matkanaszczycie.pl

Przeglądam naszą lokalną gazetę. Generalnie gazet nie czytam, wyjątkiem jest właśnie Tygodnik Podhalański, po który od czasu do czasu sięgam, chcąc wiedzieć co się dzieje w naszym regionie.
Widzę zdjęcie placu zabaw budowanego na wjeździe do Zakopanego. Dobrze kojarzę to miejsce, bo niedawno, przejeżdżając obok, komentowaliśmy z Ojcem na Szczycie tę inwestycję. Mówiliśmy, że fajnie, że powstaje. Tuż obok McDonalda, do którego czasem wpadamy (tak, tak, jadamy w McDonaldzie), więc będzie można tam sobie z Synem na Szczycie podejść.
W Tygodniku natomiast czytam, że okoliczni mieszkańcy oburzeni, bo jak to tak, plac zabaw zaraz przy Zakopiance, gdzie hałas i spaliny; że lepiej było trawę posiać i działkę pustą zostawić.
Może lepiej, może nie. Lokalizacja faktycznie nie jest zbyt udana, ale jak tak się zastanowić, to wokoło jeszcze bliżej tej drogi stoją domy i pensjonaty wynajmujące pokoje… Nikt nikogo nie zmusza, żeby na ten plac zabaw chodził. Tak, lepiej byłoby mieć plac zabaw w zacisznym zakątku, ale nie ma. Jest w tym. Lepiej się cieszyć, ewentualnie olać, czy zadręczać siebie i innych narzekaniami?

Kolejny przykład z tej samej gazety, bardziej drastyczny. W jej internetowym wydaniu artykuł o kilkuletnim chłopcu, który zbiera na Krupówkach pieniądze, stojąc na głowie (TUTAJ). Faktycznie, tym razem jest powód do oburzenia. Ale bulwersuje nie tylko sama opisywana sprawa. Bulwersuje również zachowanie dziennikarzy. Wywołać sensację, dać ludziom pożywkę do oburzenia, zwiększyć poczytność. W artykule wzmianka, że nikt z przechodniów nie reagował. Brak jakiejkolwiek wzmianki, by zareagował opisujący temat dziennikarz…
Narzekanie nigdy do niczego nie prowadzi. Nic nam nie da w przypadku placu zabaw w kiepskiej lokalizacji, od naszych narzekań ten plac zabaw nie przeniesie się w inne miejsce. I tu nic nie możemy zrobić. Jednak są sytuacje, w których możemy coś zrobić. Zamiast narzekać – działać. Wezwać policję, opiekę społeczną, bo według mnie rodzina, która zmusza kilkuletnie dziecko do zarabiania staniem na głowie, potrzebuje pomocy i nadzoru odpowiednich instytucji…

Inny dzień, inny temat. Tour de Pologne. Fajna sportowa impreza na światowym poziomie. Oczywiście, nie każdemu musi się podobać. Może się nawet wyjątkowo nie podobać. Ale czy tak trudno, nawet jeśli jesteś zagorzałym wrogiem sportu, a kolarze wywołują u ciebie drgawki obrzydzenia, wytrzymać ten jeden dzień w roku?
W internecie, obok entuzjastycznych lub rzeczowych relacji, pojawiły się oczywiście również narzekania. Że korki, na przykład. Tak, jakby w inne dni w Krakowie albo Zakopanym nigdy korków nie było… Że chorzy w jakimś tam szpitalu dostali obiad godzinę później niż zwykle z powodu tego wyścigu. Ale czy to jest naprawdę wina wyścigu? To szpital nie wiedział wcześniej, że utrudnienia drogowe będą i nie mógł tego jednego dnia w roku się wysilić i inaczej dostawy jedzenia zorganizować (bo domyślam się, że chodziło o to, iż z powodu zamkniętych dróg catering nie dojechał na czas, no chyba że cały personel pobiegł kolarzom kibicować)?

Dzięki Bogu, nie czuję potrzeby oglądania telewizji i słuchania radia, a nawet przejawiam pewien wstręt do tych czynności. Myślę, że dzięki temu jestem zdrowsza i spokojniejsza. Szczątkowe informacje o tym, co dzieje się w świecie, docierają do mnie jedynie z internetu. Albo od Ojca na Szczycie 🙂
Ostatnio afera, że niby coś Polacy na plaży źle robią. Wnikać co, za bardzo mi się nie chciało. Ale i na wielu blogach jakieś narzekania się przewijały.
Tak, mnie też zdarza się zbulwersować. Jak każdemu (ostatnio miało to miejsce w kościele, gdy w pierwszej  ławce siadła nastolatka w obcisłych spodenkach odsłaniających jej połowę pośladków), ale nie chce mi się  poświęcać na ten mój „bulwers” zbyt dużo czasu i energii. Mam ciekawsze rzeczy do roboty. Dlatego nie rozumiem wczasowiczów, których główną aktywnością urlopową jest bulwersowanie się, narzekanie, komentowanie i oburzanie.

