wypdek bmw bukowina tatrzańska

Wielki huk. Wycie zablokowanego klaksonu. Krzyki. Samochód leżący na boku. A właściwie, już nie samochód, tylko masa zbitej i pogiętej blachy z trzema młodymi ludźmi w środku. A właściwie z dwoma. Trzeci zginął na miejscu…
Wiem, takie rzeczy dzieją się niestety codziennie. Ale przeważnie gdzieś dalej, przeważnie o nich nie myślimy. Rzadko zdarza się być naocznym świadkiem takiej tragedii. A i żadnej tragedii nikt się nie spodziewa w takie piękne wrześniowe popołudnie, w promieniach słońca, na prostej drodze w spokojnej górskiej miejscowości. Jakoś łatwiej przyjąć do wiadomości, że straszny wypadek wydarza się w nocy, na oblodzonej szosie, na autostradzie, podczas burzy… Do tej pory trudno mi się otrząsnąć, choć nie należę do specjalnie wrażliwych osób.

Praktycznie natychmiast na miejscu zjawiają się strażacy (remiza jest niedaleko), zaraz po nich karetki i policjanci. Koguty migają złowieszczo, ratownicy biegają, ludzie dookoła płaczą, zakrywają dłońmi twarze. 
Służby ratownicze zareagowały błyskawicznie. Jedną z ofiar zabiera karetka, drugą śmigłowiec. Wokół wraku czerwony parawan. Już wiadomo, co to oznacza – po jakimś czasie przyjeżdża samochód zakładu pogrzebowego. Kilka godzin trwają czynności – zarówno te procesowe, jak i uprzątanie miejsca zdarzenia. Długo widać rozstawione na drodze halogeny, mające oświetlić miejsce po zapadnięciu zmroku, przypominające o tragedii, jaka się tam rozegrała.
W końcu wszystko zostaje zrobione, ruch na drodze wznowiony, laweta odjeżdża z wrakiem. Pozostaje smutek.

Oficjalne informacje o wypadku możecie znaleźć TUTAJ. Z nieoficjalnych, ludzie mówią, że samochodem podróżowali trzej bracia. Podobno drugi z poszkodowanych zmarł w szpitalu. Jeśli obie te informacje są prawdziwe, to ogrom tragedii dla tej rodziny poraża.
W internecie, jak przeważnie przy takich okazjach, debilne komentarze, które przerażają niewiele mniej. Trudno mi pojąć, a w zasadzie – w ogóle nie potrafię tego pojąć, jak komentujący w obliczu tak potwornego wydarzenia, mogą wykazywać się takim barkiem człowieczeństwa i pluć jadem pod adresem ofiar wypadku. To pokazuje tak straszną kondycję części społeczeństwa, że chce mi się płakać.

Wiadomo już, że kierowca był trzeźwy, ale tak – to bardzo możliwe, że jechali za szybko, lub że w jakiś inny sposób sami spowodowali ten wypadek. Ale są też dziesiątki innych możliwości. W chwili, w której piszę ten tekst, nie są jeszcze znane przyczyny tej tragedii. Być może wyskoczyło na drogę jakieś zwierzę, być może na szosie było rozlane coś śliskiego, być może pękła opona? Tego nie wiem, choć widziałam ten wypadek na własne oczy (jednak dopiero od momentu, w którym naszą uwagę zwrócił ten wielki huk). I na pewno nie mogą tego wiedzieć internauci, którzy wypisują odrażające słowa na fb.
A jeśli nawet faktycznie wina była po stronie kierowcy, to i tak nie upoważnia nikogo do dodawania bólu rodzinie w tym momencie tak zjadliwymi komentarzami. Jeśli to kierowca zawinił nadmierną prędkością i brawurową jazdą, to jest to zachowanie godne potępienia, które może być przestrogą dla innych i tematem do debaty nad zachowaniem młodych ludzi na drodze i sposobami na jego poprawę, ale tym zmarłym nic już życia nie przywróci, a krewnym nie przyniesie ulgi… 

Ale ja właściwie miałam pisać o czym innym. Bo całe to wydarzenie, które bardzo mną wstrząsnęło, skłoniło mnie do przemyśleń na temat SKARBU. Wyobraźcie sobie, że takowy posiadacie. A może i macie go w rzeczywistości – jakieś niezwykle cenne dzieło sztuki, drogą biżuterię, sztabkę złota, itp. Z pewnością dbacie o taki skarb, trzymacie w bezpiecznym miejscu. Z pewnością nie wdeptujecie go w błoto, nie kopiecie i nie podrzucacie jak piłkę.
A dlaczego tak często i tak wielu z nas nie dba o NAJCENNIEJSZY SKARB, jaki posiadamy – o życie
Niszczymy zdrowie złymi nawykami, nałogami, niezdrowym jedzeniem. Przemęczamy się nieraz na własne życzenie. Wpadamy w marazm. Nie rozwijamy talentów. Marnujemy dany nam czas na bzury, tracimy cenne chwile. Postępujemy ryzykownie. Czy – szalejemy za kierownicą, kusząc los.

