Wiem, że zapewne nieraz zadawaliście sobie to pytanie. Dręczyło Was ono pośród najczarniejszych nocy, nie pozwalając zasnąć. Bo każdy człowiek prędzej, czy później, dotrze do tego momentu. Do momentu, w którym zapyta – jak zrobić kunę? 😉 :p
I oto Matka na Szczycie spieszy z odpowiedzią, kojąc lęki i rozpraszając niepewności 🙂


A tak na poważnie… To historia tego jak zostałam bohaterem we własnym domu i SuperMatką w jednym 🙂


Pytaliście mnie wiele razy, jak się robi zwierzątka z filcu i obiecałam, że Wam pokażę. A pokazuję na kuriozalnym przykładzie KUNY, ponieważ właśnie maskotka kuny była obiektem pożądania Syna na Szczycie.
Wszyscy mamy jakieś swoje obsesje. Mój syn ma obsesje na punkcie kuny, odkąd ta pogryzła antenę w samochodzie babci. Teraz to dla niego niemal mityczne zwierze, które wychodzi nocami, by żywić się samochodowymi antenami 🙂
Doszło nawet do tego, że podczas jazdy autem, ulubionym zajęciem Syna na Szczycie jest obserwacja anten innych samochodów i zastanawianie się na ile każda z nich smakowała by kunie.
No i syn chciał mieć figurkę kuny do zabawy, a przyznacie, że ciężko dorwać w sklepie takiego pluszaka. I tak to matka na wysokości zadania stanęła i kunę stworzyła, zyskując szaczun całej rodziny 😀


Pokazuję Wam kunę, ale jednocześnie pokazuję sposób, jak zrobić jakiekolwiek zwierzątko z filcu.

Do jego wykonania potrzebne jest naprawdę niewiele:
– wełna czesankowa w wybranych kolorach;
– komplet igieł do filcowania;

– gąbka/ miękka podkładka.
I tyle z potrzebnych rzeczy. Filcowanie na sucho to bardzo tanie hobby. 10gram wełny czesankowej kupicie już za złotówkę! Komplet trzech igieł to około 10zł. Gąbkę każdy w domu i tak ma 🙂

Wełnę kupuję na Allegro, gdzie jest duży wybór. 10gram wełny wystarcza na zrobienie około dwóch zwierzątek średniej wielkości (takiej, jak te, które ja robię). Testowałam już wełnę z owiec polskich, nowozelandzkich i hiszpańskich – i z moich doświadczeń najbardziej polecam tę ostatnią. Jest bardzo miękka i delikatna, co sprawia, że najłatwiej się filcuje, a igły się tak nie niszczą.

Bo igły niestety się niszczą – tępią się z czasem, lubią się też złamać, więc jeśli planujecie zajmować się filcowaniem na poważnie, to lepiej od razu zamówić sobie kilka kompletów.
Komplet składa się z trzech grubości igieł – najgrubsza jest przydatna na pierwszym etapie, kiedy chcemy w miarę szybko nadać pierwotny kształt, najcieńsza z kolei jest niezbędna do wykończeń i obróbki drobniutkich elementów. Moja ulubiona igła to ta średniej grubości, która jest najbardziej uniwersalna. 

Gąbka jest potrzebna i niezbędna, jeśli chcemy chronić swoje palce. Przyznaję, że nie bardzo lubię na niej pracować i większe elementy nakłuwam w dłoniach, ale przy malutkich bez gąbki już się nie obędzie.
Ogólnie, trzeba pogodzić się z tym, że i tak nieraz ukłujecie sobie palce.
Gdy zaczynałam moją przygodę z filcowaniem, przeczytałam na jakimś blogu, że to „hobby okupione własną krwią„. Pomyślałam, tere fere, ale trują. Wkrótce przekonałam się, że to zdanie, jak najbardziej prawdziwe 🙂 


No, to pora omówić, jak to się właściwie robi 🙂
Na początku zróbcie sobie kawę, bo trochę nad tym posiedzicie 😉


Bierzemy czesankę w wybranym kolorze – w przypadku kuny jest to brąz. Urywamy odpowiednią ilość na tułów zwierzątka. Trzeba pamiętać, co oznacza filcowanie. Często mówimy, że np. jakieś ubranie nam się w praniu sfilcowało, czyli, że się skurczyło. I to właśnie następuje w tym procesie – wełna się kurczy podczas nakłuwania, więc kawałek, jaki bierzemy, musi być dużo większy od tego, jaki rozmiar tułowia chcemy ostatecznie uzyskać.


