Chcesz być jak najlepszą mamą dla swojego dziecka. To oczywiste i całkiem normalne. Godne pochwały. Ale, co tak naprawdę oznacza być dobrą matką?
Czy przypadkiem nie także to, że żeby być dobrą matką, trzeba być czasem trochę złą?

Odpowiadasz na wszystkie potrzeby dziecka. Zaspokajasz jego pragnienia. Za każdym razem każdą sprawę cierpliwie tłumaczysz. Odpowiadasz wyczerpująco na wszystkie pytania. Gotujesz dziecku tylko jego ulubione potrawy. Nigdy nie używasz zwrotów „zaraz„, „poczekaj„, „za chwilę„. Gdy się przewróci lub uderzy zawsze natychmiast biegniesz tulić. Pamiętasz, by zawsze uprać jego ulubioną koszulkę. Gdy mówi, że jest głodny, pędzisz robić kanapki. Gdy mówi, że się nudzi, natychmiast wymyślasz ciekawą zabawę. Rzucasz to, co akurat robisz, gdy dziecko czegoś od ciebie chce. Zawsze spełniasz jego prośby. Itd., itd…
Jesteś idealną (?) matką. Nie będę ci gratulować. Nie istniejesz.

Nie ma idealnych matek, ale to oczywiste, że każda matka pragnie szczęścia swojego dziecka. Jednak zapewnienie ustawicznego dobrego humoru swojej pociesze, nie jest zadaniem matki. Nie jest nawet czymś zdrowym.

Przez pierwszy rok życia Syna na Szczycie zachowywałam się podobnie, jak na powyższym przykładzie. Może dlatego mój syn w ogóle nie płakał. Zawsze byłam obok, gotowa natychmiast zaspokoić każdą jego potrzebę. Rytm życia rodziny był dostosowany do rytmu życia dziecka. I uważam, że w tamtym czasie to było ok. Jednak potem zaczęło się zmieniać. Stopniowo. Powoli.
Trochę wynikło to z samej sytuacji – w końcu wszyscy dorastamy i dojrzewamy, nawet matka; a trochę było moją świadomą decyzją.
Krok po kroku, chciałam uczyć syna samodzielności. Tego, że mama nie zawsze może rzucić to, co w tej chwili robi, by np. przynieść mu kocyk z drugiego pokoju, po który sam może iść.

Dziecko, które jest przyzwyczajone do bycia pępkiem świata, do tego, że na jego słowa i potrzeby zawsze następuje natychmiastowa reakcja, będzie miało w życiu ciężko.
Pierwszy szok – przedszkole. Takie cieplarniane dziecko nagle odkrywa, że nikt nie słucha z uwagą tego, co ono mówi. Nikt nie leci natychmiast z kocykiem/ zabawką/ deserkiem, itd. Odkrywa, że czasem musi poczekać, czasem zrezygnować z czegoś, a pani nie leci na skrzydłach na każde jego skinienie.
Dla dziecka, które do tej pory było wypieszczone i zamknięte w kloszu dobrego humoru jest to prawdziwe wywrócenie świata do góry nogami. I taki brzdąc może się w tym całkiem pogubić.  


Oczywiście nie namawiam nikogo, żeby zaczął olewać własne dziecko. Co chcę powiedzieć to to, że czasem warto zachować się jak „zła” matka i nawet powiedzieć: „Nie, teraz NIE MAM OCHOTY się z tobą bawić„.
Wydaje się Wam, że to brzmi brutalnie? Zawsze szukamy jakiś usprawiedliwień, prawda? „Mam teraz dużo pracy”, „Muszę najpierw posprzątać”.
Nie wiem, czy to usprawiedliwienia przed dzieckiem, czy przed samą sobą. Bo jakże często odmawiając dziecku, czujesz się właśnie złą matką.
A w tym nie ma nic złego. Mamy do tego prawo. Oczywiście wszystko w zdrowych proporcjach i z zachowaniem rozsądku. Jeśli w kółko mówisz dziecku „Nie mam ochoty się z tobą bawić„, to coś jest zdecydowanie nie tak w waszych relacjach. Ale jeśli powiesz to raz na jakiś czas, bo naprawdę wyjątkowo w tej chwili nie masz na to ochoty, to dobrze, żeby dziecko to wiedziało. Wiedziało, że ty też masz prawo do swoich uczuć, pragnień i zachowań. Może zrobi mu się na chwilę przykro, ale czy tobie nigdy nie robi się przykro? Czy gdy prosisz kogoś o coś, zawsze, za każdym razem to dostajesz?