Podkreślam, że nie wiem, czy tak było w przypadku tego konkretnego zdarzenia. Mogło tak być, mogło nie być. Ale wiemy dobrze, ze często wypadki są spowodowane właśnie zbyt brawurową jazdą i tylko taki ciąg skojarzeń doprowadził mnie do tych przemyśleń.
Rodzinie/ rodzinom ofiar ogromnie współczuję i otaczam moją modlitwą. Tylko tyle mogę zrobić. I mogę jeszcze bardziej starać się w każdej chwili cenić ten skarb, który został mi dany, bo w każdej sekundzie można go stracić. Wiem, to brzmi banalnie, ale uwierzcie, że są chwile, kiedy właśnie taki banał dociera z całą swoją mocą.

To, że wypadek ten zdarzył się tak blisko mojego domu spowodowało, że szczególnie mną wstrząsnął. Jakoś tak przywykliśmy myśleć, że własna okolica jest bezpieczna, a straszne rzeczy dzieją się gdzie indziej. A przecież równie dobrze mogłam w tamtym momencie jechać drugim pasem, gdy koziołkujące auto leciało bez kontroli po drodze. Równie dobrze mogłam iść wtedy z dzieckiem poboczem. Równie dobrze mogła tam iść inna matka z dzieckiem. Nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać, uświadomienie sobie tego jest przerażające. Ale dbanie o ten najcenniejszy skarb, jaki mamy, przynajmniej zmniejsza w jakimś stopniu ryzyko. I naszym bardzo ważnym zadaniem, jako matek, jest nauczenie naszych dzieci, by też potrafiły cenić ten skarb i o niego dbać! I by nigdy nie wsiadły za kierownicę z zamiarem popisania się, czy zaszpanowania prędkością…

 

  • Mieszkam przy bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu, mimo wielu informacji, luster, znaków, i tak wielu kierowców wymusza pierwszeństwo, dochodzi do tragedii tuż za moim oknem. 🙁

    • Ten wypadek zdarzył się właśnie na prostej drodze, przy dobrej widoczności, w takim miejscu, gdzie nikt by się nie spodziewał, więc jakoś chyba przez to jeszcze bardziej szokuje…

  • Pięknie napisane, wzruszająco… Dobrze przypomnieć sobie co jest tak naprawdę ważne…

    • Dzięki, cieszę się, że tak odbierasz ten tekst, bo chciałam wypisać swoje emocje bez popadania w patos, albo banał, o co łatwo przy takim temacie.

  • Anna Sakowicz

    Życie trzeba cenić, to prawda. Czasami jednak jakiś wariat może nam je zabrać. Brawura, alkohol niestety są częstymi przyczynami wypadków, choć oczywiście nie mówię o tym konkretnym, bo nie wiem, jak było.

    • Tak, to przeraża, że można sobie iść, czy jechać spokojnie, a i tak ktoś może w ciebie wjechać…

  • Justyna Gross

    Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić co czuje matka ofiar. W tej chwili wydaje mi się, że umarłabym z moim dzieckiem. Współczuję…

    • Mnie też ogromnie żal tej rodziny, to mieszkańcy z miejscowości obok…

  • Tyle wypadków zdarza się codziennie, że często informacje o nich przyjmujemy bardzo obojętnie… a każdy wypadek to ogromny dramat dla bliskich ofiar czy poszkodowanych.
    Tak się złożyło, że i u mnie na blogu wpis o stracie….

