Podczas wykładów na spotkaniu Kobiety dla Kobiety, w którym miałam przyjemność uczestniczyć w miniony weekend, dowiedziałam się, że lepiej nadawać wpisom tytuły rozpoczynające się od „jak”, czyli ten wpis powinien nazywać się raczej – „Jak oddać szpik”. Wtedy na pewno Google wyżej by go pozycjonowało i więcej osób tu trafiło.
Może. Ale nie do końca o to chodzi. Owszem, temat bardzo ważny, więc dobrze by było, gdyby jak najwięcej ludzi o nim usłyszało, a jednak pozostanę przy tytułach, które lepiej oddają moje myśli i to, co pragnę Wam przekazać.

No, właśnie – o co chodzi z tym szpikiem? Ja sama do niedawna nie wiedziałam. Bardzo ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że Fundacja DKMS włączyła się w wydarzenie Kobiety dla Kobiety. Ucieszyłam, bo temat od dawna mnie interesował, a jednocześnie… budził obawy. 
Czułam, że otrzymawszy w życiu tak wiele, mam obowiązek dzielić się dobrem z innymi. A jednak – w przypadku akurat oddania szpiku – powstrzymywał mnie najzwyklejszy strach.

Ten strach w moim przypadku bierze się stąd, że jestem osobą o skrajnie niskim ciśnieniu, co czasami bardzo utrudnia mi życie. Nie będę Wam opisywać moich dolegliwości, bo nie o tym jest ten wpis, ale zapewniam, że niskie ciśnienie – zazwyczaj bagatelizowane nawet przez lekarzy – może być groźne. Np. dowiedziałam się od neurologa, że przy każdym gwałtownym i znacznym spadku ciśnienia w mózgu powstają nieodwracalne mikrouszkodzenia…

Mając takie przypadłości, zwyczajnie obwiałam się, że oddanie części swojej „energii” jest ponad moje siły. I może faktycznie tak jest. Bo wiecie, czego ważnego dowiedziałam się od przedstawicielki fundacji DKMS?

Jeśli nie jesteś przekonana do oddawania szpiku, to tego nie rób!

Być może zabrzmiało to dla Was dziwnie, napisane w tekście, który do oddawania szpiku ma zachęcać. Ale wyobraźcie sobie, że bez pełnego przekonania zgłaszacie się do bazy. To bardzo proste – rejestrujecie się, pocztą przychodzą patyczki, pobieracie próbkę śliny z policzka i odsyłacie. Po wszystkim. Biorca zgodny z Wami może się pojawić za miesiąc, rok, 10 lat, albo nigdy. Tylko… Co będzie, jeśli zadzwoni do Was telefon, że ktoś czeka na Wasz szpik, a Wy uznacie, że nie jesteście w stanie tego zrobić?! W momencie, kiedy – dosłownie! – czyjeś życie zależy od Waszej decyzji, konkretna osoba jest uzależniona od Waszego „tak”.

Jeśli jednak czujecie się zdrowo i na siłach, to zachęcam jak najbardziej do zarejestrowania się w bazie dawców. Uratowanie czyjegoś życia to jedna z najpiękniejszych i najważniejszych rzeczy, jakie można zrobić! 
Warto wejść na stronę Fundacji DKMS, a jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości – warto do nich napisać.
Ja sama będę to robić, gdyż z Fundacją współpracują lekarze, który odpowiedzą na wszelkie pytania. Ja mam zamiar ich zapytać, czy mając tak niskie ciśnienie, mogę w pełni bezpiecznie oddać szpik. Bo teraz wiem, że warto szukać odpowiedzi u źródeł, a nie po prostu trwać w niepewności, nie robiąc nic, na zasadzie „chciałabym, ale nie mam śmiałości”, bo to do niczego nie prowadzi.

Ewa i Wojtek z DKMS, w środku pani, która oddała komórki macierzyste, ratując komuś życie.

I jeszcze jedna ważna rzecz, odpowiedź na pytanie – o co chodzi z tym szpikiem.

