Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka

Już zapewne wszyscy zdążyliście wielokrotnie usłyszeć o mojej najnowszej książce, tym razem skierowanej do najmłodszych czytelników – o „Aniołku Gabrysiu i Szymku Rozrabiace” (Wydawnictwo eSPe), której premiera odbyła się w pierwszy dzień tegorocznej wiosny.
Nieco o kulisach jej powstawania mówiłam już w wywiadzie przeprowadzonym przez Kasię z Books&Babies (TUTAJ), nieco zostało ujawnione w audycji radiowej przez panią Marię Wojciechowską, przedstawicielkę mojego Wydawcy, wiele zostało powiedziane w recenzjach, jednak cały czas zbierałam się do tego, by dodać jeszcze kilka słów, tak od siebie.

Aniołek Gabryś I Szymek Rozrabiaka Katarzyna Targosz

Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka eSPe

Wszystko zaczęło się od Zwierzaków Pocieszaków (TUTAJ i TUTAJ) przy których praca pokazała mi, jaką frajdę daje pisanie dla dzieci.
Tworzenie bajek jest zdecydowanie łatwiejsze niż pisanie powieści. Zajmuje zdecydowanie mniej czasu. Daje innego rodzaju satysfakcję. Przynosi dużo radości, choć muszę powiedzieć, że pisanie powieści zawsze będzie dla mnie numerem jeden. Bajka jest bardziej konstrukcją, którą tworzę, powieść natomiast jest fragmentem mojej duszy włożonej w dane dzieło. Jest osobista, silniej ze mną związana.

Katarzyna Targosz książki

Nie jest jednak tak, że w bajki nie wkładam części siebie. Również wynikają one, jak w przypadku moich książek dla dorosłych, z moich osobistych doświadczeń, emocji i przekonań, tylko bardziej przefiltrowanych, zamkniętych w ramki przemyślanej konstrukcji.

I tak właśnie powstał „Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka”. Skąd wziął się ten drugi bohater, chyba nie muszę moim czytelnikom tłumaczyć 😉
Co się zaś tyczy aniołka – w moim życiu wielokrotnie doświadczałam opieki Aniołów Stróżów (czy to w przypadku moim, czy członków mojej rodziny) i obdarzam te postacie wyjątkowym kultem. Są dla mnie bardzo ważne, realne, wręcz namacalne. A mojemu Aniołowi Stróżowi naprawdę ogromnie wiele zawdzięczam 🙂

Aniołek Gabryś Katarzyna Targosz

Co konkretnie było moją inspiracją do stworzenia tej baki – o tym mówiłam we wspomnianym wyżej wywiadzie u Books&Babies.
Główną ideą, jaka mi przyświecała, było nie tylko zapoznanie dzieci z postacią Anioła Stróża, ale przede wszystkim pokazanie im, że posiadanie tego boskiego ochroniarza nie zwalnia nas z odpowiedzialności za nasze czyny.
Pragnęłam też opowiedzieć o tym, czego sama nieraz doświadczyłam – że Anioł Stróż niekoniecznie głaszcze nas po główkach i podkłada płatki róż pod nasze stopy, ale czasem może też nami wstrząsnąć i nieźle nas nastraszyć, żebyśmy się opamiętali 🙂

Niezmiernie cieszą mnie wszystkie pozytywne opinie na temat książeczki, które do mnie docierają od czytelników. Jest mi również bardzo miło, że podobają Wam się ilustracje, ponieważ mam do nich bardzo osobisty stosunek. A to dlatego, że ich autorką jest… moja mama 🙂

Bajka o aniołku

Życzę wszystkim wielu miłych chwil spędzonych z „Aniołkiem Gabrysiem”, a także mocy anielskiej opieki na co dzień!
A teraz… zapraszam Was na anielski konkurs!

Konkurs z Aniołkiem Gabrysiem

Ponieważ okazji do wygrania samej książeczki było już kilka, to u mnie zamiast tego – możliwość zdobycia anielskich gadżetów 🙂
Moje pasje łączą się i przenikają, a z jednej wynikają następne – i tak właśnie powstała nowa kolekcja mojej autorskiej biżuterii, w której jedną z głównych ról grają właśnie anioły!
I tymi aniołami pragnę Was teraz obdarować 🙂

