Kiedy mąż wyjeżdża w delegację lub do pracy w innym mieście, mówi się o kobiecie: „słomiana wdowa”, więc, kiedy dziecko wyjeżdża na obóz, można chyba mówić o „słomianej mamie” 🙂
Tak, to się stało. Szybciej niż myślałam!
Pamiętam, jakby to było wczoraj – kiedy Syn na Szczycie był brzdącem, mawialiśmy, że odpoczniemy dopiero wtedy, jak będzie jeździł na obozy. Mówiliśmy to w żartach, bo była to przecież baaaardzo odległa przyszłość. A teraz… Ta przyszłość jest już przeszłością!

Tak, Syn na Szczycie był na obozie, a ja przez prawie dwa tygodnie byłam słomianą mamą!
To był bardzo dziwny czas, pełen sprzecznych emocji.
Pewnie wiecie, że artyści są trochę inni i dziwaczni. Bardziej wszystko przeżywamy, przywiązujemy większą wagę do chwilowych uczuć i nastroi. Gdyby tak nie było, chyba nie moglibyśmy tworzyć. Głębsze przeżywanie dostarcza mi inspiracji do pisania moich powieści, w myśl zasady: „What’s bad for your heart is good for your art„, ale także utrudnia codzienne życie.

Oczywiście, zapewne większość mam bardzo emocjonalnie podchodzi do pierwszego wyjazdu dziecka na obóz czy kolonie, ale u mnie była to prawdziwa huśtawka emocji, od strachu i stresu po dumę i euforię.
Miałam wielkie plany, jak wykorzystam ten czas swobody, coś tam udało się z nich zrealizować, ale większość czasu wypełniał mi jednak stres, jak Syn na Szczycie sobie radzi i czy jest bezpieczny. Przez wszystkie te dni byłam też nieustannie gotowa do drogi, gdyby w razie czego trzeba było natychmiast wyruszyć nad morze.
W każdym razie, poleniuchowałam i postesowałam się, odpoczęłam i nie odpoczęłam, zrobiłam porządek w zabawkach i obejrzałam dziesiątki odcinków „Wykute w ogniu”, randkowałam z mężem, tęskniłam i korzystałam ze swobody, modliłam się, trzymałam kciuki, starałam się odnaleźć w tej nowej sytuacji. 

I ostatnim, czego mi było trzeba w tym czasie, to zaglądanie do internetu – stąd moje zniknięcie 😉

fot. druhna Ania

Syn na Szczycie spędził 12 dni na obozie harcerskim nad morzem. Szczerze, to miałam wątpliwości, czy da radę, ale dał. Był w dobrych rękach. Wrócił zadowolony i potwornie brudny 🙂
Nieoczekiwanie okazało się też, że ten wyjazd przyniósł całkiem niecodzienne skutki i w jego efekcie niebawem na Szczycie pojawi się nowy lokator, ale o tym innym razem 🙂

Po tym obozie, wszyscy jesteśmy bogatsi o doświadczenia. Harcerstwo to bardzo fajna sprawa i cieszę się, że syn aktywnie się w nim udziela. Jestem też wdzięczna druhnie Ani za fantastyczną opiekę podczas wyjazdu.
A teraz pora wrócić do codziennej rutyny, czyli naszego mało rutynowego życia na Szczycie 🙂

Tym bardziej, że obowiązki zawodowe wzywają, bo już 10tego sierpnia czeka mnie udział w Zakopiańskim Festiwalu Literackim, więc – jeśli ktoś z Was będzie w tym czasie pod Tatrami, to serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie! 🙂

 

  • Nowy lokator 🙂 hmmm?

    • Już niedługo uchylę rąbka tajemnicy 🙂

  • Podziwiam za odwagę, ja nie wiem, czy puściłabym Gaję na taką wyprawę :). Ale tak to jest, dzieci są coraz większe, muszą być samodzielne i dwa tygodnie bez mamy to dla nich nie jest dramat, a wielka przygoda. Teraz będzie już z górki, jeśli chodzi o takie wypady.

