Cztery pory miłości książka

Jak dobrze wiedzą czytelnicy moich powieści, pory roku są czymś, co niezwykle mnie inspiruje. Pojawiają się nie tylko w tytułach moich książek, ale tworzą ramy akcji każdej z nich. Jedna konkretna pora roku – jedna książka. Tak to jest u mnie, jednak ostatnio w moje ręce trafiła powieść, której akcja toczy się na przestrzeni wszystkich czterech pór roku i jednocześnie odzwierciedlają one przemiany uczuć bohaterów.
Jak możecie się domyślić, bardzo mnie ta pozycja zaciekawiła. Dodatkowo tematyka książki dotyka sprawy bardzo dla mnie istotnej i takiej, w którą głęboko wierzę – nierozerwalności małżeństwa.

Temat, z jednej strony (pozornie) banalny, z drugiej – bardzo chwytliwy. Małżeństwo w kryzysie, dotknięte problemami, pokusą zdrady, wypaleniem uczuć – to oś akcji bardzo wielu książek. A jednak, w niewielu z nich podchodzi się do sprawy tak, jak zrobiła to Beata Agopsowicz w swoich „Czterech porach miłości”.

Książkę pochłonęłam w jedno popołudnie. Czyta się ją bardzo szybko, tym szybciej, że pisana jest prostym językiem, bez zbędnych ozdobników. Muszę przyznać, że z początku nienaganny, lecz oszczędny styl autorki nie do końca przypadł mi do gustu. Ja sama podchodzę do pisania we wręcz przeciwny sposób – mam ciągotki do budowania kwiecistych, pełnych porównań i epitetów zdań, rozbudowanych opisów, itd.
Prosty styl autorki sprawiał, że chwilami czułam się, jakbym czytała relację, a nie powieść, lecz z czasem dotarło do mnie, że tak właśnie być powinno, a forma jest idealnie dobrana do treści. Właśnie dzięki temu książka nie ma w sobie nic z ckliwej miłosnej historii rodem z Harlequinów, a zamiast tego staje się bardzo realistyczną i życiową opowieścią z cennym przekazem.

Powieść zdecydowanie pod prąd współczesnej kulturze, która to kultura uczy nas, że wszystko musi być piękne, idealne i najlepsze, a jeśli takie nie jest, to trzeba jak najszybciej zamienić to „na lepszy model”. Wytrwałość i pokora absolutnie nie są dziś trendy. Wybaczanie, przyznawanie się do błędów to czynności nie w cenie…
A jednak autorka właśnie na nie stawia, pokazując, że choć łatwo się zagubić, a świat podsuwa nam wiele pokus, to jednak tylko jedna droga jest wartościowa i prowadzi nas do właściwego celu; i warto nią kroczyć, bez względu na przeszkody, jakie trzeba na niej pokonywać.
Jeśli chodzi o cały wydźwięk powieści i przekazywane przez autorkę wartości, to w 100% się z nimi zgadzam i polecam powieść wszystkim wątpiącym, lub przeżywającym małżeńskie zawirowania, by pomogła im wybrać tę właściwą drogę i pokazała, że nawet bardzo zniszczone „rzeczy” da się naprawić, jeśli tylko ma się ku temu wolę, nie boi się wysiłku i ma odpowiednią pomoc, szczególnie tę z góry, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Zresztą tu pojawia się bardzo podobny wątek, jak w mojej „Jesieni w Brukseli” – pokazanie, że Bóg działa w naszym życiu często cicho, bez spektakularnych fanfar, a poprzez ludzi stawianych na naszej drodze i sytuacje, jakie nas spotykają.

Książka niesie nadzieję, umacnia wiarę, a do tego jest bardzo życiowa, taka jakby opowieść kogoś znajomego. Czasem dziwimy się bohaterom w ich wyborach, czasem mamy nimi ochotę mocno potrząsnąć (ja miałam wiele razy ochotę wrzasnąć na Asię, która wydawała mi się taką bezwolną mimozą) – ale o to właśnie chodzi, o budzenie emocji.
Asia, główna bohaterka, jest niczym przyjaciółka, która zwierza się nam ze swoich problemów, wywołując w nas emocjonalne reakcje – czasem współczucie, czasem zagniewanie, czasem zniecierpliwienie.

