W najbliższym czasie na blogu pojawi się kilka wpisów książkowych. Ale – nie, nie będą to recenzje, a wpisy związane z tworzeniem książek. A to dlatego, że przez ostatni czas, ten temat dominuje moje życie, a jednocześnie chciałabym wyjaśnić pojawiające się wśród Was wątpliwości, zarówno dotyczące moich dzieł, jak i wydawania książek ogólnie.

Moi stali czytelnicy wiedzą, jednak ponieważ „na Szczyt” przybywa wciąż sporo nowych osób, krótko przypomnę:

Zadebiutowałam w 2014 roku powieścią kryminalno-obyczajową: „Wiosna po wiedeńsku”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa JanKa.
Wydanie tej książki było spełnieniem moich marzeń, ponieważ od dzieciństwa chciałam właśnie to robić w życiu – być pisarką.

Niemal dokładnie rok później, w tym samym wydawnictwie, ukazała się moja druga powieść – tym razem obyczajowa z wątkami sensacyjnymi – „Jesień w Brukseli”, książka dla mnie najważniejsza z przyczyn osobistych.

Po kolejnym roku, znów, jak w latach poprzednich, na wiosnę, pojawiła się moja pierwsza książeczka dla dzieci, opublikowana przez Wydawnictwo eSPe„Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka”.

W międzyczasie założyłam tego oto bloga (bo, tak – jestem blogującą pisarką, a nie piszącą książki blogerką 😉 ), a dzięki aktywności w blogosferze poznałam wiele twórczych osób.
I tak to, zostałam któregoś dnia zaproszona do stworzenia bajek we wspólnym projekcie – książce „Zwierzaki Pocieszaki”.

Do tej książki napisałam dwie opowieści, jako wstęp i zakończenie, a po pewnym czasie zrobiłam to samo – w drugiej książce z tej serii: „Zwierzaki Pocieszaki: Podróże Karolka”.

Tak na marginesie – na poniższym zdjęciu macie w gratisie moją minę pt.: „Ale razi to słońce!” 😉

Jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat moich książek to zapraszam na moją stronę autorską:

www.katarzynatargosz.pl

I tak, miałam na koncie 5 wydanych książek – trzy, których byłam autorką i dwie, gdzie byłam współautorką. I… I właśnie wracamy do stwierdzenia z tytułu tego wpisu – co mnie bolało i dlaczego już nie boli.

Przyzwyczaiłam już czytelników (i siebie), że co wiosna, to pojawia się moja nowa książka. Aż tu nagle, po wdaniu ostatniej książki w marcu zeszłego roku, naszedł mnie całkowity brak weny.
Miał on różne przyczyny, a główną było chyba to, że było mi za dobrze. Po pierwsze, moje pisanie wymaga sporej dozy różnych emocji, które przeżywane, budzą we mnie pokłady kreatywności (ale o samym procesie twórczym będzie w którymś z następnych wpisów), a mnie było tylko dobrze i błogo, a to mało twórcze emocje 😉 A po drugie, zatraciłam się w korzystaniu z uroków życia, odkładając pisanie na kiedy indziej.

I tak, przez większość ubiegłego roku nie pisałam i nie pisałam, aż w końcu zaczęło pojawiać się z Waszych ust TO PYTANIE! Pytanie, które mnie bolało:

KIEDY NASTĘPNA KSIĄŻKA?

Tak, naprawdę mnie ono bolało, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć i czułam, że zawodzę swoich czytelników, a jednocześnie zawodziłam samą siebie. I im większą czułam presję, tym bardziej natchnienie umykało. Chwilami nawet myślałam, że już nigdy nic nie napiszę, że się wypaliłam…
Ale w chwilach trzeźwej oceny sytuacji, zdawałam sobie sprawę, że to minie.
Bo, wiecie, ja jestem z tej starej, niemodnej dziś szkoły twórców, którzy pędzą na grzbietach kapryśnych natchnień, płyną na fali weny, ryzykując jednocześnie upadek z tego grzbietu i zatopienie falą. Ale – no risk, no fun 😉

I – bez dalszego zbędnego rozpisywania się – bolało mnie tak i bolało, wpędzało w dyskomfort i tak dalej, aż… Aż przyszedł obecny rok.
Był luty, srogi i mroźny – idealny do pisania zimowej części mojej serii powieści inspirowanych porami roku.

