Zawiodą się Ci, którzy przybyli tu zwabieni tym chwytliwym tytułem, oczekując, że podam receptę na to, jak znaleźć chętne wydać naszą twórczość wydawnictwo. To – bądźmy szczerzy – jest cholernie trudne, zwłaszcza dla debiutantów. Jeśli interesuje Was ten temat, to odsyłam do mojej prastarej notatki -> TUTAJ, którą opublikowałam na fb w czasach, kiedy jeszcze nie miałam bloga.

Ja, na szczęście, trudny i często przykry temat szukania wydawców mam już za sobą i w dzisiejszym wpisie chciałam skupić się na czymś troszkę innym. Bo nawet, jeśli ma się już stałego wydawcę, albo nawet kiedy – tak jak mnie to zdarzyło się ostatnio, napełniając wielką radością i dumą – wydawnictwo samo zgłasza się do pisarza – proces wydawniczy nadal może być trudny, bolesny i długi.

Zacznę może od wyjaśnienia jednej rzeczy – piszę tu o sytuacji, w której wydawnictwo – oceniając, że nasza książka jest na tyle doba, że może przynieść zysk – decyduje się ją wydać. Bo czasami spotykam się z pytaniem, które na chwilę odbiera mi mowę, kiedy rozmówca pyta – ile zapłaciłam za wydanie swojej książki (?!).
Nie, to nie ja płacę za wydanie mojej książki, to wydawnictwo płaci mnie! Oczywiście nie za samo wydanie (choć jego koszty ono pokrywa), a w postaci prowizji od sprzedanych egzemplarzy.

Oczywiście, jest w obecnych czasach coś takiego jak self-publishing, ale to temat dyskusyjny i obszerny, ma – jak wszystko – swoje plusy i minusy, ale ja nigdy w ten sposób nie wydawałam i nie o tym chcę dziś pisać.

Skupmy się na tym, że wydawnictwo X lub Y wydaje moją książkę. Ja książkę piszę, wysyłam, a wydawnictwo, oceniając ją jako dobrą i prognozującą zysk, zajmuje się jej publikacją. I…  I właśnie, pojawiają się na tym etapie najróżniejsze kwestie mające wpływ na długość i złożoność procesu wydawniczego.

Załóżmy, że jest – tak jak to jest obecnie – sierpień. Napisałam książkę, trafia ona do wydawnictwa. I teraz  – może się ona ukazać we wrześniu, w grudniu, w marcu, albo równie dobrze za dwa lata.

Od czego to zależy?
Od szeregu najróżniejszych czynników.

Plany wydawnicze.

To coś, co prowadzi chyba każde wydawnictwo. Na te plany także wpływają najróżniejsze czynniki. Nie będę się wdawać w szczegóły, w każdym razie, tempo wydania naszej książki zależy tutaj od tego, czy została ona zawczasu w te plany wpisana, czy jest z nimi zbieżna, itd. Jeśli tak, pojawi się w czasie planem określonym, jeśli nie, albo zostanie gdzieś wciśnięta, albo będzie czekać na nowy plan w następnym roku.

Finanse.

To problem niektórych małych wydawnictw, który także może mieć wpływ na wydanie naszej książki, kiedy zdarza się, że po prostu w danej chwili wydawnictwo nie może sobie pozwolić na publikację z powodu braku środków finansowych i czeka na jakieś wpływy gotówki.

Korekta, redakcja, akceptacja.

Zależnie od wielkości wydawnictwa, naszą książkę musi przeczytać kilka, albo nawet kilkanaście osób. Korektor, redaktor, osoba zatwierdzająca, itd.
Jeśli książka dotyka tematów, powiedzmy – specjalistycznych, będzie ją musiał jeszcze przeczytać ekspert z danej dziedziny.

Jeśli książka wymaga jakiejś dodatkowej akceptacji (np. w wydawnictwach katolickich często musi otrzymać klauzulę „NIHIL OBSTAT” potwierdzającą, że nie ma w dziele nic sprzecznego z nauką Kościoła), dochodzi czas na przeczytanie jej przez kolejną osobę.
Jak sami rozumiecie, to musi trwać. Nie dość, że każda z tych osób ma swoje tempo czytania i pracy, to jeszcze ma na głowie inne sprawy i inne książki (im większe wydawnictwo, tym więcej), więc tempo może być naprawdę różne.