Jedynym elementem, który dla mnie zgrzyta i nieco burzy realistyczny obraz akcji, jest Karolcia – córka głównych bohaterów i sposób w jaki traktuje ją matka. Natrafiamy bowiem na ideał matki i ideał dziecka.
Żadne z nich w tej, dość często opisywanej, relacji, nigdy się nie złości, nie buntuje, nie podnosi głosu, nie strzela focha, nie okazuje najmniejszego przejawu negatywnych emocji… Czytając, byłam już niemal pewna, że autorka nie ma własnych dzieci, jednak na okładce przeczytałam, że owszem, posiada i to aż troje.
I teraz nie wiem, czy ja jestem znerwicowaną matką nieokrzesanego bachora, czy jednak relacja matki z córką w powieści jest mocno wyidealizowana. Asia na kartach książki ani razu nie okazała córce cienia zniecierpliwienia, z radością i uśmiechem przystępuje wciąż do kolejnych zabaw z kilkulatką, wręcz na skrzydłach pędzi szukać kapci i zalewać płatki mlekiem swojej wzorowej córeczce, która nigdy nie grymasi. No, nie kupuję tego.
Podejrzewam, że autorka chciała w ten sposób pokazać głębię matczynej miłości, jednak – w mojej ocenie – wyszło zbyt cukierkowo.

Nie ten wątek jest jednak oczywiście najważniejszy w powieści. A jeśli już mowa o wątkach, to oprócz głównego, małżeńskiego, znajdziemy i inne istotne kwestie – nieuleczalną chorobę, wychowywanie niepełnosprawnego dziecka, złożone relacje rodzinne, wybór między karierą a życiem w zgodzie z własnym sumieniem – czyli różne istotne tematy, które przewijają się we współczesnym świecie.
Dla mnie bardzo ważnym wątkiem była historia ojca głównego bohatera, który w przeszłości zostawił rodzinę. Dla mnie to wątek, który jest mi bliski i który w książce dał mi naprawdę sporo do myślenia. Nie przesadzę, jak napiszę, że pomógł w pewnym stopniu uporać się z poczuciem krzywdy, w którym trwałam całe swoje życie; skłonił do spojrzenia na temat z nieco innej perspektywy.

Konkurs Wydawnictwo eSPe

Rozpisałam się, a najlepiej będzie, jeśli zamiast czytać moją recenzję, sami wyrobicie sobie zdanie na temat tej książki. I to niemal od razu, bo właśnie tu i teraz macie szansę zdobyć tę powieść w konkursie, dzięki Wydawnictwu eSPe, które przekazało dla Was aż trzy jej egzemplarze.

REGULAMIN KONKURSU:

1. Konkurs przeznaczony jest dla fanów Matki na Szczycie i Wydawnictwa eSPe, więc upewnijcie się, czy na pewno lubicie nasze profile (TUTAJ oraz TUTAJ).
2. Będzie mi miło, jeśli udostępnicie TEN plakat konkursowy, jednak nie jest to niezbędnym wymogiem.
3. Konkurs rozpoczyna się dziś, tj. 4.01.2017 i trwa do dnia 11.01.2017.
4. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu/ fb dnia 13.01.017 – i tak dla trzech osób piątek trzynastego okaże się szczęśliwy 🙂
5. Konkurs polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie konkursowe w komentarzu pod tym wpisem.
Spośród udzielonych odpowiedzi wybiorę trzy, które najbardziej mi się spodobają, a ich autorzy otrzymają po jednym egzemplarzu powieści „Cztery Pory Miłości” Beaty Agopsowicz.