I – tak, jak to było w przypadku mojego całego rozpoczęcia pisania – po prostu pewnego dnia siadłam i zaczęłam pisać, nie wiedząc jeszcze, co z tego wyjdzie.

A, jak już zaczęłam, to nagle w mojej głowie otworzyły się jakieś ogromne, szalone pokłady kreatywności, które mnie zalały!
Zimową powieść napisałam w dwa miesiące i było mi mało. Więc zasiadłam znowu i w dwa dni napisałam dwie książeczki dla dzieci 🙂

A potem przyszedł mail z Wydawnictwa eSPe,  z propozycją bym napisała dla tego wydawnictwa powieść i… stworzyłam kolejne dzieło, tym razem powieść obyczajową, która dotyka bardzo głębokich i ważnych tematów, jest więc zupełnie inna od mojej dotychczasowej twórczości.

I tak – od lutego tego roku powstały 4 moje książki, a piąta – której tym razem jestem współautorką i która jest jeszcze czymś całkowicie innym od moich poprzednich dzieł – właśnie jest w przygotowaniu 🙂

No, dobra, ale co Was to właściwie obchodzi? Wy nie chcecie wiedzieć, co sobie wystukałam w kompie, tylko interesuje Was, kiedy będziecie mogli wziąć do rąk gotowe książki.

Tutaj są pewne komplikacje, bo proces wydawniczy bywa bolesny i zawiły – o czym niedługo opowiem Wam więcej. Napisać książkę nie jest łatwo, ale jeszcze trudniej przepchnąć ją z powodzeniem przez całą „maszynę” publikacyjną, nawet wtedy, kiedy współpracuje się z dobrym i renomowanym wydawnictwem. Dlaczego? O tym będzie w osobnym tekście, bo to obszerny temat. 

Terminy wydań poszczególnych moich dzieł są na  razie mgliste.
Przykre jest to, że obydwie moje książeczki dla dzieci miały być już w sprzedaży, a zostały zablokowane przez znaczne opóźnienia w pracy ilustratorek :/
Moja powieść „zimowa”, czyli trzecia książka w serii zapoczątkowanej „Wiosną po wiedeńsku” i „Jesienią w Brukseli”, jest z kolei połączona z innym przedsięwzięciem i termin jej publikacji jest od niego uzależniony.
Druga powieść – ta pisana na zlecenie Wydawnictwa eSPe – powinna pojawić się w księgarniach po wakacjach lub na początku jesieni, czyli – wychodzi na to – że będzie pierwsza mogła znaleźć się w Waszych rękach.

Tytułów na razie jeszcze Wam nie zdradzę, bo na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, jednak, kto uważnie śledzi mojego bloga i fp, to już coś niecoś mógł tam wypatrzeć 😉
Możecie też zgadywać co nieco po zdjęciu poniżej, gdzie wstawiłam dla Was ilustrujące treść moich nowych książek, tymczasowe „okładki”.

A ja pracuję sobie nad kolejną książką, jak już Wam wspomniałam – dziełem wspólnym z drugim autorem, która to książka jest, jak żadna dotąd, całkowitym wyrazem moich życiowych pasji i ich połączeniem 🙂

I dlatego właśnie, że w tym roku tak niesamowicie rozwinęłam moje pisarskie skrzydła – to jedno konkretne pytane już mnie nie boli 🙂

A dlaczego od napisania książki do jej ukazania się na rynku czasami wiedzie trudna i długa droga, nawet kiedy wydawnictwa same zgłaszają się do pisarza i odpada bolesny problem szukania wydawcy – o tym wkrótce na blogu.

  • Kasiu, czasem długa przerwa bywa konieczna, żeby wrócić ze zdwojoną siłą. Bardzo się cieszę, że wracasz z poczwórną siłą, bo jak wiesz, od pierwszej twojej książki jestem z Tobą;-) Choć mój gust czytelniczy jest nieco inny (historia, biografie, reportaże), zawsze czytam twoje teksty z dużą przyjemnością. Także te na blogu:-) Będę z niecierpliwością wypatrywać książek:-)

    • Dzięki, bardzo mi miło to słyszeć :* <3

  • Podziwiam osoby, które potrafią pisać książki, jestem pod wrażeniem tej koniecznej wrażliwości i płynności w dobieraniu słów. 🙂
    Bookendorfina

