alergia u dziecka blog

Alergia była dla mnie do niedawna czymś, co zupełnie mnie nie obchodziło. Czymś, jak powiedzmy motocykl, albo złoty ząb – wiecie, na zasadzie – jest takie coś i niektórzy to mają, ale ja nie mam i mieć nie będę, więc się nie interesuję.
Nie przypuszczałam także, że może ją mieć mój syn. W końcu nikt z rodziny nie miał nigdy żadnych problemów alergicznych. A jednak… I nie tylko ma „zwykłą” alergię, ale tę krzyżową, która jest jeszcze bardziej uciążliwa. Nie ogranicza się do czasów pylenia danych roślin, ale trwa cały rok!
Jest jak jakiś smok, potwór którego nie można pokonać, ani nawet skutecznie okiełznać. Objawy chwilami nasilają się tak bardzo, że nic nie działa, a atak alergiczny przeradza się w kolejną chorobę, bo zajęte wydzieliną nos, uszy i oczy są świetnym środowiskiem dla rozwoju zakażeń bakteryjnych.

Kilka dni temu byliśmy z synem u doświadczonego alergologa, profesora. Oczywiście prywatnie, bo terminy z NFZ na wiosnę przyszłego roku. No i fajnie. Pan doktor naprawdę bardzo w porządku – sympatyczny, kompetentny, rzeczowy, spokojny, troskliwy, a do tego bardzo dystyngowany. Poświęcił nam mnóstwo czasu, wysłuchał, odpowiedział na wszystkie pytania, pożartował z Synem na Szczycie. Żeby wszyscy lekarze byli tacy! Ale… No, właśnie, zawsze musi być jakieś „ale”, prawda?
Dostaliśmy od niego szczegółowe wytyczne, co mamy robić, by stan Syna na Szczycie się poprawił. Dużą rolę w tych wytycznych odgrywała lista zakupów. A na niej:

– oczyszczacz powietrza (ceny od ok. 250zł do dobrze ponad 2000zł);
– wymiana całej pościeli na antyalergiczną (ceny różne, od ok. 100zł za kołdrę, do kilku stówek, np. w JYSK ponad 600zł);
– pokrowce antyalergiczne na materace (cena za polecony przez doktora pokrowiec na jeden, najmniejszy materac – ponad 300zł);
– specjalne antyalergiczne środki czystości i spray’e (nawet jeszcze nie sprawdzałam ceny);
– nowy inhalator, który w inny sposób od tradycyjnych dostarcza lekarstwo, co skraca czas inhalacji z 20minut do 2minut (spoko sprawa) (ok. 350zł);

I chyba jeszcze coś, ale nie mam teraz listy przed sobą, więc nie pamiętam. I wiecie, w pełni się zgadzam, że to jest potrzebne, ale… Ale, coś w związku z tą listą budzi we mnie mieszane uczucia. Myślę, co mają zrobić osoby, których zwyczajnie nie stać, by od ręki wydać kilka tysięcy (zależy jeszcze ile kto ma w domu pomieszczeń – jeden oczyszczacz nie starczy na cały dom, lub duże mieszkanie – i łóżek) na te zakupy. I znowu, jak to niestety często bywa – zdrowie dziecka zależy od pieniędzy.
Dodam jeszcze, że na wszystkie leki też trzeba całkiem sporo wydać, choć tu brawa dla trzeźwości umysłu pana doktora, że wiedział, iż alergia jest chorobą przewlekłą i zaznaczył to na recepcie, dzięki czemu za lek do inhalacji zapłaciliśmy kilkanaście złotych, zamiast ponad 200zł. Kilka miesięcy wcześniej pediatra niestety tego nie zaznaczyła, a ja nawet nie wiedziałam, że jest taka opcja.

I tak sobie myślę, że alergia dla firm farmaceutycznych i innych, produkujących wszelakie antyalergiczne gadżety, jest świetnym interesem. Podobno alergia to plaga XXI wieku. Podobno będzie na nią zapadać coraz więcej ludzi. I jeszcze więcej ludzi będzie potrzebować oczyszczaczy, nawilżaczy, inhalatorów, materacy, itp., itd. Hurra, robimy biznes

Wiem, wszystko kosztuje, a przeważnie im coś lepiej wykonane, to kosztuje więcej. Wiem, każdy chce zarobić, a producenci nie działają charytatywnie. Ale coś się we mnie buntuje w związku z tym. Dla jednych te wszystkie zakupy nie będą większym problemem, dla innych będą wyzwaniem, a dla jeszcze innych, będą po prostu niewykonalne. Myślę o ludziach, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, i którzy pójdą do alergologa i dostaną taką listę…