  • Życie dpocenia się dopiero w obliczu tragedii, niestety wiem to aż za dobrze. Mnie przeraża bezmyślność i głupota ludzka, siedząc z klawiaturą ludzie plują jadem pod informacjami o wypadkach nie majac pojęcia co faktycznie było ich przyczyną. Sami tego doświadczylismy po naszym wypadku. Najgorsze co można czytac to głupoty jakie wypisują ludzie po takich wydarzeniach, my wielokrotnie mieliśmy do czynienia ze stratą cudownych przyjaciól którzy zginęli w katastrofach i powiem szczerze bałam się czytać co ludzie za debilizmy wypisywali, nie znając poszkodowanych i ich rodzin. Mam nadzieję że kiedyś to się zmieni bo inaczej nasze społeczeństwo zdziczeje

    • Ktoś dobrze napisał na fp naszej lokalnej gazety, że możliwość komentowania pod takimi wpisami powinna być zablokowana. Oczywiście to by nie było konieczne, gdyby nie takie zdziczenie obyczajów, ale niektórzy to chyba albo serca, albo mózgu nie mają…

  • Straszna tragedia… nawet nie chcę sobie wyobrażać co może czuć rodzina… Oczywiście internauci nie myślą o tym, myślą żeby walnąć głupi komentarz i myślą, że są cool… Masakra ;/
    Wielu ludzi zapomina o swoim cennym skarbie życia, ja sama przekonałam się o tym na własnej skórze, jak z zwykłego kłucia w boku mogło przejść do tragedii… Jak to lekarz powiedział, dzień czy dwa później i nie byłoby co operować… A ja pochłonięta codziennymi obowiązkami i opieką nad dziećmi, a zwłaszcza synem, który sam by po operacji, zwyczajnie „nie miałam kiedy iść” do lekarza i bagatelizowałam sprawę, myślałam, że przejdzie samo…

    • Heh, przypomniałaś mi moją historię z „kłuciem w boku” przez którą omal nie straciłam dziecka i sama przy okazji nie umarłam… Pod koniec ciąży coś mnie strasznie kłuło w boku, ale moja lekarka to zbagatelizowała, twierdząc, że dziecko wbija mi swoją kość biodrową w to miejsce. Coś mi się nie zgadzało, bo przecież umiałam odróżnić kopanie dziecka od strasznego bólu, jakim było to kłucie, no ale w końcu nie ja jestem lekarzem… Potem okazało się, że to odklejało się łożysko, aż w końcu odkleiło się całkiem. To, że mój syn żyje i urodził się zdrowy to najprawdziwszy cud, po którym nawet lekarze nie mogli wyjść z szoku!!!

  • Niestety czasem to brak wyobraźni, czasem zwykły pech. Sama 3 tygodnie temu byłam świadkiem wypadku obok mojego domu. Niedziela- Siedziałam z dzieckiem w ogrodzie, przy piaskownicy budowaliśmy babki. Z daleka było słychać, że nadjeżdża z nadmierną prędkością samochód, który w następstwie na zakręcie traci panowanie i wpada w poślizg na poboczu. Jedzie od rowu do rowu i nagle uderza w ogrodzenie sąsiadów. Huk, biegniemy zobaczyć co się stało. Wychodzi z auta, wyrzuca do rowu butelki po piwie. Ledwo trzyma się na nogach. Pijany idiota!!!! Mało tego chce bić sąsiada, a następnie ucieka w pole kukurydzy. Cud, że akurat nikt nie szedł, co się rzadko zdarza o tej porze roku w tym miejscu. Ludzie spacerują- z dziećmi. Tragedia murowana.
    Na szczęście nic się nikomu nie stało. Kilka godzin upłynęło zanim go znaleźli, kilka zastępów straży miało pełne ręce roboty przez czyjąś głupotę.
    Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że życie jest tylko jedno. Że przez brak wyobraźni można zostać kaleką lub zrobić krzywdę niewinnym ludziom.

    • Też tak sobie właśnie myślę, że Bogu dzięki, że jacyś piesi nie szli w tym momencie w tamtym miejscu – co było bardzo prawdopodobne, bo dookoła domy, ładne sobotnie popołudnie…

  • Wiesz, jak doskonale rozumiem Twoje odczucia. Też zdarzyło mi się usłyszeć później, że pewnie to, czy tamto. Internetowi eksperci wiedzą lepiej. Smutne jest to, że nawet w obliczu tragedii nie umieją wziąć na wstrzymanie.

    • Mnie to przeraża. Bo jeszcze co innego napisać swoje przypuszczenia w kulturalny sposób, ale niektóre z komentarzy, które pojawiły się pod artykułem na fb są po prostu tak odrażające jakby przez tych ludzi jakieś bestie przemawiały :/

      • Tata mi kiedyś powiedział, że po moim wypadku, jak widział auto na angielskich blachach miał chęć w nie przywalić. Wzbierała w nim wściekłość za to co się stało. Może część z tych ludzi ma jakieś podobne przeżycia i nie wiedzą, jak sobie z nimi poradzić. Część, a pozostali to zwyczajni debile. Wybacz określenie, z perspektywy osoby, która była w środku czegoś takiego nie umiem tego inaczej nazwać.
        Ja takich odczuć nie miałam, bałam się i do dziś się boję. Za każdym razem siadając za kółkiem, a pracuję jako kierowca, myślę o moim mężu, o tym co mu się stało. Codziennie wyjeżdżając w trasę mówię sobie „Dobra Młoda, oby tylko wrócić w całości do domu”. Tylko nigdy nie spowodowało to we mnie żadnych agresywnych reakcji. Ale każdy człowiek jest inny.