    • Szczerze, to czasem po napisaniu powieści sama siebie podziwiam, bo wydaje mi się niemal cudem, że tyle wątków, tyle scen, tyle oderwanych fragmentów i pomysłów staje się nagle jedną spójną całością 😉 Tym bardziej, że kiedy zaczynam pisać książkę, to mam w głowie tylko jej tytuł i imię głównej bohaterki, a reszta przychodzi w miarę pisania 🙂

      • Nie wiem, czy potrafiłabym iść tak na żywioł i intuicję, być może odnalazłabym się w krótkich formach. Jednak i tak zdecydowanie wolę czytać to, co inni stworzyli, ta niepewność, co będzie dalej, ciekawe klimaty, w których rzadko bywam. 🙂

        • Ja mam, takie niemodne w dzisiejszych czasach podejście, że każdy ma talent do czego innego i powinien swój talent wykorzystywać i szlifować. Obecnie modne jest myślenie, że wszyscy mogą robić wszystko, co skutkuje różnymi niezbyt udanymi przedsięwzięciami. Ja na przykład wiem, że nie mam talentu wokalnego, więc nie biorę się za śpiewanie, nie potrafię też gotować, więc nie otwieram restauracji 😉 Umiem za to pisać i tym się zajmuję 🙂 Według mnie, właśnie to, że opowieść powstaje nagle z niczego, że sama nie wiem, co będzie w książce, kiedy zasiadam do pisania, a potem słowa jakby same układają się w historię, co mnie samą zachwyca, bo jest jakby cudem, to właśnie kwestia otrzymanego od Boga talentu. Dla mnie to coś niesamowitego i zawsze zachęcam każdego, żeby odnalazł i wykorzystywał swój talent,obojętnie, czy są do zdolności do pieczenia najlepszych babeczek w mieście, czy do fizyki kwantowej 😉

  • Też już kiedyś o tym słyszałam, że nie ma czegoś takiego jak wena. Siada się i pisze. Myśli przychodzą same. Słowa układają się w rewelacyjne zdania, o których nawet nie śniliśmy. Kreatywność pobudza nasze szare komórki do granic możliwości. Mózg aż buzuje od pomysłów.

    Szalona – w pozytywnym sensie – kobieta z Ciebie! Szacunek za napisanie JUŻ tylu książek! ❤️

  • Dziękuję, bardzo miło mi to słyszeć, mam nadzieję, że się spodobają 🙂

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Muszę jeszcze przeczytać Jesień w Brukseli i czekam na nową powieść. Ja nawet wolę jak pisarz nie wydaje jednej książki za drugą, tylko daje odetchnąć czytelnikom, daje przemyśleć, poczuć emocje, a nie pach- jeden tytuł na miesiąc, bo teraz tak modnie 😉

    • Serio, ktoś jest w stanie wydawać jedną książkę na miesiąc? :O A ja myślałam, że ja szybko piszę… 😉

  • Antyterrorystka

    Twoja wierna fanka czeka, uzbrojona w cierpliwość na nowe książki <3

  • Krystyna Polek

    podziwiam – tyle książek w jeden rok 🙂 Aniołek i Szymon – przeczytane, synkowi bardzo się podobały 🙂 Jeszcze zostały moje 🙂 ale zostawiam sobie na chwile relaksu by rozsmakować się w nich przy lampce wina 🙂

