Lubię kreatywne konkursy. Lubię je nie za nagrody, które przecież nie zawsze się udaje zdobyć, ale za to, że są inspiracją do twórczych działań, zabawy i rozwoju.
Dzięki takim konkursom mamy okazję zrobić/ napisać/ wymyślić/ stworzyć coś, czego w innych okolicznościach byśmy nie zrobili. Są bodźcem do rozwoju i kreatywnego spędzenia czasu. 

http://mamao.pl/kreatywny-konkurs-poki/I taki też jest konkurs z portalem POKI.PL – znajdziecie go TUTAJ, który polegał na stworzeniu pracy zainspirowanej bohaterami wybranej z serwisu gry.

Na stworzenie pracy od razu miałam pomysł, pozostawał wybór gry. Syn na Szczycie na początku wybrał taką z bohaterami jednej z jego ulubionych bajek – Psiego Patrolu, ale potem zauważyliśmy coś lepszego. Coś bliższego nam tematycznie i klimatycznie;)
Grę „Pies Pasterski”.
Sama gra bardzo mi się spodobała, ponieważ jest prosta, można wręcz powiedzieć oldschool’owa;) Przypomina mi gry, w które sama w dzieciństwie grywałam.
Podsumowując – wybraliśmy grę Pies Pasterski z kategorii „Gry Logiczne„.

Powstały figurki z masy solnej, mające przedstawiać nasze wersje jej bohaterów. Figurki z masy solnej robimy często i Syn na Szczycie potrafi już pomóc mi zrobić drobne elementy, jak kulki czy uszka. Ale potem stało się coś naprawdę ciekawego.
Coś bardzo ważnego. Coś, czego się nie spodziewałam. Wydarzyło się to w momencie, gdy przystąpiliśmy do malowania figurek. Miałam na to swój pomysł. Pies miał mieć barwy owczarka niemieckiego. Miał być piękny i dopracowany. Miał pilnować beztrosko pasących się owieczek, na które w krzakach czaił się wilk. 

Taki był plan, lecz Syn na Szczycie oznajmił, że chce pomalować psa. Podsunęłam mu na to inne figurki, takie robione na próbę.
– Możesz pomalować te – zachęcałam, w obawie, że pomalowany przez niego pies nie będzie zbyt piękny. – A psa ja pomaluję, tak ładnie.
– Ale on będzie ładny, jak ja go pomaluję! Ja go ładnie pomaluję! – odpowiada syn.
I nagle olśnienie na matkę spłynęło. I zawstydzenie. Przecież to miała być zabawa dla Syna na Szczycie! Przecież mieliśmy miło i twórczo spędzić czas. Gdzieś po drodze straciłam kontrolę i włączył mi się program na pęd ku doskonałości. Że niby pies miał być doskonały. A niby dlaczego? A kto powiedział, że perfekcyjnie pomalowany owczarek będzie lepszy niż ten niebieski, pomalowany przez Syna na Szczycie? Przecież nie musimy się z nikim i niczym ścigać! 

Jak łatwo czasem zatracić się w takim pędzie do mylnie pojmowanej doskonałości i przekonaniu o własnej nieomylności, o tym, że nasze jest lepsze, bo… No właśnie – bo co? Bo umiem pomalować bardziej realistycznie niż trzy-i-pół-latek?
Na szczęście matka przyłapała się na gorącym uczynku i w porę opamiętała, oddając synowi psa do pomalowania. I wiecie, co? To najładniejszy owczarek, jakiego widziałam! Wyjątkowy! 🙂

Wilka Syn na Szczycie za to nie chciał kolorować, ale upierał się, że to nie wilk, a lis. Może i miał rację, że bardziej lisie kształty ów zwierz miał?
Dostał więc i lisie barwy, choć z tego, co wiem, to lisy na owce się raczej nie zasadzają 😉

Skoro już poszliśmy w odrealnioną konwencję, to i baranki musiały być niezwykłe. Otrzymały najmodniejsze w sezonie, pastelowe barwy, bo to takie trendy-baranki są;)


A nasza wersja gry wygląda tak:
pastelowe baranki wybierają się na shopping do najmodniejszej górskiej galerii handlowej, ale w krzakach czai się farbowany lis, czyli wilk, który dla niepoznaki ufarbował się henną. Wie jednak, że odcienie rudości obecnie nie są na topie, więc chce porwać barankom ich pastelowe futerka. Ale dzielny kobaltowoniebieski pies pasterski czuwa nad bezpieczeństwem pastelowych owieczek i będzie je eskortował do samych drzwi galerii:)