Matka na Szczycie

Tegoroczna wiosna nie była dla nas specjalnie łaskawa. Jak i ubiegła zima. Jak i ubiegła jesień. A wszystko przez chorobę. Pamiętacie zapewne jak pisałam Wam o operacji Syna na Szczycie i naszych szpitalnych przejściach. Zabieg jednak nie zakończył sprawy (na co bardzo liczyliśmy) i problemy wkrótce potem wróciły.
Ostatnie miesiące, a właściwie ponad pół roku, zleciało nam na jeżdżeniu po lekarzach, szpitalach, przychodniach i laboratoriach, leczeniu, inhalowaniu i wymyślaniu najróżniejszych sposobów, co jeszcze może pomóc. Odwiedziliśmy i tężnię solankową, zakupiliśmy worki leczniczej soli. Wszystko na nic. Syn na Szczycie jak chorował, tak choruje. Teraz zastanawiamy się nad wykonaniem mu tomografii, ale to już całkiem inna historia na odrębny wpis.

Matka na Szczycie

Matka na Szczycie

Bo ten wpis jest optymistyczny. Ten wpis jest o tym, że naszej SZCZYTowej formy łatwo nie oddajemy 🙂 Ponieważ choroba syna ma charakter przewlekły, zanim ją całkowicie wyleczymy (a mam gorącą nadzieję, że tak się wkrótce stanie), musimy jakoś z nią żyć. Nie poddawać się i dostrzegać jasne strony życia.Tatry Bielskie

Zdiar Słowacja

Tegoroczna wiosna do tej pory nie rozpieszczała nas ciepłem. W tej chwili, gdy piszę te słowa, za oknami widzę resztki śniegu. Krzewy, które dopiero zaczęły kwitnąć, trafił szlag. Drzewa na Szczycie nadal mają nagie gałęzie. To zawsze dla mnie najcięższy okres w roku – czekanie na prawdziwą wiosnę, która na Szczyt wcale się nie spieszy, podczas gdy w innych częściach kraju już dawno króluje bujna zieleń.

Orzeł w Tatrach

Ale Szczyt nauczył mnie się nie poddawać. Życie na Szczycie naprawdę niezwykle hartuje. Tu zrozumiałam, że bierze się to, co się ma i wyciska z tego ile się da – w myśl zasady: jeśli życie daje Ci cytryny, robisz pyszną lemoniadę. Życie na Szczycie jest moją pyszną lemoniadą, której kwaśny smak z czasem pokochałam 🙂

Tatry Bielskie Zdiar

Każdy dzień obfituje w piękne chwile, każdy niesie setki radości, a marzenia ciągle się spełniają! Właśnie spełnia się kolejne z nich – znów wiosną, która jest dla mnie pod tym względem wyjątkowo łaskawa.
Może być dla Was śmieszne to, co teraz napiszę, bo nie będzie to nic spektakularnego. Ale moje marzenia zawsze były bardzo rzeczowe i realistyczne, dlatego właśnie mogę cieszyć się ich spełnianiem.
To nie egzotyczna daleka podróż (zresztą, nie wiem czemu, ale nigdy nie czułam najmniejszego pociągu do egzotycznych wyjazdów). To nie będzie romantyczny weekend w Paryżu, ani zwiedzanie Nowego Jorku (też mnie jakoś te perspektywy nie kręcą 😉 ). To wyjazd nad nasze rodzime polskie morze, a cieszę się, jakbym wygrała w Totka 😉

Matka na Szczycie

Nad morzem nie byłam od 10 lat, a o wyjeździe nad nie marzyłam, odkąd urodził się Syn na Szczycie. Najpierw był za mały na podróż przez całą Polskę, później ciągle coś nam przeszkadzało w realizacji tego planu. Wiecie jak to jest, a to praca, a to inne wydatki, a to rodzinne zobowiązania, a czas mijał. Aż tu nagle wczoraj, Ojciec na Szczycie – specjalista od realizacji moich marzeń, spełnił i to, rezerwując hotel w mojej ulubionej nadmorskiej miejscowości!

Liczymy, że nadmorski klimat pomoże Synowi na Szczycie na jego zdrowotne problemy, a poza tym – to będą nasze pierwsze rodzinne wakacje z prawdziwego zdarzenia! Wiecie, gdy mieszka się w miejscowości turystycznej, to ma się z reguły mniejszą motywację do wakacyjnych wyjazdów, ale mając taki widok, jak widzicie na zdjęciach, na co dzień, morze wydaje się czymś bardzo, bardzo wyjątkowym i odległym. A już w maju, już niedługo, Rodzina na Szczycie w SZCZYTowej formie, będzie zdobywać polskie wybrzeże!