    • Mam nadzieję, że również się spodobają 🙂

  • Mnie też głupio, że nie znam Twoich książek, ale – jak większą część rzeczy w moim życiu – planuję to nadrobić w przyszłości. Już same okładki wydają mi się urzekające. Jestem pewna, że w końcu mi się uda nadrobić wszystko, tylko nie mam pewności, kiedy. Sama się do pisania zmusić nie mogę. Blog zaniedbałam, pisanie książki dla dzieci też jakoś na razie zarzuciłam, choć chciałabym kontynuować, a do tego codzienność mnie po prostu pożera, i jak nie tonę w przygotowaniach do porodu, które głównie polegają na szaleństwie zakupowym i na sprzątaniu wszystkiego, co się da (bo wiem, że potem przez pół roku będę zombie, które nie będzie mieć na to czasu), to tonę w ogarnianiu bałaganu, które moje dziecko mi na co dzień serwuje lub w próbach przygotowania jej do narodzin rodzeństwa i do pójścia do przedszkola. Gdy już sobie planuję dzień, w którym chcę zrobić coś konkretnego, to jak na złość jest wtedy jakiś straszny upał, a ja czuję się tak, jakbym miała się za chwilę udusić, przez co pół dnia spędzam na leżeniu, bo nic innego nie jestem w stanie robić. No ale staram się nie porzucać nadziei na to, że wszystkiemu jakoś podołam. Może też będę tak miała z moją książką, że siądę i napiszę w krótkim czasie…? Przy poprzedniej zeszło mi się ze dwa miesiące, ale pisałam tylko nocami, gdy wreszcie udało mi się uśpić dziecko, a zanim sama padłam. Miałam szukać wydawcy, ale uznałam, że tekst jest krótki, bo to tylko ok. 20 tys. znaków, więc może lepiej dopisać coś w rodzaju 2 kolejnych opowiastek tej samej długości i zrobić z tego 1 większą książkę. Sama nie wiem, jak byłoby lepiej, ale chcę spróbować. Choć i tak nie wierzę, że ktokolwiek mi to w przyszłości wyda… 😉 Ale przynajmniej mam satysfakcję, że piszę. Ostatnio myślałam całkiem serio o powrocie do pisania. Po czym koleżanki zaproponowały mi spotkanie, twierdząc, że po porodzie miesiącami nie będę miała na to czasu. Uznałam, że mają rację. Siedzimy, gadamy, aż nagle jedna mówi do mnie: „Wiesz co, Monika? Moim zdaniem powinnaś zacząć pisać książki dla dzieci! Pamiętam jedno Twoje opowiadanie. Ono było takie inne niż wszystkie. Gdy się je czytało, miało się wrażenie, że czas się zatrzymał. I to było bardzo fajne”. Zatkało mnie totalnie. I powiedziałam, że nawet jedną bajkę napisałam, ale nie bardzo wiem, co z tym zrobić dalej, a ostatnio się zastanawiam, czy nie pisać dalej. Kazała mi pisać koniecznie. Może Los stara mi się coś zasugerować…? 😉 Chyba spróbuję…
    Pozdrawiam,
    Monika

    • Ja w ciąży nie byłam w stanie nawet myśleć i na nic nie miałam siły, za to pierwszą powieść zaczęłam pisać, jak mój syn miał jakieś 4-5 miesięcy, więc wszytko jest możliwe. Ja uważam, że na wszystko jest właściwy moment i nie ma co na siłę się spinać, bo jak ten właściwy moment przychodzi, to to, co było trudne, nagle staje się łatwe i naturalne.
      Trzymam kciuki za Twoje pisanie i wierzę, że ten odpowiedni moment także u Ciebie nadejdzie.
      Ja też, pisząc pierwszą książkę, nie wiedziałam, czy znajdę wydawcę, ale po prostu chciałam ją napisać – bo to najważniejsze. Na dalsze ruchy, szukanie wydawcy, planowanie, itd., przychodzi czas później.

  • Marcelina Rzepa

    Cały czas mnie zadziwiasz i inspirujesz 🙂 Czytam dokładnie każdy Twój wpis i nigdy nie zamykam powiek ze znudzenia:) Trzymam za Ciebie kciuki i życzę dalszych sukcesów 🙂 / rzepaczki.pl

    • Dziękuję za miłe słowa, rozpływam się, czytając takie komentarze :* <3

  • Tyle książek w jeden rok? Tylko mogę zazdrościć, pozytywnie zazdrościć 🙂

  • Czekam niecierpliwie:)

  • Podziwiam Cię Kasiu 🙂 Sama chciałabym napisać książkę, tyle wątków kłębi się w mojej głowie, a zebrać myśli nie potrafię… Ale jak tu myśli zebrać, jak ciągle młodzi mi na głowie siedzą 😛 i to czasem dosłownie 🙂 Czekam z niecierpliwością na Twoje posty o wydawaniu książek, może jak zacznie się przedszkole i już oboje pójdą, to w końcu sama spróbuję własnych sił 🙂

    • Zawsze warto próbować, choć wiem, że bywa niełatwo. Mnie samą często nachodzą momenty zwątpienia i często brakuje czasu, a pisanie jest nieraz walką, o czym zresztą więcej opowiem niedługo, ale jeśli nam na czymś zależy, to walka o to jest jedyną opcją 🙂

