Wczoraj przeczytałam historię, która niesamowicie mnie poruszyła. Nie, nie, to żadna z tych opowieści o chorobach i tragediach, których jest niestety aż za wiele. Wręcz przeciwnie – to opowieść budująca, pokrzepiająca, wprawiająca w podziw i takich nam potrzeba jak najwięcej!
A mowa o historii Mateusza, którą opisała Karolina z Kilometry Codzienności.
Tekst znajdziecie TUTAJ i gorąco zachęcam Was do jego przeczytania, bo warto!


Droga, jaką przeszedł Mateusz, poruszyła mnie z wielu powodów, a jednym z nich jest ten, że odnalazłam w tym, co opowiada, część siebie. Choć właściwie nie mogę w żaden sposób utożsamiać się z bohaterem tego tekstu, choć nasze losy były diametralnie różne i nigdy nie miałam akurat takich problemów, jak on, to jednak jeden kluczowy element jest wspólny – też swego czasu musiałam zdobyć się na odwagę, by zawalczyć o swoje życie, pokonać samą siebie i wyjść z bagna, które mogło wciągnąć mnie na samo dno.
Różnica jest tylko taka, że ja nie umiałabym tak odważnie o tym opowiedzieć. To wymaga wielkiej siły, bo przecież opowiadanie o sytuacjach sprzed lat ożywia tamte dawne emocje; oraz odwagi, bo trzeba wystawić się na publiczną ocenę czytelników, odsłaniając swoje (minione) słabości i bolesne miejsca.

Podziwiam Matusza i za to, jak wygrał swoje życie, i za to, że chce się z nami dzielić swoją historią, by dać innym motywację.
Karolina, która wszystko dla nas opisała, stwierdziła, że gdyby przeczytanie tego tekstu miało zmienić życie choć jednej osoby, to będzie to dla niej i dla Mateusza wielki sukces.
Rozumiem ich doskonale, bo ja tak samo myślałam, pisząc „Jesień w Brukseli”. W przypadku mojej powieści, odzew przekroczył moje najśmielsze oczekiwania i okazało się, że wiele osób znalazło w tej książce inspiracje do zmiany życia i drogę do wyzwolenia ze swoich traum. Już wielokrotnie Wam pisałam, jakie to dla mnie szczęście i nagroda za pracę. Mam nadzieję, że w przypadku tekstu Karoliny, autorka również będzie mogła doświadczyć tego szczęścia.

Historia Mateusza pokazuje nam wiele, a przede wszystkim jedną ważną rzecz – jak niesamowicie dużo zależy od nas samych. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, na które nie mamy wpływu, przychodzą różne zdarzenia losowe, choroby… Ale to, jak na to wszystko zareagujemy, to już leży w naszej gestii.

Każdy z nas został wyposażony w inny pakiet. Pakiet zalet, wad, ograniczeń, predyspozycji. Fakt, świat nie jest sprawiedliwy. Mamy wrażenie, że jedni w swoim startowym pakiecie dostali znacznie więcej, a drudzy znacznie mniej. Ktoś urodził się piękny i zdrowy w bogactwie i przepychu, a ktoś schorowany w rodzinie klepiącej skrajną biedę. Jedni od urodzenia obdarzani byli miłością, inni na wstępie odrzuceni. Niektórzy musieli przejść przez traumy i tragedie, a innych nic złego nigdy nie spotkało. To wszystko prawda, ale nadal – to od nas zależy, co zrobimy ze swoim pakietem, a historia Mateusza pięknie to pokazuje.

Są ludzie zdrowi, urodziwi i bogaci, tacy, którzy – wydaje się – mają wszystko, a są skrajnie nieszczęśliwi. Są ludzie chorzy lub upośledzeni, którzy zaskakują nas swoją pogodą ducha. Pewnych rzeczy nie da się zmienić, inne da się zmienić tylko do pewnego stopnia, a jeszcze kolejne możemy całkowicie przemodelować, jak nam się podoba.
Myślę, że klucz, to umieć rozróżnić te kwestie, by nie tracić niepotrzebnie sił na walki z wiatrakami, a jednocześnie móc walczyć tam, gdzie walka może nam przynieść upragnione efekty.
Ale najważniejsze, to uświadomić sobie, że to, jak podchodzimy do świata, życia, ludzi i tego, co nas spotyka to tylko i wyłącznie zależy od nas! I choć wiem, że czasem nie jest lekko, to jednak poddając się i popadając we frustrację, nic nie da się osiągnąć.

W chwilach zwątpienia warto przypomnieć sobie historię Mateusza, która dla mnie jest niezwykle inspirująca i pomyśleć, jak wielkie siły drzemią w każdym z nas! I nie ważcie się mówić, że dla Was już za późno, że Was już nic nie czeka, że Wy nie spełnicie swoich marzeń, że macie podłe życie. Życie to piękny dar, ale taki w stylu klocków lego – dostajemy określone klocki w pakiecie, a już od nas samych zależy, co z nich zbudujemy.