Tatry Bielskie

I wiecie, myślę, że mam szczęście, że cieszą mnie właśnie takie rzeczy – krótka wycieczka, z której fotki możecie oglądać w tym wpisie, wypad do parku, lub wreszcie – wyjazd nad morze. Żadne gwiazdki z nieba i szaleństwa nie są mi potrzebne, najlepsze są dla mnie te zwyczajne, niewyszukane radości 🙂 

Matka na Szczycie

  • Wiesz, może Ojciec na Szczycie ma rację! Jodowane powietrze może czasem zdziałać cuda 🙂
    Cudnie, ze w końcu jedziecie-pamiętaj-jakby co jestem całkiem po drodze 😉
    PS o tomografii i wszelkich innych kompletnych badaniach to sama myslę, bo wciąż mi coś dolega 🙁

    • Ja to się w ogóle obawiam tej podróży, pewnie się nieźle wymęczymy, bo całą Polskę wzdłuż i połowę wszerz musimy przejechać, ale co to dla nas 😉 Pierwsze koty za płoty były przy okazji wyjazdu do Warszawy, teraz „tylko” dwa razy dalej 😉

  • Zmiana klimatu potrafi czynić cuda. Dlatego my wybieramy się w przeciwnym kierunku, bo Młodej jod nie pomaga…jakbyście po drodze nad morze zbłądzili to ja do nas zapraszam 🙂

    • Myślałam o tym, ale my będziemy akurat dość daleko od Was, bo do Międzyzdrojów jedziemy, czyli w całkiem inne rejony wybrzeża. Ale nic straconego, bo za to w wakacje… 😀 Szczyt czeka! 🙂

      • Oj i my z tego zaproszenia korzystać mamy zamiar 😀

      • Międzyzdroje? Kochana, to musicie jechać autostrada przez Poznań 😉 Potem eską na Szczecin i trach-jesteście na miejscu! Z Poznania jedzie się ok 3,5 h, więc nie będziecie mieli tak źle 😉

        • Ja akurat Poznań zawsze omijałam, lecąc przez Legnicę, Zieloną Górę i Gorzów Wielkopolski – całkiem spoko ta trasa była, a do Poznania to trochę za bardzo w bok. Dobrze tę trasę znam, bo kiedyś co roku jeździłam, ale podejrzewam, że mogło się przez lata sporo pozmieniać.

  • Super, no nadmorskie powietrze podobno super dziala na dzieci

    • Mam nadzieję, że właśnie tak będzie! Szczególnie, że na naszym terenie są wybitne braki jodu…

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Super, że marzenie się spełnia 🙂 Ja co roku marzę o morzu i nie odpuszczam 🙂 Ale ja mam 3 godziny jazdy. To w góry, te Wasze muszę pół Polski przejechać. Marzy mi się Szczawnica, ale musze czekać aż mi dzieci podrosną. A tak zostaje mi Szklarska czy Karpacz, bo dużo bliżej.

    • No, dla nas to dokładnie cała Polska do przejechania, dlatego do tej pory był problem z organizacją tego wyjazdu, ale w końcu się udało i już nie mogę się doczekać! Jeszcze trochę czasu, ale chyba będę sobie dni w kalendarzu wykreślać, tak się cieszę 😉

  • Klimat morski jest w stanie zdziałać cuda! Mieszkam nad morzem, ale nieczęsto nad nim bywam, bo raz, że pogoda kiepska, a dwa mój stan tym bardziej. Może w ten weekend w końcu się wybierzemy na spacer, w końcu warto korzystać z dobroci natury :). Cieszę się, że Twoje marzenie się spełniło!