        • Tak mi się przypomniało z tym autem na angielskich blachach.. ostatnio jedno takie by mnie rozwaliło, bo jego kierowca postanowił wyprzedzać tira w centrum miejscowości (!), ale że miał kierownicę, jakby po złej stronie, to musiał się wychylić całym autem na drugi pas, żeby wyjrzeć, czy nic nie jedzie… a tym drugim pasem ja akurat jechałam…

          • „Mój” skręcił w lewo bez patrzenia i zignorował znak stopu. Na prostej, poza miastem, w pełnym słońcu w samo południe. Tak, jak my często skręcamy w prawo. Nie miałam szans, jechałam z naprzeciwka.

          • Z tego, co piszesz, podejrzewam, że nie wyszłaś wtedy bez szwanku z tego, ale dobrze, że koniec końców wszystko jest ok!

          • Jest ok 🙂 Tylko powiem Ci, nie ma białych światełek i tuneli 🙂 bardziej „widzę ciemność” Teraz jest juz git.

          • Najważniejsze, że już ok!

          • Bo to powinno być zabronione. Jest lewostronny ruch i samochody do niego przystosowane, jest prawostronny i auta tez odpowiednio przystosowane do takiego. Wiem, że wielu nie podoba się taka opinia, ale mam cholernie poważne podstawy, by przy niej obstawać 🙂

          • Zgadzam się z Tobą w zupełności!

  • Piękny wpis, bardzo poruszający.
    W czasach liceum byłam naocznym świadkiem niestety śmiertelnego wypadku z udziałem pieszego. Wina leżała po obu stronach. Młody kierowca jechał po nocnej zakrapianej imprezie, natomiast pieszy przechodził w niedozwolonym miejscu.
    To było straszne, huk, krzyk a potem przerażająca cisza. Byłam pierwszą osobą która podbiegła do potrąconej osoby. Pamiętam jak zaczęłam krzyczeć do ludzi „dzwońcie na pogotowie!” Pamiętam swoją bezradność i nieme prośby do Boga. Zrobiłam wszystko co mogłam zrobić, a byłam tylko nastolatką. Gdy służby ratunkowe podjechały, a ja usiadłam na krawężniku, rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam po drugiej stronie młodego kierowce. Rozdygotanego, bladego, ściskającego kciuki z łzami płynącymi po twarzy.
    Ludzie na niego krzyczeli, a on siedział i ściskał kciuki. Gdy podszedł do niego policjant powiedział „Za zakrętem jest poczta, a ja miałem opłacić mamie rachunek.”

    • Rany, straszna historia 🙁 I przerażające, jak niewiele trzeba do tragedii, jak o nią nieraz łatwo…

  • Znam te odczucia doskonale! Kilka lat temu sami z moim mężem mieliśmy wypadek. Jadąc na pizzę w nasze auto uderzyło inne. Dwóch młodych chłopaków dosłownie nie zauważyło znaku stop i z całą siłą uderzyli w nasze auto. Doskonale pamiętam gdy moja głowa dosłownie o kilka centymetrów ominęła słupek, jeden z wielu powbijanych przy drogach. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Widziałam ten słupek,(moja głowa i połowa ciała wylądowała za boczną szybą, trzymały mnie pasy) widziałam jak się do niego przybliżam, ten huk, to szkło z szyb. I strach, o męża i o siebie. Koszmar.
    Choć to auto uderzyło w bok naszego samochodu gdzie ja siedziałam, miałam tyle szczęścia, że nie skończyło się to zbyt groźnie. Obite żebra, porozcinana głowa, masa stłuczeń i siniaków.
    Nie winie tych chłopaków, jak się potem okazało, znak stop był wspaniale zakryty krzakami, gałęziami, że dopiero w ostatniej chwili mógł kierującemu mignąć. Ale na to już za późno,
    W większości wypadków właśnie to nasze polskie drogi i masa znaków a czasem właśnie te niewidoczne stanowią największe zagrożenie.

