lotnisko Nowy Targ

Na Szczycie każdy dzień jest niezwykły, nawet wtedy, kiedy jest całkiem zwykły. Na Szczycie nauczyłam się doceniać każdą chwilę, choć łatwo jest doceniać, gdy ma się tak bardzo wiele.

Ale spokojnie – Wy też to macie! To moje „wiele” to przede wszystkim rodzina. Cudowna, kochana, najważniejsza na świecie rodzina – mój mąż i syn. To moje „wiele” to też każdy promień słońca, piękno przyrody, dźwięk ulubionej muzyki, smak pysznej potrawy, kwitnące letnie kwiaty, pomyślny obrót spraw, każda dobra rzecz, która wcale nie musiała mi się przydarzyć, a jednak się przydarzyła. Znacie to?

Na Szczycie nie jest łatwo (choć latem znacznie łatwiej niż zimą), ale kocham to moje życie na Szczycie całą sobą. Codziennie doceniam to, że jestem w miejscu, w którym chcę być, codziennie staram się wyciskać dzień na maksa i znajdować tyle powodów do radości, ile się tylko da. A problemy?
Oj, one są! I nawet nie wiecie ile razy dziennie zdarza mi się mówić „zaraz oszaleję” 🙂 Ale – może to skutek pisarskiej duszy – że na kłopoty patrzę jak na części składowe powieści, którą jest nasze życie.
Czym była by książka, bez intrygi? Nikt nie chciałby czytać historii, w której wszystko jest cały czas cudownie. I w życiu też wyzwania są potrzebne, pokonywanie przeciwności czyni nas silniejszymi, jest rozwijające.

Tatry panorama widoki

Oczywiście nie mówię w tym momencie o wielkich życiowych tragediach, które należą do całkiem innej kategorii problemów i nikt nie chciał by ich przechodzić. Mówię o tych codziennych życiowych problemach, które nas wciąż spotykają. I o tym, że nie ma co na siłę windować ich do rangi spraw zatruwających życie. Bo życie jest piękne 🙂

Ale ten wpis miał być w ogóle o czymś innym 🙂 Miał być o typowym dniu na Szczycie, pełnym skrajności i dynamiki. O tym, że lipcowy dzień na Szczycie rozpoczął się od wyciągania niemal zimowych ubrań. Osiem stopni, gdy wychodziliśmy rano z domu. W ruch poszły mukluki i grube kurtki. Popołudniu stopni – 26 i weź tu wytrzymaj w muklukach 🙂

lato w górach

pogoda w górach

W lipcu jesteśmy chyba nielicznymi z osób, które na Krupówki wpadają załatwić kilka ważnych spraw, a nie leniwie przechadzać się wśród straganów 🙂
Ale przy okazji można zjeść coś pysznego – na przykład węgierskiego langosza, mój przysmak, po który do tej pory musiałam jeździć na Słowację.

Langosze Zakopane

Załatwianie rejestracji samochodu, gdy musisz najpierw pokonać korek tworzony przez żąde odpoczynku tłumy, typowo obrazuje nasze wakacyjne życie na Szczycie.

W urzędzie strach. Ludzie rejestrujący auto przed nami otrzymują tablice z numerem 665. No, powiem Wam, miny mamy niewesołe. Mówię Ojcu na Szczycie, że jak będą trzy szóstki, to ma nie brać 😉 Udało nam się jednak dostać inny numer, więc jest zadowolenie.

Zakupy trzeba zrobić, ale uciekamy z zatłoczonego Zakopanego. W sezonie ciężko tam wytrzymać i naprawdę podziwiam te spacerujące Krupówkami tłumy i kierowców desperacko kręcących się w poszukiwaniu miejsc parkingowych. Trudno mówić o wypoczynku w takich warunkach. A to jeszcze nie – nomen omen – szczyt sezonu. W sierpniu jest jeszcze gorzej.