Analogicznie sprawa wygląda w każdej innej kwestii. Jeśli dziecko się uderzy, warto przytulić i pocieszyć. Ale nadmierne roztkliwianie, kołysanie i cackanie się także nie jest dobre. Czy pani w przedszkolu będzie je przez pół godziny nosić na rękach i obiecywać gwiazdki z nieba, gdy podobna sytuacja zdarzy się właśnie tam?
A gdy coś robisz i bardzo chcesz to skończyć i na prośby dziecka odpowiadasz „Za chwilę, poczekaj trochę” czujesz się złą matką? Bo przecież wbito ci do głowy, że potrzeby dziecka są na pierwszym miejscu! A ja mówię, że dziecko może czasem poczekać.
Oczywiście – znowu – wszystko zależy, czego sprawa dotyczy. Jeśli chodzi o takie sprawy niecierpiące zwłoki, jak siku, kupa, czy coś w tym stylu, to nie masz wyjścia – musisz wszystko rzucić. Ale jeśli chodzi o pomoc w odszukaniu zabawki, włączenie bajki, itp., to naprawdę może tę chwilę poczekać.

Ważne, jak we wszystkim, by nie popadać w skrajności. Ani „zła” mama, ani całkiem „dobra” mama nie jest naprawdę dobra. Dobra jest mądra mama. Taka, która nie tylko dba o dziecko i je chroni, ale która przygotowuje je do samodzielności i dorosłego życia.

I na koniec taki przykład, który pochodzi z książki „Ile znaczy mama”, o której pisałam Wam (TUTAJ).
Kupujesz dziecku hulajnogę. Mówisz mu, że to jego zadaniem będzie pilnowanie, by hulajnoga nie została na noc na dworze i chowanie jej pod dach. Dziecko tego nie zrobiło, przyszedł deszcz i zmył z hulajnogi malowane dekoracje. Dziecko w płacz. Pełna rozpacz. Co robisz?
a) mówisz, żeby nie płakało, bo zaraz pojedziecie kupić nową hulajnogę, jeszcze lepszą;
b) krzyczysz i robisz awanturę, że samo jest sobie winne, bo nie schowało hulajnogi;
c) dajesz dziecku farby i pędzel, i mówisz żeby spróbowało pomalować hulajnogę od nowa, a jeśli będzie potrzebowało pomocy, to gdy skończysz swoje zajęcia, możesz mu pomóc w tym zadaniu.

Widzicie, właśnie o to chodzi w byciu trochę „złą” matką. Pocieszasz wtedy, gdy wymaga tego sytuacja, ale nie cackasz się, gdy nie trzeba. Uczysz dziecko, że działania mają swoje konsekwencje, że nie zawsze każdy może zaspokoić natychmiast jego potrzebę, że cały świat nie kręci się tylko wokół niego, że nie zawsze może być w pełni szczęśliwe.
Niektórym może wydać się to niestosowne, bo przecież wszystkie chcemy, żeby nasze dzieci były cały czas szczęśliwe. Ale nie będą, choćbyśmy stawały na rzęsach! Lepiej być nauczonym, jak radzić sobie z przeciwnościami losu, niż żyć w sztucznej szczęśliwości, która kiedyś się skończy i nastąpi wielkie „auć” w zderzeniu z rzeczywistością.

Zaznaczam, że powyższy tekst pisałam w odniesieniu do dzieci kilkuletnich. Nie polecam nikomu uczenia samodzielności i radzenia sobie z przeciwnościami losu w przypadku niemowlaka;)