6. Pytanie konkursowe (nieco abstrakcyjne 🙂 ):
JAKA JEST TWOJA PORA MIŁOŚCI?

***

EDIT 14.01.2017: WYNIKI 

Chyba nie muszę pisać, że wybór zwycięzców był ogromnie trudny – pojawiło się mnóstwo pięknych odpowiedzi, do tego niektóre bardzo rozbudowane, więc samo czytanie zajęło mi sporo czasu, a podjęcie decyzji jeszcze więcej.
Ostatecznie postanowiłam nagrodzić dwie odpowiedzi, które były szczególnie głębokie i dotykały bardzo ważnych kwestii, bo w końcu miłość to ważna sprawa, najważniejsza; oraz jedną odpowiedź wyjątkowo krótką, ale bardzo w sedno i na temat 🙂
Miło mi, że w gronie zwycięzców znalazł się i przedstawiciel płci męskiej; coraz więcej panów zagląda na mojego bloga, co oznacza, że u Matki na Szczycie nie tylko typowo babskie tematy 🙂

I tak – książki „Cztery pory miłości” Beaty Agopsowicz ufundowane przez Wydawnictwo eSPe trafiają do:
Jana W., Oliwii Panfil oraz Anny Kózka.

Gratuluję zwycięzcom, dziękuję Wszystkim za zabawę i podzielenie się ze mną Waszymi pięknymi przemyśleniami na temat miłości. Mam nadzieję, że nowi (i starzy) czytelnicy pozostaną ze mną na Szczycie, tym bardziej, że już niedługo następne konkursy 🙂
Zwycięzców proszę o kontakt mailowy (katarzynatargosz.pl@gmail.com) lub przez wiadomość na fb (TUTAJ).

  • Moja pora miłości to lato: latem zakochałam się w swoim mężu, latem wzięliśmy ślub 🙂

    PS styl pisania autorki przypomina mi style książki, którą dziś ja wrzuciłam, ale niektóre widać tak musza być napisane 🙂

    PS 2 na pewno ta relacja córki z matką jest wyidealizowana, bo ty jesteś bardzo dobrą matką 🙂

    • O, dziękuję, kochana, za to ostatnie zdanie 🙂 :* I pędzę sprawdzić, jaka to książka u Ciebie 🙂

  • Przyznaję, nie czytałam recenzji, ale wiesz dlaczego:-) Książkę przeczytałam za jednym razem, przed snem…ale więcej opowiem w mojej recenzji. Życzę powodzenia uczestnikom konkursu i zapraszam za kilka dni do siebie:-)

    • No, jestem bardzo ciekawa, co o niej powiesz i czy nasze wrażenia będą podobne, czy całkiem odmienne 🙂

  • Każda pora ma w sobie coś magicznego i może być odpowiednia na miłość. Romantyczna biała zima i płatki śniegu wirujace na tle ciemnego nieba w zasięg długich wieczorów, ciepłe letnie wieczory pachnace kwiatami, przynoszące ulgę po upalny dniu, jesienna kolorowa sceneria drzew w odcieniach żółci i czerwieni oraz wiosna odradzajaca się do życia po zimie, niosąca obietnicę czegoś nowego, powiew ciepła, śpiew ptaków i rozkwitającą przyrodę. Jeśli mam wybrać jedną to właśnie wczesna wiosna i jej specyficzny zapach w powietrzu, pierwsze nieśmiałe pączki kwiatów i rozkwitające na biało kwiaty jabloni. Wtedy jest moja pora na milosc:)

  • Sporo różnych spraw jest w tej książce. Mimo że za takimi lekturami nie przepadam, tą bym chętnie przeczytała. Myślę, że to byłaby miła odskocznia od pracy.