Tatry widok z Bukowiny Tatrzańskiej

Jedziemy na Nowy Targ, kolejne 20km, ale na Szczycie takie wyprawy po zakupy to norma. Lądujemy w markecie. Syn na Szczycie chce: piłeczkę, loda, ciasteczka, chochelkę, jajko niespodziankę, żelki, angry birdsa, japonki, książeczkę, chipsy, Transformersa, lakier do paznokci, colę, fantę, sprite’a, tor wyścigowy… Dobra, nie ma sensu dalej wymieniać 🙂
Matka chce parasol. Przy parasolach zawias, bo nie wiem, który wybrać. Syn na Szczycie marudzi, matka ogląda kolejne parasole. No, taki tam typowy obrazek 🙂

Idziemy dalej. Syn na Szczycie ma już Transformersa więc marudzi mniej, a matka może sobie pooglądać rzeczy w Sinsay. Nie miałam nic kupować, naprawdę nie miałam, ale takie okazje, że jak tu nie skorzystać! 🙂 W Sinsay mega przeceny, na przykład plecaki z 129zł na 24zł! No, musiałam wziąć, choć od podstawówki z plecakiem nie chodziłam 🙂
Syn na Szczycie za to wybrał mi lakier do paznokci. Powiedzenie, że ten kolor jest neonowy, to bardzo łagodne określenie, ale cóż, choć raz trzeba będzie go użyć, by sprawić dziecku przyjemność.

Plecaki Sinsay wyprzedaż

lakier do paznokci Sinsay

Wracamy do domu, gdy Syn na Szczycie pyta, czy podjedziemy na lotnisko. Właściwie, czemu nie. Kur do nakarmienia i krów do wydojenia nie mamy, żeby się do domu spieszyć (argument podsłuchany wcześniej w sklepie).
Na lotnisku – bosko! Cudowna pogoda (dobrze, że zawsze wożę w aucie buty na zmianę, bo w tych muklukach bym zeszła z gorąca), piękne widoki, latające szybowce, pyszny schabowy i plac zabaw pełen dzieci, który zajął Syna na Szczycie na kilka godzin. Ale nie myślcie, że przestał gadać, zajęty zabawą. Gadał cały czas od samego rana! Matka wróciła do domu z lekkim obłędem w oczach, ale szczęśliwa po takim zwykłym-niezwykłym dniu.

lotnisko Nowy Targ

Niby nic wyjątkowego, prawda? Zakupy, załatwianie spraw urzędowych, plac zabaw. Najbardziej niezwykłym wydarzeniem tego dnia, było dla mnie prowadzenie auta z manualną skrzynią biegów 🙂 Zadziwiające, jak człowiek szybko przyzwyczaja się do ulepszeń, a jednocześnie przez te ulepszenia się cofa. Po roku jeżdżenia z automatem, nie wiedziałam co mam robić z tym sprzęgłem! 😉

I właśnie takie drobiazgi, takie śmieszne, miłe, wymagające, czy nawet trudne zdarzenia tworzą mozaikę naszego życia. Mozaikę każdego dnia, która jest piękna i zadziwiająca w swojej różnorodności. Trzeba tylko chcieć to dostrzec!
A, gdy jeszcze na koniec dnia żegna cię taki widok, to po prostu już nie da się nie doceniać życia 🙂

* Tym razem poszłam na łatwiznę i wszystkie fotki w tym wpisie są robione telefonem, ale tak na marginesie – to szaleństwo, żeby aparat w komórce łapał taką głębię ostrości, jak na zdjęciu z lakierem do paznokci! 🙂

Panorama Tatr

  • Młody chciał lakier od paznokci?? 🙂 Swoją drogą-świetny kolor 🙂
    Takie widoki wróciły jak ja wyjechałam? 🙁
    Dobrze, że nie trafiliście na te trzy szóstki, ale tak apropo, jednak udało się zdobyc auto?? Mam nadzieję, że jest kunoodporne 🙂 Dziś powinien robal do Was dotrzeć 😉

    • Zawsze mi chce kolory lakieru wybierać i potem kończy się na całkiem zwariowanych odcieniach 🙂

      Tak, udało się z autem i okazało się, że dobrze, że z tamtym nie wyszło, bo dzięki temu trafiło się jeszcze lepsze! 🙂 Co do kuny, to jednak kupujemy brzęczyki, bo trzeba jakoś się pozbyć tego futrzanego drania! Ostatnio jeszcze ogon z silnika wystawał! Ale czmychnęła, zanim ją pies dopadł. Może i lepiej, bo litości bym nie miała i by mnie obrońcy zwierząt dojechali 😉