Autor.

Po korekcie i redakcji książka wraca do autora, który musi ją ponownie przeczytać i zaakceptować (lub odrzucić) zmiany. Czasem na tym etapie potrzebna jest ponowna wytężona praca pisarza nad książką – dopisanie jakichś scen, ich zmiany, przerabianie fragmentów.
Tym razem tempo prac nad wydaniem książki zależy od samego pisarza – czy da radę zrobić to szybko, czy nie.

Okładka, grafika, skład.

Po korekcie i redakcji (które czasami są przeprowadzane kilka razy), książka idzie do łamania (które – tak – znowu trwa, w zależności od tempa pracy wydawnictwa i jego zawalenia innymi tematami).
Przygotowywana jest też okładka – grafik pracuje swoim tempem, szybkim lub wolnym.
Jeśli okładka spodoba się autorowi książki, jest spoko, wszystko idzie dalej, ale jeśli nie… No, cóż, tu bywa różnie, w zależności od tego, jakie podejście ma dane wydawnictwo. Jedno będzie na siłę forsować swoją wizję, inne pozostawi autorowi bardzo duży wpływ na wygląd okładki.
Jak by nie było, znów ucieka nam czas.
Jeśli książka wymaga jakiś dodatkowych grafik, oczywiście potrzeba czasu na ich przygotowanie i tutaj dochodzimy do kolejnego tematu…

Ilustracje.

Wiecie, ze mnie taka Zosia-Samosia i lubię wszystko robić sama, ale niestety, jestem zupełnie pozbawiona talentu plastycznego. W przypadku moich bajek dla dzieci muszę współpracować z ilustratorami i niestety – zawsze pojawiają się problemy.
Właściwie, przygotowanie ilustracji mogłabym zrzucić na wydawnictwo, niech oni szukają ilustratora i się tym zajmują. Tak to zazwyczaj bywa, ale… Ale mając swojego autora ilustracji wiem, że obrazki będą takie, jak ja chcę i zbieżne z moją wizją.
Wszystko ma swoje plusy i minusy.

Szukanie patronatów, marketing, itd.

Te kwestie są zazwyczaj przeprowadzane równocześnie z przygotowaniem książki do druku, ale czasami zdarza się, że nawet one mogą zablokować publikację, np. kiedy wydawnictwo czeka na decyzję jakiegoś potencjalnego patrona medialnego, a on opóźnia się z odpowiedzią.

Drukarnia.

Załóżmy, że przeszliśmy już cały złożony proces, książka jest poskładana i gotowa do druku. Ale nawet teraz mogą pojawić się przestoje, uzależnione od terminów, jakie ma współpracująca z wydawnictwem drukarnia.

*

I, wiecie, jak tak czytam to wszystko, co powyżej napisałam (a z pewnością coś jeszcze pominęłam, bo w końcu jestem tylko pisarką, a nie pracownikiem wydawnictwa i nie znam się za dobrze na zasadach funkcjonowania takiej firmy), to wydaje mi się niemal cudem, że te książki w ogóle się pojawiają 😉

Oczywiście wiele zależy od tego, jaką organizację pracy ma dane wydawnictwo – w jednych wszystko będzie chodzić jak w szwajcarskim zegarku- przestoje i opóźnienia będą zredukowane do minimum, a w innych wszystko będzie się ślimaczyć.
W dużych wydawnictwach czas wydania jest zazwyczaj ściśle określony planem i każdy wie, jaki ma termin na wyrobienie się ze swoją częścią pracy, w małych często idzie się na żywioł, na zasadzie – kiedy się uda, to będzie.