Plaża brudna? Zdarza się. Mogę albo zabrać się za jej sprzątanie, albo napisać skargę do władz, albo z niej sobie iść, albo olać ten fakt. Którykolwiek wariant wybiorę, po prostu muszę go zrealizować i nie zaprzątać sobie więcej głowy tym problemem.
Turyści nieokrzesani? I kto to mówi? Inni turyści, którzy wyjechali na tydzień w roku, nagle są ekspertami od zachowań w miejscowościach wypoczynkowych. Mieszkając w miejscowości turystycznej na co dzień, mogłabym spokojnie książkę o zachowaniach odwiedzających ją turystów napisać. I tak, też nieraz denerwują mnie chamskie czy prostackie postawy, ale cóż… Wolę cieszyć się swoim życiem, niż marnować je na narzekania na coś, czego nie mogę zmienić.

Zresztą, mam wrażenie, że urlopy to cały worek tematów do narzekań. A może lepiej byłoby po prostu się nimi cieszyć, mając świadomość, że wielu ludzi sporo by oddało, żeby móc w ogóle na jakikolwiek urlop wyjechać. Nie wyszukiwać sobie na siłę powodów do niezadowolenia, co – mam wrażenie – wielu osobom weszło już w nawyk.
Woda za zimna na kąpiel? To idź, do cholery, na spacer, a nie siedź i nie narzekaj, że nie możesz popływać. Sąsiedzi z kocyka obok zbyt hałaśliwi? To weź swój kocyk i idź gdzie indziej. Oni mają takie samo prawo do bycia głośno, jak ty masz prawo do wypoczynku w ciszy.

A jak już w temacie ciszy, to kolejna sprawa – dzieci. Wraz z wakacjami znów zrobiło się głośno o przeszkadzających dzieciach  i tych, którym dzieci przeszkadzają. A prawda jest taka, że problemu by nie było, jakby każdy kierował się zdrowym rozsądkiem. Są tacy rodzice, którzy uważają, ze ich dzieci to święte krowy i wszystko im wolno. I tak samo jest wielu ludzi, którym każdy radosny pisk, każde głośniejsze słowo i każdy przejaw dziecięcej radości lub niezadowolenia od razu przeszkadza; którzy z zasady uważają obecność dzieci w „ich” przestrzeni za powód do niezadowolenia.

Każdy chciałby teraz mieć świat dopasowany do siebie. Może to skutek wszechobecnych personalizacji? Możesz spersonalizować telefon, komputer, tablet, torebkę, nawet szczoteczkę do zębów.  Wszystko możesz sobie wokół siebie ustawić po swojemu i ludzie by chcieli, żeby to obejmowało cały świat.
Plac zabaw niech mi wybudują obok domu, żeby MOJE dziecko miało blisko, ale nie za blisko, dokładnie na tyle, żeby hałas nie docierał.

Imprezy sportowe niech robią, jak najczęściej, fajnie to w TV obejrzeć z kanapy, ale broń Boże niech MI drogi nie zamykają, niech robią tam, gdzieś, u innych…
Na wakacjach niech będzie 25 stopni, kiepy na plaży tylko MOJE, bo JA mam prawo je w piasek wyrzucać, a wokół sami wykształceni ludzie z książkami filozoficznymi w dłoniach, rodziny z dziećmi niech gdzieś indziej jeżdżą, absolutnie nie tam, gdzie JA chcę wypoczywać. Ja, ja, ja… Czubek własnego nosa i tylko MOJE racje.

A nie lepiej tak się po prostu wszystkim cieszyć, zmieniać to, na co mamy wpływ i akceptować to, czego się nie da zmienić? Skupiać się nie na swoich wydumanych racjach, a na swoim życiu, swoich możliwościach i swojej radości. Tej radości nie odbiera Ci dziecko piszczące w hotelowej jadalni, korek na drodze, czy podpity dziad na plaży, tylko Twoja przesadna reakcja na te zdarzenia. Naprawdę zdecydowanie lepiej jest się cieszyć niż narzekać, zawsze i wszędzie. Działać wtedy, gdy możemy działać, by zmienić coś na lepsze. A powody zarówno do radości, jak i do narzekań, zawsze się znajdą i tylko od nas zależy, na których się skupimy!