  • Super dzieciaczki

    Super, że odzyskałaś wenę z taką mocą 🙂

  • Dobre wieści, Kasiu.
    Szczerze mnie ucieszyły:)
    Czekam na książkę, która ukaże się jesienią 🙂

  • Tak się zastanawiam, czy to duża różnica być blogerką, która pisze książki czy pisarką, która bloguje…chodzi o akcent, co wazniejsze? 🙂

    • Myślę, że to zależy od podejścia i od tego, na co położony jest ciężar. Są blogerzy i blogerki, którzy przy okazji prowadzenia bloga wydają również książki (często związane z tematyką prowadzonego bloga), a ja jestem pisarką, która przy okazji bloguje 🙂

  • No to już wiem, co dzisiaj będę czytać! I chyba zacznę od Jesieni w Bruskseli 🙂 czy książki są dostępne w wersji na czytniki?

    • O, jak mi miło to słyszeć 🙂 :* Co do wersji na czytniki, to nie mam pojęcia, ale na pewno są e-booki.

      • Kasiu jestem w połowie książki – bardzo fajna, lekka i kobieca lektura. Ale co najwazniejsze. Wiele cech Twojej głównej bohaterki tak bardzo przypomina mi mnie samą z czasów studiów, że to dla mnie nie tylko kolejna pozycja w czytniku, ale i możliwość spojrzenia z boku na własną osobę 🙂 Super!

        • Mówisz o „Jesieni…”? Wiesz, byłam zaskoczona, jak wiele czytelniczek odnalazło właśnie w bohaterce część samych siebie i dla jak wielu kobiet ta lektura była w jakiś sposób inspirująca, lub nawet oczyszczająca! To dla mnie coś pięknego! <3 Dziękuję Ci za ten komentarz, takie informacje dodają mi skrzydeł i jeszcze bardziej motywują do pisania! :*

          • Tak, czytam Jesień 🙂 I kiedy skończę chętnie sięgnę po kolejną 🙂 Wiesz, wcale mnie nie dziwi to, że kobiety się w niej odnajdują 🙂 Oby tak dalej!

          • Dzięki, bardzo mi miło słyszeć :*

  • Macierzynstwo-raz!

    Super Kasiu! Ja muszę w końcu nadrobić zaległości i kupić Twoje książki 🙂

  • O super! Też się noszę z zamiarem napisaniem książki obyczajowo kulinarnej najprawdopodobniej najpierw po szwedzku…Może złapię jakiegoś bakcyla…

    • Obyczajowo-kulinarna? Brzmi to niezwykle ciekawie! 🙂

  • Wow. Ja właśnie jestem z tych, co pojawiły się niedawno i choć wiedziałam, że piszesz to myślałam, że są to właśnie książki dla dzieci. Zdecydowanie muszę nadrobić i kupić Twoją „Wiosnę po wiedeńsku”. Gratuluję sukcesu i z niecierpliwością czekam na wpisy – chętnie się tego dowiem, chociaż sama nigdy nie marzyłam i wiem, że nie nadaję się do bycia pisarką 🙂 Pięknie wyglądasz i piękne tło. Jak oglądam te zdjęcia to myślę, że cały rok czułabym się jak na urlopie. Pięknie!

    • Dzięki za miłe słowa :* Nie wiem, czemu, ale wiele osób kojarzy mnie głównie z bajkami dla dzieci, a ja bajki piszę tak przy okazji, główny mój focus to powieści 🙂
      I to prawda – mieszkając w miejscowości turystycznej, poniekąd jestem cały czas jak trochę na urlopie i może dlatego nie mam motywacji do planowania wakacyjnych wyjazdów 😉

  • Dzięki, bardzo mi miło słyszeć :* A, co do bohaterki, to pawie 10 lat młodsza 😉 :p

  • dlaczego ja jeszcze nie mam Twoich książek, muszę koniecznie nadrobić zaległości, a zdjęcia prześliczne, pozdrawiam i dużo weny życzę;))

  • Czekamy zatem cierpliwie!:)

  • Kurcze, jestem pod wrażeniem. Zdarza się, że mam problem z napisaniem czegoś krótkiego typu post, a Ty tyle książek. Masz talent. Koniecznie muszę nadrobić braki i zapoznać się z tym, co wyszło i wyjdzie Twojego pióra.