Rozluźniamy włókna czesanki, a potem w dłoniach układamy wełnę mniej więcej w pożądany kształt i zaczynamy – bierzemy najgrubszą z igieł i kłujemy ze wszystkich stron niczym laleczkę voodoo 🙂
Igły do filcowania posiadają nierówności, które sprawiają, że włoski wełny zahaczają się o siebie.

 

Z początku po prostu nakłuwamy z różnych stron, żeby uzyskać równomierny wałeczek. Później następuje faza już bardziej wymagająca – formowanie kształtu.
Zasada jest prosta – im więcej nakłuwamy w danym miejscu, tym staje się ono bardziej wklęsłe.
Tym sposobem formujemy tyłów, lecz jeszcze nie do końca. Ja na tym etapie nie zbijam wełny bardzo sztywno, gdyż wtedy trudniej byłoby nam łączyć ze sobą poszczególne części zwierzątka.

Później powtarzamy wszystko, tworząc głowę. Gdy mamy już tułów i głowę, trzeba je połączyć.
Najlepiej z góry zostawić w miejscach łączeń nieco luźniejszą wełnę. Potem przykładamy części do siebie i wielokrotnie nakłuwamy pod kątem, jak to widać na zdjęciu, aż będą się mocno ze sobą trzymały.

 

 

Gdy przychodzi pora na łapki, trzeba już sięgnąć po gąbkę.
Najlepiej od razu przygotować sobie cztery takie same kawałki wełny, żeby łapki wyszły nam równej wielkości.
Formując łapki, zostawiam na górze całkiem luźną wełnę, to sprawia, że potem bardzo prosto można połączyć to miejsce z tułowiem.

 

 

 

To samo robię z ogonem, tworząc najpierw sztywny środek.
Później biorę luźne kawałki czesanki i przymocowuję je tylko u samej nasady oraz nakłuwam w kilku miejscach na całej długości, ale delikatnie, tak by futerko na ogonie pozostało niesfilcowane. 

 

 

 

I tak kuna nabiera nam kształtów. Teraz pora na najdrobniejsze elementy. Uszka, których nie znoszę robić, zawsze przysparzają mi największych kłopotów 😉
Uszka wykonujemy na gąbce i przymocowujemy tak, jak inne elementy.

I mamy kunę niemal gotową 🙂
Teraz we wszystkie miejsca łączeń dokładam malutkie kawałki czesanki i filcuję „do zgubienia” linii łączeń.
Jest to też moment na dopracowanie kształtu i ostateczne „zbicie” czesanki.


By wykonać białą łatkę z przodu, bierzemy trochę białej wełny, przykładamy w dane miejsce i – oczywiście nakłuwamy, aż włókna się połączą.

 

 

W podobny sposób wykonujemy nos, ignorując pojawiające się w tym momencie pytanie dziecka – Mamoooo?! Dlaczego ją kłujesz w nosek?! 🙂
Tak samo wykonujemy oczka i pazury

Na koniec golenie – czyli obcinanie zbyt odstających pojedynczych włosków.
I wreszcie, po kilku godzinach, możemy powiedzieć – ZROBIONE! 🙂 


 


Prawidłowo wykonane zwierzątka z filcu są bardzo mocne i nie trzeba się bać, że coś im odpadnie. Jest to udowodnione przez Wielkiego Testera z tendencjami do destrukcji, czyli Syna na Szczycie 🙂 Jeśli on się nimi bawi i nic złego im się nie dzieje, to znaczy, że są naprawdę niezwykle solidne 😉

Teraz, gdy już wiecie, jak wykonać kunę, wiecie też, jak wykonać każde inne filcowe zwierzątko 🙂

 

  • Świetne są. Ale ja i to bym popsuła. Mi nic nie wychodzi. Dwie lewe ręce mam. Cóż zrobić.