 

  • My też jadamy w McDonald 🙂 A swoją drogą, po ostatnim zalaniu, mojej okolicy. Stwierdziłam, że ludzie potrafią tylko jęczeć zapominając o działaniu. Najlepiej żeby ktoś za nich wszystko zrobił. A narzekanie przecież nic nie kosztuje 🙁

    • Niestety, takie właśnie podejście jest coraz bardziej popularne :/

  • Anna Szpunar

    Mnie szkoda czasu na narzekanie:) Wiadomo, że nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli ale jeżeli nic nie możemy z tym zrobić to po co zaprzątać sobie tym głowę? Jeżeli możemy, to wtedy trzeba działać, takie moje skromne zdanie 😉

    • W pełni się z Tobą zgadzam i świetnie w kilku zdaniach podsumowałaś moje wywody 🙂

  • Ewiczka

    O ile piękniejszy byłby świat gdybyśmy potrafili cieszyć się z rzeczy małych. U nas niedawno do rangi skandalu urosło oddanie w dzierżawę (przez kurię) fragmentu posiadłość pod bar (podobno) – nagle podniosły się głosy, że jak tak można, przecież to zabytek itp… a jak do tej pory miejsce okupowane było przez narkomanów i inny margines społeczny to przepraszam bardzo zabytek to to nie był?
    p.s. My też jadamy w Macu 🙂

    • Mam wrażenie, że ludzie widzą tylko to, co chcą widzieć, a przeważnie są to właśnie negatywy :/

  • Świat byłby piękniejszy gdyby ludzie zamiast narzekać szukali pozytywnych stron naszej codzienności. Nasza cecha narodowa jest malkontenctwo ja wolę uśmiechnąć się do przechodnia bo dzis słoneczny dzień Nie bede kłamać mam tez i kiepskie dni ale jest ich niewiele a gdy widzę ze ktoś uśmiechnie sie do mnie powie na szlaku dzień dobry to od razu mi lepiej. Drobne gesty małe radości i życie bedzie piękne

    • Kiepskie dni ma każdy od czasu do czasu, ale co innego gorszy dzień, a co innego to, jakie się ma ogólne podejście do życia 🙂

  • Ja co prawda w Macu nie jadam, ale nie dlatego, że burżuja ze mnie, tylko po prostu jedzenia z Maca wybitnie mi nie smakuje :). Ogólnie jak zwykle zgadzam się z Tobą- obserwuję czasem ludzi, widzę ich znieczulicę, skłonności do narzekania i wieczne biadolenie i myślę sobie, że nie chcę taka być. A potem przyłapuję się na tym, że mnie zdarza się narzekać i to z powodu głupot i staram się poprawić. Swiat jest piękny, wystarczy się rozejrzeć wokół :).

    • I mnie się zdarzy ponarzekac, jak każdemu, myślę, że ważniejsze jest ogólne podejście do świata i życia, a nie to ile razy danego dnia się na coś krzywimy 😉
      Mnie np. przed chwilą złapała burza, akurat jak wybieraliśmy się do wesołego miasteczka. I też pomyślałam – cholera, czemu akurat teraz?! A potem wzięłam syna na salę zabaw 🙂

  • Karola

    Człowiek musi czasem ponarzekać, bo to ludzka cecha, a ludzi idealnych nie ma i nie da się zawsze do wszystkiego podejść tak, jak to opisałaś (z czym się zresztą w pełni zgadzam, tylko, no właśnie – nie zawsze się tak da ;)), ale kluczem tutaj jest słowo CZASEM 🙂 A większość ludzi tak już nasiąknęła tym narzekaniem, że dobrych stron praktycznie wcale nie potrafią dostrzec, wręcz przeciwnie – nawet tam, gdzie w zasadzie problemu nie ma, oni na siłę go wynajdą. Myślę, że problem tkwi też w tym, że jak się komuś w życiu kiepsko układa, wtedy próbuje się dowartościować kosztem innych, a w sumie wystarczyło by w tym swoim życiu odnaleźć punkty dodatnie i na nich się skupić, zamiast samego siebie przytłaczać minusami swojego życiowego położenia i w efekcie wywoływać w sobie frustrację i agresję wobec całego świata wokoło.

    • Jasne, w idealnym świecie nie żyjemy, każdemu się zdarza gorszy dzień, czy gorsza reakcja. Ale co innego pojedyncze reakcje, a co innego ogólny trend.

      • Karola

        Dlatego napisałam, że kluczem do całości jest słowo CZASEM 🙂 Czasem można, a nawet trzeba, bo to zdrowsze, ale jeżeli ktoś w życiu kieruje się tylko taką postawą – to już gorzej. A niestety tak się zdarza bardzo często :/ Nie mogę jechać na egzotyczne wakacje? Trudno. Fajnie by może było pojechać, ale skoro nie ma takiej opcji, fajnie umieć cieszyć się i wycieczką na przedmieścia – przykład jeden z wielu. Ludzie dziś niestety zbyt często nie potrafią cieszyć się rzeczami małymi i prostymi, a to wtedy właśnie włącza się to wszechobecne i przesadne narzekanie na wszystko i wszystkich. I jest to naprawdę smutne 🙁
        Ja, kiedy czuję, że mamy np. gorszy okres finansowy, przypominam sobie autentyczne relacje różnych osób z czasów wojny i od razu narzekanie na własną sytuację jak ręką odjął. W końcu mogło być gorzej, w końcu tak naprawdę mamy się z czego cieszyć, bo mamy siebie, dach nad głową, ciepłe łóżko, jedzenie w garnku i wolność – możemy pójść dokąd chcemy. Nie możemy polecieć na drugi koniec świata? Nie szkodzi, las 5 km od domu też jest przyjemnym miejscem do spacerowania 😉 Wielu ludziom przydałoby się odrobinkę refleksji, może wtedy też by dostrzegli, że nie ma co aż tak bardzo narzekać.

