To chyba główny powód i moja bardzo duża wada. Gdyby wszyscy byli tacy, jak ja, to nadal grzalibyśmy się przy ogniskach, siedząc w jaskiniach, do których się przyzwyczailiśmy 🙂
Na szczęście ta moja cecha dotyczy głównie kwestii oprogramowań i sprzętów elektronicznych, i na szczęście – ostatnio słabnie, głównie właśnie za sprawą Ojca na Szczycie. Nawet Windowsa 10 pozwoliłam mu na moim laptopie zainstalować, od czego długo się odżegnywałam 😉
Drugim powodem mojej rezerwy były obawy o bloga – czy nie zniknie, czy się nie rozsypie, itd. Ale ponieważ wiele przemawiało za tym, by bloga przenieść, pomyślałam – „Niech się dzieje, co ma się dziać” i dałam Ojcu zielone światło.

Jak możecie zobaczyć, Ojciec na Szczycie wykonał kawał dobrej roboty. Nie dość, że wszystko gra i buczy, to jeszcze piękny szablon mi znalazł, z którego jestem ogromnie zadowolona.

Szablon to chyba jeden z głównych powodów, dla których bloga przeniosłam. Bo, widzicie, ja czasem bywam taką typową babą, a nie żadną tam przebojową blogerką, która ma wielki plan na podbicie świata swoim blogiem. Drugorzędne znaczenie miały dla mnie lepsze zasięgi, statystyki, itd., a chciałam mieć po prostu ładny i przejrzysty blog, z którego wyglądu będę w pełni zadowolona 😉

No właśnie, pora przejść do tego, jakie powody stały za tą przeprowadzką. Już wiemy, że na pewno szablon. Jasne, na Bloggera też można ładne szablony znaleźć, ale jednak większy wybór jest tych dedykowanych dla WP.
Kolejną przyczyną było to, że zaczęłam mieć wrażenie, że Blogger mnie ogranicza. Jakoś ciasno mi się na nim zrobiło. Nie mogłam czasami osiągnąć tego, co chciałam – czy to od strony wizualnej, czy technicznej.

Wiele z Was, po tym jak przeniosłam bloga, pytało o zalety WP, moje wrażenia i to, co mi dał. Jak już wspomniałam, typowa baba ze mnie w tym względzie, więc nie będę Wam punktować tego, co jest obiektywnie lepsze i jakie są wymierne korzyści. Zresztą to są sprawy względne, zależy, co dla kogo jest ważne. Ja powiem Wam tylko o swoich wrażeniach.

WordPress wydaje mi się dużo przyjaźniejszy i przyjemniejszy w obsłudze. Bardziej przejrzysty, bardziej intuicyjny, a jednocześnie zdecydowanie bardziej profesjonalny. Znacznie łatwiej osiągnąć na nim to, co się zamierzało. Daje więcej przestrzeni i więcej możliwości. Nie wiem, czy wtyczek na WP jest więcej niż na Bloggera, bo tego nie sprawdzałam, ale tak właśnie mi się wydaje. Do tego, znowu – wszystko jest prostsze w obsłudze i montażu, a jednocześnie bardziej profesjonalne.
WordPress daje wiele możliwości, których jeszcze nawet do końca nie wykorzystuję, bo powoli się oswajam z nowościami.
Blogger nie był zły, ale mnie zdecydowanie lepiej na WP, na co składają się najróżniejsze powody, budujące ogólne wrażenie i przyjemność z działania na tej platformie. Dużo prościej tworzy się wpisy, nie trzeba tak użerać się z edycją, co było moim stałym problemem na Bloggerze.

A jeśli chodzi o samo przenoszenie bloga, czego większość osób się często obawia – wystąpiło kilka problemów, ale drobnych.
Pierwszym było to, że niektóre starsze wpisy całkiem się rozjechały. Wynikało to z tego, że w ich kodach HTML było namieszane niczym w garnku z bigosem. Blogger miał to do siebie, szczególnie, jeśli wklejało się tekst z Worda. 

Musiałam poświęcić trochę czasu na edycję starych wpisów, ale miało to i swoje dobre strony, bo jak wszyscy wiemy, pierwsze wpisy często bywają nie najwyższych lotów, więc mogłam przy okazji niektóre usunąć, albo coś w nich pozmieniać.
Zresztą zobaczcie sami, jak obciachowo wyglądał blog w pierwszych miesiącach swojego istnienia 🙂 Pamiątkowe printscreeny się robiło, to teraz można powspominać 🙂

1 2 3
Drugą kwestią były zdjęcia. Nie wszystkie dobrze wyglądały w nowym szablonie, były za małe lub za duże, do tego Blogger do każdego podpisanego zdjęcia dodawał ramkę, co na WP nie wyglądało dobrze. Trzeba było sobie z tym poradzić jak wyżej.
Oczywiście edycja około 200 wpisów jest zadaniem czasochłonnym, więc nie uporałam się z całością. Na te, które nie wyglądały najgorzej, machnęłam ręką, choć może kiedyś jeszcze do ich edycji wrócę.

I ostatnia kwestia – komentarze z Disqus. Z nimi był największy problem. Z początku za nic nie chciały się przenieść i gdy już pogodziłam się z tym, że straciłam wszystkie, magicznie zaczęły się pojawiać. Ciężko stwierdzić, co nimi kierowało, bo nie wszystkie wróciły. Pod niektórymi wpisami zjadło je na dobre, ale większość udało się odzyskać, więc też nie jest źle.

I ostatnia rzecz na koniec. Podobno WordPress ma lepsze pozycjonowanie. Nie będę się wypowiadać, bo się nie znam, a poza tym, nie jestem w stanie tego sprawdzić, bo… nie mam statystyk. Tak, jestem chyba jedyną blogerką, która nie zna statystyk swojego bloga! Ale tak całkiem nie zna! Nie mam pojęcia, jak tłumnie mnie odwiedzacie i który wpis cieszy się  największą popularnością. Ojciec na Szczycie zapomniał zamontować mi wtyczki do monitorowania statystyk, a potem sprawa się jakoś rozeszła po kościach. Kilka razy go prosiłam, żeby to zrobił, ale czasu nie było, a później… zaczęło mi z tym być całkiem dobrze! 🙂
Zawsze powtarzałam, że nie interesują mnie specjalnie statystyki i nie dla nich piszę, a teraz jestem w tym w 100% wiarygodna 🙂 I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pojawił się jeden problem.

Kilka dni temu wysyłałam zgłoszenie na imprezę, na którą bardzo chciałabym pojechać – BLOGOLAND, blogerski weekend w Rabce. Nie dość, że w Rabkolandzie, nie dość, że bardzo blisko Szczytu, nie dość, że w świetnym towarzystwie, to jeszcze organizuje ją Klaudia (Niezłe Ziółko), która już pokazała swój organizacyjny talent przy rewelacyjnych Mikołajkach w Grodzie Kraka (moja relacja z tego wydarzenia była TUTAJ).
No i okazało się, że w zgłoszeniu trzeba podać statystyki bloga. Jeśli to będzie decydujące kryterium, to Rodzina na Szczycie może obejść się smakiem, bo podać statystyk nie jestem w stanie… :/