    • To tak, jak ja niezwykle rzadko chodzę w góry 🙂 Ostatnio chyba ze dwa, czy trzy lata temu byliśmy na jakiejś prawdziwej górskiej wędrówce 😉

  • Wow, ale super!!!!! Też dawno nie byłam nad morzem, marzę żeby pojechać gdziekolwiek, tyle że nam się urlopy nie pokrywają…:-( ale cieszę się z Tobą i Waszego wyjazdu

    • U nas też od lat zawsze coś stało na przeszkodzie, aż w końcu się udało! 😀 Czuję się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem i doczekać się nie mogę 🙂

  • Piękne widoki 🙂 Ja już się nie mogę doczekać urlopu wakacyjnego kiedy się trochę wyrwiemy i zresetujemy się 🙂

    • Rozumiem doskonale, bo ja też już nie mogę się doczekać naszego wyjazdu i czuję się, jak w dzieciństwie, gdy odliczałam dni do urodzin albo Gwiazdki 🙂

  • O jak

  • O jak fajnie, że jedziecie nad morze. Zazdroszczę okrutnie. Też bym gdzieś wyjechała na wakacje…

    • My tak przed-wakacyjnie, bo wakacje to pewnie spędzimy, jak co roku, w pewnej znanej górskiej turystycznej miejscowości 😉 😛

  • ja też tak mam., zawsze cieszę się maleńkimi rzeczami. O ile piękniejszy jest wtedy świat 🙂 cieszę się,że kolejne Twoje marzenie się spełnia Kasiu 🙂

    • Dla mnie właśnie te niby drobne i niewyszukane radości są najbardziej cenne! Potrafię, jak głupia cieszyć się jakimś drobiazgiem, choć akurat w naszym przypadku wyjazd nad morze to żaden drobiazg, a autentyczne spełnienie moich marzeń 🙂

  • Bardzo pokrywają się Twoje odczucia z moimi, też dostrzegam piękno w najmniejszych źródłach radości, mam wrażenie, że wyżej cenię sobie mnóstwo małych szczęśliwych uśmiechów od losu niż jedno wielkie. Uwielbiam te codzienne małe radości. 🙂 A nasze morze wprost uwielbiam i zawsze z ogromna chęcią tam jadę. 🙂

    • Myślę dokładnie tak samo 🙂
      A co do morza, to ja kiedyś nie miałam do niego jakiejś wielkiej sympatii, ani mnie specjalnie nie fascynowało, ani nic, ale teraz, gdy tak długo nad nim nie byłam, to już urosło dla mnie do rangi jakiegoś cudu świata 🙂

      • U mnie tęsknota za morzem odzywa się z wielką intensywnością zazwyczaj w listopadowe wieczory, przypominam sobie wówczas jego szum, kolor i zapach. 🙂

        • To tak, jak ja przez wiele lat co wiosnę tęskniłam za Wiedniem 🙂

          • Mnie tak urzekła Wenecja, dziwnym trafem zawsze mi po drodze, choćby trzeba było i dwieście kilometrów nadłożyć. 🙂 A Wiedeń to również źródło wielu sympatycznych studenckich wspomnień. 🙂

          • Ja też bardzo lubię Wenecję, choć byłam tam tylko dwa razy, ale to miejsce z wyjątkowym klimatem.
            A jeśli masz sentyment do Wiednia, to polecam Ci lekturę mojej „Wiosny po wiedeńsku” 🙂

  • Jod na pewno pomoże synkowi. Sama mam problemy astmatyczne i wiem jak zbawienny jest dla mnie ten klimat. Choć jak patrzę na te wasze szczyty, to już oczami wyobraźni widzę jak zakładam trapery i ruszam w drogę.

    • Wszystko ma swoje plusy i minusy, i zawsze jest coś za coś – u nas widoki piękne, ale za to jodu brak i dlatego na naszym terenie niestety często występują różne problemy zdrowotne związane właśnie z jego niedoborami.

  • Anna Szpunar

    Oby zmiana klimatu pomogła Szymkowi i Wam też pozwoliła odetchnąć od codzienności na Szczycie 🙂

  • Ja widziałąm wiele mórz ale nasz Bałtyk ma w sobie taką dzikość i ona zawze mnie fascynuje. Moze to efekt, że sporo czasu mieszkałam nad morzem? Cieszę się, że spełniacie marzenia a co do życia na szczycie, zapewne hartuje osobowość, bo góry są tylko dla wytrwałych jak Ty

    • Ja w sumie mogę porównać tylko z Morzem Północnym i Śródziemnym, bo więcej mórz w życiu nie widziałam, ale faktycznie, jak tak o tym myślę, to Bałtyk ma w sobie jakby więcej charakteru i tej dzikości, o której piszesz 🙂 Czyli coś w sam raz dla nas, bo góry też są dzikie 🙂

  • Bo właśnie to jest kwintesencja szczęścia: normalne życie, rodzina, drobne radości, promyk słońca. Mam bardzo podobne marzenia do Twoich, od zawsze marzyłam o stabilizacji, rodzinnym szczęściu. Chwilowo u mnie ogromne burze, sztormy i zawirowania, ale wierzę że w tym roku uda mi się córkę zabrać na wakacje. To byłby szczyt szczęścia dla mnie aktualnie :). Ja i córka, może nawet nad naszym pięknym morzem. To byłoby coś!!!