        • Dokładnie, właśnie o to chodzi – zamiast zatruwać sobie życie tym, co jest nie tak, lepiej cieszyć się z tego, co jest pozytywne!

  • O tych przeszkadzających dzieciach wszędzie czytam…… a tyle się mówi, by było więcej dzieci, bo niże demograficzne….tak źle, tak niedobrze!
    Co do kolarzy-masz rację! Jeden dzień w roku da się przezyć. U nas natomiast jest mnóstwo imprez dla biegaczy i wierz mi-tego nie da się przeżyć 🙁 Za dużo, za często i zbyt dużą część miasta blokują!

    • Bo we wszystkim ważny jest umiar, z każdej strony.

  • Jak mówią, jeszcze się taki nie urodził co wszystkim dogodził. Masz rację, najczęściej od naszej reakcji zależy skala zjawiska. Czasem niewielki problem może stać się sprawą rangi światowej. Jedno do czego się przyczepię. Rzadko korzystamy z Młodą z restauracji. Byliśmy na Helu ostatnio, przyszło nam zjeść poza domem. O ile krzyczące dzieci, aż tak bardzo mi nie przeszkadzają, to biegające między kelnerami, którzy ledwo omijają ich niosąc gorące potrawy już tak. Siedzieliśmy obok, kelnerowi ledwo udało się utrzymać gorące talerze z zupą. Serio już widziałam je na swojej głowie. Rodzice zero zainteresowania wszystkim poza swoimi talerzami. Jadąc na urlop staram się jak najwięcej skorzystać z jego uroków. Jedni przeszkadzają mi, innym ja przeszkadzam. Na wszystko jednak narzekać nie potrafię. Szkoda życia. Hejtu chciałaś, a znów mi się nie udało 🙂
    ps. czasem warto wylogować się do życia, zostawić tv, radio i internet w spokoju. Nikt człowieka nie nakręca na bzdurne afery i życie jest o wiele przyjemniejsze

    • Ja mam ten plus, że mnie niewiele rusza (na co Ojciec na Szczycie ma trochę mniej eleganckie określenie;) ), ale dzięki takiemu podejściu dużo mi lepiej na świecie 🙂
      Co do opisywanej przez Ciebie historii, to ona pokazuje właśnie ten brak rozsądku u ludzi. Pilnowanie dzieci powinno być dla rodziców czymś oczywistym, a nie dla wszystkich jest…

  • To już chyba taka polska mentalność narzekać na wszystko 🙁 Też tego nie cierpię. Za to powiem Ci jak mieszkańcy mojego osiedla postanowili rozprawić się z placem zabaw, który im przeszkadzał w pobliżu bloków. Wylali na wszystkie nowe i przybajerzone huśtawki, zjeżdżalnie itd.smołę. W tym wypadku wolałabym by pozostali tylko przy narzekaniu ;))) Szczęście plac zabaw odbudowano i zainstalowano monitoring.

    • Pomysłowość ludzka nie ma granic, szkoda, że częściej się nią wykazują w negatywnym wymiarze…

  • Nawet nie wiesz, jak bardzo zgadzam się z Twoim zdaniem. Informacje z mediów to groza, za którą podziękowałam jakiś czas temu. Narzekania płynące zewsząd, staram się pomijać milczeniem, bo szkoda się wdawać w dyskusję. Zarówno na narzekanie (no, może czasem trochę pomarudzę, ale krótko), jak i tłumaczenie marudom, że świat jest ok, zwyczajnie szkoda mi już czasu. A przecież, to od nas zależy, jakim widzimy świat. W momencie, kiedy to zrozumiałam, przekonałam się, że we wszystkim można dostrzec pozytywne strony.I trzymam się z ludźmi, którzy myślą podobnie 🙂

    • Dokładnie, ja też jakiś czas temu zrozumiałam, że w dyskusję się nie ma co wdawac, bo większość ludzi jest tak przekonana o swoich racjach i tak zaślepiona w swoich poglądach, że i tak nic do nich nie dotrze, oni nawet tego nie chcą.