    • Dzięki, miło mi słyszeć :* A, co do problemów z pisaniem, mnie też się zdarza, że nie potrafię sklecić krótkiej notki 😉

  • wow jakie piękne miejsca…. jak mnie ciągnie w góry, a co do weny to kapryśna życzę Ci jej obecności jak najczęściej :**

    • Dzięki 🙂 A góry są piękne latem, ale dla mnie najpiękniejsze są jesienią i co roku czekam na jesień właśnie 🙂

  • Wow ale tempo! 🙂 ŁAdną biblioteczkę już stworzyłaś- z ogromną chęcią przeczytam wszystkie, czekam z niecierpliwością na nowości 🙂

    • Dzięki 🙂 I ja też z niecierpliwością czekam, szczerze mówiąc, bo wziąć swoją gotową książkę do rąk to dla mnie jedno z najpiękniejszych wrażeń na świecie 🙂

  • myślę sobie czasem, że i ja mógłbym się zabrać za pisanie.. Wtedy przychodzi jednak otrzeźwienie i zdaję sobie sprawę, że tacy artyści jak ja, zostają docenieni dopiero po śmierci. Słabo to rzutuje na moją przyszłość literacką, ale co zrobię, jak zwyczajnie wyprzedzam swoją epokę:P

    • To ma swoje plusy – pomyśl, jakie profity by mogły te dzieła przynieść Twoim dzieciom i wnukom! 😉

      • A ja będę umierał z zapomnieniu z mordą w rynsztoku:) nie dla mnie. 😉 znajac jeszcze charakter tego Panstwa, to wszelkie dobro po mnie trafilo bybdo skarbu Panstwa jako dziedzictwo narodowe.. Noł łej

        • No, cóż, pisarz to nie jest różowy zawód 😉

  • Jaka ironia, że najpóźniej rozpoczęta książka i jeszcze nie skończona, prawdopodobnie najszybciej się pojawi 🙂 Gratuluję osiągnięć i trzymam kciuki za kolejne sukcesy 🙂 „Chwila” postoju i odpoczynku dała naprawdę pokaźdy efekt w tym roku 🙂

    • No, niestety (albo i „stety”) tak to czasem dziwnie się układa 😉 Ale mam nadzieję, że pozostałe szybko pójdą jej śladem 🙂

  • Anna Sakowicz

    No! To zaszalałaś! Twórczy czas! Gratuluję!
    PS Mam takiego samego laptopa (przynajmniej wizualnie). 🙂 🙂

    • Może to szczęśliwy model do pisania książek 😀

  • Super 🙂 Dałaś mi solidną dawkę motywacji, która mi była tak potrzebna.

  • Kasia, nie przeczytałam żadnej twojej książki. Muszę to natychmiast nadrobić, gdzie je mogę kupić? Ja czytam głownie na czytniku, są wersje na ebook? Jeśli nie to zdradź gdzie ich szukać, zamówię od razu wszystkie.

    • Myślę, że jak to w przypadku książek, najlepiej szukać ich w księgarniach 😉 Moje powieści są w wersjach elektronicznych, e-booki i na czytnik; co do bajki to nie wiem, chyba nie ma jej w wersji elektronicznej.

  • Gratulacje! Bardzo chetnie przeczytam Twoje wpisy o przebojach z wydawnictwem i ogolnie o tym, jak wyglada proces wydawania ksiazki. Podziwiam, ze masz w sobie tyle weny i radosci zycia 🙂

    • To nie tyle o przebojach z wydawnictwem, bo z wydawnictwami mam raczej dobre doświadczenia, ale będzie o tym, ja wiele komplikacji pojawia się czasem na etapie procesu publikacji książki 🙂
      Dzięki za miłe słowa :*

      • Jasne, nie chodzilo mi o problemy, ciesze sie, ze znalazlas wydawnictwo, ktore jest przyjazne i fachowe. Po prostu caly proces musi byc niezwykle ciekawy. Sciskam mocno!

        • Ciekawy to chyba dobre słowo 😉 😀 Bywa frustrujący, ale moment, w którym trzyma się w rękach gotową własną książkę wynagradza wszystko 🙂

  • Super, że napisałaś taki wpis! 🙂 Bo faktycznie, masz na blogu zakładkę o książkach, ale ja na przykład zaglądam w konkretne wpisy, z pominięciem strony głównej i zupełnie mi to umknęło, dopóki nie wspomniałaś o tym u mnie w komentarzu!

