Cztery pory miłości książka

Jak dobrze wiedzą czytelnicy moich powieści, pory roku są czymś, co niezwykle mnie inspiruje. Pojawiają się nie tylko w tytułach moich książek, ale tworzą ramy akcji każdej z nich. Jedna konkretna pora roku – jedna książka. Tak to jest u mnie, jednak ostatnio w moje ręce trafiła powieść, której akcja toczy się na przestrzeni wszystkich czterech pór roku i jednocześnie odzwierciedlają one przemiany uczuć bohaterów.
Jak możecie się domyślić, bardzo mnie ta pozycja zaciekawiła. Dodatkowo tematyka książki dotyka sprawy bardzo dla mnie istotnej i takiej, w którą głęboko wierzę – nierozerwalności małżeństwa.

Temat, z jednej strony (pozornie) banalny, z drugiej – bardzo chwytliwy. Małżeństwo w kryzysie, dotknięte problemami, pokusą zdrady, wypaleniem uczuć – to oś akcji bardzo wielu książek. A jednak, w niewielu z nich podchodzi się do sprawy tak, jak zrobiła to Beata Agopsowicz w swoich „Czterech porach miłości”.

Książkę pochłonęłam w jedno popołudnie. Czyta się ją bardzo szybko, tym szybciej, że pisana jest prostym językiem, bez zbędnych ozdobników. Muszę przyznać, że z początku nienaganny, lecz oszczędny styl autorki nie do końca przypadł mi do gustu. Ja sama podchodzę do pisania we wręcz przeciwny sposób – mam ciągotki do budowania kwiecistych, pełnych porównań i epitetów zdań, rozbudowanych opisów, itd.
Prosty styl autorki sprawiał, że chwilami czułam się, jakbym czytała relację, a nie powieść, lecz z czasem dotarło do mnie, że tak właśnie być powinno, a forma jest idealnie dobrana do treści. Właśnie dzięki temu książka nie ma w sobie nic z ckliwej miłosnej historii rodem z Harlequinów, a zamiast tego staje się bardzo realistyczną i życiową opowieścią z cennym przekazem.

Powieść zdecydowanie pod prąd współczesnej kulturze, która to kultura uczy nas, że wszystko musi być piękne, idealne i najlepsze, a jeśli takie nie jest, to trzeba jak najszybciej zamienić to „na lepszy model”. Wytrwałość i pokora absolutnie nie są dziś trendy. Wybaczanie, przyznawanie się do błędów to czynności nie w cenie…
A jednak autorka właśnie na nie stawia, pokazując, że choć łatwo się zagubić, a świat podsuwa nam wiele pokus, to jednak tylko jedna droga jest wartościowa i prowadzi nas do właściwego celu; i warto nią kroczyć, bez względu na przeszkody, jakie trzeba na niej pokonywać.
Jeśli chodzi o cały wydźwięk powieści i przekazywane przez autorkę wartości, to w 100% się z nimi zgadzam i polecam powieść wszystkim wątpiącym, lub przeżywającym małżeńskie zawirowania, by pomogła im wybrać tę właściwą drogę i pokazała, że nawet bardzo zniszczone „rzeczy” da się naprawić, jeśli tylko ma się ku temu wolę, nie boi się wysiłku i ma odpowiednią pomoc, szczególnie tę z góry, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Zresztą tu pojawia się bardzo podobny wątek, jak w mojej „Jesieni w Brukseli” – pokazanie, że Bóg działa w naszym życiu często cicho, bez spektakularnych fanfar, a poprzez ludzi stawianych na naszej drodze i sytuacje, jakie nas spotykają.

Książka niesie nadzieję, umacnia wiarę, a do tego jest bardzo życiowa, taka jakby opowieść kogoś znajomego. Czasem dziwimy się bohaterom w ich wyborach, czasem mamy nimi ochotę mocno potrząsnąć (ja miałam wiele razy ochotę wrzasnąć na Asię, która wydawała mi się taką bezwolną mimozą) – ale o to właśnie chodzi, o budzenie emocji.
Asia, główna bohaterka, jest niczym przyjaciółka, która zwierza się nam ze swoich problemów, wywołując w nas emocjonalne reakcje – czasem współczucie, czasem zagniewanie, czasem zniecierpliwienie.