A niniejszy wpis powstał głównie po to, by Wam wyjaśnić, jak proces wydawniczy może być długi i złożony i wytłumaczyć, dlaczego czasem nie jestem w stanie Wam odpowiedzieć na pytanie, kiedy dokładnie moja nowa książka pojawi się na rynku i dlaczego, chociaż w tym roku napisałam 4 książki, jeszcze żadna z nich nie jest w Waszych rękach 🙂

  • Karolina

    Przeczytałam ten wpis i żeby się nie załamać pójdę zrobić sobie kawę 😛 Jesteś tak cierpliwą osobą, że jestem w szoku po prostu. Wiedziałam o tym od dawna, ale teraz to mnie po prostu zamurowało. Cierpliwie poczekam na książki 😀

    • Oj, cierpliwość zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, wręcz przeciwnie – jestem skrajnie niecierpliwa, ale faktycznie zawód pisarza nieco mnie tej cierpliwości nauczył, a raczej ją na mnie wymusił 😉

      • Karolina

        Czyli podałaś właśnie przepis na kolejne ćwiczenie cierpliwości: wydanie książki 😀 Moim przepisem jest macierzyństwo 😛 Chciałabym sprawdzić teraz Twoją metodę 😛

        • Haha, no tak, bez cierpliwości się nie da w tej branży 😉

  • Niestety, czasem trzeba poczekać, ale na wartościowe i mądre książki warto!

    • Rzadko kiedy coś przychodzi łatwo i gładko 😉

  • 😉 :p

  • Dana

    Na rynku jest tylu wydawniczym pisarze wyrastają jak grzyby po deszczu, więc tym bardziej powodzenia w boju życzę.

    • To prawda, rynek wydawniczy jest zalany najróżniejszymi propozycjami, ty bardziej cieszę się, że gdzieś tam już tę swoją „pozycję” mam ugruntowaną i nie muszę się przebijać 😉
      Dziękuję 🙂

  • Justyna Gross

    Tak to bardzo długi proces. Z drugiej strony dla czytelnika nie ma on znaczenia, bo co miesiąc wydawane jest tyle książek, że prawdziwym problemem staje się wybór. Każdego miesiąca mam na liście kilka książek, które chciałabym przeczytać. Kupuję i czekają na półce na swoją kolej 🙂 Poważnie myślę o zakupie czytnika

    • Niby nie ma, ale z drugiej strony, jeśli ktoś z utęsknieniem czeka na nową książkę ulubionego autora, wtedy zaczyna to mieć znaczenie 🙂

  • Bardzo ciekawy wpis, pomocne informacje. Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Różnie się słyszy o tym, jak funkcjonują wydawnictwa i nie zawsze są to opinie pozytywne. Ja mam swoje sprawdzone, zaufane, oczywiście od strony czytelnika. I to prawda, że ten proces ma szczególne znaczenie, gdy czekamy na nową książkę ulubionego autora 🙂

    • Ach, oczywiście, jak wszędzie i w każdej dziedzinie, są firmy funkcjonujące dobrze i źle 😉 Ja się cieszę, że obecnie współpracuję z fantastycznym wydawnictwem, a i mam pewne swoje plany odnośnie tej branży 🙂

  • Ach, cztery książki. To się nazywa być płodną pisarką:-)

  • Cierpliwie czekam na książki. Pociesza mnie myśl, że są już napisane 😉 Jaka będzie radość po długim czekaniu <3

    • Radość, oraz ulga, bo tym razem niektóre z tych książek nieźle zjadły mi nerwy na etapie przygotowań do druku 😉

  • Przeczytałam jednym tchem, bo takie kulisy bardzo mnie interesują. Czekam z niecierpliwością na Twoje premiery i jestem pewna, że jak zwykle się nie zawiodę :).

  • Nie takie to proste jak się wydaje 🙂 Mam sąsiada pisarza, obecnie wydaje książki sam 🙂

    • Self-publishing ma swoje plusy i minusy, jednak według mnie – więcej minusów 😉 Głównym problemem jest chyba dystrybucja.

  • Anna Sakowicz

    Tak to wygląda. Potwierdzam, choć nie miałam pojęcia o tym, jak to jest w wydawnictwach katolickich.

    • Właściwie tak samo, jak w innych, tylko w niektórych konieczne jest jeszcze uzyskanie tej konkretnej klauzuli 🙂

      • Anna Sakowicz

        No tak, to logiczne.