Ja sama załamałam się na jej widok. Nie tak łatwo będzie nam to wszystko naraz kupić. No, ale, cóż zrobić? Jeśli dziecko ma być zdrowsze, to trzeba szykować fortunę.
Do tej listy dodaliśmy jeszcze nowe pojemniki na zabawki i nowe szafki, tak, by wszystko to, co do tej pory stało na wierzchu, było zamknięte i ułatwiało sprzątanie i swobodny przepływ powietrza.
I trzeba dodać do tej listy jeszcze dużo sił dla matki, by miała energię na reorganizację całej domowej przestrzeni i wielkie porządki, oraz dużo sił dla ojca, by na te wszystkie zakupy zarobił…

A, Wy, macie doświadczenia w walce z alergią? A jeśli tak, to jakie?

  • Również borykamy się z alergią. Największym wydatkiem był do tej pory inhalator, bo nie musieliśmy aż tak przeorganizowywać przestrzeni, ale też zastanawiałam się, skąd biorą na to wszystko pieniądze ludzie mniej zamożni.

    • Ja nawet nie próbuję liczyć ile wydaliśmy na leczenie syna od jesieni zeszłego roku, bo wtedy zaczął chorować, choć alergię stwierdzono dopiero niedawno. Praktycznie co dwa tygodnie lekarze i apteki, do tego wyjazdy, pobyty w szpitalach w innych miastach, różne akcesoria. Myślę, że na fajne auto by się uzbierało spokojnie… :/

  • Kasiu, szukaj alternatywnych metod. Są diety antyrakowe i na boreliozę i przynoszą efekty. Musi być coś na alergię. My przez 1,5 roku walczyliśmy z alergią pokarmową u Radzia. Wymieniliśmy wszystko w domu (proszki, chusteczki, pieluchy) na antyalergiczne. Byłam na megadiecie, żeby nie uczulać przy karmieniu…. po 1,5 roku przeszło. Wyciszyło się paskudztwo. Nie ustawaj w poszukiwaniu.
    Inhalator mamy Philipsa.
    Od kiedy mamy w domu rekuperację (mechaniczna wentylacja) mniej chorujemy:-) Ale to koszt….kilkunastu tysięcy, więc nie polecam przy Waszych obecnych wydatkach…

    • Mam książkę „Ziołowe sposoby na alergię”, ale trochę się boję testować na własną rękę, muszę o tym porozmawiać z jakimś lekarzem, choć wielu z nich woli napędzać przemysł farmaceutyczny :/
      A o te rekuperacji muszę poczytać, bo temat dla mnie nowy, ale obawiam się, że w drewnianym góralskim domu mogłoby to być trudno zamontować, bo taki dom jest specyficzny.

  • Wiem, co to walka z alergią i tym bardziej mi przykro, że Was to dotknęło. Życzę Wam wszystkim dużo sił.

  • Moja mama chodziła na odczulanie. Cena za wizytę to ok 120-200 zł (zależy gdzie). Efekt mizerny. Gil jak leciał tak leci. Oprócz tego drogie leki, które dawały efekt tylko podczas ciągłego stosowania, ale sterydów raczej nie wolna stosować na stałe więc odpuściła temat. Kupiła w pewnym momencie nawet specjalny odkurzacz za prawie 5000, który pierze, odciąga kurz z kołder, bajer nad bajery (tylko nie gotuje!). Niestety straciła czas i pieniądze i jakoś poprawa nie nastapiła

    • Ja też jestem sceptycznie nastwiona do odczulania, jedni niby mówią, że działa i że jedyne wyjście, ale od innych wiele złego słyszałam na ten temat :/

  • Niestety, obserwuję, że alergia staje się coraz powszechniejsza, a może świadomość się zwiększyła, choć z pewnością nie tylko.

    • Mnie się wydaje, że to przez to, że żyjemy w coraz bardziej chemicznym świecie i organizmy po prostu nie wytrzymują. Kiedyś było x związków chemicznych w naszym otoczeniu, a teraz jest to x razy tysiąc, czy sto tysięcy…

      • Mnie jako dziecko długo leczono antybiotykami, zanim mama skojarzyła, że to może być alergia, a lekarze nie podpowiedzieli, mała wówczas była świadomość tego problemu.

        • U nas i tak antybiotyki często, bo każdy większy atak alergiczny kończy się zapaleniem ucha 🙁 Ale tym razem powitałam antybiotyk jak błogosławieństwo, bo zatrzymał ropę z nosa i oczu.