      • Masz rację. Doszukiwanie się pozytywnych aspektów w różnych życiowych sytuacjach, wcale nie jest łatwe i wymaga sporo wysiłku, pracy nad sobą. Narzekać jest łatwiej. Do tych, którzy idą na łatwiznę, żadne argumenty nie docierają.

        • Myślę, że też duże znaczenie ma to , jaki kto ma charakter, a to już nie jest do końca od nas zależne. Mnie dostrzeganie tych pozytywów przychodzi ostatnio bardzo naturalnie i nawet czasem chciałabym się efektownie posmucić, ale zaraz mnie coś rozweseli i zapominam, ze planowałam być tajemniczo smętna 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Zacznę od tego,że tez jadamy w Macu – i wcale się nie kryję z tym, że to niezdrowe, tuczące żarełko uwielbiam 😉 Telewizji podobnie jak Ty nie oglądam, a radia słuchaliśmy tylko czasami podczas podróży autem – ale ostatnio Bąbel zarządził, ze on sobie woli w trasie techno słuchać (hmmm…może to i lepiej, bo mniej smętnych wieści do nas dociera). Często zdarza się, że o niektórych wydarzeniach na świecie dowiaduję się dopiero z zaprzyjaźnionych blogów albo jakąś inną „pocztą pantoflową”. Mimo to też zbyt często zdarza mi się narzekać – ale przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę i próbuję choć trochę popracować nad swoim marudnym charakterem 😉

    • Też lubię McDonalda 🙂
      Co do słuchania wiadomości, to nawet nie najgorsze są te wszystkie straszne informacje, a to, jak media je przedstawiają, z taką straszną niezdrową fascynacją każdą tragedią, rozdmuchując temat i sztucznie nakręcając atmosferę, żeby wywołać jak największe emocje u ludzi. Nie znosze tego!
      A co do narzekania, wiadomo, że każdemu się czasem zdarzy (ja właśnie narzekałam na media ;)), ale chodzi o ogólne podejście, które się ma do życia, a u niektórych polega ono na wiecznym niezadowoleniu ze wszystkiego.

  • Polska mentalność i już, nie ma lekarstwa

    • Najciekawsze jest to, że Polacy, których spotkałam zagranicą, w międzynarodowej szkole, byli tam jednym z najweselszych i najbardziej wyluzowanych narodów!

  • samira

    Co dziwne gdy mówię że u nas w tv jest oglądanych kilka programów w tym większość bajki to niektórzy dziwią się ” jakmmożna nie wiedzieć co się dzieje na świecie” -ano można. .. jestem zdrowsza od nie słuchania tej fali negatywnych informacji i nie mam zamiaru tego ani słuchać ani oglądać 🙂 Wolę bajki 😉

    • Dokładnie! Uważam tak samo! U nas w TV tylko bajki. Mnie do szczęścia niepotrzebne ani wiadomości, ani bzdurne programy rozrywkowe, które, mam wrażenie, służą do ogłupiania widzów. Nie powiem, czasem zdarza mi się, że sama mam ochotę się ogłupić i coś obejrzę, ale to tak jakoś raz na rok mnie nachodzi 🙂

  • Ja tam to tv nic nie mam, chociaz teraz jej nie mam i tez jest dobrze 😉 Kwestia tego, co sie tego lowi. A ludzie zawsze narzekali, tak juz jest i tak juz bedzie, no trudno. Ale nie ma co im tego wytykac, warto raczej zwrocic uwage na to, jak pieknie potrafia sie tez cieszyc – w tv na pewno beda pokazywac relacje ze sdm: tam bedzie masa radosci 🙂

    • Dobrze powiedziane, szkoda, że nie wszyscy potrafią tak do tego podchodzić!

  • Narzekanie i krytykowanie w mediach zawsze najlepiej się sprzedaje, oczywiście na czołówce sensacja. Przykre, że takich informacji oczekuje większość odbiorców. Zdecydowanie wolę patrzeć na kolorowe odcienie świata, znajdywać radość w drobnych czynnościach dnia codziennego, ze spokojem podchodzić do zawirowań. Przecież i tak wszystko mam przeżyć, czyć nie lepiej z uśmiechem. 🙂

    • Otóż to! Myślę podobnie 🙂

      • Najsympatyczniejszy uśmiech jest zaraz po przebudzeniu, kiedy witamy nowy dzień. 🙂

        • Ja po przebudzeniu, to akurat jestem daleka od uśmiechu, tylko po omacku idę po kawę 😉

          • U mnie zawsze spojrzenie w okno i bez względu na pogodę, jakaś pozytywna myśl na dzień dobry. A kawa oczywiście natychmiast po niej. 🙂

          • To ja bez kawy myśleć nie umiem 😉

  • Jakież to polskie 🙂 Ważne, że umiesz przejść obok zachowując uśmiech. Oby więcej nas szczęśliwych!