    • Współczuję i rozumiem doskonale. My w zeszłym roku mieliśmy podobną sytuację, na szczęście przy niewielkiej prędkości, ale najstraszniejszy był dla mnie płacz mojego syna, gdy nie wiedziałam jeszcze co się stało. Mąż prowadził, a ja akurat sprawdzałam coś w telefonie, więc nawet nie widziałam, co się stało, tylko poczułam uderzenie i że lecę w bok, i że całe auto leci. A po sekundzie straszny płacz mojego dziecka. Przez te sekundy, czy ułamki sekund, nie wiem, przeleciało mi przez głowę tysiąc myśli, co mogło mu się stać. Na szczęście jedynie uderzył się głową o szybę i bardziej płakał dlatego, że się przestraszył. Ale to pierwsze wrażenie, gdy jeszcze nie wiedziałam, czy jest cały, było tak przerażające, że trudno to opisać.

      • z nami Ania na całe szczęście nie jechała. Zawsze powtarzam, że na drodze musimy uważać za samych siebie i za innych. Bo jeśli nie my popełnimy błąd, ktoś inny może to zrobić a skutki jak w wielu przypadkach mogą być straszne.
        Jak dobrze, że i wam i nam nic się nie stało !
        pozdrawiam

        • Dokładnie, w zasadzie to po wszystkim, gdy minął pierwszy szok, to byłam bardzo szczęśliwa i wdzięczna, że jedynie auto odniosło poważne obrażenia, a nie my!

  • Niestety nie wszyscy pamiętają, że najcenniejszym z najcenniejszych jest ŻYCIE. Wszyscy w pogoni za pieniądzem, za niby „szczęściem”, poświęcając siebie. Gdy przychodzi czas na refleksje jest już za późno.

    • Właśnie… Takie wydarzenia czasem to uświadamiają. Ja staram się żyć jak najbardziej świadomie się da i cenić, celebrować każdą chwilę, choć oczywiście też nie zawsze mi wychodzi.

  • Fakt, wypadki sa codziennie, ale jesli są blisko nas, odczuwamy to bardziej, staja się bardziej dotkliwe i przykre…

    • U nas, w takiej małej społeczności, gdzie wszyscy się znają, to jeszcze jakoś bardziej porusza.

  • w bliskiej rodzinie kilka lat temu wydarzyla sie podobna historia. niestety nie da sie tak na prawde juz nigdy otrzasnac po takim czyms

    • Nawet sobie nie wyobrażam, co musi czuć rodzina, bardzo współczuję.

  • Akurat dla mnie jest świeży temat – byłam o krok od takiej sytuacji
    https://jagatoja.blogspot.com/2016/05/nie-ma-mocnych-czyli-baba-za-kierownica.html

  • Dzisiaj jadąc z pracy busem ( miałam wyjazdy służbowe- nie zmieniłam miejsca pracy) naszły mnie głupie myśli. Zastanawiałam się co by się stało, gdybym nie dojechała. Mąż w pracy, Młoda w przedszkolu…wiem, że tak się nie powinno myśleć, ale jednak. Zgadzam się, życie to najcenniejszy skarb jaki mamy. Trzeba go pielęgnować, szanować i wykorzystywać najlepiej jak to możliwe! Staram się jak mogę, żeby przekazać mojej Młodej jak najlepsze instrukcje, chcę żeby była szczęśliwa i nie krzywdziła innych

    • Myślę, że tylko tyle i aż tyle możemy zrobić, żeby nauczyć nasze dzieci szanować wartość życia swojego i innych…

  • Masz rację, takie sytuacje zawsze skłaniają do głębszych przemyśleń. Ja mam taką pracę, w której często jestem uczestnikiem ludzkich dramatów. Jakieś 2 tygodnie temu reanimowaliśmy chłopaka, przywiezionego z imprezy biegowej, w której miałam wziąć udział, ale było za gorąco i zrezygnowałam, choć tym samym straciłam pieniądze za pakiet startowy. Młody, wysportowany, postawny chłopak po 30-tce, 3 razy reanimowany w przeciągu 3 godzin. Nie udało się. Zostawił kilkuletnie dziecko i żonę. Musiałam po tym trochę odpocząć psychicznie, bo w końcu sama biegam i często też biegnę ponad siły, szczególnie na tego typu biegach. Od tej pory już nie biegnę za wszelką cenę, gdy nie mam siły. Zbyt łatwo stracić ten najcenniejszy skarb – to najpiękniejsza rzecz, jaką mamy. Nie wszystko da się przewidzieć, ale czasem za bardzo kusimy los.
    Jakiś czas temu byłam też świadkiem, jak kierowca na pasach wjechał w wózek z niemowlakiem. Na szczęście nic się nie stało, tylko wózek uszkodzony. Kierowca też roztrzęsiony. Dostał lekcję, żeby nie jeździć jak wariat, a tak niestety u mnie jeżdżą. Na jedny pasie puszczają pieszego, a ci z drugiego nawet nie zwolnią, gdy jest na pasach.