    • U nas to chyba ja bardziej przeżywałam to usamodzielnianie się syna niż on 😉 Tak to jest, jak synuś mamusi zmienia się ze słodziaka w twardziela 😀

  • Też czekam kiedy mój syn będzie jeździł na obozy aby latem mieć czas by spokojnie zrobić swoje sprawy. Jesteś dowodem, że czas ten szybko zleci, ledwo się obejrzysz a już się będziesz martwić czy wszystko ok. Ale niech Syn na Szczycie korzysta i uczy się harcerskie szkoły przetrwania.

    • Z tym „spokojnym załatwianiem spraw” to się okazuje nie do końca tak, bo choć wiele zrobiłam z tego, co nie udawało mi się na co dzień, to jednak niepokój cały czas gdzieś tam mi towarzyszył 😉

  • WOW wow i wow!!!! Moja córka nie chce nawet na jedną noc nigdzie wyjechać!!!! Gratulacje dla Szymka!!!!

    • Ja, jako dziecko, z każdego wyjazdu po dwóch dniach dzwoniłam do mamy, żeby po mnie przyjechała, więc jestem szczęśliwa i dumna, że syn nie poszedł w tym względzie w moje ślady 😉

      • Każde dziecko jest inne 🙂 Ja jako dzieciak uciekała z domu do babci, więc mi było łatwiej 🙂

        • Dokładnie, warto o tym pamiętać, że to, co dla jednego dziecka jest łatwe, dla drugiego będzie problemem i odwrotnie, nic na siłę 🙂

  • Podziwiam Kasiu!!! Kurcze ja się właśnie tej chwili obawiam powiem szczerze… ;p Boję się, że padnę na zawał, zadręczę się czy wszczepię synom kamerę… ;p

    • Tak się tylko wydaje 😉 Na przykład syn ma w smartwach’u opcję podsłuchiwania, ale nigdy z niej nie skorzystałam 🙂 W pewnym momencie nie ma innego wyjścia, jak pogodzić się z tym, że nie mamy pełnej kontroli, choć nie powiem, w pierwszy wieczór po jego wyjeździe sobie troszkę popłakałam 😉

  • Ponoć brudne dziecko to szczęśliwe dziecko 🙂 Brawo dla Was, że daliście radę!

    • Oj, to sądząc po ilości brudu, moje musiało być mega szczęśliwe 😀

  • A ja tak z innej strony, niemamowej. Ja to podziwiam Cię za podejście do odłączenia się od świata Internetu. Za łatwość, z jaką Ci to przychodzi. Za to przezywanie chwili, właśnie np. tego wyjazdu syna.

    • Myślę, że w moim przypadku to naturalna kolej rzeczy 🙂 Blog to tylko dodatek do życia, ostatnio coraz mniej istotny 🙂

  • Monika Flok

    Nie dziwie Ci się, sama przezywam zawsze podwójnie i boje sie o dziewczyny..jak to mama;)

  • Barbara

    Ciekawe jakie ja bym miała emocje. Cały czas mówię, że potrzebuję czasu dla siebie, a pewnie pierwszego dnia bym spanikowała 🙂

  • My na razie mamy za sobą trzydniowy wyjazd na zieloną szkołę. Mam nadzieję, że na obozy i kolonie również przyjdzie czas.

  • Madka roku

    Też zastanawiałam się w tym roku nad posłaniem dziecka na obóz harcerski, ale nałożył się na nasz termin urlopu. Wolelismy zatem pojechać gdzieś razem. Poza tym córka wydała mi się jeszcze trochę niegotowa. A ile lat ma Twój synek?

    • Ma 8 lat, ale wiadomo, że każde dziecko jest inne, ja nie byłam gotowa nawet jako nastolatka 😉

  • Och jak ja się tego obawiam… tej samotności, i zamartwiania 😉 najgorszy pierwszy raz! Przystojny harcerz z Twego synka 🙂 Pozdrawiam słomiana mamo 🙂

    • Właśnie się zastanawiam, czy to się tylko pierwszy raz przeżywa i podejrzewam, że za każdym będzie tak samo 😉

  • To jeszcze na szczęście długo przede mną 😉

    • Mam wrażenie, jakby to było wczoraj, kiedy też tak mówiłam 😉

  • Dziecko brudne, to dziecko szczęśliwe. Czy dziecko potwornie brudne, to dziecko potwornie szczęśliwe? 🙂

  • aneta

    A moje za nic nie chcą jechać na żaden obóz

    • Każde dziecko jest inne i wiadomo, że nic nie może być na siłę, a szczególnie obóz, który ma być dla radości 🙂