Anielski konkurs

Biżuteria z aniołami

Biżuteria z kaboszonów

Pierścionek anioł

Anioł Stróż Medalik

ZASADY:
1. Konkurs jest przeznaczony dla fanów Matki na Szczycie, więc upewnijcie się, czy na pewno lubicie mój fp (TUTAJ).
2. Będzie mi miło, jeśli udostępnicie plakat konkursowy (TUTAJ), ale nie jest to warunkiem koniecznym do udziału w konkursie.
3. Konkurs polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie konkursowe w komentarzu pod tym wpisem (pytanie poniżej).
4. Konkurs trwa od 5 maja 2016 do 15 maja 2016. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu i fb dnia 16 maja 2016.
5. Zwycięzcy:
Spośród wszystkich odpowiedzi zostanie przeze mnie wybrana jedna, której autor/autorka otrzyma nagrodę główną – komplet biżuterii (3 wzory do wyboru) i zestaw anielskich gadżetów.
Przewiduję także wyróżnienia, nagrodzone anielskimi gadżetami 🙂

Anioł Stróż

Śpiący Aniołek
6. Nagrody:
Nagrodą główną jest zestaw anielskich gadżetów + komplet wykonanej przeze mnie anielskiej biżuterii.
Zwycięzcy będzie przysługiwało prawo wyboru jednego z trzech kompletów biżuterii wchodzącej w skład nagrody głównej:
a) anioł grający na trąbce – medalion + pierścionek/
b) śpiący anioł – medalion + kolczyki/
c) anioł grający na harfie – medalion + kolczyki.

Medalion z aniołem

Biżuteria z kaboszonów

Anioły biżuteria

PYTANIE KONKURSOWE:
Z tekstu dowiedzieliście się, jakie znaczenie mają dla mnie anioły,  a teraz ja pragnę się dowiedzieć – jaką rolę anioły odgrywają w Waszym życiu?

Anielska biżuteria

  • Anioły otaczają mnie swoją opieką, kiedy mam gorszy dzień, smutno mi, choruję ja lub moi bliscy, ale również dzielą ze mną szczęście dnia codziennego, pozwalają dostrzec radość w najdrobniejszych aspektach życia, kierują w stronę ludzkich serc. 🙂

    • Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

      • Powodzenia wszystkim biorącym w niej udział. 🙂

        • 🙂
          Zawsze wszystkich zachęcam do udziału, ale to robię chyba trochę sobie na przekór, bo potem zawsze ogromny problem z wyborem zwycięzcy mam 🙂

  • Jejku Kochana ale Ty zdolna jesteś. Normalnie widząc coraz to nowe dzieła, mam ogromne kompleksy:) Moją opinię o książeczce już znasz- skradła nasze serca :*
    Rola aniołów w naszym życiu. Opowiem jak to widzi Młoda. Zanim się urodziliśmy byliśmy aniołkami. Później żyjemy na ziemi a nami opiekują się aniołki z nieba i osoby, które umarły ( ostatnio temat śmierci poruszyliśmy, po pogrzebie babci mojej). No i my sobie żyjemy a później umieramy i wreszcie ( słowa dziecka mego) docieramy do aniołków. Możemy sobie z nimi poplotkować, zejść na ziemię i się kimś opiekować ( po lekturze Twojej książeczki takie wnioski). Podsumowując wszyscy jesteśmy aniołami, tylko niektórym rogi wyrastają w ziemskim życiu- to już ode mnie dopisek 🙂

    • Dzięki za miłe słowa i dołączenie do zabawy 🙂

  • Widzi Sie

    (poza konkursem)
    Są. Nie ma większej roli od tej.

  • Magda

    Kasiu, Twoje talenty zachwycają!!! Biżuteria jest iście BOSKA! Zabieram się za tworzenie konkursowej odpowiedzi 😀 Buźka :*

    • Dziękuję, miło mi, że się podobają i zapraszam do zabawy 🙂

      • P.S. Myślę, że „Boska Biżuteria” to pięknie dobrana nazwa dla tych moich dzieł 🙂

  • Wiesz co? Ja z dzieciństwa pamiętam ten obrazek, na którym dwoje dzieci przechodzi przez most, który ma wyrwaną jedną deskę. Dzieci się wahają, ale za nimi stoi anioł stróż i choć obraz tego nie pokaże. To wiedziałam, że dzieci to czują i uda im się przejść bezpiecznie na drugą stronę. I tak jest przez całe moje życie. Wiem, że jest, że pomaga i dwa razy uratował życie, ale jest niewidoczny:) I nie musi być, najważniejsze, że czuwa:)

    • Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Marzena Kluska

    Ja Kasiu niedawno wspominałam na Twoim fp o obrazku z aniołem do którego mam duży sentyment. Ale dzisiaj chciałam wspomnieć o innym aniołku jaki odegrał rolę w moim życiu. Otóż w domu mieliśmy z bratem małego „plastikowego aniołka” na sankach który co roku wisiał u nas na choince. I jako dzieci (ja i mój brat) wymyśliliśmy niewinną zabawę w chowanie aniołka na choince, coś jak zabawa w „ciepło-zimno”, jeden chował aniołka, a drugi go później szukał i tak na zmianę. Potrafiliśmy się w nią bawić czasem godzinami. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, iż ta zabawa przerodziła się w coroczną tradycję. I tak przy każdym ubieraniu choinki na święta najpierw szukaliśmy aniołka czy nie zginął wśród ogromnej ilości ozdób świątecznych. I tak co roku aż do momenty gdy każdy poszedł w swoją stronę… Dlatego jak w tym roku poleciałam do Polski na święta (a nie byłam już parę lat, gdyż zawsze spędzamy je w Norwegii) podczas ubierania choinki u mamy – znalazłam w pudłach z ozdobami naszego aniołka  (nie muszę chyba mówić jaka była moja radość). Gdy na drugi dzień poszłam pomóc ubierać choinkę do brata i bratowej którzy teraz mieszkają piętro wyżej nad rodzicami to wspomniałam bratu, że znalazłam aniołka. Reakcja brata: „idź szybko po niego! Trzeba schować aniołka w końcu to tradycja” – łezka mi się zakręciła. Bratowa nie bardzo wiedziała o co nam chodzi i trochę się z nas śmiała, że zachowujemy się jak dzieci. Ale dla nas to było coś więcej niż zabawa, to wspomnienie lat młodości, beztroski i wspólnych świąt kiedy byliśmy wszyscy razem, a nie rozrzuceni w różnych miejscach. Dla mnie to taki mały symbol magicznych świąt. Taka dziecięca radość jak trzymaliśmy w tym roku naszego „plastikowego aniołka”, odżyły wspomnienia gdy brat opowiadał jego historie swojej żonie i o tej naszej małej rodzinnej, świątecznej tradycji 

    PS: Mam zdjęcie aniołka robione jakieś 15 lat temu pierwszym telefonem z aparatem który dostałam (dlatego mało wyraźny). A sam aniołek ma ok 25 lat bo mniej więcej od tego momentu pamiętam, że wisiał u nas na choince. Myślę, że czuwa nad nami do dzisiaj 😉 I trwają dyskusje w którym domu ma wisieć na choince hehe, jak na razie zostaje u rodziców, żeby było sprawiedliwie 

    I taką oto rolę odegrał w moim życiu mały „plastikowy aniołek”

    • Piękna tradycja! Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Kobieta wielu talentów:) a konkurs z książeczką do wygrania będzie?;)

    • Na razie nie planuję, ale kto wie 🙂

  • To prawda, że Anioły na strzegą:) Ja w ogóle słyszałam taką opinię, że dzieci widzą najprawdziwsze Anioły kiedy są małe i dopiero z czasem przestają je widzieć, ale zawsze czujemy i doświadczamy ich obecności…Na przykład w momentach kiedy niebezpieczeństwo było o krok od nas…

    • W pełni się zgadzam z tą opinią, bo sama tego kilka razy doświadczyłam 🙂

  • Ula Opaczyńska

    O mamo pytanie bardzo osobiste…a dlaczego bo sporo się przeszło mimo wieku… Anioły mnie strzegły i to nie raz widziałam w swoim życiu choć było zagmatwane i to bardzo. W wieku 21 lat śmiertelnie zakochana opuściłam dom i zamieszkałam z ówczesnym partnerem choć miłość przetrwała 6 lat. Ciężkich lat 3 przed ślubem i 3 po… Zawsze były syt.odczuwalne, że ktoś nade mną czuwa :] wiem, że to głupie ale tak jest do tej pory :] wiecie moim talizmanem jest mały obrazek od cioci Anastazji Anioł Stróż a z tyłu dedykacja ma tyle co ja :] koszmarnie wymięty ale pomógł podjąć mi ważne decyzje dot.rozwodu. Siłę czerpałam z modlitwy i z tego obrazka w portfelu był zawsze. Rozwód ciężki bo mąż znęcał się nade mną ale w oczach innych no super przystojny dżentelmen :/ ja byłam tą złą i kiedy myślałam, że już gorzej być nie może moim Stróżem okazał sie policjant który uwierzył i pomógł mi… I nie nie jestem z nim :] Rozwód 2 rozprawy i nagle z osoby która „nie pozwolę ci odejść chyba, że sam tak zdecyduję” zdecydował, że nie ma problemu :] Skrzydełka mi urosły <3 <3 <3 a poza aniołami wierzę, że coś jest i troszczy się a kolejny dowód to będzie mieć w czerwcu 2 latka na to moje małe szczęście czekałam 10 lat. Nikt chyba nie docenia ciąży tak bardzo jak kobieta która pragnie a nie może… A tu nagle nasza sąsiadka na prezent ślubny dała nam mszę w Leśniowie :] modliłam się tak bardzo <3 i jest MÓJ MAŁY PRYWATNY CUD… to tyle wiele mogłabym jeszcze napisać ale słowa są zbędne <3