    • Pracujesz na pogotowiu?!
      Podziwiam wszystkich w zawodach ratowniczych i medycznych, do tego trzeba mieć niesamowitą odporność psychiczną i chyba prawdziwe powołanie, żeby dać radę stykać się na co dzień z tyloma dramatami i się nie załamać…

  • Nigdy nic nie wiadomo…Wizja wypadków mnie ostatnio bombarduje, nie tak dalej jak wczoraj mąż mówił, że kolega jechał do pracy kilkaset kilometrów i zasnął, poszedł na czołówkę…jemu niewiele się stało, ale pasażerowie z tamtego auta wylądowali w szpitalu…takie chwile, takie sytuacje przerażają

    • Ja też na drugi dzień przeczytałam o kolejnym śmiertelnym wypadku w naszej okolicy, jeszcze smutniejszym, bo tam zginęło dziecko… 🙁

  • Życie jest bardzo cenne i powinniśmy o nie dbać, jednak niestety nie jest ono zależne tylko od nas. Choć sami staramy się bezpiecznie jeździć, dostosowując jazdę do panujących warunków i ograniczeń prędkości – może zdarzyć się tak, że trafimy na jakiegoś „wariata”, któremu obca jest bezpieczna jazda i przestrzeganie przepisów.

    • Dokładnie i to jest coś, co mnie przeraża, szczególnie zimą. Bo ja w zimie jeżdżę ostrożnie az do przesady, doprowadzając pewnie do szału innych kierowców, ale widzę często, jak inni jeżdżą jak wariaci, a na naszych górskich, oblodzonych drogach o wypadek wtedy nie trudno :/

  • Mój mąż niemalże co służba wydobywa ze strzępków aut ludzkie ciała. Wydobywa ojców i matki, co sugerują umieszczone na tylnych siedzeniach foteliki. Wydobywa dzieci. Zbyt wiele złego dzieje się na naszych drogach…. Giną niewinni ludzie, niewinne istnienia? dlaczego? bo ktoś był nieodpowiedzialny? bo kilka piwek nie zaszkodzi? bo się spieszył albo chciał odczytać sms?

    nic nie jest ważniejsze, niż ludzkie życie…

    • O, rany, podziwiam takich ludzi, którzy na co dzień zawodowo stykają się z ofiarami wypadków, muszą mieć niezwykłą odporność psychiczną i szczególne predyspozycje do takiej pracy!

    • Tacy są ludzie. Głupoty i zaniedbań jest mnóstwo. Ale i nieszczęśliwych, zwykłych wypadków jest mnóstwo. Z tego, co piszesz, nasi mężowie są tego samego zawodu. Ja właśnie tych wypadków spowodowanych zwykłym losem, który drwi z ludzkiego życia się boję. Mogę zadbać o swoje bezpieczeństwo i rodziny, mogę nawet nie natrafić na drugiego pijanego kierowcę, a zwykły zwierzak, co wyskoczył na drogę może odebrać nam życie. Nie potrzebna jest tu nawet jakaś oszałamiająca prędkość. Kiedyś mąż mi opowiadał co się dzieje w pracy. Dziś już nie rozmawiamy na ten temat, bo można się załamać i nerwicy nabawić, jakie życie ludzkie jest kruche.

      • Niektórzy rzekliby, że przeznaczenia oszukać nie można. I być może mieliby rację. Na pewno rzeczy w życiu wpływu mieć nie będziemy. Innym możemy zapobiegać.
        Mój mąż też już nie opowiada… widzę czasami po jego powrocie ze służby, że działo się coś złego. Widzę to po nim. Ale nie pytam… bo na takie pytania odpowiadać nie chce. Musi się jednak wyładować w ciągu tygodnia i sport mu w tym pomaga. Cieszę się, że znalazł sposób. Czasami przy libacji alkoholowej, na jakimś rodzinnym spotkaniu gdy ktoś próbuje coś od niego wydusić kilka słów powie… czasami zbyt mocnych chociaż to przecież jego rzeczywistość. Najlepiej jednak wychodzi kreowanie mu tego zawodu jako ciągłego lenistwa 🙂 Na pytanie, czy coś się działo na służbie ZAWSZE odpowiada: nic ciekawego. Nie wnikam więc a ludzie myślą, że w straży się tylko śpi i nic nie robi 😛