Okazuje się, że 80% pobrań, to wcale nie szpik, a komórki macierzyste z krwi. I wiecie, wygląda to nieco futurystyczne (na mnie ta informacja zrobiła ogromne wrażenie!) – dawca siada na wygodnym fotelu, gdzie do żył na jednej ręce podpina się rurki, którymi krew płynie do specjalnej maszyny. W tej maszynie oddzielane są komórki macierzyste, a czysta krew wraca drugą rurką, podczepioną do żył na drugiej ręce.
Miałam okazję poznać panią, która przeszła tę procedurę i zapewniała, że nic to nie boli, a za to można w spokoju odpoczywać, słuchając muzyki, lub czytając książkę.
Pozostałe 20% to pobrania szpiku z talerza kości biodrowej, w pełnej narkozie. Obalamy więc mity o potwornym bólu wbijania igły w kręgosłup!
Do tego dawcy są do końca życia pod kontrolą lekarzy, ich zdrowie jest na bieżąco monitorowane (w zasadzie, pozwalając sobie na odrobinę humoru przy tej poważnej sprawie, można powiedzieć, że oddając szpik, zapewniacie sobie darmową opiekę medyczną 😉 )

I wiem, że nawet te, pozbawione bólu, wizje procedur medycznych mogą w niektórych budzić lęk (przyznam się Wam szczerze – we mnie budzą, bo jestem panikarą), ale czyż możliwość uratowania czyjegoś życia nie jest wystarczającą motywacją do pokonania strachu?
Na spotkaniu poznałyśmy Wojtka, który przeszedł białaczkę i żyje dzięki dawcy. Taka historia, usłyszana na własne uszy od osoby, która to przeszła, robi niezwykłe wrażenie i zapada w serce. Teraz Wojtek sam pracuje w DKMS, pomagając innym.

Nigdy nie wiadomo, kiedy ja, Ty, czy ktoś z naszych bliskich będzie potrzebował pomocy, a zapewniam Was, że banalne stwierdzenie „Dobro powraca” jest prawdziwe w całych 100% !!!

A jeśli Wy sami nie czujecie się na siłach, by oddać szpik, lub macie jakieś przeciwskazania medyczne do tego, to zawsze możecie pomóc rozpowszechniając wieści o tej kampanii i zachęcając innych.

I na sam koniec zapraszam Was do obejrzenia filmu zrealizowanego przez Fundację 3-4-Start, w ramach akcji Kobiety dla Kobiety, która jest zorganizowana, by pomóc 37letniej Oli, mamie uroczego chłopczyka, walczącej z białaczką.
Warto, naprawdę warto go obejrzeć, bo daje niesamowicie dużo do myślenia!

  • Właśnie nie jestem przekonana, czy bym potrafiła, choć mąż ma już jasne wytyczne co do moich organów po śmierci-niech biorą co tylko się nada, ale za życia …..nie jestem przekonana niestety 🙁

    • Właśnie o to chodzi, że nie każdy może – mogą to być przeszkody natury fizycznej, lub tak samo psychicznej. Jednym przyjdzie to łatwo, a inni nie dadzą rady, to całkowicie naturalne. Ale zawsze można pomagać na tyle, na ile w przypadku danej osoby jest to możliwe, czyli w tym konkretnym – jeśli nie oddając szpik, to chociaż rozszerzając informacje o tej akcji, by dotarła do jak największej ilości potencjalnych dawców.

  • Jestem zarejestrowana od ponad 2 lat. Zrobiłam to z pełną świadomością i chęcią pomocy drugiej osobie. Moim dobrym przykładem i światełkiem w tunelu był mój kolega Tomek, który sam został dawcą i uratował swoją genetyczną bliźniaczkę. Piękny gest i najpiękniejszy prezent, który kosztuje tylko trochę komórek macierzystych z krwi.
    Napisałam o tym w tamtym roku krótki tekst. Zapraszam! http://mylittlepleasures.pl/28-maja-czy-wiesz-co-to-za-dzien-wbcd/

    • Dokładnie, niewiele mamy w życiu okazji, by zrobić coś tak doniosłego. Tylko, tak jak piszesz, trzeba mieć pełną świadomość przy podejmowaniu tej decyzji.