  • Anna Szpunar

    Nie sądziłam, że to może tak wyglądać i szczerze Wam współczuje 🙁

  • No masz rację…..dla sporej części ludzi mimo, że zdrowie dziecka najważniejsze to takie zakupy sa kosmiczne! Przkre jest to, że wtedy z takiego powodu nie do konca mozna dziecku ulżyć w chorobie 🙁

    • No, niestety 🙁 Już nie mówię nawet o tych, którzy muszą zgromadzić astronomiczne sumy na skomplikowane operacje, ale okazuje się, że nawet powszechna alergia daje na co dzień nieźle po kieszeni :/

  • Karola

    Współczuję bardzo 🙁 Sama bardzo się martwię ostatnio w związku z moim synem (choć akurat problem nie dotyczy alergii), więc mogę się domyślić, jak się z tym wszystkim teraz czujesz 🙁

    • Z dziećmi to jest chyba zawsze coś 🙁 Najpierw kolki i ząbkowania, później różne choroby. I rzadko się obecnie słyszy, żeby dziecko było zdrowe jak rydz, raczej wszyscy mówią ciągle o różnych chorobach :/ Mój syn ma dopiero 5 lat, a już dwie operacje pod narkozą przeżył, co ja miałam taką jedną, dopiero w 29 roku życia, gdy go rodziłam…

      • P.S. Mam nadzieję, że Was wszystko się ułoży i życzę tego z całego serca!

  • no niestety jak cos wychodzi ze zdrowiem to nagle widac jak duzo pieniedzy by sie przydalo . leczenie czeste wizyty u specjalistow czy rehabilitacja to w naszym sytemie nieporozumienie jesli na wszystko trzeba czekac po pol roku. i malo tego tak na prawde pojmuje to sie wtedy kiedy odczuwamy to na wlasnej skorze

    • Bo jak zdrowie jest, to wszystko jest dobrze, a jak nie ma, to choćby nie wiem, jak się kombinowało, to jest źle :/

  • U nas też idzie na to fortuna. Na szczęście tylko sezonowo. Ale i tak ubolewam, że dziecko, zamiast cieszyć się wiosną i latem, siedzi w domu i łyka leki.

    • To „pociesz” się, że my tak mamy cały rok praktycznie :/ Z ubiegłej zimy moje dziecko nic nie miało, ani na sanki wyjść ani na śniegu poszaleć… Liczyłam, ze w tym roku będzie lepiej, ale teraz te moje nadzieje bardzo malały 🙁

  • OMG brzmi fatalnie… U mnie szczęśliwie dzieciaki bez alergii.

    • To faktycznie macie szczęście, bo alergia potrafi niesamowicie dać w kość 🙁 Czasem czuję się już bezsilna, bo cała szafka leków, wyjazdy do tężni, solanki, cuda wianki, a nic nie działa :/

  • Zośka

    hmm przeżyłam u dwójki dzieci i wiem jedno, lobby koncernów farmaceutycznych jest zatrważająco silne. Fakt, też poszaleliśmy no i pousuwaliśmy dywany, firanki, i inne rzeczy. Po długim czasie trafiliśmy do dietetyka, takiego naprawdę dobrego i się pozmieniało. Leki obecnie nie są potrzebne i oby tak dalej. Mój dziadek mówił,że matką chorób jest zła dieta, a ojcem stres. Teraz mu przyznaję rację. Najgorzej było nam zrezygnować z mleka i produktów mlecznych (krowiego pochodzenia), całkowicie wykluczyć gluten i biały cukier, ale zdecydowanie wolę to, niż podawanie leków dzieciom. Dieta została opracowana indywidualnie dla każdego z rodziny w oparciu o bardzo, ale to bardzo szczegółowe badania. Może spróbujcie i w tą stronę podziałać. Aha, leki były stopniowo odstawiane zawsze w konsultacji z prowadzącym lekarzem. Powodzenia!

    • A mogę spytać, jakie to były rodzaje alergii? Bo zastanawiam się, czy ta zmiana diety, o której piszesz działa tylko na alergie pokarmowe, czy na inne rodzaje też?