  • Zawsze jeszcze można się pokusić o wydawanie książki samodzielnie. 🙂

    • Do mnie jednak self-publishing nie do końca przemawia, ale zaczynam rozumieć osoby, które się na niego decydują. Tak, jak napisałam w tekście – ma on swoje plusy i minusy, zależnie od tego też, jaki kto ma punkt widzenia i co jest dla niego priorytetem 🙂

  • Wiele czynników składa się na wydanie książki, a ich wzajemne zależności też nie są takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Czasem trzeba, tak jak piszesz, długo wyczekiwać na gotowy produkt, ale ile później jest przy tym radości dla autora i czytelników. 🙂
    Bookendorfina

  • Do tej pory mogłam jedynie sobie wyobrazić jak wygląda taki proces wydania książki. Od kilku lat marzyłam o tym aby napisać książkę, bo pomysł przyszedł mi do głowy w pewnym momencie mojego życia i od tych 3 lat zabieram się do tego żeby przelać go na papier. Ostatnio napisałam pierwszy rozdział i jestem mega szczęśliwa, ale wiem, że ta książka, nawet jak już będzie napisana, być może nigdy nie ujrzy światła dziennego. Trzymam kciuki za Ciebie, żebyś szybko mogła zobaczyć swoje książki na sklepowych półkach 🙂

    • Pamiętam, jak wpadł mi pomysł na pierwszą powieść i ten pomysł kiełkował przez 10 lat 🙂 Potem myślałam tylko, że chcę napisać tę książkę, tak dla własnej satysfakcji, ale jak już napisałam, to wtedy zapragnęłam wydać 😉 A kiedy wydałam, zapragnęłam napisać kolejną, potem ją wydać… i tak to się kręci od czterech lat 🙂
      Dzięki i trzymam kciuki za Twoją twórczość, nigdy nie można rezygnować z marzeń! 🙂

  • Nie wiedziałam, że to taka procedura 😀 Ale mimo wszystko chyba kosztuje mniej strasu niż sefl-publishing.

    • Myślę, że to zależy od tego, czego kto oczekuje i jakie ma priorytety, self-publishing może stać się ogromnie stresujący na etapie dystrybucji gotowej książki 😉

  • Świetny wpis!! Jak widać praca nad książką to złożony proces wielu ludzi. Czytając jednak te kulisy mam wrażenie, że wszystko jest możliwe i wcale nie takie trudne. Przede wszystkim najpierw trzeba mieć materiał, a później cierpliwość by ktoś ten materiał docenił.

  • Wow… nie wiedziałam, że przez tyle osób i procedur musi przejść książka, zanim ją wydadzą… Fajnie, że o tym piszesz, bo fajnie dowiedzieć się czegoś od kuchni 🙂

    • Tak, nas jako odbiorców, zazwyczaj interesuje gotowy produkt, a niewielu się zastanawia, ile pracy za nim stoi 🙂

  • Dość długo pracowałem w wydawnictwie i wiem i le to czasu zajmuje. W dużych wydawnictwach proces jest bardzo sformalizowany i zajmuje więcej czasu, ale też zazwyczaj książki są staranniej wydawane. Mali wydawcy mogą sobie pozwolić na większy luz i mogą przygotować książkę nawet w ciągu 3-4 miesięcy (dużym zajmuje to rok, a nawet więcej). Oprócz self-publiszingu jest bardzo popularna opcja współpłacenia. Czyli wydawnictwo i autor dzielą się kosztami wydania książki. Nie wiem czy pół na pół, czy autor płaci tylko 30%, ale tak to funkcjonuje. Być może dzięki takiemu układowi autor dostaje większą prowizję za sprzedany egzemplarz książki. Bo jeżeli wydawnictwo bierze wszystkie koszta na siebie, to wtedy autor ma ubożuchną prowizję…