  • Dzięki 🙂 No właśnie, tak się mówi, że będzie luz, jak dziecko pojedzie, a potem wcale takiego luzu nie ma, ale w zasadzie to jestem dumna i z siebie, i z syna, że daliśmy radę 😀

  • Pod koniec roku szkolnego Młoda była na zielonym przedszkolu – 5 dni bez mamy i taty, za to z koleżankami, kolegami z grupy i wspaniałymi paniami przedszkolankami. Powiem Ci, że byłam…spokojna. Utwierdzały mnie w tym opiekunki wyjazdu przesyłające codziennie kilka zdjęć jak to dzieci fajnie się bawią.
    Chyba więc nie jestem artystą;)))) Powodzenia na spotkaniu autorskim!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂

    • Wow, w wieku przedszkolnym już taki wyjazd? Twardzielka z niej! 🙂 A daleko od domu pojechali?

      • W ostatniej grupie, czyli dzieci prawie 7 letnie – więc już całkiem duże. Pojechali w Twoje rejony, do Rabki Zdroju (czyli jakieś 160 km od domu) . Wspomnień i wrażeń było sporo:D

        • Mój syn na pierwszym obozie też był w Rabce, ale tego w naszym przypadku nie traktowałam jak wyjazd, bo to dla nas rzut kamieniem od domu 😉

  • puch ze słów

    Witam. Dzisiejsze harcerstwo to już nie to samo harcerstwo które było kiedyś… Ale trzeba doceniać co z niego jeszcze zostało i korzystać. Pierwszy obóz dziecka to wielka sprawa i duże emocje zwłaszcza dla – mamy 😉 pozdrawiam

    • Chyba nic obecnie nie jest takie, jak było kiedyś, no może poza lodami z lodziarni na Rynku w Krościenku, one od dziesięcioleci są takie same 🙂 😉

      • puch ze słów

        bardzo dobrze wspominam Krościenko z sentymentem 😉 pozdrawiam

  • Ogromne gratulacje dla Syna na Szczycie!

    • Dziękujemy 🙂 Jestem z niego dumna 🙂 (I z siebie też 😉 )

  • Mamma Yody

    Ja już się nie mogę doczekać aż chłopcy urosną i zaczną jeździć sami na wakacje.

    • Mam wrażenie, jakbym ledwie wczoraj mówiła to samo 😉

  • Fajnie że mały harcerz dął radę w końcu kto jak kto ale harcerze zawsze dają radę 😉 moje dzieci od dziesiątego roku życia wypuszczałam na kolonie i obozy i dziś widzę że dobrze robiłam. Nie maja problemu z niczym. Podróże kształcą to jest prawda 🙂 córcia moja była teraz w szkole językowej na Malcie i też dała radę 😉

    • Każde dziecko jest inne, ale też myślę, że takie wyjazdy dobrze robią i uczą samodzielności 🙂

  • Widać, że Syn na Szczycie był szalenie zadowolony z wyjazdu <3 🙂 Oj wcale się nie dziwię tego stresu i sprzecznych uczuć. Ja w czerwcu po raz pierwszy zostawiałam Nadię na dwa dni z moją mamą, bo byłam na See Bloggers, a mąż mi towarzyszył i też miałam nie lada sres, bo była to nasza pierwsza rozłąka. Chociaz była w najlepszych rękach to i tak przeżywałam <3

    • Myślę, że na początku zawsze najbardziej się przeżywa 🙂 Pamiętam, jak przeżywałam początek szkoły, a teraz kolejna klasa to już na totalnym luzie 😉

  • te obawy dopiero przede mną, moje maluchy jeszcze nie w wieku obozowym, ale ten czas tak szybko leci…

    • Oj, bardzo szybko! Mam wrażenie, że dopiero co myślałam podobnie 😉

  • Mnie wychowało harcerstwo – chyba z dobrym skutkiem i z sentymentem wspominam obozy harcerskie. Junior póki co nie ma takich zapędów, ale mam nadzieję, że z czasem i ja go tym zarażę. To wspaniała przygoda!

  • Dla matki to musi być straszne jak ich dziecko gdzieś wyjeżdża i nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ale ważne, że to jakoś przetrwałaś i synek wrócił bezpiecznie do domu 🙂