      • Zośka

        pokarmowe plus kurz, grzyby, pleśnie i futerka zwierzątek domowych. Obecnie mamy w domu psa i 3 koty i problemu nie ma 🙂 jeszcze niedawno mieszkał u nas chomik, ale po szczęśliwym życiu w wieku 3,5 roku odszedł do chomiczego raju 🙂

        • Muszę nad tym pomyśleć, choć taka gruntowna zmiana diety u syna nieco mnie przeraża, bo on jest strasznym niejadkiem i w ogóle niewiele chce jeść, a do nowych produktów ciężko go przekonać :/

  • Anna Sakowicz

    Też mam alergię przez cały rok (na wszystko, co jest w powietrzu, kurz, roztocza, sierść, pyłki itp.). Alergolog też mi dał takie wytyczne, że kota należy się pozbyć, zmienić pościel itp.). Fakt, że nie mam w domu dywanów i w zasadzie nic na oknach, pościel mam antyalergiczną, ale materac za to „normalny”, bo na wszystko przecież nie ma kasy, to staram się nie przesadzać. Kot oczywiście nie podlegał eksmisji. W życiu Warszawy! No, ale wiadomo, że ja to nie dziecko, więc się nad sobą nie rozczulam. Od dwóch lat odczulam się i naprawdę są rewelacyjne efekty. Oddycham normalnie! 🙂

    • Wiesz, gdyby u nas to jeszcze była „tylko” alergia… Ale każdy większy atak alergii się przeradza w zapalenie uszu (podobno syn ma taką specyficzną budowę anatomiczną, że mu wydzielina z zatok natychmiast spływa do uszu) :/

      • Młodej ta wydzielina do uszu, gardła i oczu leci. Mój brat np. ma problem z zatokami. W końcu lekarz wysłał go na prześwietlenie i się okazało, że ma krzywą przegrodę w nosie…czeka go prostowanie, bo już nie może normalnie funkcjonować, leki nie pomagają, głowa go boli. Masakra co się dzieje

        • No właśnie, wiele zależy od tej budowy anatomicznej, dlatego u nas nawet wycięcie migdała nic nie pomogło 🙁

          • Anna Sakowicz

            To prawda. U mojej córki tak jest, że zawsze idzie na uszy. 🙁

          • 🙁

          • My właśnie dostaliśmy termin na testy na marzec. Teraz myślę jeszcze nad prześwietleniem zatok, żeby zobaczyć czy nie jest ta sama przyczyna może co u mojego brata, a jeszcze się wczoraj dowiedziałam, że mój tata całe życie z zatokami walczył i mnóstwo badań miał róznych, od strony męża też podobne przeboje …

  • Wow nic innego jak tylko rodzicu trzymaj się za kieszeń. Masakra.
    W mojej rodzinie tata i brat mają alergie zazwyczaj wiosną i jesienią.

    • No, u nas niestety jest non-stop :/

      • Współczuję. Dorosły się męczy z alergią, a co dopiero dziecko, które ma ja cały czas. 🙁

  • entomka

    Czytając Twoje słowa Kasiu obiecuję sobie nie narzekać na moją wiosenną alergię na pyłki … Dużo zdrówka i wytrwałości … zwłaszcza w stosunku do naszej służby zdrowia!

    • Dzięki :*
      A co do służby zdrowia, to z tym u nas na Podhalu jeszcze nie jest najgorzej, ludzie mają w sobie jakąś empatię i szacunek do drugiego człowieka, bo to, co przeszła moja mama dwa dni temu na SORze w Warszawie, to włos się jeży :/

  • Życzę pomimo wszystko dużo zdrowia i cierpliwości 😉 Ja z alergią nie mam problemów, ale wiem jak wiele osób choruje, bo jestem farmaceutą. To niestety choroba naszych czasów… przetworzone jedzenie, antybiotyki w mięsie i spryskane warzywa robią swoje. Ale trudno, żyć dalej trzeba. Jeszcze raz trzymam kciuki!

    • Moje zdanie jest podobne, że te wszystkie alergie biorą się z chemii, która nas otacza 🙁

  • Moje całe życie minęło pod presją alergii, raz wysypki, raz duszności, raz katar. Jedne testy wskazywały alergię pokarmową, kolejne po kilku latach wziewną, kolejne znów pokarmową- na inne zupełnie produkty. Podejrzewali lekarze również astmę ( na szczęście jej nie miałam). Jesień do tego roku była dla mnie łaskawa, niestety i mnie dopadło o tej porze roku. Niestety nie pocieszę Cię za mocno, bo jak wiesz u Młodej to samo się zaczyna, ale przesyłam mnóstwo pozytywnej energii. Musimy dać radę, żeby nasze dzieciaki w miarę normalnie funkcjonowały. Wiem, że łatwe to nie będzie, ale jak mawiają- nie z takich opresji wychodziliśmy. Odnośnie kosztów- identyczne miałam przemyślenia.