  • Kurczę. Ja się przyznam, że jakoś się boję. I nawet nie przez moje skrajnie niskie ciśnienie, bo też takie mam (lekarze, badając mnie, są zwykle zaskoczeni, że żyję i jestem w pełni przytomna z takim ciśnieniem, a ja dodaję, że jestem już po kawie…), ale boję się nieznanego. Może nawet nie bólu, skoro teraz robią to bezboleśnie. Sama nie wiem, czego. Nie umiem tego określić. Może z czasem do tego dojrzeję…?

    • U mnie kawa nic nie daje, też mam czasami niewiele większe od nieboszczyka, tylko do tego, zaliczam też z tego niskiego jeszcze czasami gwałtowne spadki :/
      Wiesz, ja myślę, że nie każdy musi być przekonany, bo każdy z nas jest inny i to, co jednemu przyjdzie lekko, dla drugiego jest barierą nie do przeskoczenia. Myślę, że za to każdy powinien pomagać na tyle, ile może, przynajmniej mówić o tej akcji, bo na pewno jest wiele osób czujących się na siłach, by oddać szpik, a nie decydujących się na zgłoszenie do bazy dawców po prostu z braku niezbędnej wiedzy o tym.

  • Od ukończenia 18 roku życia jestem w bazie i cierpliwie czekam w blokach startowych aby nieść swoją pomoc.

    • Super! Świetnie słyszeć, że tyle osób już dołączyło do tej akcji! <3

  • Anna Sakowicz

    Bardzo ważny post. Czasami też chęci nie wystarczą, potencjalnego dawcę mogą zdyskwalifikować brane leki.

    • Wiele jest niestety niewiadomych, bo nawet jeśli dziś jesteśmy zdrowi i zgłosimy się do bazy, to nie wiadomo, w jakim stanie będzie nasze zdrowie, gdy np. za kilka lat znajdzie się zgodny biorca, ale na to już nie mamy wpływu.

  • lecibocian.pl

    Ważny temat. Chyba czas nadrobić zaległości i w końcu dołączyć do bazy!

  • Do oddania cząstki siebie trzeba spełnić dwa warunki, pierwszym jest zdrowie, zaś drugim warunkiem nasza świadomość, która pomoże nam w realizacji, gdyby przyszła na to pora. Znam tylko jedną osobę z mojego otoczenia, która oddała szpik, to naprawdę się zdarza rzadko, taka zgodność by faktycznie nas wezwano. Ja czekam na wezwanie od blisko 10 lat. Wiem, ze mogę. Wiem, że nie zawahałabym się gdyby się okazało, że mogę uratować czyjeś życie. Tymczasem pokornie czekając oddaję regularnie krew w formie osocza. Zdrowie mi na to pozwala, więc nie stoję z boku tylko działam. Do czego zachęcam również innych „mogących” – nie bądźcie bierni.

    • Oby jak najwięcej takich osób! Gratuluję i podziwiam!

  • Kiedyś się bałam, ale teraz, kiedy wiem, jak zazwyczaj szpik jest pobierany, mogłabym się zapisać, ale… Na stronie wodziłam, że przy tych punktach co wypisali, najpierw czekałaby mnie rozmowa z lekarzem. A najgorsze, że około 6 lat temu źle zostałam pokierowana i nie mam udokumentowanej jednoznacznie diagnozy, co utrudnia pewnie, zostanie dawcą.

    • Myślę, że w razie wszelkich wątpliwości, warto właśnie napisać do DKMS. Oczywiście nie znam Twojej sprawy, więc trudno mi się wypowiadać, ale może pracujący w DKMS lekarze będą mogli jednoznacznie odpowiedzieć, czy możesz zgłosić się do bazy, czy nie.

  • Justyna Gross

    Pierwszy raz spotkałam się z tym problemem czytając książkę Magdaleny Witkiewicz „Pierwsza na liście”. Niesamowite, że tak niewiele uratuje komuś życie. Dobrze, że poruszyłaś ten temat.