    • Nie do końca mam podobne doświadczenia, a wręcz odwrotnie – ja spotkałam się z tym, że w dużym wydawnictwie wszystko idzie szybciej, podczas gdy w małym się ślimaczy i rozbija o bzdurne szczegóły.
      Co do wydawania ze współfinansowaniem, to myślę, że wszystko zależy potem od tego, jak takie wydawnictwa prowadzą dystrybucję, bo jeśli ona leży i kwiczy, to tej prowizji tak czy inaczej autor mieć nie będzie, bo nie będzie z czego. Niestety, wielu autorów, których zdecydowało się na taką formę wydania, narzekało, że po wydruku książek, po prostu otrzymało je od wydawnictwa i miało sobie radzić ze sprzedażą na własną rękę…

  • Skomplikowane to trochę…!;p

    • Myślę, że każda branża jest mniej lub bardziej skomplikowana, tylko często o tym na co dzień nie myślimy 😉

  • nie zdawałam sobie sprawy ze to tak wygląda, 3mam kciuki za sukces wydawniczy 🙂

  • Już poprzednio pisałam, że zawsze mnie interesują różne rzeczy od kuchni, więc z ciekawością przeczytałam tekst. Nam zawodowo zdarza się czasem poczynić jakąś, mniejszą lub większą publikację. I najtrudniejsza jest dla nas współpraca z grafikami. Rzadko kiedy spotykamy osobę, która potrafi coś ciekawego popełnić (szczególnie przy narzuconych firmach z przetargu), a przy wydawnictwach dla dzieci, to już zupełna porażka.

    • Dla mnie najbardziej frustrujące jest to, że na tak wiele rzeczy nie mam wpływu. Tempo napisania książki, jej forma i treść zależą ode mnie, ale później wszystko przestaje być pod moją kontrolą…

  • Pieruńskie maszkety

    Przecztalam juz tyle ksiazek i nigdy, przenigdy nie zastanawialam sie nad tym ile czasu i pracy pochlania sam proces wydawniczy, teraz bede zupelnie inaczej patrzec na kazda czytana ksiazke, z jeszcze wiekszym szacunkiem

    • Chyba tak jest zawsze, że jako konsumenci widzimy raczej tylko gotowy produkt, nie zastanawiając się specjalnie na co dzień nad tym, jak on powstaje 🙂

  • kiedyś o tym myślałam, może artyuł się wiec przyda ;)k

    • W razie czego – trzymam kciuki! 🙂

  • Nie wiedziałam ile to czasu i pracy trzeba włożyć, żeby jeszcze uporać sie z wydaniem książki od jej samego napisania. 🙂 Fajny wpis, dobrze wiedzieć o takich rzeczach 🙂

    • Myślę, że niewiele osób spoza branży zdaje sobie z tego sprawę, jak zresztą i w każdym innym przypadku każdej innej pracy – ci, którzy jej nie wykonują na co dzień i widzą tylko efekt końcowy, raczej się nie zastanawiają nad całym procesem (bo i po co? ;)) 🙂

  • Bardzo Ci dziękuję za ten tekst! Ale mnie uświadomiłaś! Nie miałam pojęcia jak to wygląda od środka, a teraz nagle wszystko okazało się dla mnie takie jasne i klarowne. 🙂

    • Bardzo, bardzo się cieszę z Twoich słów! Zawsze podziwiam Twojego bloga za przekazywanie fachowej wiedzy, więc bardzo mi miło, że i ja mogłam Tobie o czymś opowiedzieć 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Z tego co piszesz jest to naprawdę długi i mozolny proces – ale pewnie warto przez niego przebrnąć 🙂 Podejrzewam, że widok własnej książki na półce w księgarni to musi być niezapomniane, jedyne w swoim rodzaju doznanie 🙂

    • Dla mnie najpiękniejszy jest ten moment, kiedy po raz pierwszy biorę swoją gotową książkę do rąk 🙂 Mało jest chwil, z którymi można go porównać 🙂

  • Ann

    Bardzo przydatny wpis. Ten etap dopiero przede mną 😉

    • W takim razie trzymam kciuki i życzę dużo wytrwałości, bo jest ona w tym fachu niezbędna 🙂

  • Wydanie książki to sporo pracy i czasu, gratuluję, że Tobie się udało. A Twoje książki są na mojej liście do przeczytania:)