    • Ja od wczoraj jestem zagrzebana w porządkach, przemeblowaniach, praniach, wyrzucaniach i już mi mózg od tego wysycha, a jeszcze inne problemy doszły, bo moja mama miała dwa dni temu wypadek, więc chyba się muszę sklonować, żeby wszystko ogarnąć 🙁

  • Powiem szczerze, mamy jeden problem, z którym musimy zrobić porządek.
    Mój brat ma takie delikatne krosteczki na ramionach i widzę, że Olu też zaczyna mieć. Nie mam pojęcia od czego, zatem trzeba odwiedzić dermatologa…
    U brata też pojawiło się to w wieku 3-4 lat i ma do dziś nieustannie…

    Na szczęście innych przypadków nie ma 😉 I oby nie było !

    • Chodzi o taką chropowatą skórę, coś jak delikatna gęsia skórka? Bo jeśli tak, to nam właśnie ostatnio alergolog powiedział, ze to pierwszy sygnał alergii.

      • Coś takiego, masz rację… także pędzimy na wizytę!

        • Daj znać, co się okazało. Trzymam kciuki, żeby wszystko było ok!

  • Bardzo Wam współczuję! Czemu zawsze jest tak, że terminy są takie długie i tylko wizyty prywatne wchodzą w grę? Przecież wiadomo, że czekać nie będziecie, bo zdrowie dziecka jest najważniejsze… A te wszystkie rzeczy, które macie kupić, to mają niestety kosmiczne ceny, naprawdę brak mi słów. Narzekam na te Włochy, ale trzeba oddać im jedno- służba zdrowia tutaj stoi na o wiele wyższym poziomie niż nasza. Trzymajcie się, dużo siły dla Was i uściski dla Szymka!

    • Ja i tak jestem w tym momencie zachwycona służbą zdrowia na Podhalu, bo to, co przeszła moja mama kilka dni temu na SORze w Warszawie to woła po prostu o pomstę do nieba! :/ Cud, że wszystko w miarę dobrze się skończyło, bo kazanie osobie po wypadku, z podejrzeniem wylewu krwi do mózgu, z zaburzeniami równowagi i świadomości, samemu wędrować po szpitalnych korytarzach i czekać kilka godzin na korytarzu, mogło się skończyć tragicznie.

      • Niesamowite! Aż słów mi brak… Kiedy ja byłam na pogotowiu kilka miesięcy temu, odesłano mnie na oddział ginekologiczny, który też ma swoje pogotowie. Wyobraź sobie, że odesłano mnie tam nie na piechotę, ale karetką, bo odległość między oddziałami nie jest mała, ale spokojnie mogłam tam iść na piechotę. Byłam w szoku, bo gdyby to się w Polsce zdarzyło, na pewno nie pogatygowałaby się do mnie karetka. Dużo zdrowia dla mamy!

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Sytuacja naprawdę nie do pozazdroszczenia. My wprawdzie póki co żadnych problemów alergicznych nie odnotowaliśmy, ale mam kuzyna, który przez całe swoje dzieciństwo zmagał się z najróżniejszymi alergiami i spędzał multum czasu w sanatoriach. Rabka była wręcz jego drugim domem. Na szczęście po kilku latach problemy skończyły się jakby „same z siebie” – więc pozostaje mieć nadzieję, że i u Was tak będzie. Ściskam :*

    • Ja właśnie się zastanawiam nad jakimś pobytem w sanatorium i zastanawiam się też nad tym, dlaczego żaden lekarz nam ego do tej pory nie zasugerował…

  • Naszczescie alergia mnie nie dotyczy ani nikogo w moim otoczeniu, ale… ponoć w każdej chwili można ja nabyć, więc nigdy nic nie wiadomo. Ale faktycznie straaasznie dużo tego wszystkiego!

    • No, właśnie, to prawda – podobno każdy może ją dostać w każdym wieku… Życzę, żeby Wam nigdy się nie przytrafiła!

  • Ewelina

    Alergia to taka wredna menda.Można z nią walczyć i nawet wygrać, ale tak jak napisałaś trzeba ją zaakceptować i się do niej podporządkować. Ucichnie wtedy na chwilę i przestanie atakować. Jest wymagająca ale tylko na początku zanim jej nie udobruchamy i nie zaakceptujemy. Jesteś młoda i mądra. Znajdziesz siłę i cierpliwość. Dasz radę. Pisz kiedy tylko będziesz mogła, a my wszyscy co Cię czytamy będziemy wspierać i dodawać otuchy. W końcu jesteś Matką Na Szczycie!

    • Dzięki, szczególnie za tą „młodą” 🙂 :* Ostatnio już coraz rzadziej tak się czuję 😉

  • Ja mam z alergią, jak Ty wcześniej – niekoniecznie mnie to interesuje. I teraz mnie nieźle nastraszyłaś… że to może nas jeszcze kiedyś dopaść.