  • Kasiu bardzo dużo w tobie światła, dlatego tak lubię tu wracać i w ogóle lubię cię 🙂 A góry planujemy we wrześniu, zobaczymy co z tego wyjdzie z tą nasza trójką, i raczej Beskidy:)

    • Bardzo mi miło 🙂 :*
      A co do gór, to skoro już muszą być Beskidy, to jedźcie gdzieś w okolice Wadowic, wtedy się do teściów wybierzemy i też się będziemy mogły spotkać 🙂

      • Oki, to musimy to rozkminić, bo po cichu ci powiem, że jest jeszcze cicha trzecia opcja, bierzemy samolot i fruniemy do Romy. Tak tęsknię za Włochami 🙂

        • Nie powiem, fajna opcja 🙂 Ja bym bardzo chciała znów odwiedzić Wenecję, ale przyznam, że trochę się obecnie boję jeździć po świecie, bo czasy takie dziwne.

          • Czasy są bardzo trudne, niedawno dwa razy omal nie doszło do wojny światowej, a to co się dzieje w EU i na Bliskim Wschodzie to wiadomo… ale Włoch nie odpuszczę, boję się jechać do Francji bo tam istny Rammadan ,strach na ulicę wyjść i Niemcy, Anglia też już się zislamizowały, reszta jeszcze pachnie starą Europą 🙂

          • No, niestety do mojego ulubionego Wiednia też strach :/

  • pięknie tam u Was… pięknie !!! a ten langosz – nooo brzmi obiecująco bo z masłem czosnkowym jak zgaduję ? choć nigdy nie jadłam 🙂

    • Tak, z masłem czosnkowym i z serem – pycha! Polecam, jak kiedyś będziesz miała okazję spróbować 🙂

  • Telefonem???? Mam dwa smartfony (jeden służbowy), ale żaden nie robi takich zdjęć!!!!!!!!!!!! Jeju, jakie ładne. Ja też bardzo lubię takie dni, kiedy jesteśmy razem , wtedy każdy dzień jest miły, nawet jeśli są to zakupy w markecie. A najbardziej lubię, gdy wieczorem (prawie codziennie) gram z synem w piłkę. Jestem jego trenerem:-) to są najfajniejsze chwile:-)

    • Ja ostatnio, jak grałam z synem w piłkę, to tak niefortunnie kopnęłam, że o mało dziecka z nóg nie ścięłam 😉

      Dla mnie właśnie ważne przy niedawnym wyborze telefonu było to, żeby dobre zdjęcia robił, bo nie zawsze chce mi się wielki aparat targać ze sobą, a okazję do zrobienia zdjęć zdarzają się co chwilę 😉

      • Będę niedługo zmieniać, wezmę to pod uwagę, bo mój prywatny córa utopiła w misce z wodą półtora roku temu i od tamtej pory ledwo dycha, ale dycha:-)

        • U nas syn kiedyś tablet wrzucił do wanny 🙂 Po miesiącu tablet zaczął znowu działać 🙂

  • Cudowne zwykły niezwykły dzień, kocham takie właśnie dni, tyle mają nam do zaoferowania, tylko czerpać garściami tę radość i nie przejmować się drobiazgami. W Szczytowej formie! 🙂

    • Niemal każdy dzień niesie ze sobą piękne rzeczy, a zresztą może nawet każdy, tylko czasem mamy zbyt zły humor, żeby je dostrzec i docenić 🙂

  • To co ja mam powiedzieć, jak jeżdżę jednego dnia rano manualem, a po południu wsiadam w automat? To dopiero jest zabawne 😉 A co do zwykłych dni – takie są właśnie najlepsze 😉

    • To przynajmniej masz ciągłość, a ja autentycznie miałam z początku zagwozdkę żeby sobie przypomnieć, co się z tym sprzęgłem robiło 🙂 Dobrze, że nikt nie widział, jak ruszałam, bo porażka totalna, zwalniam hamulec, a auto mi nie jedzie! No, jak tak może być?! 😉 😀