    • Ja tak naprawdę to dopiero teraz zetknęłam się z tematem. Oczywiście, wcześniej co nieco o tym słyszałam, czy czytałam, ale dopiero udział w tym wykładzie przedstawicieli DKMS pokazał mi jasno, o co w tym wszystkim chodzi.

  • Bardzo ważny temat, nawet nie wiedziałam, jak przebiega procedura oddawania szpiku. Uważam jednak, że najistotniejsze jest to, o czym napisałaś- do tego trzeba być stuprocentowo przekonanym i zrobić to, bo tak chcemy, a nie pod wpływem jakiejś „mody” (choć to złe słowo, ale inne nie przyszło mi do głowy) czy innej osoby. A ciśnienie mam akurat czasami za wysokie, nad czym ubolewał lekarz, gdy byłam w ciąży.

    • Ja też nie wiedziałam, dlatego zrobiło to na mnie spore wrażenie, gdy dowiedziałam się, jak wszystko przebiega.
      A co do ciśnienia – i za niskie, i za wysokie złe, jednak to niskie jest często bagatelizowane i ciężko trafić na lekarza, który by podszedł do tematu poważnie…

  • Ja też cierpię z powodu niskiego ciśnienia 🙁 a w ciąży miałam tendencję spadającą i mój Konrad zastanawiał się czy w ogóle „dozipię” do rozwiązania 🙂 Ja już kilka razy zastanawiałam się jak wygląda to oddanie szpiku i ciągle zastanawiam się nad dołączeniem do bazy dawców.

    • Ja akurat w ciąży miałam jedyny czas w życiu z idealnym ciśnieniem 😉

  • Krystyna Polek

    piękny artykuł 🙂 jestem zarejestrowana i z radością oddam szpik jeśli będę mogła tylko pomóc 🙂

    • Super! Świetnie słyszeć, że jest tyle osób gotowych nieść pomoc! <3

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja powiem zupełnie szczerze, że też jestem panikarą – i chyba bym się bała. Moja znajoma podczas „zwykłego” oddawania krwi została zarażona żółtaczką – i sama potem miała duże problemy ze zdrowiem – więc może patrzę na to po prostu przez pryzmat jej historii i stąd właśnie biorą się moje opory.

    • Każdy ma swoje indywidualne podejście i nic nie jest dla wszystkich. Ale wierzę, że zawsze da się coś zrobić i w jakiś sposób pomagać, choćby takim tekstem, zaangażowaniem w kampanię, przygotowywaniem plakatów – cokolwiek, do czego mamy zdolności i siły.

  • Niestety- jest grono osób, które rejestruje się w bazie ze względu na „modę”. Nieprzemyślane decyzje mogą być dla kogoś tragiczne w skutkach. Temat poruszyła Magdalena Witkiewicz w swojej książce „Pierwsza na liście”. Ja nie rejestruję się. Chciałabym pomagać jak tylko potrafię, ale mój lęk przed zwykłym pobraniem krwi jest tak ogromny, że nie chciałabym spanikować i wycofać się w momencie, kiedy biorca będzie czekał na ratunek… temat warto poruszać, odświeżać!

    • To prawda, każdy z nas jest inny i każdy ma inne predyspozycje, dlatego mówię, że zawsze trzeba pomagać, ale na tyle, na ile pozwalają nam nasze uwarunkowania fizyczne i psychiczne.

  • Bardzo ważny tekst! Trzeba tylko pamiętać, żeby rejestracja była przemyślaną, a nie spontaniczną decyzją, bo potem chorzy czekają na szpik, a dawca wycofuje się w ostatniej chwili.

  • Jesteś Wielka!❤

    • Dzięki, ale nie czuję bym zrobiła coś wielkiego 🙂 Wielkie są osoby, które rzeczywiście oddają szpik oraz Ci, którzy walczą z chorobą – to prawdziwi bohaterowie!

  • Macierzynstwo-raz!