    • Myślę, że w wielu przypadkach wystarczy naprawdę niewiele, po prostu więcej luzu i dystansu i świat od razu staje się jaśniejszy 🙂

  • strasznie nie lubię narzekać i ludzi, którzy narzekają…a ten post taki narzekający na narzekanie 😉 no żesz 😉

    • Czy ja wiem, czy narzekajacy? Raczej zawsze staram się lekko do wszystkiego podchodzić, bo nadmierna powaga i traktowanie życia zbyt serio, to nie mój styl. I w sumie, zachowania innych mnie rzadko w ogóle ruszają, ale tym razem już tyle tych narzekań na wszystko dookoła, że nie wytrzymalam. Żal mi po prostu ludI, którzy sami, na własne życzenie zatruwają sobie życie…

  • Anna Sakowicz

    Czasami mam wrażenie, że dziennikarze to takie osobniki, których zadaniem jest rozdrażnić czytelników/widzów, a potem tylko jeszcze rzucić jakieś mięsko, by drapieżniki powalczyły. Bo fajnie jest, jak skaczemy sobie do oczu, oglądalność rośnie.
    Też zastanawiam się, Kasiu, jak Ty, dlaczego nie potrafimy doceniać tego, co mamy i po prostu cieszyć się z niewielkich rzeczy.

    • Niestety, też mam podobne odczucia, jeśli chodzi o pracowników mediów…

  • Kiedyś sporo narzekałam. Ale przyszedł momoent, że zrezygnowałam z uprawiania naszego narodowego sportu 😉 Na rzecz sportu, uśmiechu i czystej głowy wolnej od narzekania na pierdoły 🙂 Jestem szczęśliwsza a i charakter chyba mi się polepszył 🙂 Muszę Ci napisać… jesteś pięęęęęęęęękna! 🙂

    • Dzięki 🙂 :*
      I bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa 🙂 Ja też kiedyś inaczej patrzyłam na świat, wszystko przeżywałam… Może takie optymistyczne podejście przychodzi z wiekiem? A może trzeba się go z czasem nauczyć?

  • Tak bardzo podoba mi się ten tekst, że poślę go w świat! ♥ Kiedyś miewałam momenty, kiedy narzekałam, buntowałam się przeciw niesprawiedliwości losu, że mam mniej niż inni, że coś nie wyszło, że dlaczego tak, a nie inaczej… I z czasem, powoli zaczęło do mnie docierać, że ta żółć płynie ze środka, że po prostu nie warto. Chyba dojrzałam. Zaczęłam dostrzegać, że wokół jest tyle piękna, zazwyczaj takie maleńkie rzeczy, którymi należy się zachwycać i docenić to, co się ma. Bo przecież mamy tak wiele!
    Ściskam Cię, Kasiu! 🙂

    • Bardzo się cieszę i bardzo mi miło 🙂 Ja całkiem oderwana od rzeczywistości byłam przez ostatnie dni, więc dopiero teraz mam możliwość odpisać.
      Też mi się wydaje, że to kwestia dojrzałości, tego, że uczymy się odróżniać rzeczy ważne od bzdur, skupiać na tym, co istotne i po prostu doceniać życie 🙂

  • Macierzynstwo-raz!

    Polacy to taki naród, że będą ciągle na coś narzekać :/

    • Ja tego tak czarno nie widzę, Polacy, których znałam zagranicą, byli jednymi z najbardziej wesołych ludzi spośród wielu innych narodów!

  • heh.. tak to już jest 🙂 poza tym. większość ludzi zachowuje się tak, jakby lubila, że jest źle. Jak u kogoś smutno , to przychodzą po plecach klepać. A jak się uklada to albo nie reagują, albo rzucają hejtem. Ale… co tam będziemy patrzeć na innych, ważne, żebyśmy sami się cieszyli 😉 a jak ktoś woli wiecznie buczeć pod nosem – jego sprawa 😉

    • Oj, to prawda niestety. Niby przysłowie głosi, że prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie, a ja właśnie mam inne obserwacje – prawdziwy przyjaciel to ten, który potrafi się z nami cieszyć z naszych sukcesów!

  • W takich momentach na prawdę się cieszę, że nie mam telewizora ani nie czytam gazet 😀 przynajmniej się człowiek nie denerwuje 🙂

    • Rozumiem Cię doskonale, ja też się staram na ile się tylko da, odcinać od wszelkich mediów. Poza netem, oczywiście 😉

  • KaroLina

    Zdecydowanie z gazetami i tv jestem bakier.. z własnego wyboru;) Myślę, że dzięki temu jestem zdrowsza (że tak to nazwę) 🙂 Podzielam zdanie, że lepiej jest się cieszyć niż narzekać, ale czasami przyznaje, zapominam o tych małych drobnostkach i złoszczę się na byle co. Straszne tooo.. Pozdrawiam :):)