      • Niby tak, ale jak automatem jadę to zdarza się wcisnąć sprzęgło, a przy manualu czasem zapominam 😉 W automacie chcę biegi zmieniać, w manualnu zapominam 😉 Wiesz jak czasem jest zabawnie? 😀

        • No tak, zakręcone takie jeżdżenie 🙂
          Ja zostanę zdecydowanie przy automacie, a Ojciec na Szczycie, jak chciał manuala, to niech się męczy 🙂 Chociaż srogą zimą pewnie się zdarzy, że się z tym manualem przeproszę, gdy będzie za dużo śniegu dla mojego „Pyzia” 🙂

  • Super zdjęcia. Ja robię zdjęcia tylko telefonem i daje radę 😉
    Wiesz, jakoś tak odkąd jestem mamą, 100 razy bardziej cieszą mnie takie małe rzeczy. Uwielbiam czuć wiatr na twarzy w ciepły dzień, uwielbiam zapach kwiatów, które mijam, odprowadzając młodą do żłobka. Cieszę się każdym jej uśmiechem i tym, że w ciągu dnia nie wydarzyła się żadna tragedia, a bezpiecznie dobrnęliśmy do wieczora. Jest fajnie 😉

    • Dokładnie!!! Świetnie to podsumowałaś! Ja też dopiero odkąd jestem mamą, w pełni doceniam życie i wszystkie małe rzeczy, które są w nim wspaniałe. I ogromnie doceniam to, o czym piszesz, a czego wiele osób niestety nie widzi, że nie jest źle! Bo na dobrą sprawę codziennie mogłoby się zdarzyć wiele strasznych rzeczy i to, że one się nie dzieją jest także powodem do radości i wdzięczności 🙂

  • Jak ja Ci zazdroszczę takiego dnia. Marzę o takim spokojnym, bez pracy 🙂

    • Z tego, co wiem, to Was teraz jakoś wakacje nad morzem czekają 🙂 Ja też już bym nad morze znowu chciała 🙂

      • na szczęście – bo już baaaaardzo potrzebuję urlopu 🙂

        • A potem, mam nadzieję, Tatry? 🙂

          • Na kilka dni w sierpniu 🙂 Taki plan mamy, ale ile z tych planów wyjdzie – ciężko powiedzieć 😉

          • No, ja nie widzę innej opcji! I obowiązkowo w tych planach musi się znaleźć spotkanie z nami! 🙂

  • Gdybym ja takie fotki moim telefonem strzelała, to bym się zgłosiła do WordPressFoto :). Ja to bym chętnie gdzieś pojechała, bo męczy mnie widok za oknem :).

    • U nas ostatnio widoki za oknem nas rozpieszczają, choć oczywiście nie wtedy, jak przyjeżdżają goście 🙂 To już norma, że jak ktoś nas odwiedza, to zawsze się góry schowają za chmurami i musimy tłumaczyć, że one naprawdę tam są 😉

  • Dla mnie tez tylko automat. A lakier chce zobaczyc na paznokciach

    • Będę musiała chyba zaprezentować, bo nie Ty jedna jesteś ciekawa efektu 🙂

  • Karola

    A ja bardzo lubię takie właśnie dni! <3
    Kiedyś nie zwracałam uwagi na takie drobne radości, jednak kilka wydarzeń z tragicznym finałem, które miały miejsce na przestrzeni lat w moim bliższym i dalszym otoczeniu, nauczyły mnie, że życie jest kruche, nie jest dane raz na zawsze i że nie warto tracić cennego czasu na oczekiwanie, że jutro, pojutrze, za miesiąc czy rok zdarzy się coś wartego uwagi, ale jeszcze nie dziś, bo dziś przecież jest takie zwyczajne. Każdego dnia uczę się czerpać radość właśnie z tej (nie)zwyczajności i cieszę się z tego, że najczęściej się udaje (bo wiadomo, jak każdy miewam i gorsze dni, ale te na szczęście szybko mijają) 🙂

    • Dokładnie, warto doceniać każdą chwilę i ze wszystkiego wyciągnąć plusy, bo zawsze jakieś plusy są 🙂

  • Chwila do chwili i z każdej wycisnąć ile się da – chociażby to miał być najcieńszy promyk słońca :*
    Oj, moje Tatry w te wakacje nie wypalą… zamieniamy na inne widoki, ale jeszcze o tym nie napiszę, napiszę jak wrócimy dopiero. Jednak korci mnie wrzesień, albo październik, żeby pooddychać jesiennym powietrzem i zobaczyć Czerwone Wierchy takie jak lubię, właśnie te jesienne, ale… ale to jeszcze tajemnica 🙂

    • Jesienią Tatry są najpiękniejsze! A i pogoda najbardziej stabilna i przyjemna, więc polecam 🙂

  • oh i nigdy nie latał, ale muszę spróbować to jest moje marzenie!