      • Znajomi mojego męża wracali w nocy z pracy i wyskoczył dzik na drogę. W takich sytuacjach odruchowo odbija się kierownicą w drugą stronę. Tylko na drugim pasie jechało auto… Jeden z nich zginął. Przez dzika…

  • Dwa lata temu w wypadku samochodowym dzień przed wigilią zginęła najlepsza koleżanka mojego brata. Miała tylko 19 lat. Jechała razem ze swoim chłopakiem i na prostej drodze wjechał w nim samochód, którzy przewozi paczki. Ile razy jadę koło tego miejsca ściska mnie w środku. Do dziś nie potrafię się otrząsnąć z tej tragedii. Dziewczyna zginęła na miejscu, a chłopak walczył o życie w szpitalu.

    • Ja teraz też jakoś dziwnie się czułam, jak jechałam obok miejsca wypadu. Wszystko znowu wygląda normalnie, tylko znicze przypominają o tym, co się stało…

  • Coś okropnego. Życie jest takie kruche. Ja bardzo często miewam takie lęki, że mimo, że wszystko jest tak pięknie, to nawet w taki ładny słoneczny dzień o jakim piszesz, kiedy jesteśmy szczęśliwi i wszystko się układa, możemy to wszystko stracić. Wielka tragedia dla rodziny…

    • Ja gdzieś tam z jednej strony mam zawsze tę świadomość, że wszystko może się stać, a z drugiej mam ogromne zaufanie do Boga, że będzie nas bezpiecznie prowadzić przez życie. I mam ku temu podstawy, bo to, że mój syn żyje jest cudem – miał niewielkie szanse, gdy w ciąży odkleiło mi się łożysko…

  • W takich sytuacjach trzeba naprawdę klasy aby nie wyładowywać emocji w przestrzeni publicznej…Ciekawe czy te osoby zjadliwie komentujące podpisały się pod swoimi słowami z imienia i nazwiska?

    ps Pewna znajoma kilka lat temu straciła w wypadku samochodowym swojego 18-letniego chrześniaka….Jechał jako pasażer, wracał z dyskoteki. Czasem jedna decyzja zmienia życie… Kierowca wymusił wtedy pierwszeństwo. Zakopianka regularnie huczy od syren, często podczas mgły i trudnych, jesiennych warunków na drodze. Dlatego warto pisać o tym czego jesteśmy świadkiem i dzielić się refleksjami. Ogromnie to przygnębiające, co musi przeżywać rodzina ofiar…

    • Tak, jak napisałam – takie rzeczy dzieją się codziennie i o jest przerażające, ale na co dzień o tym nie myślimy i chyba słusznie, bo człowiek by po prostu oszalał. Ale jak się na własne oczy widzi taką sytuację, to naprawdę szok :/

      • Kilka lat temu w mojej okolicy miał miejsce naprawdę dramatyczny wypadek. Mężczyzna wiózł żonę do szpitala
        ( poród) i naczepa auta ciezarowego z ciezkim ladunkiem samoczymnie się wypiela na wzniesieniu,ciężarówka nadjezdzala z naprzeciwka.Mezczyzna zginął na miejscu, żona przeżyła, urodziła zdrowe dziecko.To był jeden z najtragiczniejszych wypadków w mojej okolicy.Takie rzeczy się zdarzają, nie zawsze jest to wina kierowcy, choć nagminnie rozmawiają oni przez komórki, conpowinno być surowo karane

        • Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć 🙁

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Ja od pewnego czasu mam jakieś takie mocne poczucie śmiertelności. Nienawidzę jeździć autem, bezpiecznie czuję się tylko z mężem za kierownicą, a i tak jazda gdziekolwiek to dla mnie mega stres. Wole pociąg.

    • Ja w sumie zawsze mam gdzieś w głowie tę świadomość, że coś może się stać. I tak np. jak kiedyś uwielbiałam latać samolotem, to teraz po prostu bym nie wsiadła. Jakiś taki lęk…