    Ja sama się nie zdecyduję chyba nigdy, ale staram się w inny sposób pomagać 🙂 Podziwiam za to osoby, które decydują się na coś takiego 🙂

    • Dokładnie – trzeba pomagać na tyle, na ile każdy z nas może i jest w stanie!

  • Ja mam strasznie paniczny strach przed różnymi zabiegami. Nie wiem jak ja przeżyłam dwie cesarki w swoim życiu 🙂 A tak na marginesie też mam bardzo niskie ciśnienie i jakoś nigdy nie uważałam to za problem. Owszem denerwuję mnie pewna apatyczność czy senność, ale zawsze uważałam, ze taka to moja uroda. Po twoim wpisie zastanawiam się czy nie zacząć coś z tym robić.

    • Bo do niskiego ciśnienia można się przyzwyczaić, żyjąc z nim na co dzień, po prostu nie wiemy, że można funkcjonować inaczej. Jeśli nie zdarzają się nagłe, bardzo znaczne spadki, omdlenia, zaburzenia krążenia, itd., to nie masz powodów do niepokoju.
      Problem jest taki, że – z tego, co wiem – zbyt wiele zrobić się nie da. Podobno trzeba mało pić, a dużo solić, czyli odwrotnie całkiem do moich nawyków 😉

  • Chciałoby się, aby każdy chory mógł znaleźć w bazie dawcę, którego potrzebuje, ale to wymaga, aby jak najwięcej osób świadomie i z pełną odpowiedzialnością zdecydowało się na taką pomoc, tak wiele ona znaczy, tak wielką ma moc.

  • Pieruńskie maszkety

    Bardzo się cieszę, że poruszyłaś ten bardzo bardzo ważny temat, wiele osób ma opory żeby się zgłosić na dawcę szpiku, ba! niektórzy bledną nawet na samą myśl, że mogliby się zgłosić, w większości przypadków wynika to z niewiedzy i wyobrażenia że pobranie szpiku to niewiadomo co, wielka igła w kręgosłup i jeszcze nie daj Boże ryzyko jego uszkodzenia, ciągle nie mamy świadomości, że w prosty sposób możemy pomóc komus bez jakiegokolwiek ryzyka dla nas. Budowanie i powiększanie bazy dawców jest niezmiernie ważne, w końcu nigdy nie wiadomo czy my sami albo nasi bliscy nie będziemy potrzebowali pomocy.

    • Zgadzam się – trzeba tę wiedzę rozpowszechniać, bo tylko mając szczegółowe informacje, możemy z pełną świadomością podjąć decyzję.

  • Bardzo ważny temat, którego wielu z nas do końca nie rozumie. Coś tam wiemy, coś słyszeliśmy, ale nie do końca. Takie tematy powinny być częściej poruszane na wszelkich warsztatach, wydarzeniach.
    Pozdrawiam 🙂

    • Dokładnie. Ja właśnie do czasu tych warsztatów tak miałam – coś wiedziałam, ale bardzo mgliście.

  • Ja już dawno się zgłosiłam. Dając od siebie tak niewiele możemy zdziałać tak wiele!

  • Dobrze, że poruszyłaś temat. Miałem podobną, chociaż trochę inną sytuację, gdy mój ojciec chorował i trzeba było dla niego oddać krew. To też nie jest łatwe, bardzo wiele osób boi się takich zabiegów. Z jednej strony trzeba powiedzieć, że strach nie jest niczym złym, możesz na inne sposoby pomagać, z drugiej strony w sytuacjach ważnych, ratujących życie, wchodzimy na inny poziom odwagi…

    • Świetnie to ująłeś, tak właśnie jest!

  • Mam kolegę, który był dawcą i stąd wiem, że to nie jest aż tak straszne na co wygląda. Zawsze powtarzał, że każdy powinien się zarejestrować i w razie czego pomóc. Ja zbyt panicznie boję się lekarzy i szpitali by się zgłosić, ale choć staram się o tym mówić innym.