  • Jakie Ty masz tam piękne widoki 🙂 a zdjęcia to nie aparat robi zdjęcia tylko fotograf 🙂 więc Ty zrobiłabyś dobre fotki nawet tosterem :*

    • Dzięki 🙂 Chociaż sprzęt też ma znaczenie. Z mojego starego telefonu to właśnie jakość porównywalna do tostera była i teraz, wybierając nowy, zwracałam dużą uwagę na to, żeby robił dobre zdjęcia 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja tak sobie myślę, że nie sztuka cieszyć się jakimiś tam wielkimi wydarzeniami, bardzo efektownymi rozrywkami, nie wiadomo czym – prawdziwa sztuka to mieć radochę nawet z dupereli, nawet z wyjścia na drobne zakupy, nawet z ładnego widoku za oknem (a takich u Was zdecydowanie nie brakuje !) Może zabrzmi patetycznie, ale kiedy ma się przy sobie te najważniejsze, ukochane osoby – to każdy drobiazg sprawia tyle radości, co wygrana w totka – a każdy spacer zamienia się w wielką wyprawę w nieznane 🙂

    • Pięknie powiedziane! Nic nie dodaję, bo podsumowałaś temat idealnie! 🙂 <3

  • Ewelina

    Moja droga. Mieszkając w samym centrum kraju też nie jest wesoło. Zgiełk i smog. Hałas. I przede wszystkim blokowiska. Wszędzie dookoła. Wytrzymasz. Takie mieszczuchy jak ja… pragną przyrody, ciszy, małych drewnianych domków, czy to w górach czy nad morzem. Wyrwać się na 5 dni albo chociaż weekend to naładowanie baterii na kilka miesięcy. Wytrzymasz. Pozdraiwam

    • Ja jestem mega, mega szczęśliwa, że nie mieszkam w mieście 🙂

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Haha z tym gadaniem znam z doświadczenia i też zawsze wszystko chce. Nie chciałabym jechać do Zakopanego w sezonie, nie lubię tłumów.
    A Ty jak widać przygotowana na wszystko, skoro i buty na zmianę były 😉 Zwykły/niezwykły dzień, ale jaki fajny. A zdjęcia piękne, jaki masz telefon?

    • Oj, Zakopane w sezonie to jest wyzwanie ekstremalne 🙂 Chociaż czasem podskoczymy, bo z drugiej strony w sezonie tam wiele atrakcji dla dzieci jest – wesołe miasteczko, wystawy, itd.

      W tym wpisie są fotki z dwóch telefonów – Moto X Play i Samsung s7, ale wg mnie moja Motorola lepsze fotki od Samsunga robi, tylko nie mów Ojcu na Szczycie, że tak powiedziałam 😉

  • Uwielbiam Zakopane, choć wybieramy zawsze termin, aby uniknąć tłumu. Każdy zakątek Polski ma takie swoje wyjątkowe miejsce. W górach jest to dla mnie zawsze Zakopane, natomiast nad morzem to Trójmiasto

    • My niespecjalnie przepadamy za Zakopanym 🙂 Chociaż poza sezonem bywa tam przyjemnie, ale jednak wolimy spokojniejsze i mniej popularne miejscówki z naszych okolic 🙂

      • Mnie Zakopane kojarzy się z wyjazdem po naszym ślubie. Zakochane małżeństwo, górskie widoki i te knajpeczki na Krupówkach… achhhh rozmarzyłam się 😉

        • A to prawda, że są takie miejsca, które nam się miło kojarzą dzięki temu z czym są dla nas związane i na zawsze wtedy już pozostają wyjątkowe 🙂

  • Ale piękne zdjęcia! Dawno nie byłam w Zakopanem i bardzo za nim tęsknię…

    • A ja się staram teraz jak najrzadziej bywać 🙂 Ale za to jesienią jest w Zakopanym pięknie i bardzo przyjemnie, już bez wielkich tłumów.