    • Dla mnie też nie jest to ulubiony gatunek (najchętniej czytam thrillery), ale lubię książki, które podnoszą na duchu i lubię od czasu do czasu przeczytać coś odmiennego od tego, po co zazwyczaj sięgam 🙂

  • Bez względu na wynik konkursu, 13 stycznia zawsze będzie moim szczęśliwym dniem, bo to urodziny mojego młodszego syna. Starszy też urodził się trzynastego, choć nie stycznia, ale za to w piątek 🙂 A jeśli chodzi o moją porę miłości… Bez względu na to, jaka jest temperatura powietrza, czy są opady, jaki kolor ma niebo, czy świeci słońce… Moją porę miłości wyznacza serce. Czasem okoliczności sprawiają, że nieco mniej wyraźnie ją czuć, jakby rozum chłodem logiki próbował ją wyprzeć. Lubię logikę, ale znam jej podstawową słabość – z mocnym uderzeniem serca nie wygra (przynajmniej w moim przypadku). Tak czy inaczej, staram się postępować tak, aby każda pora był porą miłości i aby była maksymalnie niezależna od wszelkich czynników zewnętrznych.

  • Na miłość każda pora jest dobra. Dlaczego? Bo to zależy tylko od tych dwóch serc, które odnajdą się wśród śnieżycy, szarej pluchy, upalnego słońca, czy przyjemnego wiatru. Jeżeli ich ściągnie to nie ma znaczenia, jaka to będzie pora. A jak już się połączą to wspólnie spędzony oddala porę na dalszy plan. Zawsze jest czas na miłość 😉

  • Antyterrorystka

    Moją porą miłości jest popołudnie. Rano, po przebudzeniu wystawiam kolce, niczym jeż. Najlepiej się do mnie nie odzywać. Wieczorem natomiast marzę o kocyku i książce, a do tego o ciszy.
    Najwięcej miłości okazuje więc po poludniu 🙂 ps. Tak na poważnie oczywiście zawsze mam wielkie pokłady uczuć w sercu 🙂

    • Oj, coś wiem po sobie o tych porankach, ja też wtedy gryzę 😉

  • Karola

    Pora miłości według mnie? Każda! 🙂 Wydaje mi się, że każdy związek musi przejść różne etapy, nie wierzę w związki w 100% idealne, bo też nie ma idealnych ludzi, którzy w końcu te związki tworzą… Zresztą wszystko zależy od nas samych, od tego, w jakim kierunku pokierujemy nasze kroki w różnych sytuacjach życiowych, również (a może przede wszystkim) partnerskich. Zawsze pierwszy powiew miłości, ten wiosenny, rozkwitający pączkami, wygląda zupełnie inaczej, niż chociażby dojrzały etap związku, który można by porównać do złotej jesieni. Każda relacja pomiędzy dwojgiem ludzi ewoluuje, rozwija się, zmierza w różnych kierunkach, zmienia się w taki czy inny sposób… nie oznacza to bynajmniej, że w każdym związku po latach pożycia musi nastać chłód mroźnej zimy, wręcz przeciwnie – wszak kiedy mrozem za oknami powieje i zima się rozgości, zawsze przyjemniej, kiedy towarzyszy nam bliskość naszej drugiej połowy, cieplej, kiedy przytulimy się do siebie 🙂

  • Pora miłości nadeszła dla mnie kilka lat temu, gdy poznałam mojego męża. Nie pamiętam, czy było to ranem, czy wieczorem, tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Ważne jest to, że moje serce otwarło się wreszcie na uczucie i powiedziało: „Najwyższa pora”. Bo miłość przychodzi znienacka i pamięta nawet o tych, którzy stracili nadzieję na lepsze jutro. Jestem tego chodzącym przykładem.

  • = Sofia =

    Niestety, moja „pora miłości” jeszcze nie nadeszła, wciąż
    jej wyczekuje…

    Nadal trwa u mnie deszczowa (od łez samotności) jesień, przeplatana
    mroźną zimową tęsknotą za drugim sercem, które pokocha i zaakceptuje moje. Wierzę, że w końcu i u mnie nastanie upragniona wiosna odwzajemnionego uczucia. Rozkwitnąwtedy z miłości moje oczy, moja codzienność i rzeczywistość zazieleni się
    nadzieją na bycie szczęśliwą a serce szczebiotać będzie z radości, że z każdy
    kolejnym dniem zbliża się upalne lano uczucia i namiętności…

    Kiedy obudzi mnie poranek miłości
    Poczuje wokół siebie powiew radości
    Wspólnie wypijemy poranną kawę
    Zastanawiając się razem co robić dalej
    Tak od południa przez dzień cały
    Przy Nim będę z uśmiechem na twarzy
    Gdy nastanie wieczór namiętności
    A po nim noc zwykłej codzienności
    I nie zaznam już nigdy tęsknoty i zazdrości
    To będę w 100% pewna, że On jest moją definicją miłości.