    • Dokładnie 🙂
      A co do burz, to one niestety przychodzą, raz na wozie, raz pod wozem i są lepsze, i gorsze czasy, ale z moich doświadczeń wynika, że trzeba przetrwać i wciąż z nadzieją patrzeć w przyszłość! Bo kryzysy mijają i znowu wychodzi słońce 😉
      Dla mnie też wyjazd nad morze jest spełnieniem marzeń, jakbym w Totka wygrała, więc rozumiem Cię doskonale i życzę z całego serca, by Wam też udały się te wymarzone wakacje!

      • Zgadza się- po każdej burzy ponoć musi wyjść słońce, ja mam kilkuletni okres bycia pod wozem, teraz nadszedł chyba kryzysowy punkt zwrotny i mam ogromną nadzieję, że w końcu przyjdzie do mnie słońce :). Jeśli ma się u mnie sprawdzić przysłowiowe 7 lat chudych, by potem były tłuste- to ok, biorę to 😀

        • To ja tych tłustych lat życzę! 🙂
          I powiem Ci, że ja 27 lat musiałam czekać na swoje szczęście, aż w końcu się doczekałam i jest jak w bajce 🙂 A, że kłopoty się zdarzają? No, cóż, w każdej bajce pojawiają się czasem czarownice i smoki 🙂

          • Oby tak właśnie było 🙂 27 lat już mi minęło, ale! Kto wie, może u mnie 28 będzie magiczną liczbą 😀 dzięki za życzenia, dobre życzenia się spełniają 🙂

          • 🙂 :*

  • Ach, cieszę się, że tam na szczycie już ciepły wiatr w Twojej duszy hula 🙂 Jak obejrzałam te wszystkie piękne zdjęcia powyżej, to aż mi się lepiej na sercu zrobiło, poczułam taki spokój. Pięknie tam u Was. A Twoja zasada: „bierze się to, co się ma i wyciska z tego ile się da” bardzo mi się spodobała i od dziś jest ona moim głównym mottem życiowym, bo bardzo do mnie pasuje. Ja również całą sobą wierzę, że marzenia się ciągle spełniają 🙂 Trzymaj się cieplutko nad tym morzem i wyciskaj ile się da ;*

    • Bardzo się cieszę, że Cię zainspirowałam 🙂
      Dzięki i życzę wielu tych spełnionych marzeń 🙂

  • Anna Sakowicz

    To ważne, żeby dostrzegać dobre rzeczy i umieć się z nich cieszyć. 🙂 Myślę, że czasami uczy tego doświadczenie.

  • Szczerze Wam zazdroszczę tego morza (sama byłam rok temu, ale i tak bym tam chętnie wróciła). Życzę Wam udanego wypoczynku i rekonwalescencji.
    PS. Bardzo mi się podoba szablon bloga, jest taki przejrzysty… 🙂

    • Dzięki :*
      Ja też jestem zachwycona szablonem, ale to zasługa tylko i wyłącznie mojego męża, bo sama nie umiałam znaleźć żadnego, który mi odpowiadał 🙂

  • To te drobne marzenia, radości i plany są niesamowite! Tyko my czasem zatracamy w sobie umiejętność cieszenia się nimi. Wpadamy w pęd dążenia do „więcej, bardziej, dalej”, zapominając, że to te drobne radości budują górę szczęścia. A zdjęcia zjawiskowe!

    • Właśnie dziś miałam publikować tekst dokładnie o tym, o czym piszesz – o biegu szybciej i dalej, który odbiera radość życia! Później postanowiłam tekst trochę przerobić, więc pewnie pojawi się jutro 🙂

  • To wielka umiejętność jeżeli potrafimy cieszyć się z tych małych, drobnych rzeczy. Często jednak się zapominamy i cały czas chcemy więcej i więcej. A to przecież nie o to chodzi. Cieszmy się z tych małych, drobnych,.codziennych rzeczy tak jak nasze dzieci…

    • Mnie zawsze najbardziej cieszą właśnie drobiazgi, już tak mam 🙂

  • Zdjęcia rewelacyjne! A cieszenie się z takich drobnych rzeczy to chyba największa umiejętność, którą każdy chciałby posiąść.

    • Ojej, do jakiego starego wpisu się dokopałaś 😉