    • Życzę, żeby nie dopadło, choć z tego, co czytałam, to alergii może się nabawić każdy w każdym wieku. To choroba cywilizacyjna, która się coraz bardziej rozprzestrzenia.

  • Jeżeli chodzi o alergie, szczęśliwie nie mamy doświadczenia i mam nadzieję, że tak pozostanie 😉 Ale muszę się zgodzić co do reszty – zdrowie w naszym kraju zależy niestety od pieniędzy. Jestem w ciąży i wyszły mi kiepskie wyniki TSH – zalecenie pilnie udać się do endokrynologa, bo jest to zagrożenie dla ciąży – rodzę na początku grudnia, a najwcześniejszy termin dostałam na marzec (na NFZ) nie pomogły tłumaczenia, że jestem w ciąży. Prywatnie wiztna na następny dzień tyle, że 170,00 złotych, plus badania i leki… I też zaczęłam się zastanawiać co robią w tym kraju ludzie, których nie stać aby wydać tyle pieniędzy.

    • No właśnie, niestety brzmi to bardzo znajomo i życiowo… My większość spraw zdrowotnych musieliśmy załatwiać prywatnie, bo wiadomo, że jak się coś dzieje, to trzeba natychmiast reagować, a nie czekać miesiącami, czy nawet dniami. Przy chorowitym dziecku, idzie na to fortuna, choć muszę przyznać, że akurat na naszym terenie dużo łatwiej dostać się do wielu specjalistów w krótkim czasie. Jednak alergologa to nie dotyczyło :/
      P.S. Ja też rodziłam na początku grudnia 🙂

    • To okropne jest. Mój teść zapisywał się do kardiologa i dostał termin na za 1,5 roku. Jak się chce tam zapisać ktoś, kto faktycznie ma duże problemy z sercem, to pewnie jest duża szansa, że nie doczeka wizyty, na którą się zapisał… Koszmar.

  • My mamy szczęście, że dziecko wdało się w mamę, a nie w tatę, i alergii żadnych nie ma… Mam nadzieję, że tak zostanie, bo wyobrażam sobie, ile z tym kłopotu dla rodziców i dla dziecka 🙁

    • Życzę z całego serca, aby problem alergii nigdy Was nie dotknął, bo to naprawdę bardzo uciążliwa i – wbrew temu, co się myśli – groźna choroba, bo często jest przyczyną licznych powikłań. Ja kiedyś myślałam, że alergia to po prostu katar albo łzawiące oczy, niestety przyszło mi się przekonać, że sprawa jest o wiele poważniejsza 🙁

  • Ja mam trochę doświadczeń, bo sama jestem alergikiem. Ale gdy byłam dzieckiem, to wszystko zupełnie inaczej wyglądało i trwało to dużo czasu, żeby ktoś w ogóle wpadł ma to, że to alergie. U mojej Melushki były podejrzenia alergii pokarmowych, ale jak narazie jest wszystko w porządku, więc czas pokaże. Mam jednak nadzieję, że nie odziedziczyła po mnie tego „dobrodziejstwa”.

    • Trzymam kciuki, żeby ją to ominęło, bo z tymi alergiami to straszne utrapienie…

  • Kasiu moja historia walki z alergią (moją własną od dziecka) jest naprawdę długa. Nie mam siły jej całej przytaczać, ale powiem Ci, że po latach już wiem, że to co mówią lekarze, co wychodzi z testów itd. trzeba trochę między bajki włożyć. Alergia to coś czego nie da się odpowiednio zbadać, do tego potrafi zmieniać się z wiekiem – zarówno nasilać się, jak i w tajemniczy sposób bez ani jednego lekarstwa – znikać. W przypadku dzieci bardzo często znika z czasem. Lekarze leczą alergię po omacku, próbując jak nie tego to tamtego, aż do skutku. Przy tym wydasz kupę kasy, pozbędziesz się swoich najlepszych futrzastych przyjaciół, a alergia jak była tak pozostanie, albo zniknie choć nie zrobisz w tym kierunku nic…
    U mnie ostatnio okazało się, że mam silną alergię na kota (kot w domu prawie od 7 lat). Zaproponowano mi odczulanie. Nie jest refundowane przez NFZ. Koszt koło 900 zł na rok, odczulasz się 5 lat. Co ciekawe nie wyszły mi dla odmiany alergie, które miałam do tej pory (trawy, pleśnie, niektóre drzewa). Fakt męczy mnie katar całoroczny odkąd urodziłam córkę i leki przeciwalergiczne pomagają. W drugiej ciąży miałam za to pierwszy atak astmy (i jedyny). Nie mogę wyrobić z katarem to łykam na to tabletki na alergię. Kota nie mam zamiaru się pozbywać (znajoma się pozbyła i półtora roku później jej syn wciąż ma takie same dolegliwości jakie miał, a to ponoć było przez alergię na kota).
    Trzymaj się i nie podłamuj. Wiem, że to większy problem, gdy dotyczy dziecka. Myślę jednak, że wszystko ułoży się dobrze. Rozgryziecie co synowi pomaga, a co szkodzi, albo z czasem dolegliwości ustaną. Jest to mocno prawdopodobne. Trzeba też uważać na to, że lekarze wszystko z czym sobie nie radzą nazywają alergią 🙁