    • = Sofia =

      Bardzo chciałabym wygrać tę książkę. To powieść z gatunku, który wręcz ubóstwiam! Lektura ta nie dość, że jest o miłości i związkach, to dodatkowo pokazuje, jak Bóg pomaga nam znaleźć rozwiązanie nawet najbardziej zagmatwanej życiowej historii. Jestem wielką miłośniczką
      czytania książek w wersji tradycyjnej to znaczy papierowej (a nie z pdf’a).
      Uwielbiam czytać książki w każdym miejscu i czasie, kiedy tylko mam ku temu
      okazje i możliwość. Książki są przecież skarbnicami wiedzy i wiele można się z
      nich dowiedzieć nie tylko życiu i otaczającym nas świecie ale również o samym
      sobie, a później zastosowań nową zdobyta wiedzę w praktyce. Kocham ten zapach świeżej farby drukarskiej, szelest nie przeglądanych dotąd kartek,. 😉

  • Karolina:)

    Moja pora miłości zaczeła się 9 lat temu 🙂 trwa przy mnie nie rozłącznie od tego czasu pod osobą mojego kochanego Krzyśka <3. przeszła już wiele prób i załamań (m,in moja choroba nowotworowa). Ale Ona pozostaje niezłomna i oby moja pora miłości trwała do czasu rozstania sie z tym światem 🙂 POZDRAWIAM

  • Justyna Gross

    Moja miłość nie zna pory. Ja jestem chodzącą miłością. Kocham ludzi, kwiaty i drzewa. Kocham życie. Ponad 40 lat temu dwoje kochających się ludzi sprezentowało sobie na pierwszą rocznicę ślubu małą księżniczkę. Wiosenna miłość zrodziła się zimą. Rozpieszczali ją do bólu, chwalili i zaszczepili w niej pasje. Ona nie stąpa po ziemi, tylko unosi się nieco ponad łąkami i leśną ściółką, z zadartą głową w stronę chmur i słońca, jak kwiat.

  • Sporo przeplatających się różnych wątków, przyjemnie będzie się w nie zagłębić. 🙂

    • To książka, którą określiłabym, jako bardzo życiową, w końcu w naszym życiu też jest wiele różnych przeplatających się wątków 🙂

  • Moja pora roku na miłość to właśnie zima. To właśnie wtedy poznałam swojego Męża, wtedy byliśmy na pierwszej randce, i dokładnie w Sylwestra rozpoczęliśmy nasz związek.

  • Anna Sakowicz

    Życzę uczestnikom zabawy powodzenia. 🙂 🙂

  • Powieść ta wydaje się ciekawa, ale ja z chęcią bym przeczytała tą Twoją książkę 🙂 A ta córka w powieści to chyba musi być jakiś anioł, że taka idealna! No żeby ani razu się nie zbuntowała? To praktycznie niemożliwe! 🙂

    • No właśnie, mało wiarygodne to było. A dla mnie jeszcze mniej wiarygodna była matka-anioł, która mimo kryzysu emocjonalnego, entuzjastycznie spełniała wszystkie prośby i zachcianki dziecka.