Jedynym elementem, który dla mnie zgrzyta i nieco burzy realistyczny obraz akcji, jest Karolcia – córka głównych bohaterów i sposób w jaki traktuje ją matka. Natrafiamy bowiem na ideał matki i ideał dziecka.
Żadne z nich w tej, dość często opisywanej, relacji, nigdy się nie złości, nie buntuje, nie podnosi głosu, nie strzela focha, nie okazuje najmniejszego przejawu negatywnych emocji… Czytając, byłam już niemal pewna, że autorka nie ma własnych dzieci, jednak na okładce przeczytałam, że owszem, posiada i to aż troje.
I teraz nie wiem, czy ja jestem znerwicowaną matką nieokrzesanego bachora, czy jednak relacja matki z córką w powieści jest mocno wyidealizowana. Asia na kartach książki ani razu nie okazała córce cienia zniecierpliwienia, z radością i uśmiechem przystępuje wciąż do kolejnych zabaw z kilkulatką, wręcz na skrzydłach pędzi szukać kapci i zalewać płatki mlekiem swojej wzorowej córeczce, która nigdy nie grymasi. No, nie kupuję tego.
Podejrzewam, że autorka chciała w ten sposób pokazać głębię matczynej miłości, jednak – w mojej ocenie – wyszło zbyt cukierkowo.

Nie ten wątek jest jednak oczywiście najważniejszy w powieści. A jeśli już mowa o wątkach, to oprócz głównego, małżeńskiego, znajdziemy i inne istotne kwestie – nieuleczalną chorobę, wychowywanie niepełnosprawnego dziecka, złożone relacje rodzinne, wybór między karierą a życiem w zgodzie z własnym sumieniem – czyli różne istotne tematy, które przewijają się we współczesnym świecie.
Dla mnie bardzo ważnym wątkiem była historia ojca głównego bohatera, który w przeszłości zostawił rodzinę. Dla mnie to wątek, który jest mi bliski i który w książce dał mi naprawdę sporo do myślenia. Nie przesadzę, jak napiszę, że pomógł w pewnym stopniu uporać się z poczuciem krzywdy, w którym trwałam całe swoje życie; skłonił do spojrzenia na temat z nieco innej perspektywy.

Konkurs Wydawnictwo eSPe

Rozpisałam się, a najlepiej będzie, jeśli zamiast czytać moją recenzję, sami wyrobicie sobie zdanie na temat tej książki. I to niemal od razu, bo właśnie tu i teraz macie szansę zdobyć tę powieść w konkursie, dzięki Wydawnictwu eSPe, które przekazało dla Was aż trzy jej egzemplarze.

REGULAMIN KONKURSU:

1. Konkurs przeznaczony jest dla fanów Matki na Szczycie i Wydawnictwa eSPe, więc upewnijcie się, czy na pewno lubicie nasze profile (TUTAJ oraz TUTAJ).
2. Będzie mi miło, jeśli udostępnicie TEN plakat konkursowy, jednak nie jest to niezbędnym wymogiem.
3. Konkurs rozpoczyna się dziś, tj. 4.01.2017 i trwa do dnia 11.01.2017.
4. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu/ fb dnia 13.01.017 – i tak dla trzech osób piątek trzynastego okaże się szczęśliwy 🙂
5. Konkurs polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie konkursowe w komentarzu pod tym wpisem.
Spośród udzielonych odpowiedzi wybiorę trzy, które najbardziej mi się spodobają, a ich autorzy otrzymają po jednym egzemplarzu powieści „Cztery Pory Miłości” Beaty Agopsowicz.

6. Pytanie konkursowe (nieco abstrakcyjne 🙂 ):
JAKA JEST TWOJA PORA MIŁOŚCI?

***

EDIT 14.01.2017: WYNIKI 

Chyba nie muszę pisać, że wybór zwycięzców był ogromnie trudny – pojawiło się mnóstwo pięknych odpowiedzi, do tego niektóre bardzo rozbudowane, więc samo czytanie zajęło mi sporo czasu, a podjęcie decyzji jeszcze więcej.
Ostatecznie postanowiłam nagrodzić dwie odpowiedzi, które były szczególnie głębokie i dotykały bardzo ważnych kwestii, bo w końcu miłość to ważna sprawa, najważniejsza; oraz jedną odpowiedź wyjątkowo krótką, ale bardzo w sedno i na temat 🙂
Miło mi, że w gronie zwycięzców znalazł się i przedstawiciel płci męskiej; coraz więcej panów zagląda na mojego bloga, co oznacza, że u Matki na Szczycie nie tylko typowo babskie tematy 🙂

I tak – książki „Cztery pory miłości” Beaty Agopsowicz ufundowane przez Wydawnictwo eSPe trafiają do:
Jana W., Oliwii Panfil oraz Anny Kózka.

Gratuluję zwycięzcom, dziękuję Wszystkim za zabawę i podzielenie się ze mną Waszymi pięknymi przemyśleniami na temat miłości. Mam nadzieję, że nowi (i starzy) czytelnicy pozostaną ze mną na Szczycie, tym bardziej, że już niedługo następne konkursy 🙂
Zwycięzców proszę o kontakt mailowy (katarzynatargosz.pl@gmail.com) lub przez wiadomość na fb (TUTAJ).