    • Bo każdy z nas ma inne predyspozycje, możliwości i ograniczenia, ale super, że starasz się działać w temacie na tyle, na ile możesz, o to właśnie chodzi! 🙂

  • Jestem niskociśnieniowcem i panikarą, przyznaję bez bicia… Jednak jest jeszcze pewien warunek zostania dawcą.Znajomy próbował oddać krew na prośbę kolegi z pracy, z przeznaczeniem dla siostry pracownika tej samej firmy.Okazało się, że pierwsze pytanie w stacji krwiodawstwa zdyskwalifikowało znajomego: W niewłaściwym czasie przebywał on niestety na terenie Wielkiej Brytanii ( właśnie wtedy panowała tam epidemia tzw.szalonych krów, i osoby, które wtedy mieszkały dłuższy czas na Wyspach Brytyjskich, nie mogą być dawcami krwi).
    Niemniej trzeba o tym mówić głośno: warto pomagać innym jeśli tylko pozwala na to stan zdrowia.

    • Tak, jest dużo przeciwskazań – brane leki, przebyte choroby, itd., ale na to już nie mamy wpływu…

  • Od bradzo dawna zastanawiam się nad zarejestrowaniem.

    • Mam nadzieję, że może te informacje pomogą w podjęciu decyzji 🙂

  • brawo Ci za to, ze tak ladnie wszystko wyjasnilas. Brawo ! bo moja koperta lezy i czeka az ja odesle. Bo ciaza i ogolne oslabienie i takie tam ble ble ble… Bo chce byc przekonana w 100%. A moze komus pomoge. Bo coz w zyciu jest wiecej warte niz ta pomoc drugiemu

    • Dokładnie, trzeba być w pełni przekonanym, bo potem nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni telefon.

  • Powiem prawdę- boję się, ale dojrzewam powoli do tej decyzji, bo do niej zwyczajnie trzeba właśnie dojrzeć, by tak jak piszesz w ostatniej chwili się nie wycofać i w 100% być jej pewnym..

    • Dokładnie – w pełni świadoma decyzja to podstawa!

  • Z temtem spotykam się regularnie od dość długiego czasu. Czytam, zbieram informacje, podpatruję, jeszcze brak mi odwagi, ale szczerze kibicuję.

    • Świetnie, najważniejsze to mieć pełną świadomość, o co w tym chodzi, wtedy można podejmować decyzję – obojętnie, czy jest na tak, czy na nie, ale – jeśli posiada się wszystkie niezbędne informacje – jest to wtedy decyzja z pełną świadomością i oparta o rzeczowe argumenty.

  • Mnie właśnie najbardziej przerażała cała procedura, o której jak się teraz okazuje słyszałam bajki. U mnie powód jest trochę inny. Nie boję się bólu, ale najbardziej przeraża mnie szpital i wszystko wokół. Pół roku temu byłam w szpitalu pierwszy raz, miałam operację i trochę się oswoiłam. Już jest trochę lepiej, więc nie wykluczam, że w przyszłości się zgłoszę.

    • Rozumiem Cię, bo ja większość życia panicznie bałam się szpitali i do 29tego roku życia nigdy w żadnym nie przebywałam. Wszystko zmienił poród, który w moim przypadku był przez cc w pełnej narkozie. A potem już się zaczął rajd po szpitalach. Mój syn miał już dwa zabiegi w narkozie, niedługo czeka go trzeci, w międzyczasie inne pobyty też były – i choć nadal oczywiście nie przepadam za szpitalami, to już nie są dla mnie czymś nieznanym i pełnym tajemniczej grozy.

  • Od 2 lat jestem potencjalnym dawcą szpiku. Namawiam znajomych i rodzinę by zdecydowali się na taki krok jak ja. Wiem, że obawa i strach przed tym, ale tutaj chodzi o życie. Nie wiadomo czy nam nie przytrafi się choroba, czy to my nie będziemy potrzebowali pomocy dawcy szpiku w przyszłości. Jeśli mogę coś zrobić teraz, pomóc czemu mamy się zastanawiać. Trzeba działać!