    • Dzięki :* Ja właśnie gorąco liczę na to, że z czasem on jakoś z tego wyrośnie. I fakt, nam nawet alergolog ostatnio powiedział, że te alergie się zmieniają, a testy nie zawsze wyjdą miarodajnie i żeby najbardziej opierać się na własnych obserwacjach. U nas akurat te obserwacje pokrywają się z tym, co wyszło w testach i tym, co zdiagnozował alergolog, ale dzięki temu przynajmniej wiemy, czego się wystrzegać.
      A zwierząt mamy w domu całe mnóstwo, ale akurat alergii na sierść syn nie ma, choć lekarz powiedział, że sierść może zaostrzać obawy alergiczne, nawet, jeśli nie jest bezpośrednim alergenem…

  • Współczuję bardzo. My przez cały pierwszy rok mieliśmy jazdy tego typu i to rzeczywiście pochłania masę pieniędzy, czasu, przemyśleń, wysiłku. Blania miała podejrzenia AZS, łuszczycy i rożnych takich. Okazało się po wielu pielgrzymkach pol lekarzach, że to były alergie pokarmowe. Skaza białkowa i alergia na gluten. Na szczęście Blania należała do grupy dzieci, którym te problemy przechodzą po skończonym roczku jak ręką odjął. Ale mam wrażenie, że przez to jest takim skrajnym niejadkiem, bo w kluczowym momencie nie wyrobiła sobie nawyku jedzenia, smakowania, takiej radości z jedzenia.

    • A u nas dokładnie na odwrót – do roczku nie mieliśmy najmniejszych problemów zdrowotnych u syna, a ledwo skończył rok i się zaczęło… Też po cichu liczę, że jakoś z tego choć trochę wyrośnie, zresztą lekarze mówią, że tak może być.

  • Niestety…u nas alergii nie ma, ale jest stała nietolerancja glutenu – celiakia, która spadła na nas jak grom z jasnego nieba ponad 2 lata temu. Ze względu na konieczność stosowania ścisłej diety i dbania o to, by do posiłków starszej córki nie dostała się ani drobinka jesteśmy wszyscy na diecie bezglutenowej. Młodsza też na gluten reagowała niedobrze, bo były wysypki o nieznanym pochodzeniu…Niemniej sytuacja opanowana, u Was też tak będzie, chociaż początki są zawsze trudne. No i te wydatki…

    • Ojej, to też niewesoło, tym bardziej, że gluten jest w tak wielu produktach… Ale, jasne, wszystko jest do ogarnięcia, choć czasem wymaga wielu, wielu sił i nakładów, jednak kto da radę, jak nie matka? 🙂
      Życzę Wam dużo zdrówka!

  • Współczucie dla Szymka. Dobrze go rozumię bo sama cierpię na alergię sezonową na wiosnę, przy której strasznie się męczę. Niestety nabytą w wieku ok 23 lat. Może pojawić się niespodziewanie u każdego. Teraz chyba zmienia się w całoroczną, bo też mam objawy. Nie mogłam sobie pozwolić na tak wielkie i kosztowne zmiany w domu. Jednak przed moją alergią nie da się uciec. Powietrze jest skarzone pyłkami i na dworze i w sterylnym pomieszczeniu. Nawet noszenie maseczki (w Hiszpanii alergicy je noszą) już mi nie pomaga. Sposoby naturalne nie są zbyt skuteczne. Jedynie łagodzą to leki. Zawsze obiecuję sobie, że jest lepiej i je odstawię. Ale nie mogę. Odstawienie to powrót objawów. I masz racje, firmy farmaceutyczne i także te od cudownych naturalnych suplementów na tym korzystają. A te specyfiki nie mają alergii zlikwidować. Mają tak działać by non stop brać. Zatruwanie środowiska i osłabianie naszej odporności z pewnością jest celowe byśmy chorowali i byli klientami. A co do lekarzy, to chyba wciąż nie ma sposobu na skuteczne leczenie. Alergia jest chyba nieuleczalna. Mam wrażenie, że alergolodzy tylko robią testy, przepisują leki doraźne albo każą unikać alergenu czy zmienić otoczenie. Co jest kompletnym absurdem, bo nam chodzi aby się wyleczyć całkowicie a nie wiecznie uczenie się jak z tym żyć i dostosowywanie