  • Oliwia Panfil

    Najwyższa pora na miłość zaczyna się już w zarodku 🙂 Od wtedy jest najlepsza pora na rozbudzenie w sobie wszelakich uczuć względem dziecka. Ludzie powinni uczyć się miłości od kołyski. Człowiek raz nią zarażony, będzie ją trzymał w sercu na zawsze oraz będzie dalej ją rozdawał. Gdy tylko maluszek dorośnie zrozumie, że miłość jest w stanie zwojować najgorsze chwile i każdy moment jest odpowiedni na jej rozdysponowanie 🙂

  • Dominika Rasińska

    Gdy patrzy na mnie swoim maślanym wzrokiem i gdy przeciąga się po przebudzeniu. I gdy szepcze, że kocha i gdy uparcie dąży do swoich racji i gdy nieporadnie krząta się po kuchni i gdy dzwonii, bo zapomniał co kupić w supermarkecie, choć przed wyjściem powtarzałam, że potrzebuję jedynie ziemniaków i chleba. I gdy jest zmęczony i gdy jest radosny i gdy płacze ze szczęścia. Zawsze jest dobra pora żeby podejść, przytulić i powiedzieć, że zależy.

  • Moja pora miłości jest zawsze. 🙂 Miłość nie jest rzeczywistością, która raz się pojawia, a raz jej nie ma. „Miłość nigdy nie ustaje.”
    Nawet jeżeli się gniewamy i emocje wzięły górę, to przecież wiem, że miłość ciągle trwa.

  • Wszystkim uczestnikom konkursu życzę powodzenia, a ja sama chyba zakupię tę książkę, bo po takiej recenzji grzech byłoby jej nie przeczytać.

    • Książka na pewno warta przeczytania 🙂

  • niby nie ocenia się po okładce…ale nie zachęca mnie ona całkowicie, w przeciwieństwie do Twojej recenzji…

    • Wiem z własnego doświadczenia, że bardzo ciężko dobrać okładkę, a często jeszcze wizje autora, grafika i wydawcy bardzo się różnią i trzeba szukać jakiegoś złotego środka 🙂

  • Z jednej strony książka ta wydaje się być ciekawa i dająca do myślenia, z drugiej jednak staram się w tym roku unikać książek, których nie jestem do końca pewna i czytać tylko te, które przekonują mnie w 100%. Życzę jednak wszystkim powodzenia! Pytanie piękne i podejrzewam, że odpowiedzi również będą zacne. 🙂

    • I słusznie 🙂 Ja tę zasadę doprowadziłam do „perfekcji” i czytam tylko kilku ulubionych autorów, bo wiem, że ich książki, to dla mnie zawsze uczta 🙂 Od czasu do czasu jednak zdarza mi się sięgnąć po coś innego, tak dla równowagi 😉

  • U mnie pora na miłość to zima, we dwoje zawsze łatwiej się rozgrzać. Świetna recenzja i chętnie umile sobie jakiś samotny wieczór taką książką

  • Saszka Kołodziej

    Moja pora na miłość czułą to poranek – buziak przy ulubionej kawie, pora na miłość zatroskaną to popołudnie, kiedy wychodzę na przystanek po ukochanego z parasolem, gdy leje. Pora na miłość namiętną to wieczór, kiedy zrelaksowani odpoczywamy po całym dniu przytuleni do siebie i cieszymy się z tego, że mamy siebie nawzajem 🙂

  • iwonciaaa

    Moją porą na miłość zdecydowanie jest wiosna ! 🙂 Uwielbiam ten czas, kiedy słońce chętniej wisi na niebie, ptaki śpiewają, zieleni się trawa i rozkwitają pąki na drzewach. Wszystko dookoła dosłownie wybucha ! Pięknie pachnie, a my zrzucamy z siebie zimowe ubrania zupełnie jak więzień, który pozbył się kuli u nogi. To najpiękniejszy czas żeby się zakochać. Pójść na spacer trzymając się za ręce, wypić kawę na ławce w parku, otrzymać tulipana na znak sympatii. Od razu cieplej robi się na sercu.

  • Codzienność.
    Poniedziałek. Wtorek. Środa.
    Czwartek. Piątek.
    Sobota. Niedziela.
    Non stop, całą dobę.
    Jak apteka dyżurna.
    Tesco 24h.
    To jest dobra pora na miłość.
    Moja. Nasza.

  • Jan W.

