Stadion Narodowy Warszawa

„Warszawa da się lubić”, jak głosi znana piosenka. Ja, mówiąc szczerze, nigdy za tym miastem nie przepadałam. A i chyba Warszawa nie przepada za mną, bo powitała mnie przenikliwym zimnem i ulewnym deszczem, co zniechęcało do zawiązywania bliższej znajomości z tym miastem.

Tak na marginesie – odkryłam, że przez cały czas mojej działalności w sieci, oszukiwałam Was i wprowadzałam w błąd. Niedobra ja! Zawsze pisałam Wam, że na Szczycie jest najzimniej, a tym razem okazało się, że to właśnie w Warszawie było znacznie chłodniej niż u nas!
W podróż zabrałam ze sobą same lekkie ciuchy, przewidując przyjemne wiosenne temperatury i potem musiałam chodzić po stolicy jak ostatni dziad – w jednej kurtce na drugą 😉

Waraszwa nocą

Jednak – co jak co, ale pogoda nie jest w stanie zniechęcić Matki i Syna na Szczycie, przyzwyczajonych w końcu do nieprzychylnej aury! Musieliśmy zaliczyć choć najważniejsze punkty programu 🙂
Kompletnie nie znam Warszawy, byłam w niej tylko kilka razy w życiu, a ostatni raz było to 10 lat temu. Trochę bałam się, że się zgubimy. Obawiałam się także tego, że wpadniemy z synem w środek jakichś zamieszek, bo nasze zwiedzanie stolicy przypadło akurat na dzień obchodów rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, który różne grupy ludzi zamierzały celebrować w różny sposób…

Kolumna Zygmunta

Warszawa Plac Zamkowy

Warszawa Stare Miasto

Ponieważ Targi Wydawców Katolickich, na których podpisywałam moją książeczkę „Aniołek Gabryś i Szymek Rozrabiaka”, odbywały się na Zamku Królewskim (TUTAJ możecie przeczytać moją relację z tego wydarzenia), to zaczęliśmy z synem od zwiedzania okolic zamku.

Plac Zamkowy zrobił na mnie bardzo przyjemne wrażenie, ale wydał mi się nieco pusty. Brakowało mi na nim kolorowych straganów, krakowskich kwiaciarek, zakopiańskich stoisk z oscypkami 🙂 No, dobra, przesadziłam 🙂 Ale do tego jestem przyzwyczajona jako (przybrana) Małopolanka i uważam, że jakieś stragany mogłyby tam stać, od razu byłoby bardziej wesoło. Nie wiem, czy nie było ich z powodu pogody, czy z obawy przed zamieszkami w tym dniu, czy może po prostu nigdy ich tam nie ma?

Warszawa Stare Miasto

Matka na Szczycie

Połaziliśmy trochę po starówce i – co mnie bardzo ucieszyło – miałam wreszcie okazję zjeść gofra, który chodził za mną od kilku dni (a wszystko przez Annę Sakowicz, która temat gofrów wywołała ;p).
Później miał się odbyć najważniejszy punkt programu – przejażdżka metrem. Syn na Szczycie głównie po to do Warszawy pojechał 🙂

Gofry

Magda Gessler Polka Warszawa

I tu ciekawa historia. Pytałam wcześniej kilku osób, jak z Placu Zamkowego dotrzeć do metra. Pytałam znajomych warszawiaków, pytałam ludzi z obsługi targów – każdy mówił coś w stylu: „Oj, to bardzo daleko!”, „Oj, trzeba długo iść”, albo zasypywał mnie obszernym i szczegółowym opisem trasy, z którego nic nie rozumiałam.
Ale Matka na Szczycie uparta jest i łatwo nie rezygnuje. Na Placu Zamkowym dorwałam Strażników Miejskich i zadałam im to pytanie. I tu niespodzianka. Odpowiedź była taka:
– Zejdzie pani tymi schodami na przystanek tramwajowy. Tam pani wsiądzie w tramwaj, obojętnie który, i przejedzie jeden przystanek do stacji metra.

Mury obronne Warszawa

Warszawa starówka

Voila! Najlepszy dowód na to, że Straż Miejska jednak jest potrzebna! 🙂
Potem, weszłam do kiosku przy przystanku ze słowami: „Przepraszam, ale mam takie głupie pytanie – gdzie się kupuje bilet na tramwaj?”. Wieki całe tramwajem nie jechałam, więc nie miałam pojęcia jak to obecnie wszystko wygląda.
I tak zaliczyliśmy podróż i tramwajem, i metrem, a Syn na Szczycie, wiejskie dziecko, był zachwycony 🙂

Rodzina na Szczycie w Warszawie

Ja też, bo metro uwielbiam (takie skrzywienie psychiczne), a to warszawskie zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Czyste, schludne, dobrze zorganizowane, nowoczesne.
Poza tym, będąc z dzieckiem zawsze ma się więcej okazji do radości. Widząc jego zachwyt, sama miałam frajdę z tak prozaicznej czynności, jak przejazd środkami komunikacji miejskiej 😉

Warszawskie metro

Metrem dojechaliśmy pod Pałac Kultury. Niestety, pogoda wybitnie zniechęcała do zwiedzania Śródmieścia, a i czas gonił, więc tylko szybka fotka i z powrotem.
Mistrzynią selfie to ja nigdy nie zostanę – nas na tle Pałacu Kultury nie udało mi się uchwycić. Syn na Szczycie za to, specjalizuje się ostatnio w głupich minach do zdjęć 😉

Pałac Kultury Warszawa

Na koniec, powracając do pytania z tytułu – czy Warszawa da się lubić? Myślę, że da, ale mnie trudno się na ten temat wypowiedzieć, bo „mignęła przed oczami niby błysk„, jak śpiewał kiedyś Andrzej Sikorowski w piosence o Ameryce.
Na pewno dużym plusem było to, że byliśmy w stolicy w weekend, więc ominęły nas codzienne korki i wielkomiejski ruch. Z łatwością przedostawaliśmy się z miejsca na miejsce i tylko na sam koniec, z wyjazdem był pewien problem, bo akurat pod zamek podjechało kilka autobusów z demonstrantami, przybyłymi na obchody rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, co spowodowało pewne zamieszanie na drodze.
Nie mieliśmy, przez ten krótki czas, szans poznać nawet ułamka cieni i blasków Warszawy. Na pewno jest w niej bardzo wiele do zobaczenia i zwiedzenia, ale to nam akurat skutecznie pogoda udaremniła :/
Czy da się lubić? Jednym tak, innym nie. Ja, choć spędziłam w niej bardzo intensywny, fantastyczny i pełen emocji weekend, z wielką radością wracałam na swój Szczyt 🙂

Stadion Narodowy

Warszawa wiosną

Warszawa Stare Miasto

Pamiątki z Polski

Warszawa Stare MIasto

Warszawa Śródmieście

Warszawa biurowce