    • Super! Świetnie słyszeć, że działasz w tym temacie! 🙂

  • Chcę bardzo zostać dawcą. Hamuje mnie niestety partner, który boi się o moje zdrowie – bo przeraża go, że mam czasem 90/60 i czuję się super a przy książkowym jakbym umierała.

    • Heh, to faktycznie dziwna sprawa. Ja książkowe to miałam tylko w ciąży 😉 Jeśli przy niskim ciśnieniu czujesz się dobrze, to chyba znaczy, że Twój organizm się do niego przystosował, ale wato by skonsultować tę sprawę z lekarzem.

  • Bardzo ważny wpis, myślę, że najważniejsza jest świadomość i pewność tego, że decydując się na rejestrację, jesteśmy w 100% pewni swojej deklaracji…To wielka odpowiedzialność i chyba nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę

    • Dokładnie – decyzja musi być podejmowana w pełni świadomie!

  • Wpis niezwykle ważny, istotne jest by być pewny swych decyzji rejestrując się jako dawca

  • Moja mama zawsze chciała być dawcą, a nie może, bo ma problemy z płytkami krwi. Ale w zeszłym roku szłyśmy sobie ulicą i zaczepiła nas miła pani z DKMS i tak ja zapisałam się do bazy 😀

    • Super, decyzja, która może uratować komuś życie!

  • Bardzo fajny wpis. Jeśli chodzi o tytuły to myślę, że dają bardzo dużo. Odkąd na nowym blogu staram się dawać takie, które przyciągnęłyby też mnie, odwiedza mnie więcej osób. Ale Ty Kasiu nie masz żadnych problemów z tytułami, bo są zawsze ciekawe i przyciągają oko. Poza tym stały czytelnik zawsze wejdzie poczytać, nawet jeśli dałabyś trzy gwiazdki zamiast tytułu :p
    Zgadzam się z tym, że to nie jest zabawa z tym szpikiem. Jeśli ktoś nie jest przekonany, nie powinien brać udziału, bo gdy zadzwoni telefon, sprawi wiele rozczarowania tej osobie.
    Pamiętam, gdy jeszcze pracowałam na onkologii, taką trepanobiopsję robiono bez znieczulenie. Jedynie takie maleńkie, miejscowe. Ale to co innego, choć trochę podobne. Wydawało mi się to straszne, ale wszyscy wychodzili z tego cało. Jako pielęgniarka od znieczuleń, całym sercem jestem za znieczuleniami 😀 Niestety nie mogę oddać szpiku, bo dowiadywałam się mailowo w DKMS, ale mój mąż jest w bazie.

    • O, nie wiedziałam nawet, że masz taki zawód. Podziwiam! Bardzo wymagający i na pewno nie dla każdego.
      Dzięki za miłe słowa i cieszę się, że wpis ma tak szeroki odbiór, bo to naprawdę ważny temat :*

  • To było ciekawe spotkanie, pamiętam, że dostałam maila o tej akcji, ale u mnie dalekie wyjazdy odpadają;-( Wiele lat temu wysłałam zgłoszenie, bo chciałam dostać dawcą szpiku, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. W sumie kwestia pozostała nierozwiązana. Być może spróbuję znowu:-)

    • Ale wysłałaś maila, czy już patyczki? Być może coś gdzieś komuś umknęło, jeśli tylko masz taką wolę, warto spróbować jeszcze raz 🙂

      • Nie pamiętam dokładnie, ale było to chyba zgłoszenie, w którym wypełniałam dane i miałam czekać na odpowiedź. Ale to było wiele lat temu!

        • Może tak miało być, bo według mnie, przypadki nie istnieją 🙂 A teraz jest dobra okazja, by jeszcze raz przemyśleć sprawę 🙂

  • Mój mąż jest w bazie, ja niestety nie mogę, ale popieram tę akcję całym sercem! ❤

    • Niestety, nie każdy może, są różne przeciwskazania, ale wierzę, że zawsze da się jakoś pomóc, nie w taki, to w inny sposób 🙂

  • Gosia

    Jestem potencjalnym dawcą od prawie 4 lat. Oby było nas więcej.

    • Super! I masz rację – oby jak najwięcej!