    Moja pora miłości?
    Myślę, że najlepszą porą na miłość jest czas, w którym Bóg autentycznie króluje w życiu danego człowieka. Kiedy to On jest na pierwszym miejscu i wejście w prawdziwą relację z drugim człowiekiem będzie dopełnieniem najpiękniejszej z możliwych miłości tu na ziemi. Moim zdaniem nie ma znaczenia nic zewnętrznego – powierzchownego, przypadkowego.
    Najpiękniejszą porą jest czas, gdy nasza dusza autentycznie pragnie Kochać drugiego i dawać mu siebie każdego dnia.
    Żeby jednak być gotowym na dawanie miłości drugiej osobie (nie egoistycznej, ale prawdziwej Miłości, która ofiarowuje) trzeba czuć się kochanym. Poczucie prawdziwej miłości daje autentycznie intymna relacja z Bogiem, który daje poczucie nieskończonej Miłości.:)
    Myślę więc, że aby móc coś dać drugiemu to najpierw trzeba to mieć.
    Tak więc moja pora na miłość zaczęła się wtedy, gdy zapragnąłem prawdziwej relacji z Bogiem- która dała mi siłę, wiarę, odwagę i pokorę by móc prawdziwie Kochać. Na podobieństwo Tego, który umiłował Mnie (nas) 🙂
    Taka miłość jest realna, ale nie we dwoje, a w Troje. W jedności z Tym, który nam się ofiarował. 🙂
    Moja już trwa 5 lat i każdego dnia kocham mocniej i prawdziwiej.
    J.W.

  • Anna Kózka

    Każda pora na miłość jest dobra, ważne tylko aby z odpowiednią osobą.

  • Monika

    Moja pora miłosci to wiosna, świerza, kwitnąca, która stara znaleźć sie dobro w każdym człowieku i w każdej sytuacji. Miłość która stara rozwiązać się sytuacje konfliktowe i nie ucieka od odpowiedzialności, ale dlatego ze wiosna to z pokorą uczy się kochać każdego dnia i każdego człowieka 🙂

  • Moja pora miłości to gorące, słoneczne lato. Czas, kiedy po rozgrzanej słońcem skórze spływają drobne kropelki potu. Czas, kiedy można ukradkiem spoglądać na siebie zza ciemnych okularów. Czas, kiedy mowa ciała używana jest tak często jak w żadnej innej porze roku. Czas spontaniczności, szaleństwa, krótkich i namiętnych nocy – to jest moja pora miłości.

  • i juz po konkursie ? ojć ojć 🙂 będę sama musiała się w nią zaopatrzyć 🙂

  • Barbara Dudek

    Moja pora miłości to każdy dzień, bo codziennie ktoś obdarza mnie pomocą, dobrym słowem, uśmiechem, stając się dla mnie bezinteresownym darem. Ważne, aby te gesty zauważyć i się z nich cieszyć. Każdy dzień jest moją porą miłości także dlatego, że tę miłość mogę okazywać, odwzajemniać i się nią dzielić z innymi, dając im mój czas, obecność, życzliwość i pomoc.

  • przegapiłam, książkę chętnie bym przeczytała. A jeśli chodzi o rzeczy niemożliwe dla Boga to właśnie ostatnio zrobiłam deseczkę z tym napisem:) http://starepianino.blogspot.com/2017/01/wierzycie-w-cuda.html pozdrawiam:))

    • Super! A książkę będzie można wkrótce jeszcze wygrać u Kasi Grzebyk na blogu 🙂

  • O jej, ja to zawsze się zorientuję jak już jest po:). Najbardziej zainteresowała mnie informacja, że TY piszesz powieści. Jakoś wcześniej mi to umknęło:).

    • Serio? A ja dość często o tym wspominam 😉 W ogóle książki zaczęłam pisać znacznie wcześniej niż bloga 🙂
      A co do konkursu, to ta sama książka będzie jeszcze do wygrania u Kasi Grzebyk w najbliższym czasie 🙂

  • Moja pora na miłość to późna pora wieczorowa 😉
    Chętnie przeczytałabym jedną z Twoich Kasiu powieści. 🙂

    • W takim razie – polecam 🙂 Niedługo, wraz z wiosną, będzie idealny czas, by sięgnąć po „Wiosnę o wiedeńsku” 😉

  • Kochana moja!!!! Konkurs jest super!!!Ale….!!! Ja każdego dnia wchodzę to z nadzieją, że powstał kolejny, nowy, super wpis!!!! Matko Na Szczycie domagam się nowości!!! Już! Teraz! Natychmiast!;D

    A tak na serio to mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, a ta przerwa jest spowodowana tylko i wyłacznie słodkim lenistwem…?

