Coraz więcej mówi się o niebezpieczeństwach płynących z sieci. Życie ogólnie jest niebezpieczne. Czyha w nim wiele pułapek i zagrożeń. Ale gdy dodajemy do naszego życia wymiar przestrzeni wirtualnej, to automatycznie wzrasta w nim poziom ryzyka. I może wcale nie dlatego, że sieć to jakieś wyjątkowo demoniczne miejsce, a dlatego, że każdy nowy obszar to i nowe zagrożenia. Wszędzie i zawsze warto zachowywać zdrowy rozsądek, ale w sieci nam to jakoś słabiej wychodzi. 

Jakiś czas temu sporo o tym myślałam, a z okazji tego, że jutro przypada Dzień Bezpiecznego Internetu i Fundacja Ocaleni zorganizowała wartą uwagi akcję – INTERNET PAMIĘTA. A TY?, postanowiłam – w ramach tej akcji – dokończyć rozpoczęty kiedyś wpis.
Przy okazji – i Wy możecie dołączyć do akcji, wszystkie szczegóły znajdziecie w linku powyżej. 




Blogowanie jest wyjątkowym zjawiskiem w sieci. Z założenia blogerka zaprasza czytelników do swojego życia. Może nie każda, niektóre blogi pozostają bardzo neutralne – jak na przykład takie, na których znajdziemy tylko przepisy kulinarne, lub recenzje produktów, lecz większość blogerek zamieszcza jednak bardziej osobiste treści. I dobrze, bo taka jest istota blogowania – dzielenie się emocjami, przeżyciami, przemyśleniami. To przyciąga czytelników, którzy poszukują na blogach czegoś więcej, niż suchych faktów.
Jednak czasem bardzo łatwo zatracić granice. Niektóre blogerki moim zdaniem znacznie przesadzają, publikując zdjęcia i treści zbyt intymne, ale te zostawmy na boku. Skupmy się na tych przeciętnych, powiedzmy takiej Matce na Szczycie 😉

Blogerko, prowadząc bloga, zapraszasz czytelników do Twojego życia, a jednak (słusznie) obruszasz się, gdy naruszają pewne granice Twojej prywatności (mnie się raz to, jak do tej pory, zdarzyło i było zajściem dość nieprzyjemnym). I trudno ustalić, kto jest w takiej sytuacji winny; kto został zwiedziony?
Wydaje Ci się, że blog to Twoja przestrzeń. Ale to przestrzeń publiczna. Wydaje Ci się, że piszesz dla określonych osób, Twoich stałych czytelników, których znasz z wymiany komentarzy, ale tak naprawdę, nigdy nie wiesz, kto czyta. Łatwo o tym zapomnieć, prawda?
Niby mamy tę świadomość, a potem logujemy się na bloga tak, jak wchodzimy do swojej sypialni, czując, że jesteśmy na swoim terenie i tu wszystko nam wolno.

Czy to fair z mojej strony, że pokazuję jeden dzień z mojego życia, szczegółowo go opisując i foto-relacjonując, a gdyby czytelnik zapytał mnie, co robiłam następnego dnia, to obruszę się, myśląc, że to moja sprawa?
Czytelnik ogarnięty (tak, wiem, że to niepoprawne określenie, ale lubię go używać) i inteligentny, intuicyjnie wyczuwa granice. Rozumie, że pewną część życia blogerka przedstawia publicznie, znacznie większą pozostawiając w sferze prywatnej.
Ale nie każdy to rozumie, bo – przypominam: nigdy nie wiesz, kto czyta, a różne indywidua po świecie chodzą.
Blog jest ryzykiem, ale nie tylko dla blogerki. Dla czytelnika również. Przekroczenie granic, także dla niego może być niebezpieczne; ślepa wiara w to, co przedstawia blogerka – zwodnicza.
Wydaje mu się, że może szczegółowo komentować autorkę i jej życie, bo zna ją z bloga, wszystko o niej wie. A może tak naprawdę nic nie wie?

Czytając mojego bloga, możesz, czytelniku, doskonale poznać moje pasje; dowiedzieć się, co lubię i co mi się podoba; co mnie interesuje i co myślę na niektóre tematy. Ale nie dowiesz się z niego, jakim jestem człowiekiem. Masz tylko swoje wyobrażenie na ten temat.
Nie dowiesz się, jakie sekrety skrywam, o czym rozmawiam z najbliższymi, jakie mam zalety, a jakie wady, jakie są moje grzechy, czego się najbardziej boję, a co najbardziej cenię i co mi siedzi w głębi duszy.

Zawsze zależało mi na prawdziwości mojego bloga, bo prawdziwość to jedna z wartości, które najbardziej cenię w życiu. Ale mój blog to nie ja. To tylko fragment mnie, odprysk, zbiór wybiórczych informacji ze mną związanych. Niektóre z moich działań mogą być publiczne, nawet muszą, bo jako pisarka już upubliczniam część siebie. Ale jestem dalece bardziej złożona, niż mój publiczny wizerunek.
Nieznajomy czytelniku, wydaje Ci się, że mnie znasz. Ale znasz tylko publiczną stronę mojego życia, którą pozwalam Ci zobaczyć. Na tej podstawie zbudowałeś sobie mój obraz. To niebezpieczna gra. Skąd wiesz, że ten obraz jest prawdziwy?
Na dobrą sprawę, mogę być nawet 60cioletnim Marianem, który wykorzystuje zdjęcia swojej córki – Bereniki, zięcia Achima i wnuczka Bolka. Nie jestem nim? Jesteś pewny? Bo niby przed chwilą napisałam, że prawdziwość bloga jest dla mnie najważniejsza? Marianowi spodobało się to zdanie, więc je wrzucił 🙂


Łatwo jest przekroczyć granice – i nam blogerkom, i zaglądającym na blogi czytelnikom. Dopóki wszystkie działania są prowadzone ze zdrowym rozsądkiem, powinno być dobrze. Ale rozsądek to coraz częściej towar deficytowy.
Nie wiem, jakie właściwie wnioski powinny wypłynąć z mojego tekstu. Wciąż się nad tym zastanawiam. I zastanawiać się trzeba, bo pewne jest, że niebezpieczeństwa w sieci czyhają i każdy powinien mieć tego świadomość. Nawet pełne rozsądku działania nie są gwarancją bezpieczeństwa, ale gwarancji bezpieczeństwa ogólnie na tym świecie nie mamy.

A co Wy myślicie na ten temat? Macie jakieś sposoby na minimalizację ryzyka? Jak ustalacie granice w Waszych wirtualnych przestrzeniach?