  • U nas w Rudzie z dziesięć lat temu wydarzyła się wielka tragedia. Młodzi ludzie wracali z dyskoteki nad ranem. W aucie było 5 osób, kierowca po całej nocy spędzonej w dyskotece chyba nadal był w tanecznym nastroju, jechał za szybko i w pewnym momencie stracił panowanie nad kierownicą. Uderzył w słup znajdujący się zaraz przy wejściu na wirecki targ. Zginęli wszyscy, cała piątka młodych osób… Niewyobrażalna tragedia, której można było uniknąć…Mój mąż jest bardzo dobrym kierowcą, co nie zmienia faktu, że ostatnio boję się jeździć autem. Widuję zbyt dużo kierowców, którzy prowadzą jedną ręką, a w drugiej trzymają smartfony. Oczywiście jest to niedozwolone, ale tutaj się tym nikt nie przejmuje, chociaż statystyki mówią wyraźnie, że większość wypadków spowodowanych jest tym, że kierowcy bardziej od patrzenia na drogę są zainteresowani telefonami w ręku…

  • często dopiero w obliczu tragedii zaczynamy doceniać to co najważniejsze życie i zdrowie. A szkoda, że dopiero wtedy. Również w obliczu nieszcześcia zdajemy sobie sprawę jak wiele błędów popełniamy. Niestety, tak jak opisałaś, często czasem już jest na poprawę za późno.

    • Żyjemy tak, jakby każdy następny dzień był nam zagwarantowany, mamy swoje plany, ciągłość życia bierzemy za coś oczywistego, a tak naprawdę wszystko jest niewyobrażalnie kruche…

  • Wypadki czasem po prostu się dzieją. Pamiętam jak jeden zdarzył się dosłownie kilka metrów ode mnie. Jedna zmarła dziewczynka, jedna sparaliżowana, rodzice w żałobie i kierowca, który po prostu nie widział kierunkowskazu i nie zdążył wyhamować. Wiem, że był trzeźwy i że nie jechał za szybko, bo byłam świadkiem na tej sprawie. Po prostu miał pecha, po prostu w czasie jazdy miał chyba chwilę słabości i zabił, chociaż nie z premedytacją…. Żal mi było tej rodziny i żal kierowcy, który pewnie jest dobrym człowiekiem a ten wypadek po prostu zniszczył i jego. I nie chodzi tylko o karę wymierzoną przez są, tylko o świadomość tego, co zrobił i że musi z tym żyć….
    Dlatego staram się nie oceniać innych. Chyba, że to pijacy, dla takich niestety nie mam litości…
    Biedna rodzina, ofiary…
    Internet nie zawsze niestety jest dobrym miejscem a pod artykułami opisującymi tragedię według mnie powinna być wyłączona możliwość komentowania

    • Dlatego np. ja nie migam światłami, by ostrzec innych przed stojącą policją, jak to kierowcy mają w zwyczaju. Po naszych drogach, szczególnie na Podhalu chyba, jeździ bardzo wielu nietrzeźwych kierowców i nie chciałabym ostrzec takiego delikwenta. Trudno, niech łapią, niech łapią nawet mnie, jeśli będzie powód, ale wolę tak, niż gdyby mieli przeoczyć pijanego kierowcę, który może np. zabić przypadkowych przechodniów.
      Kiedyś jechaliśmy za takim i byliśmy świadkiem, jak zjechał na drugi pas ruchu, gdyby auto nadjeżdżające z naprzeciwka nie uciekło na pobocze (akurat miało na szczęście taką możliwość), byłaby tragedia. Dzwoniliśmy na policję, ale zanim się zebrali, tamten odjechał, a też nie chcieliśmy go gonić z dzieckiem w aucie. Mąż wysadził mnie i syna i pojechał za nim, ale przez tę chwilkę, gdy wysiadaliśmy, tamten musiał gdzieś uciec w bok, bo mąż już go nie znalazł.

      • Ja też nie migam. Kiedyś przeczytałam artykuł o tym, jak np porywacz może uprowadzić dziecko i dzięki takim migaczom właśnie uciekać skutecznie policji. I to mi głównie dało do myślenia. Zresztą… policja nie gryzie, jak się jedzie zgodnie z przepisami i w normalnym stanie.

  • do informacji o wypadkach jesteśmy już przyzwyczajeni, co innego jak widzimy taki na własne oczy, to dopiero jest przeżycie i daje dużo do myślenia, pozdrawiam

  • Niedawno byłam świadkiem wypadku, mężczyzna potrącony na pasach, którego ratował mój mąż niestety zmarł w szpitalu. My byliśmy w momencie zdarzenia kilka metrów od pasów. Przez kilka dni nie myślałam o niczym innym tylko o tym co by było gdybyśmy z jakiegoś powodu przyspieszyli krok i byli obok tego mężczyzny na pasach…. Myślałam też o jego rodzinie. Wyszedł z domu na mszę do kościoła i nigdy nie wrócił…

    • Rany, straszna historia 🙁 Takie zdarzenia naprawdę dają do myślenia…