Krokusy

Ostatnio pisałam Wam (TUTAJ), jak wiele dobrego przynoszą mi co roku wiosny. Niestety, w przyrodzie musi być równowaga i za dobrze też być nie może. Czy to właśnie przyczyna tego, że kryzysy dopadają mnie zazwyczaj również wiosną?

Dwa lata temu wiosną przeszliśmy duże rodzinne zawirowanie. O zeszłorocznym kryzysie pisałam Wam TUTAJ, a jednak mam wrażenie, że był on niczym w porównaniu z tym, który dopadł mnie teraz.
Jak może już wiecie, nie lubię pisać o problemach. Uważam, że nie ma co ich nadmiernie roztrząsać, a opisywanie ich tylko niepotrzebnie dodaje im znaczenia. Dlatego zazwyczaj przeskakuję ponad kłopotami, udając, że ich w ogóle nie widzę i skupiając się na pozytywnych stronach życia. To mój sposób. Czasem jednak tak się nie da. Czasem życie da nam wyjątkowo w kość i trudno jest to zignorować.

Oczywiście głównym winnym mojego obecnego kryzysu są choroby. Mój syn choruje od września. Ponad pół roku. Wystarczająco, by rodzic całkiem opadł z sił. Mieliśmy nadzieję, że operacja wreszcie załatwi sprawę (pisałam Wam o tym TUTAJ i TUTAJ), niestety tak się nie stało, i Syn na Szczycie choruje nadal.
A potem i ja się mocno rozchorowałam. Właśnie wtedy, gdy premierę miała moja najnowsza książka. Właśnie wtedy, gdy już wszystko miało być pięknie. Choroba całkiem pozbawiła mnie wszystkich sił i ciężko mi się pozbierać. Ciężko powrócić do mojego codziennego optymizmu.

Było mi źle. Czekałam na wiosnę, która nie chce przyjść. Czekałam na powrót energii, która coś nie chciała wrócić. Czekałam na jakiś impuls, który przywróci mi moją radość życia.
I wiecie co? Nie narzekałam. Bo życie to nie nieustanne pasmo radości. Kryzysy też są potrzebne. Łzy, smutek, bezsilność – wszystko ma swoją wartość. Wszystko do czegoś prowadzi.
Kryzys to nie porażka. Porażką byłoby się w nim pogrążyć i nie wynieść z niego żadnej lekcji.

Jasne, o ile fajniej byłoby móc nieustannie się cieszyć i korzystać z uroków życia, ale czy wtedy umielibyśmy naprawdę doceniać piękne chwile?
W kryzysie marzyłam nie o workach pieniędzy, nie o domu z basenem i nie o egzotycznej podróży, a o tym, byśmy mogli iść na rodzinny spacer; o tym, byśmy bez cieknących nosów i chrypy mogli pojechać na wycieczkę. O cieplejszych dniach, o promieniach słońca na twarzy, o energii do pracy i realizacji nowych pomysłów.

I moje marzenia znowu się spełniły 🙂 Jeszcze nie całkiem w formie, jeszcze nie całkiem na wiosnę, jeszcze nie całkiem pełni radości, ale nie czekam na gwiazdki z nieba! Cieszę się każdą chwilą, po którą mogę sięgnąć – wiosennym polowaniem na krokusy w Dolinie Chochołowskiej i rodzinnym spacerem po parku. Tak niewiele, a tak wiele na drodze do wyjścia z kryzysu i odzyskania życiowej energii! 🙂

Krokusy w Tatrach

Dolina Chochołowska

Krokus

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej

Katarzyna Targosz

Matka na Szczycie

Park Zakopane

Plac zabaw Zakopane

Zakopane

Plac Niepodległości Zakopane

Park Zakopane