    • Każdemu zdarza się złościć o byle co, czy mieć po prostu zły dzień. We wpisie chodziło mi o ogólne podejście do życia, co jest całkiem czymś innym niż chwilowy zły nastrój 🙂

      • KaroLina

        Fakt – różnica jest i to znaczna 🙂 Nie doceniamy często tego co mamy – mi zdarza się, że o tym zapominam – ale wciąż się uczę :):) Pozdrawiam

        • Każdego dnia warto próbować 🙂 nie zawsze się uda, ale potem zawsze jest nowy dzień 🙂

  • ludzie, a zwłaszcza my polski naród mamy tendencję do narzekania. W sklepach, na ulicy ludzie spotykają się i nie mówią – co słychać u nich dobrego. Słychać markotny dialog, że to i owo jest nie takie jak trzeba, że brak pieniędzy, że nic nie wychodzi, a ten czy tamten jest beznadziejny. A jak inaczej by to wszystko wygladało gdybyśmy powiedzieli : stop ! i zaczęli rozmawiać wprost przeciwnie.

    • My kiedyś postanowiliśmy robić inaczej. Faktycznie, mieliśmy wtedy trochę problemów, z których się żaliliśmy znajomym, aż dotarło do nas, że nic nie wynika z tych naszych żali, jedynie ludzi zamęczamy. I zaczęliśmy wyszukiwać dobre strony życia, o których mogliśmy mówić. Z czasem pojawiało się ich coraz więcej, aż w końcu nie mieliśmy żadnych powodów do narzekań. Słowa mają niesamowitą moc sprawczą!

  • Od dawien dawna w mediach brakuje pozytywnych informacji. Jesteśmy wręcz bombardowani samymi aferami/katastrofami, które mają nas chyba tylko zdołować. Unikam zatem wiadomości w TV. Gdyby nie mój mąż – nie byłabym na bieżąco. Nie mogę słuchać o tych wszystkich problemach…. nie jest mi łatwo potem z taką zasłyszaną informacją się zmierzyć. To nie na moje nerwy! Zdaję sobie sprawę z tego, jakie dramaty spotykają ludzi, jak życie ludzkie jest kruche i ile okrucieństwa w dzisiejszych czasach ale ładowanie tego do głowy każdego dnia, w każdej możliwiej formie jest dla mnie nie do zniesienia…
    Chcę cieszyć się chwilą, chcę doceniać to co mam i móc przeżywać to w spokoju… Tak mi jest łatwiej – bywam egoistką ?!

    • Zgadzam się z Tobą w 100%, mam dokładnie tak samo! I też najczęściej dowiaduję się informacji ze świata od męża 😉 Choć czasami mu wyrzucam, po co on sobie głowę tym wszystkim nabija. Ja wolę nie wiedzieć, bo tak naprawę to większość z tych wiadomości i tak nie ma żadnego wpływu na moje życie, a tylko zabiera spokój.

      • Oo Oo Oooo! Dokładnie tak!
        Jeśli chodzi o te kwestie: z przyjemnością stanę się bezczelną egoistką, która mimo świadomości wybierze niewiedzę. Ale też jest w tym dobro mojej rodziny. Niektóre informacje siedzą w mojej głowie zbyt głęboko, przeżywam kwestie, na które totalnie nie mam wpływu, w nocy śnią mi się koszmary… budzę się poddenerwowana a to przecież odbija się na mojej rodzinie.
        Czy kiedyś ludzie nie byli szczęśliwsi? Bez dostępu do tv, internetu, telefonii? Dochodziły ich słuchy co dzieje się na świecie, ale skupiali się zawsze na swoich przyziemnych problemach – na codzienności.
        Mimo, że bez mediów w tych czasach żyć się nie da, to istnieje na nasze szczęście możliwość wyboru 🙂

        • Ja wręcz niektórych rzeczy nie mogę słuchać, o krzywdzie dzieci… Zbyt mocno to przeżywam, nie potrafię ogarnąć…

  • Oj, uderzyłaś w ważny temat. Też sporo o tym myślę, że strasznie roszczeniowi jesteśmy, chcemy, żeby było po naszemu, a jak jest inaczej, to się wściekamy, bez sensu. Nie wiem z czego to wynika, bo rzeczywiście rozwiązania są zazwyczaj proste…

    • Myślę, że ze specyfiki naszych czasów, nastawionych na konsumpcję i kult jednostki…

  • Do większości spraw staram się podchodzić z dystansem i nawet dziś mam taką sytuację, która innego wytrąciłaby z równowagi i krzyczałby przez telefon, ale ja nie. Trudno, będę później w domu, bo muszę załatwić coś, co ktoś inny zawalił, a miałam w planach ogarnąć dom, bo jutro mamy wesele. Wrócę później, nie będę sprzątać…. nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;-) Nie będę narzekać.