    A tak w ogóle, to moje blogowanie na początku, już daaawno dawno temu w gimnazjum polegało na pisaniu opowiadania w odcinkach… 😀 To była super przygoda i szkoda mi trochę, że nigdy nie zebrałam się za dokończenie tej historii.

    • Ja też rzadko zaglądam w zakładki na innych blogach 😉

      Opowiadanie w odcinkach brzmi ciekawie, mnie też czasami kusi, ale jak już mam pisać historię, to wolę zamknąć ją w książce 🙂

      • Pisałam wtedy, kiedy miałam wenę i każdy nowy wpis to był konkretny odcinek. Na początku bardzo zainspirował mnie… Harry Potter i Pamiętnik Księżniczki (brzmi jak tytuł super książki ze świata czarodziejów :D). Największy problem miałam taki, że ja WIEM, jak ta historia się skończy, ale nie mogłam wymyślić, co ma się wydarzyć, żeby doprowadzić do tego zakończenia. Może tak samo ma teraz George R.R. Martin ze swoją sagą? 😀

        • Moja pierwsza powieść, którą pisałam jako nastolatka i która nigdy nie ujrzała światła dziennego, też była inspirowana fantastyką, którą się wówczas zaczytywałam 😉

          P.S. Ja to w ogóle nigdy nie wiem, co ma być w moich książkach – kiedy zasiadam do pisania, mam w głowie tylko tytuł (o od tytułu zawsze u mnie się zaczyna) i imię głównej bohaterki, a reszta przychodzi w trakcie tworzenia 🙂

  • Ja bardziej kojarzyłam Twoją osobę z książkami dla dzieci, a tu niespodzianka… Jestem ciekawa tej powieści, która pojawi się jako pierwsza. A że zawsze interesuje mnie wszystko od podszewki, chętnie poczytam o tym, jak wygląda publikacja książek od kuchni.

    • Nie Ty jedyna, jak się okazuje i zastanawiam się, dlaczego tak jest, skoro bajki dla dzieci to moja nieco poboczna działalność, bo nr 1 jest dla mnie pisanie powieści 🙂

  • Cudownie jest w życiu robić to co się kocha. 🙂
    Zdjęcia mnie powalają!

    • O, tak, to prawda – to jedna z recept na szczęście 🙂
      Dzięki :*

  • Ja także bardzo lubię pisać, ale nie idzie mi to tak sprawnie i dobrze, jak tobie 😉 mimo to, jesteś dla mnie wielką inspiracją i mam nadzieję, że w końcu odniosę sukces podobny twojemu 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa i trzymam kciuki za Ciebie! 🙂

  • Podziwiam i serdecznie gratuluję :*!

  • Karolina

    Mocno trzymam kciuki, żeby żadne zewnętrzne przeszkody nie blokowały już wydania książek 🙂 Niestety mój 2017 jest jakiś przestojowy i wątpiący.
    Widzę, że mój błąd jest wytknięty, przykro mi, że tak opatrznie mnie zrozumiałaś. W mojej wypowiedzi najważniejsza była dla mnie pamięć o Tobie, a nie rola – ponieważ dla mnie osobiście obie są szalenie ważne.

    • Dzięki, oby, bo zmęczyły mnie już te najróżniejsze bzdurne problemy, które się pojawiły i z którymi się trzeba było użerać.
      Twój błąd? Chyba nie chwytam…? 😉

      • Karolina

        Pisarka -blogerka blogerka-pisarka w komentarzach pod postem u K.Grzebyk.
        Ja już nie mogę się doczekać książek, miałam cichą nadzieję, że podpiszesz mi je w sierpniu 😀

        • Aaaaaa, nie, to przeceniasz moją pamięć 😉 W ogóle nie miałam tego na myśli, pisząc ten wpis, tylko chciałam ogólnie zaakcentować to, co jest moim pierwszym i najważniejszym zajęciem, którego ten test dotyczy 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Świetnie! Idziesz jak burza! 🙂 A mi ostatnio ktoś uświadomił, że na swoim poprzednim blogu (pisanym przez jakieś 3 lata) miałam naprawdę konkretny materiał na książkę. Ale skasowałam to, głupia – i już nigdy nie będę w stanie tego odtworzyć, bo podobnie jak Ty najlepiej piszę emocjami. Buziaki i czekam na Twoje dzieła :* 🙂

    • Ja zawsze sobie tak tłumaczę, że skoro byłam w stanie coś wymyślić raz, to mogę to wymyślić znowu 😉 U mnie to jest w przypadkach, kiedy przychodzi mi pomysł na wątek, czy scenę np. podczas jazdy autem, albo zakupów, kiedy nie mam tego jak zapisać 😉

  • Trochę mi głupio, bo zdaje się, że i ja zadawałam Ci takie pytanie, ale robiłam to w dobrej wierze, jako Twoja wierna czytelniczka. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz!