    • To wcale nie głupie, tylko bardzo mądre! 🙂 Anioł Stróż zawsze czuwa! 🙂
      Dzięki za dołączenie do zabawy!

  • Utalentowana i piękna kobieta z Ciebie. Zachwycasz biżuterią i słowem. A co do aniołów to zawsze bedę pamiętać modlitwę Aniele stróżu…. bo chyba ktoś nade mną czuwa

    • Dziękuję za miłe słowa :*
      A co do drugiej części Twojej wypowiedzi, to jestem pewna, że tak właśnie jest! 🙂

  • Mój Anioł Stróż odgrywa ogromną rolę w moim życiu. Prawdopodobnie odgrywał ją odkąd się urodziłam, ale świadomie zdałam sobie sprawę z jego istnienia dopiero wtedy, gdy skończyłam 6 lat. Któregoś grudniowego popołudnia wybierałam się z tatą w odwiedziny do babci i dziadka. Było to w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Jak zwykle wsiadłam do samochodu, zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam zapinać pasy bezpieczeństwa. Nagle usłyszałam wyraźny głos, mówiący do mnie: „Nie jedź, bo będzie wypadek”. Byłam w szoku, bo obok mnie nikogo nie było. Tata poszedł do domu po bagaż, a ja siedziałam tam sama i czekałam na niego. Ulicą nikt nie szedł. Głos był jednak tak głośny i tak wyraźny, niesamowicie sugestywny, że wciąż się rozglądałam, pewna, że ktoś musi być w pobliżu i że to on musiał to do mnie powiedzieć. Mimo że głosu nie usłyszałam uszami. Było bardziej tak, jakbym usłyszała go w swojej głowie. Ale tak głośno, jakby ktoś stał obok i powiedział mi to prosto w ucho. Siedziałam jak skamieniała przez długą chwilę. A potem powiedziałam sobie: „Eeee tam, jaki wypadek! Nie będzie żadnego wypadku! Coś mi się zdawało!”. W minutę później wrócił tata, włożył rzeczy do bagażnika, wsiadł, zapiął pasy i ruszył. A ja, pełna złych przeczuć i pewności, że źle robię, nie powiedziałam mu ani słowa o tym, co słyszałam. Ruszyliśmy i przez większą część ponad dwugodzinnej drogi było wszystko OK. Pod koniec trasy nudziłam się, więc tata dał mi jakąś monetę do zabawy. Bawiłam się nią, aż w pewnym momencie wsadziłam ją w jakąś szparę, przez co utknęła i nie mogłam jej wyjąć. Zaczęłam narzekać, bo czułam się winna, że przeze mnie utknęła. Tata powiedział, żebym się nie przejmowała i że zaraz znajdzie mi inną. Przed nami droga była prawie pusta, asfalt był czarny, nie było widać żadnego lodu. Tata sięgnął jedną ręką po portfel i… w parę sekund później zdałam sobie sprawę, że siedzę głową w dół. Przez chwilę nie miałam pojęcia, co się stało. Potem usłyszałam pytanie taty o to, czy nic mi się nie stało. Pokazałam mu krew na dłoni. Okazało się, że zbita szyba skaleczyła tatę w rękę, o którą jakoś się otarłam dłonią – stąd ta krew. Sama nie miałam nawet zadrapania. Tacie, oprócz lekkiego skaleczenia, też nic się nie stało. Ale samochód nieźle ucierpiał. Okazało się, że wpadł w poślizg, bardzo mocny, a potem przekoziołkował na dach i wylądował na poboczu. Na szczęście z naprzeciwka nic wtedy nie jechało. Do tej pory nie wiem, jak to się stało i nie umiem sobie tego wyobrazić. Stało się to niesamowicie szybko. W ogóle nie pamiętam samego poślizgu, tylko tyle, że w jednej chwili rozmawialiśmy, a w następnej wisiałam głową w dół. Podobno w tym miejscu wypadków było dość sporo, robi się tam tzw. czarny lód na asfalcie, w ogóle go nie widać, co sprzyja wypadkom. Teraz stoi tam chyba nawet jakiś Czarny Punkt. Pamiętam, że tata wydostał się z samochodu, a potem otworzył drzwi od strony pasażera i wydobył mnie ze środka. Długą chwilę staliśmy na poboczu, próbując kogoś zatrzymać. To było tuż przed świętami, ale każdy kolejny przejeżdżający totalnie