Imprezę, w której w weekend mieliśmy okazję uczestniczyć, można podsumować skrótem „3xS” – snow, sport & style. Można i dodać czwarte „S” – jak „sun”, bo pogoda wyjątkowo imprezie dopisała. Świeży śnieg iskrzący w słońcu, błękitne niebo i okolica Tatrzańskiego Parku Narodowego tworzyły bajkową scenerię dla zawodów polo na śniegu.
Cały event był zorganizowany przez Hotel Bukovina, który zapewne wszyscy znają, choćby z tego, że mieszczą się w nim słynne Termy, a my cenimy za to, że odkąd się pojawił, to w okolicy Szczytu znacznie przybyło ciekawych eventów 🙂

 

 

Dla Rodziny na Szczycie była to pierwsza od dłuższego czasu okazja do rodzinnego wyjścia. Wreszcie mogliśmy nacieszyć się śniegiem i beztroską zabawą. Oczywiście dla Syna na Szczycie, jak chyba dla wszystkich dzieci, oglądanie koników było sporą atrakcja. Nie mniejszą od spaceru w kopnym śniegu, który przez długie tygodnie był mu zakazany. 

Nigdy wcześniej nie słyszałam o zawodach polo, rozgrywanych na śniegu. Muszę przyznać, że to widowiskowa dyscyplina, zwłaszcza, gdy ma miejsce w tak pięknej scenerii i biało-błękitnej słonecznej oprawie.
Oprócz kibicowania, można było także zakosztować przysmaków na Pikniku Kibica


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Natomiast w sobotni wieczór, w ramach wydarzenia Bukovina Polo Snow Masters, można było obejrzeć pokaz mody znanego projektanta Tomasza Ossolińskiego, który zaprezentował swoją najnowszą kolekcję „Bukovina”, inspirowaną Podhalem.
Ciekawym pomysłem było wykorzystanie przez projektanta zdjęcia drzew rosnących obok Hotelu Bukovina i przerobienie go na print nadrukowany na materiale. Ale więcej jakichś szczególnych podhalańskich akcentów się nie dopatrzyłam, więc podejrzewam, że inspiracje były raczej luźne. 

Pokaz mnie niespecjalnie porwał, nie bardzo trafił w mój gust, więc ochów i achów z mojej strony nie będzie. Jedynie złota suknia z przepięknego materiału faktycznie wpadła mi w oko, jednak Ojciec na Szczycie uświadomił mnie, że z takim rozcięciem, jakie suknia miała, mogłabym paradować w niej jedynie po domu 😉


Stroje na pewno były po mistrzowsku skrojone, na pewno było w nich też dużo artyzmu, ale mnie brakowało w nich kolorów i wyrazistości. Wszak nasza górska przyroda to nie tylko surowość i zimo, choć – nie powiem – są to jej wyraźne elementy 😉
Jako góralka-z-wyboru ze Szczytu, wolę bardziej dosłowne podhalańskie inspiracje w modzie, takie, jak na przykład w moich ulubionych strojach od Marii Fedro (w których zresztą na pokaz przybyłam).


Konferansjerkę prowadził Olivier Janiak, a pokaz swoją obecnością uświetniały liczne gwiazdy, z Grażyną Szapołowską na czele.
Goście zostali zaproszeni także do showroom’u, gdzie mieli możliwość dokładnego obejrzenia, czy też przymierzenia, strojów. Niestety, miało to mieć miejsce pół godziny po pokazie, więc, choć byłam ciekawa, nie czekałam. Musicie zrozumieć, że dla matki małego dziecka, do tego dziecka wstającego bladym świtem, godzina 22ga, to już ekstremum 😉 


Z pewnością nieplanowaną atrakcją było włączenie się przed pokazem alarmu przeciwpożarowego. Przyznam, że pierwszy raz miałam okazję przeżyć coś takiego. Mieliśmy potem z Ojcem na Szczycie co opowiadać znajomym 😉 

Zdjęcia z pokazu kiepskie, bo rozpylany sztuczny dym (choć, gdy włączył się alarm, zastanawiałam się przez chwilę, czy dym nie jest prawdziwy ;p) i ostre punktowe światło pokonały moje fotograficzne umiejętności, a nie zamierzałam spędzić całego pokazu na kombinowaniu z ustawieniami aparatu.
A tak między nami – pokaz miał jeszcze jeden wielki atut – to było nasze pierwsze, od bardzo dawna, małżeńskie wyjście tylko we dwoje, więc upajaliśmy się nim niczym egzotyczną wycieczką:) Matki zrozumieją 😉