    • To przecież bardzo miłe, kiedy czytelnicy dopytują się o kolejne książki, chodzi o to, że bolała mnie moja niemoc, to, że nie byłam w stanie udzielić na nie odpowiedzi 🙂

  • Jestem pod wrażeniem! Niezwykle płodna z Ciebie pisarka 😉

    • Dziękuję 🙂 Chociaż, co to jest te moje osiągnięcia liczebne, w porównaniu na przykład z Chmielewską, albo z Kingiem? 😉

  • Kasiu trzymam kciuki i POWODZENIA !!!!!
    ja swoje bazgrołki chowam na razie do szuflady, może kiedyś jak dzieci ciut chociaż podrosną .. ale kto wie cozycie przyniesie. Już dawno podsumowałam, że nasze życie to jedna wielka niespodzianka

    • Oj, tak! Gdyby mi 10 lat temu ktoś powiedział, na jakim etapie w życiu będę teraz, to bym za nic nie uwierzyła i go wyśmiała 😉

  • Kasia jesteś niesamowita! Podziwiam Cię za pomysły i energię <3

  • Choć nie piszę książek, to sama wiem, jak to bywa z tą weną. Sama staram się po prostu ją przywoływać, jak jej nie ma i siadam i tak do pracy, ale wiem, że czasem bywa ciężko coś stworzyć. A u Ciebie taki przestój się opłacił. 🙂

    • Tak już się nauczyłam, że ja zawsze po takim kryzysie, wracam ze zdwojonymi siłami 🙂

  • Człowiek uczy się całe życie 🙂 przyjemnie się czyta, gdy ktoś ma takie podejście i nie kłóci się sam z sobą 🙂

    • Ja się już nauczyłam, że wszystko ma odpowiedni czas 🙂

  • Trzymam kciuki !!! i czekam na nowe posty bo i mnie interesuje ten temat 🙂 przymierzam sie, cos tam pisze, ale na razie tylko do szuflady 🙂

    • Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia, że zawód pisarza nie jest ani łatwy, ani lekki, ale za to, jeśli robi się to, co sie najbardziej kocha, to przynosi niesamowite szczęście 🙂

      • Ja mam czasem problem, żeby zwykłego posta napisać, a co tu dopiero książkę. Więc dobrze Cię rozumiem 🙂 Masz racje, gdy robisz to co kochasz to zawsze znajdziesz w tym radość.

        • Ja muszę mieć wenę, bo wtedy jestem w stanie pisać od rana do wieczora, nie robiąc nawet przerw na jedzenie, ale zdarzają się także okresy, że nie piszę kompletnie nic 🙂

  • Ewelina

    Same rewelacyjne wiadomości. Wiosnę i jesień czytałam jednym tchem kilka lat temu. I ryczalam jak bóbr. Byłam tak zafascynowana, że kupiłam je także na 18tke takiej jedenej młodej i wrażliwej (pewnie nie pamiętasz jak jedna wariatka kupiła 4 egzemplarze z dedykacjami). Przeczytala je także w kilka wieczorów, potem jej mama (moja koleżanka) A potem rozeszły się po większości ich znajomych. Zarowno 18+ jak i 40+. Myślę, że będą równie zachwycone jak ja, że będzie „zima ” i „coś jeszcze „.

    • Bardzo, bardzo, bardzo miło jest mi to słyszeć <3 Takie głosy od czytelników, to miód na moje serce 🙂
      Część zimowa jest już gotowa, ale że proces wydawniczy rządzi się swoimi sprawami, pojawi się pewnie dopiero na początku przyszłego roku. Za kilka dni za to, będzie w księgarniach inna moja powieść, tym razem poważna i dotykająca spraw fundamentalnych, całkiem inna od moich poprzednich książek.