  • Karolina

    Góry latem tak, ale Zakopane tylko w „tęsknocie” za bankomatem 😉 Denerwują mnie te tłumy, przepychający się ludzie, 15532985523125859562 niedźwiedzi, królików, Puchatków i innych stworów chcących ciągnąc moje dziecię za rękę (dają sobie spokój spotykając mój morderczy wzrok). Choć jestem z centrum Polski, jadąc na wakacje w góry czuję się jak u siebie i denerwują mnie turyści ( ci niemyślący, a to niestety większość). Zakopane tylko poza sezonem 🙂 Tak więc Katarzyno zapraszam do nas na przeceny 🙂 Objedziemy wszystkie centra handlowe, lakiery do paznokci i ptak outlet 🙂 Uwierz mi, że nadasz paczki do domu zamiast zabierać je samochodem – szczególnie jeśli masz zakupowe skłonności 🙂 Mało tego : rozumiem Cię doskonale 🙂 Czego nie mamy? Takiego placu zabaw z tak pięknym widokiem 🙂 No cudownie ! 😀
    Czego nie polecam…rejestrowania samochodu w Łodzi 🙂 Kolejki ustawiają się nad ranem i ciągną się 2 miasta dalej 😉 Tragedia.

    • Wow, no to teraz doceniłam Zakopane, bo nam tym razem rejestracja auta zajęła kilka minut 🙂
      Na zakupy mnie lepiej nie namawiaj, bo ja już miejsca w domu nie mam i stwierdziłam ostatnio, że jeśli chcę jeszcze coś kupować, to najpierw muszę zrobić wielką wyprzedaż tego, co już mam 😉

  • Teraz kiedy od kilku miesięcy w ukochane rejony mam trochę dalej miło mi będzie śledzić Twoje wpisy. To, co kiedyś na wyciągnięcie ręki, teraz tylko na zdjęciach. Oczywiście kiedyś znów zamieszkamy na Podhalu. 🙂
    Pamiętam ostatnie półtora roku spędzone pomiędzy Zakopanem i Nowym Targiem. Powrót z pracy przez Krupówki w szczycie sezonu turystycznego to prawdziwa udręka. Ale jak pięknie bywa tam we wrześniu i październiku!
    Na zdjęcia (nomen omen bardzo dobre) załapał się też „Kanarek”, jak o tym latającym ustrojstwie mówią członkowie aeroklubu. Pięknie zapozował. 🙂

    • Zgadza się – wrzesień i październik to wg mnie najpiękniejsze miesiące, a do tego można złapać oddech po wakacyjnym szaleństwie. Podrzucam mój starszy jesienno-górski wpis: http://matkanaszczycie.pl/2015/10/gory-sa-najpiekniejsze-jesienia.html
      P.S. A „kanarek” akurat, jak byliśmy, woził chętnych na loty widokowe. Samą mnie kusiło, ale jednak za bardzo się boję 😉

  • Szczyt sezonu jest w sierpniu? to mnie zaskoczyłaś…sądziłam że w lipcu. ciekawe, jakaś teoria?
    Zazdroszczę Ci tego szczytu, chociaż równocześnie strasznie podziwiam, ta zmiana aury, niewiadoma dotycząca pogody muszą strasznie hartować i na dłuższą metę na pewno nie są dla każdego.

    • Po prostu czysta obserwacja – w sierpniu są największe tłumy!
      A co do Szczytu – wszystko ma swoje plusy i minusy, na pewno życie tutaj nie jest łatwe, ale już sobie nie wyobrażam mieszkać gdziekolwiek indziej 🙂

  • Piękne widoki, piękne zdjęcia i piękne podejście do życia. Bo przecież małe rzeczy też mogą cieszyć 🙂

    • Mnie takie drobiazgi chyba właśnie cieszą najbardziej. Bo tych wielkich szczęść to jakoś nawet nie umiem ogarnąć 😉