Padłam i leżę. Leżę i kwiczę. Rozłożyło mnie na obie łopatki. Tak załatwiła mnie historia, którą właśnie usłyszałam.
Chcecie też się rozłożyć i pokwiczeć? No, to opowiadam.


Znajomy chciał kupić moją książkę„Wiosnę po wiedeńsku”. Wysłałam go do księgarni, w której – wiedziałam to! – na pewno książka jest dostępna. 


Pojechał, szuka, księgarnia malutka, więc wiele do przeszukiwań nie miał. Ni ma. Pyta sprzedawczynię. Ależ tak, jest, tylko na zapleczu. Pani poszła, książkę przyniosła.
Znajomy pyta zdziwiony, dlaczego na zapleczu. Na co słyszy totalnie zwalającą z nóg odpowiedź – „Bo teraz jest ZIMA, a to książka o WIOŚNIE. Wystawimy ją na WIOSNĘ.”

Padłam i leżę. Leżę i kwiczę. I nie umiem się pozbierać.
Rozumiem w takim razie, że „Jesień w Brukseli” zostanie wystawiona w księgarni dopiero jesienią


Znajomy, bohater pozytywny tej opowieści, podsumował sytuację tak – „Demony Wojny na półki dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego„.


Najgorzej moim zdaniem mają dzieła biograficzne nieżyjących już postaci (wybaczcie, akurat nie przychodzi mi do głowy żaden tytuł, bo – jak już wspomniałam – leżę i kwiczę). Skoro bohaterowie nie żyją, to utwory nieaktualne jak cholera

Ale na przykład taki Reymont wiedział co robi. Nie dość, że „Chłopi” zawsze się jacyś znajdą, i na wiosce, i w mieście, to jeszcze dodatkowo cwaniak zawarł w swym dziele wszystkie pory roku, co by nie było, że to utwór jedynie sezonowy!

Podrzućcie jeszcze jakieś tytuły, które powinny być dostępne jedynie czasowo, żeby mi tak smutno nie było, że tylko ja taka niszowa:)