nas olewał. W końcu, gdy zaczynałam już szczękać zębami zarówno z powodu szoku, jak i z zimna, zatrzymała się jakaś rodzina. Okazało się, że mieszkają kilka kilometrów dalej. Zabrali mnie i tatę do siebie, zostawili mnie przy piecu, żebym się nagrzała i dali mi coś do picia. Tata pojechał z nimi z powrotem po samochód. Okazało się, że jest zdolny do jazdy, tyle tylko że wygląda okropnie, więc w jakieś pół h później pojechaliśmy dalej. Na szczęście mieliśmy już bardzo blisko do dziadków. Cały ten czas byłam w szoku. Pamiętam, że się trzęsłam. Mówiłam innym, że to z zimna, bo wstyd mi się było przyznać, że głównie ze strachu. I trochę z poczucia winy. Dopiero u dziadków się uspokoiłam. Dwa dni później wróciliśmy do domu pociągiem, bo tata zostawił auto w jakimś warsztacie. Moja mama przeżyła niesamowity wstrząs, gdy zadzwoniłam do drzwi (tata został w tyle, bo dźwigał bagaż) i gdy otworzyła, ja wypaliłam: „Mamo! A wiesz? Wypadek był!”… To było jeszcze w czasach sprzed telefonów komórkowych… 😉 W domu nie mieliśmy nawet stacjonarnego, więc mama nie miała pojęcia o tym, co się z nami działo. Opowiedziałam im później o tym, co słyszałam przed wyjazdem, a oni na to, bardzo zaskoczeni, że to musiał być głos mojego Anioła Stróża, który ostrzegał mnie przed tym, co ma nastąpić. Od tamtej pory do niego czasem mówiłam. Nigdy nie zastanawiałam się, czy słucha, wydawało mi się to oczywiste. Z czasem zaczęłam go również słyszeć. Nie tak, jak wtedy, przed wypadkiem. Bardziej cicho. Czasami tylko czułam jego emocje, to, co chce powiedzieć. Jakoś tak telepatycznie. Wiedziałam, kiedy się na mnie gniewa i uważa, że robię coś źle. Czułam czasami, że jest ze mnie zadowolony, że się z czegoś cieszy itp. Na ogół mówi do mnie cicho, gdy mnie przed czymś ostrzega, ale robi to jakoś tak delikatnie, że nie zawsze do mnie dociera, że powinnam go posłuchać. Czasami wmawiam sobie, że moje widzimisię jest ważniejsze, robię coś po swojemu, ale zawsze źle na tym wychodzę. Czasem, gdy się zastanawiam nad elementami mojej własnej przyszłości, on mi ją pokazuje. Np. kiedyś bardzo się stresowałam, że nie będę mieć dzieci. Planowałam sobie, że o dziecko będę się starać w rok po ślubie. Zaczęłam się jednak stresować, że może to za późno, bo miałam 28 lat, gdy wyszłam za mąż… A teraz tyle osób ma problemy z zajściem w ciążę… I wtedy on pokazał mi jakiś urywek mojej przyszłości. Zobaczyłam siebie, moją córkę i syna. Miałam świadomość, że mam 46 lat, choć wyglądałam na znacznie mniej. Córka miała 16 lat, a synek ok. 13 lat. Nie wiem, skąd to wiedziałam – po prostu w jakiś sposób było to dla mnie oczywiste. Od tamtej pory, gdy rodzice lub teściowie mówili mi, że chcą mieć wnuki (a zaczęli dość szybko po naszym ślubie), to ja mówiłam im: spokojnie, jak skończę 30-stkę, to urodzę córkę. Oni się ze mnie śmiali, że skąd niby mogę wiedzieć… Śmiali się, dopóki nie zaszłam w ciążę i nie okazało się na USG, że to dziewczynka. Urodziłam w 6 dni po własnym 30-stych urodzinach. Od tamtej pory mi wierzą, gdy mówię o czymś, co dotyczy mojej własnej przyszłości… 😉 Nie wiem, czy w przyszłym roku faktycznie urodzę synka. Na razie się o dziecko nie staram. Ale kto wie, może jesienią…? 😉
    Myślę, że mogę powiedzieć, że ja i mój Anioł Stróż jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Mój mąż się ze mnie nabija, że mam Niewidzialnego Wyimaginowanego Przyjaciela, ale ja wiem swoje… 😉 Czuję jego obecność przy mnie…. 🙂
    Pozdrawiam,
    Monika (profil FB: https://www.facebook.com/SolMonique)

