Matka na Szczycie blog

Blogerką modową nie jestem i choć uwielbiam, naprawdę uwielbiam ciuchy, to moda z jej trendami i pogonią za tym, co na topie, mało mnie interesuje. Lubię rzeczy wyjątkowe, z charakterem, pasujące do mnie, nieważne, czy z tego, czy sprzed pięciu sezonów. Muszą mi się po prostu podobać.
Czasami jest też tak – chyba każda kobieta to zna – że ciuszki, które wyglądają szałowo, wcale nie są wygodne. Za ciasne/ za sztywne/ zbyt powłóczyste, itd. Po prostu mało komfortowe. Kiedyś sporo takich miałam w mojej szafie, ale na Szczycie nauczyłam się stawiać przede wszystkim na wygodę.

To nie tak, że był to jakiś mój świadomy wybór, po prostu Szczyt to na mnie wymusił, aż niepostrzeżenie, zaczęłam preferować właśnie taki styl. Dużo rzadziej chodzę w spódniczkach, które tutaj niebezpiecznie podfruwają na porywistym górskim wietrze. Prawie w ogóle zrezygnowałam z ulubionych kiedyś torebek do ręki, na rzecz tych wieszanych na ramieniu, poręcznych w każdej sytuacji. A najwyraźniej widać to w tym, że obecnie bardzo rzadko chadzam na obcasach, choć kiedyś praktycznie nie miałam w ogóle butów na płaskiej podeszwie. Na Szczycie jednak nie bardzo jest gdzie na szpilkach się wybrać, a do tego wyglądają one po prostu głupio w tym krajobrazie, wśród górskich traperów i trampek na nogach innych.

matkanaszzycie.pl

A ostatnio moim ulubionym ciuchem stała się najzwyklejsza koszulka. To będzie wpis właśnie o niej. Wpis niestandardowy, bo do tej pory w zakładce MODA starałam się Wam pokazywać ciuszki niezwykłe i wyjątkowe. Natomiast tym razem będzie to ciuch totalnie zwyczajny, a jednak niezwyczajny w swej prostocie, wygodzie i uniwersalności.

Katarzyna Targosz

Ciemnoszara (ostatnio coś mam fazę na szary) koszulka z napisem, wygrzebana za kilka złotych w second handzie. Wzięłam ją ze względu na napis, co by podkreślić swoją wspaniałość podczas prac domowych 😉 Myślałam, że taka właśnie „po domu” będzie. Gdy jednak pierwszy raz ją założyłam, miałam ochotę nosić cały czas. Czuję się w niej rewelacyjnie, jakby była specjalnie dla mnie szyta, a do tego okazało się, że pasuje praktycznie do wszystkiego.
To właśnie ta koszulka sprawiła, że wyciągnęłam złotą spódnicę z worka ciuchów przeznaczonych na wydanie. Nie miałam pojęcia z czym ją nosić i choć sama w sobie mi się podobała, to w zestawieniu z jakąkolwiek górą, całość wydawała mi się zbyt jarmarczna i przesadna. A ta zwykła szara, luźna koszulka zgrała się z nią idealnie!

A Wy macie swoje ulubione ciuchy, w których zawsze dobrze się czujecie?

metaliczna spódnica

Katarzyna Targosz pisarka

Matka na Szczycie

backstage

katarzynatargosz.pl