  • Karolina

    Trafiłaś nie w „10” a w „100” nawet 🙂 Ja mam identyczne podejście i uważam, że przesada w każdą stronę zdrowa nie jest, ale nie zapanujemy nad wszystkim i wszystkimi. Nie da się, tak było, jest i będzie. Przykład z dzisiaj: Biedra. Starsza babka stoi przy kasie i przeszkadzają jej koszyki zostawiane przez klientów wypakowujących towar na taśmę. Owszem…uzbierało się, ale żeby komentować 10 minut, przestawić zwracając uwagę ochronie i komentować kolejne 10 minut? No szkoda by mi było zdrowia. Drugi przykład: rozmawiałam z panią, która sprząta obiekt, w którym pracuję. Wkurzają ją korki, to, że autobus się zepsuł, czy że z winy tramwaju musi iść 10 minut zamiast jechać. Nawet wtedy kiedy się nie spieszy. Rozumiem złość, kiedy pędzimy na rozmowę o pracę, czy do lekarza na konkretną godzinę ( ja i tak wtedy staram się brać poprawkę na takie zdarzenia i wychodzę wcześniej), ale czy nie można przejść się i zrelaksować, kiedy po prostu wracamy do domu, czy mamy dużo czasu na dojście gdzieś tam? Kiedy stoimy w korku..no trudno..duże miasto, remonty, ale mam słuchawki i chętnie posłucham o Janicku, czy wyjmę książkę i dowiem się, czy bohater poślizgnął się na kupie, czy jednak nie. W kółko zrzędzenie. To nie takie, tamto złe.. Tak jak u nas w Łodzi remonty były. Ciasno, korki, rozkopy..ale czy ktoś zauważył ile ta kobita (Pani Prezydent oczywiście) włożyła w to pracy? Ile lat bałaganu poprzedników nadgoniła? Jak miasto wygląda i funkcjonuje teraz? Pracy jeszcze przed nią dużo, ale każdy kto był kiedyś w Łodzi i odwiedza ją teraz przeciera oczy i nie wierzy. Naprawdę. Jednak i tak większość narzeka…tylko po co? Jak tego nie robią to tlen do nich nie dociera?

    • Ja Ci powiem, że mieszkanie w miejscowości turystycznej w szczycie sezonu, to prawdziwa próba dla charakteru 😉 Wczoraj np., idziemy na basen, kolejka 40 minut po bilety, do tego większość osób w kolejce zgrzana, niezbyt przyjemnie pachnąca, no, nic miłego… Ale możemy albo olać basen i sobie stamtąd iść (co z Synem na Szczycie nie wchodziło w grę), albo grzecznie czekać w kolejce. Narzekanie niczego by nie zmieniło, tylko sprawiłoby, że w kolejce czekałoby się jeszcze mniej przyjemnie 😉

  • No cóż, świata nie zmienimy, jedyne co możemy zmienić to swoje podejście do niego. Każdy z nas może znaleźć powody do narzekania, tylko pytanie po co? Czy nie lepiej zwracać uwagę tylko na to co dobre i pozytywne? Narzekanie sprawia tylko, że czujemy się gorzej, a chyba nie do tego powinniśmy w życiu dążyć. Niestety, mam wrażenie, że wielu ludzi ma taki cel, a co gorsza, zaraża tym innych. Przyznam szczerze, że ja sama nie lubię otaczać się narzekającymi ludźmi, bo mam wrażenie, że wysysają ze mnie moją całą energię życiową, bo cokolwiek nie powiem, czy zrobię, to i tak im nie dogodzę. A ja wychodzę z założenia, że jak narzekasz, to zrób coś z tym, bo winnym przypadku narzekanie nie ma sensu.

  • Jesteśmy narodem, które ciągle marudzi i narzeka. Ja sama jestem z tych co ciągle narzekają 🙂 i jest mi z tym bardzo źle.

    • I ja kiedyś sporo narzekałam, aż odkryłam prawdziwość banalnego stwierdzenia – „Uśmiechnij się do świata, a świat uśmiechnie się do Cebie”. Nie chodzi o pozytywne myślenie, które jak dla mnie jest bzdurą, a o docenianie tego, co mamy i patrzenie na jasne strony, których nie brakuje 🙂

  • Natalia Jaranowska

    Między innymi przez to nasze narzekanie narodowe w grudniu mija 3 lata od kiedy wyjechałam z Pl. życie jest zbyt piękne, żeby tracić czas na bzdury! 🙂

    • Co ciekawe – Polacy, których znałam na emigracji, byli bardzo radosną społecznością!

  • Gosia

    Oj tak narzekanie u nas to standard zawsze znajdzie się taki co będzie narzekał choć tak naprawdę nie ma na co.

    • A wystarczy popatrzeć na te jaśniejsze strony, bo naprawdę wiele jest powodów do radości i wdzięczności 🙂