    • Niestety… Mnie już chwilami ręce opadają, bo gdy cieszymy się, że nastąpiła poprawa, to zaraz jest gorzej i już nawet nie wiadomo, od czego to zależy, ani co z tym robić 🙁 Najgorzej, że u mojego syna alergia powoduje kłopoty z uszami i ze słuchem, a żaden lekarz do tej pory nie potrafił nam skutecznie pomóc, wszystko – tak, jak piszesz – działa tylko doraźnie…

  • Echhh… ja tak miałam z optometrystką, która badała kąt zeza u mojej córci. Bardzo dziwna osoba. Napisała nam od siebie na kartce, co powinniśmy dodatkowo zrobić, oczywiście wszystko prywatnie, m.in. tomografia zatok prywatnie, bo jest na lepszym urządzeniu, gdzie dziecko nie musi spać, tylko sobie siedzi i ma atrakcje, terapia integracji sensorycznej (gabinet jej koleżanki), rehabilitacja (gabinet znajomego), kupić jakiś kolagen za 300 zł (namiar na internet), testy alergiczne ale jakieś specjane za kilkaset złotych, w tym jakieś badanie, które robią tylko w jednym miejscu w Polsce i jeszcze cała masa rzeczy, co wszystko razem wyniosło kila tys złotych. Na koniec dostaliśmy wizytówkę stadniny koni.

    • Wizytówka stadniny koni mnie rozwaliła 😉 Ale widzisz, z tą tomografią zatok, to mnie teraz bardzo zdziwiłaś. Ile córka ma lat? Był czas, że my wręcz błagaliśmy lekarzy, by nam powiedzieli, gdzie i jak możemy wykonać takie badanie i kilku nam powiedziało, że nie ma to sensu, że małe dziecko nie ma jeszcze ukształtowanych zatok na tyle, żeby to było miarodajne badanie… A znowu od znajomej słyszałam, że w przypadku jej syn bardzo ono pomogło w diagnostyce. No, zwariować można…

      • Ma 3,5 roku. A u optometrystki byliśmy, gdy miała 3 lata czyli niedawno. Poleciła Krajmed w Warszawie. Tam podobno jest taki super hiper sprzęt.

        • A widzisz, mój syn miał 4,5 i nam mówili, że za mały… Co lekarz, to inna teoria :/

  • Karolina

    Moja alergia też swojego czasu była koszmarem, czyli wtedy kiedy byłam dzieckiem. Nieziemsko dusiłam się od wiosny do jesieni i wiecznie miałam anginę zimą. Teraz zastanawiam się, czy nie była skutkiem alergii, choć wiadomo…mogło być różnie. Pyłki, kurz…wyszło mi ok 16 odczynów. Codziennie musiałam zapisywać czy i jakie mam objawy i sprawdzać co pyli, bądź co robiłam. Wtedy nie było internetu, sięgało się do gazety lub telegazety ( dawno nie?;) ). Nie było takiego dostępu do inhalatorów, chodziło się na inhalacje do przychodni, bądź wcale, bo nie kierowali na takie cuda 😉 Na pewno dużo ciężej jest z alergią pokarmową. Nie chce nawet zastanawiać się nad tym. Bardzo liczę na to, że to co teraz kupujecie, wkładacie w leczenie da super efekt, żebyście nie musieli się już martwić, żeby Wasz mały alergik mógł w pełni cieszyć się dzieciństwem z dala od lekarzy, przychodni, zastrzyków i innych nieprzyjemnych rzeczy z tym związanych :*

    • A z kolei ja pamiętam, że w dawnych czasach się wysyłało takie dzieci do sanatoriów, a teraz nikt nas nie chce skierować, choć uważam, że to mogłoby pomóc. Ba, kiedyś dzieci z naszego regionu, jako terenu o ogromnych brakach jodu, miały darmowe turnusy nad morzem, a teraz to jedne co, to nam lekarz zalecił, że dobrze by było, jakbyśmy się nad morze wybrali… Choć i to jeszcze pół biedy, bo w lecie inna lekarka zaleciła nam wyjazd w tropiki, żeby się dziecko wygrzało…