    • Rany, prawie się popłakałam! A to dlatego, że niesamowicie wstrzeliłaś się tą historią w moje ostatnie przeżycia! Dosłownie dwa dni temu, gdy jechałam autem nagle, ni z tego, ni z owego naszło mnie niezwykle silne przeczucie, że jak pojadę trasą, którą miałam jechać, to będę mieć wypadek na skrzyżowaniu. I taki silny impuls żebym jechała okrężną drogą. Z początku chciałam to zignorować, bo okrężna droga jest dwa razy dłuższa, a ja się dość spieszyłam, ale to uczucie było tak silne, że gdy dojechałam do miejsca, w którym był skręt na tę drugą trasę, to niemal jakby ktoś za mnie w niego skręcił. Nie wiem, czy faktycznie miałabym wypadek, gdybym pojechała tak, jak planowałam, ale cieszę się, że jednak, wbrew logice, posłuchałam tamtego głosu. A teraz Ty pojawiasz się z tą historią!!! Aż mnie ciarki przeszły!
      P.S. Współczuję tego, co musiałaś wtedy przejść, ale najważniejsze, że Anioł Stróż czuwał do końca i nic poważnego Wam się nie stało!

      • Też się cieszę, że nic nam się wtedy nie stało, ale jakoś wciąż mam wyrzuty sumienia, że wtedy w ogóle pojechałam… Mam wrażenie, że wypadek był przeze mnie, bo gdybym nie odwróciła uwagi taty, to pewnie by jakoś zapanował nad autem i nic by się nie stało. No ale grunt, że nie stało się nic naprawdę poważnego… 😉

        Mąż mi kiedyś opowiadał, że przechodził przez ulicę na ruchliwym skrzyżowaniu, na światłach. Akurat zmieniło się na zielone i chciał przejść, ale poczuł, jakby go ktoś złapał za koszulę z tyłu i pociągnął w tył, tak że aż się zatoczył i przez to został w miejscu. Nawet się rozejrzał, ale za nim nikogo nie było. Poczuł się dziwnie i już wyciągnął nogę, by normalnie iść dalej. I wtedy usłyszał rumor. Okazało się, że jechał tylko jeden samochód, ale akurat wtedy, gdy on miał wcześniej przejść na pasach przed tym samochodem, kierowca dostał jakiegoś ataku serca czy udaru, w każdym razie stracił przytomność za kierownicą, a przez to na pasach się nie zatrzymał. Kierownica trochę skręciła i auto łupnęło w jakiś znak drogowy, co je zatrzymało. Gdyby on wtedy przeszedł na pasach tak, jak zamierzał, to samochód by wjechał prosto na niego, a tak nic mu się nie stało. I jeszcze karetkę wezwał do tego kierowcy. Powiedział, że miał wrażenie, jakby go Anioł szarpnął w tył, żeby został w miejscu i nie przeszedł na tych pasach.

        Ja jakoś wierzę, że nie ma przypadków. Że wszystko się ze sobą łączy i jedno prowadzi do drugiego. Mam wrażenie, że my na ogół nie widzimy tego ciągu przyczynowo-skutkowego, który prowadzi do jakiegoś zdarzenia. Aniołowie je widzą w większej rozciągłości i dlatego są w stanie nas przed czymś ostrzec, niestety nie zawsze słuchamy… 😉 Myślę, że to nie przypadek, że akurat trafiłam tutaj i Ci opisałam tę historię (którą opowiedziałam wcześniej tylko dwóm osobom oprócz rodziców przez całe moje życie), w dodatku zaraz po tym, jak Tobie się coś podobnego przytrafiło… 😉