    • Nie, lenistwem zdecydowanie nie, ale wszystko dobrze – zdecydowanie tak 🙂 Po prostu ogromnie dużo się u nas dzieje, jedni goście wyjeżdżają, drudzy przyjeżdżają, zima trzyma i oferuje mnóstwo atrakcji 🙂 Realne życie tak mnie wciągnęło, że blogowanie musi poczekać, ale już niedługo obiecuję się poprawić 🙂

  • Serdeczne gratulacje dla Zwycięzców. 🙂

  • bardzo fajna książka 🙂 i masz rację…Bóg działa nawet wtedy, gdy Go nie widzimy. Jesteśmy tylko ludźmi i dla naszych oczu często jest coś niedostępne, ale za to mamy wiarę. Gdy się o coś modlimy, powinniśmy wierzyć, nawet gdy nam się wydaje, że to coś niemożliwego. Człowiek w takich sytuacjach często jest jest słaby. Nie które sprawy musi „przepchnąć góra”. Zwrot nawet najgorszej sytuacji, często następuje w nieoczekiwanym dla nas momencie.

    • Ja akurat doświadczyłam w życiu wiele cudów, więc wiem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, a siła modlitwy jest ogromna! 🙂

      • ja tak samo, kiedyś byłam innym człowiekiem i dziś jestem innym 🙂 czasem gdy, mam chwilowe zawahania, zwątpienia to On akurat w tym momencie daje najbardziej znać o sobie i dzieją się rzeczy nieoczekiwane 🙂

        • Bo wystarczy zaufać Bogu i dać się mu prowadzić 🙂

          • masz racje, coś w tym jest….my się z reguły zawsze boimy ….ja już doświadczyłam tego, że Bóg nie chce dla nas źłe, a jeżeli nam czegoś nie daje to tylko dlatego, żebyśmy sami nie wyrządzili sobie tym krzywdy. Bóg widzi więcej i dalej….

          • Dobrze powiedziane!

  • Kolejną pozycję musiałabym dopisać do listy, a nic z niej nie ubywać. Chętnie kupię trochę czasu na czytanie 😉

    • Oj, tak, u mnie też krucho z czasem na czytanie, a stosik książek rośnie 😉

  • Świetna recenzja! Nie lubię książek pisanych prostym językiem, ale potrafię docenić, gdy taki styl ma swoje uzasadnienie. Również denerwuje mnie, gdy relacje między bohaterami (nawet drugoplanowymi) są zbytnio wyidealizowane. Nie cierpię takich uproszczeń i tego, gdy ktoś pisząc recenzję nie zwraca na nie uwagi 😉

    • No, w tym jednym wątku autorkę troszkę poniosło, moim zdaniem 😉 Rozumiem, że chciała zapewne pokazać piękno macierzyńskiej miłości, ale wyszło sztucznie.

  • „czy ja jestem znerwicowaną matką nieokrzesanego bachora”
    Padłam 😀 Na to wychodzi, że ja też jestem znerwicowaną matką nieokrzesanych bachorów:)

    • Właśnie w porównaniu z matką i córką z tej książki, to chyba każda z nas tak wypada 😉

  • Trafiłam na ten post „po obiedzie” więc książki już nie wygram. Ale obiecuję do niej dotrzeć bo zapowiada się ciekawie. Kto z nas nie doświadczył poruszonych w recenzji problemów? Jestem ciekawa jak bohaterowie powieści Beaty Agospowicz rozwiązali swoje problemy:) Liczę na happy end, przyznam :))

    • W takim razie się nie zawiedziesz zakończeniem 🙂