Często wspominam, że Koontz to mój absolutnie ulubiony pisarz, ale nigdy nie opowiadałam Wam w recenzji o żadnej z jego książek, choć przeczytałam wszystkie wydane w Polsce tytuły tego autora. Na moje szczęście, Koontz jest autorem bardzo płodnym, więc przez lata mogłam się delektować wieloma jego powieściami.
Niedawno dostałam wspaniały prezent – aż cztery z jego najnowszych książek!
I dziś opowiem Wam o tej, która najbardziej z nich mi się spodobała. Przeczytałam ją przez święta, jednocześnie wypełniając wyzwanie rzucone przez Karolinę z Kilometry CodziennościTUTAJ.

A mowa o książce „Dom śmierci” (wyd. Albatros), choć muszę przyznać, że jej oryginalny tytuł „77 Shadow Street” znacznie bardziej mi się podoba.
Książka niesamowicie trzyma w napięciu, nie mogłam się od niej oderwać. Wielowątkowa narracja i to, że głównych bohaterów było w niej kilkoro, jeszcze bardziej dodawało opowieści tajemniczości i intrygowało czytelnika. Choć narracja jest w trzeciej osobie, jej styl zmienia się w zależności od tego, z jakiej perspektywy jest aktualnie prowadzona – byłego komandosa, małego chłopca, jego matki, autystycznej dziewczynki, płatnego zabójcy, genialnego profesora, paranoika, sympatycznej recepcjonistki, a także innych, w tym wcielonego zła. 

W powieściach Koontza często występują elementy nadprzyrodzone, ale zauważyłam, że w jego ostatnich książkach zjawiska, które wydają się paranormalne, na końcu okazują się jednak wytłumaczalne naukowo. W powieściach tego autora coraz częściej przewija się motyw, który można określić sławnym mottem z „Medalionów” Zofii Nałkowskiej – „Ludzie ludziom zgotowali ten los„.
Bo powieści Koontza to nie tylko bardzo wciągające thrillery, pełne napięcia horrory, sensacyjne opowieści. Niemal każda z jego książek jest także pełna pięknych przesłań, ważnych prawd, których być może czytelnik nie spodziewa znaleźć się w tego typu literaturze.  
Koontz to ambasador dobra, piękna i prawdy. Ale także nie waha się piętnować ludzkiego pociągu do zła, powolnego upadku społeczeństwa, który możemy obecnie obserwować, odejścia od wartości takich, jak honor, prawość, odpowiedzialność, szczerość. 

W „Domu śmierci” w rewelacyjny sposób autor pokazuje, że to, czego najbardziej powinniśmy się bać, to nie spektakularna kara z Niebios, nie niewytłumaczalny grom z jasnego nieba, nie tajemnicze stworzenia ze snów, a to, co sami czynimy jako ludzkość. To nasze nieprzemyślane działania, działania powodowane pychą, żądzą władzy, sławy i pieniądza, zepsuciem i nieodpowiedzialnością, mogą doprowadzić nas do największego upadku.

Mimo opisywania horrorów i dramatów, Koontz zawsze daje czytelnikowi nadzieję. Dobro zwycięża, do tego w pięknej oprawie.
Częstymi bohaterami jego książek są osoby odrzucane przez społeczeństwo – ludzie zdeformowani lub ograniczeni przez choroby, autystyczne dzieci, osoby zamknięte w sobie, które doznały w przeszłości wielkich krzywd. Ludzie, można by powiedzieć – niemedialni. Obecnie w cenie są uroda, buta i przebojowość. A jeśli nawet bohaterem opowieści czyni się postać bez tych cech, to koniecznie musi mieć ona jakiś modny nałóg albo wyrafinowaną paranoję. Natomiast u Koontza główni bohaterowie są cisi, pokorni, pełni dobra i łagodności, choć te cechy nie przeszkadzają im w słusznej walce. Koontz pokazuje, że łagodność nie jest słabością, pokora nie jest uległością, a dobro, piękno i miłość są najsilniejsze, obojętnie co mówiłby o tym współczesny świat. 

 

Właściwie nie powiedziałam Wam zbyt wiele o treści książki, w której dzieje się bardzo dużo. Potwory, nagłe zwroty akcji, mrożące krew w żyłach sceny, morderstwa, przerażające tajemnice – tak, to wszystko w niej znajdziecie. Ale Koontz, jest moim ulubionym autorem właśnie dlatego, że jego książki składają się nie tylko z rewelacyjnie opisanej akcji, trzymającej w napięciu fabuły i mistrzowskiego stylu, lecz również jest w nich zawarte wszystko to, o czym pisałam powyżej.  

  • Lubię tego autora, udaje mu się mnie czymś zaskoczyć, nierozerwalnie wiąże się z moimi wakacyjnymi wspomnieniami, kiedy czytałam go książka za książką. 🙂

    • Dla mnie to pisarz nr 1, uwielbiam jego książki i na każdą nową czekam, jak na cudowny prezent 🙂