        • Też uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swój sens, który czasami potrafimy po czasie dostrzec, a czasem nigdy nie zrozumiemy, ale mam ogromne zaufanie do tego, że wszystko toczy się właśnie tak, jak powinno 🙂
          Zresztą właśnie o tym jest moja powieść „Jesień w Brukseli” 🙂

          • P.S. Wydaje mi się, że niepotrzebnie gryziesz się poczuciem winy. Różne rzeczy się zdarzają, ale przecież rzadko jest w tym nasz celowy udział. Po czasie zawsze się myśli „a trzeba było to, czy tamo”, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i z tego trzeba się cieszyć!

  • Aniołek Gabryś mnie rozczulił, jeszcze niejeden raz przeczytam go Gai! A biżuteria to arcydzieło!

    • Bardzo, bardzo się cieszę i życzę Wam wielu pięknych chwil z Aniołkiem Gabrysiem :* 🙂

      • Dziękuję Kasiu, już kilkakrotnie czytałam go Gai przed snem :). Jest naprawdę piękny i nawet mąż się przysłuchuje, choć nic nie kapuje ;).

        • Muszę w takim razie jakąś włoską wersję zrobić – Angelo Gabriello i Szymonello Rozrabiakollo 😀

          • To jest pomysł, bo nie wiem, czy dałabym radę tłumaczyć wiersze :).

          • Tylko – ja tych słów, które znam po włosku, nauczyłam się głównie z serialu kryminalnego, więc ta włoska wersja Aniołka Gabrysia mogłaby się całkiem w innym klimacie okazać 😉

  • Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka już zagościli w naszym domu i jestem Ci za nich bardzo wdzięczna, bo mnie trudno przychodziło tłumaczenie dzieciakom o co chodzi z tymi aniołami. Ze swoich dziecięcych czasów pamiętam tylko,że babcia uczyła mnie modlitwy do Anioła Stróża, ale poza tym – czarna dziura w głowie. Choć jest jedna rzecz, którą przypomniałam sobie pisząc ten komentarz. Usłyszałam kiedyś, że anioły pomagają dziecku przyjść na świat, ciągnąc go za górną wargę – stąd ten dołeczek tuż pod nosem :). Potem Anioł Stróż pokazuje dziecku jego życie, a w nim to, co dobre i co złe, a potem czuwa nad nim bez względu na podejmowane wybory. Kiedyś będąc dzieckiem, doświadczyłam tzw. deja vu i od razu wiedziałam, że już tu byłam z moim Aniołem.
    Biżuteria – przepiękna 🙂

    • Nigdy tej historii o dołeczku i aniele ciągnącym za wargę nie słyszałam wcześniej, zawsze się można czegoś nowego dowiedzieć 🙂

      • 🙂 Szkoda, że nie pamiętam, gdzie i od kogo słyszałam tę historię, być może miała jakieś rozwinięcie 🙂

  • Anna Sakowicz

    Piękna biżuteria. 🙂 Gratuluję! I książki również, bo nie jest łatwo pisać dla dzieci, a Tobie udało się to zrobić bardzo dobrze. A co do aniołów… Jest w nich coś niezwykłego…
    Jest jeden anioł… Ma na imię Maksiu (Maksymilian). Jestem mamą tego aniołka. Najważniejszego spośród wszystkich aniołów. Najważniejszego dla mnie. W tym miesiącu skończyłby piętnaście lat.

    • Jestem pewna, że on czuwa nad Tobą z góry i kiedyś się spotkacie, a wtedy będziecie mieli nieskończoną ilość czasu na nacieszenie się swoim towarzystwem!

      • Anna Sakowicz

        Też myślę, że czuwa. 🙂

  • Niezwykle utalentowana z Ciebie dziewczyna. Artystka – bez wahania można o Tobie tak powiedzieć. Nie znamy się, a na odległość czuję, ze nie tylko jesteś artystka, ale po prostu ludzkim człowiekiem. Niezwykła i śliczna.

    • Dziękuję za tyle miłych słów, a z Twoich ust to niesamowity komplement! Możesz się śmiać, ale mam wrażenie (choć też mogę się opierać jedynie na „odległościowych” ocenach), że potrafisz niesamowicie każdego prześwietlić i wejrzeć wgłąb duszy człowieka, odrzucając to, co powierzchowne, więc tym bardziej mi miło, czytając taką ocenę 🙂

      • Kasiu, Twój rentgen też całkiem sprawnie działa, bo rzeczywiście staram się nie oceniać książki po okładce. 😉 Jestem powściągliwa w ocenianiu ludzi w ogóle, ale wiem też, że jeśli można o kimś napisać coś miłego – warto. Ty jesteś jedną z nielicznych osób, u których piękne wnętrze cudownie koreluje z pięknym zewnętrzem :). A z tym blondem, a propos, wyglądasz jak milion dolców 😉

  • Cudna ta biżuteria, będziesz musiała mi wszystkie swoje „wyroby” pokazać jak przyjadę 🙂

    • O ile jakieś akurat będę miała, bo one tak powstają, jak mnie wena najdzie i szybko się rozchodzą 😉

  • Karola

    Kiedy myślę o Aniele Stróżu, zawsze mam przed oczami widok kuchni mojej śp. Babci i obrazu przedstawiającego dzieci przechodzące przez most, nad którymi czuwa Anioł Stróż, a który to obraz wisiał na ścianie we wspomnianej kuchni. Ogólnie miejsce, w którym mieszkała moja Babcia jest dla mnie miejscem szczególnym, z którym wiążą się najpiękniejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa, tak więc chętnie przenoszę się tam wspomnieniami i ta pośrednia rola Anioła Stróża nie jest może najważniejszą Jego rolą w moim życiu, ale przyznam, że jest również istotna dla mnie 🙂 Myśl o Aniele Stróżu przywołuje również wspomnienie nauki pierwszego pacierza, a jaka jest Jego rola w moim życiu? Oczywiście rola opiekuna, którą mogłam odczuć kilkukrotnie w sposób wręcz namacalny, choć może dla niektórych zabrzmieć to nieprawdopodobnie i mało realistycznie. Pamiętam sytuacje, kiedy jakiś głos wewnętrzny podpowiadał mi, abym zrobiła coś, czego wcześniej nigdy nie robiłam lub czego wcale nie miałam w danym momencie w planach. Szeptało w głowie „idź, sprawdź to” albo „wyjdź na zewnątrz, zrób to teraz”. Później okazywało się, że gdybym nie zrobiła tego, co ów tajemniczy, bezdźwięczny głos podpowiadał, mogłoby mnie tu dzisiaj już nie być. Było to dziwne uczucie, bo naukowo niewytłumaczalne, choć ktoś mógłby powiedzieć, że to zwykłe przeczucie bądź zbieg okoliczności. Ja jednak myślę, że trochę za dużo takich dziwnych zbiegów okoliczności i że to opiekuńcza dłoń Anioła Stróża musiała dać o sobie znać. I choć czasami w pędzie dnia codziennego nie myślimy o obecności tego naszego niewidzialnego opiekuna, może czasem nawet o niej zapominamy, to ja i tak wiem, że On jest i czuwa. Wiem, bo była mi od Opatrzności dana ta łaska odczucia Jego opieki i działania w sposób bardziej bezpośredni.

    Ps. nie byłabym sobą, gdyby i foto się nie pojawiło 😉
    Anioł z Cmentarza Starego w Jarosławiu.

    • 🙂
      Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂

  • Karolina – km codzienności

    Obrazek z Aniołem Stróżem w naszej rodzinie zawieszany jest zawsze nad łóżeczkiem dziecka tuż po narodzinach. Ja swój mam nadal, a nad łóżkiem mojej córki jej własny wisi od kiedy przyszła na świat. Jednak we wrześniu dostałam taki mały obrazek od mojej znajomej. Strzegłam go i nosiłam zawsze przy sobie. Niestety, któregoś dnia zniknął. Musiał mi najzwyczajniej w świecie wypaść. Bardzo mnie to zmartwiło i dopiero po jakimś czasie przyznałam sie jej do tego. Pamiętam co mi powiedziała :” Miał go znaleźć ten, kto był w większej potrzebie. Nie martw się, tak się dzieje”. Uspokoiła mnie tym. Postanowiłam kupić drugi obrazek, bo obecność tamtego bardzo dużo zmieniła. Czułam potrzebę posiadania go, by w każdej chwili móc po niego sięgnąć, uspokoić się wtedy kiedy tego potrzebowałam. Kupiłam dwa. Drugi ma strzec osobę bardzo mi bliską, która wg mnie tego potrzebuje. Nawet nie wie, ze codziennie nosi przy sercu swojego Anioła Stróża 🙂

    • Dzięki za dołączenie do zabawy 🙂 :*