    • Ej, nie wierzę w to! A nie wierzę, bo ja sama przez lata powtarzałam, że nie mam za grosz zdolności do dziedzin twórczości manualnej, a teraz popatrz! 🙂 Po prostu musiałam odkryć to, co mi wychodzi, bo faktycznie do większości też nie mam za grosz talentu.

  • Anna Sakowicz

    Super Ci to wyszło. Raz tak filcowałam wełnę na wzór kwiatowy na torebkę, ale to było płaskie, więc łatwo poszło. Nie wyobrażam sobie zrobienia takiej kuny. 🙂

    • A mnie właśnie płaskie elementy robi się trudniej! 🙂 Płaskie to mi lepiej na mokro filcować, ale z tym z kolei jest dużo babrania i na efekt trzeba więcej się napracować, a w filcowaniu na sucho podoba mi się to, że cały czas widzisz jak wełna się zmienia, z każdym nakłuciem jest efekt i to mnie motywuje 😉

      • Anna Sakowicz

        No tak, ja robiłam na mokro. Na mokro też robiłam kulki do kolczyków. 🙂

        • Ja też zaczynałam od robienia kulek na mokro 🙂 Akurat w przypadku kulek, to szybciej robi się je na mokro, ale na sucho jest czyściej i przyjemniej wg mnie 🙂

          • Anna Sakowicz

            Muszę kiedyś spróbować. 🙂

          • To koniecznie potem zaprezentuj efekty! 🙂

  • Dziękuję 🙂 :*

  • Jak zwykle jestem pod wrażeniem Twojej kreatywności! Ja na pewno straciłabym cierpliwość po dwóch minutach i rzuciłabym wszystko w kąt (tak mam, a plastyka i zpt w podstawówce nudziły mnie niemiłosiernie).

    • Ja tak mam z wieloma rzeczami i do większości precyzyjnych działań też nie mam za grosz cierpliwości, ale znalazłam kilka form rękodzieła, w których daję radę 🙂
      A zdradzę Ci, że wreszcie zabrałam się za prezent, który obiecałam Ci jesienią i ciągle coś mi przeszkadzało w jego stworzeniu. Teraz wreszcie będę mogła spełnić obietnicę 🙂

  • Historia z kuną z rana mnie rozbawiła 🙂 Podziwiam, nie wiem czy miałabym tyle cierpliwości do tworzenia:) Nie mówię jednak, że nigdy nie spróbuję. Piękne są Twoje misiaki. Kuna wymiata!

    • Właśnie ja też cierpliwości nie mam za grosz, ale filcowanie na sucho jest bardzo fajne, bo z każdym ukłuciem widać efekt tego, co się robi, a to działa motywująco 🙂

      • Ja kiedyś filcowałam na mokro- tylko kolczyki w kształcie kulek, ale ile to roboty było 🙂

        • Moją przygodę z czesanką zaczynałam od filcowania na mokro, ale ile to babrania się było! 🙂 Zdecydowanie wolę igłą, choć nie wiem, czy moje kłute palce mają takie samo zdanie 😉

  • Anna Szpunar

    No piękna kuna! Choć ja nie przepadam za tymi zwierzątkami 😛

    • Dla mojego syna to zwierzę numer jeden, choć budzi w nim mieszane uczucia grozy i fascynacji 🙂 Np. cały dzień się bawił tą filcową kuną, a na noc musiałam ją schować, bo mówił, że się jej boi, jak jest ciemno 😉

  • No mata, zdolności Twoje coraz bardziej mnie zaskakują i zachwycają!!! Nawet przy Twojej pełnej instrukcji nie widzę szans, by przy moim braku zdolności zrobic takie cudeńko 🙂

    • To jest prostsze niż wygląda 🙂 Jak pierwszy raz zobaczyłam takie filcowe zwierzątka, to zachodziłam w głowę, jak to ludzie je robią, a potem poszperałam, poczytałam i spróbowałam sama 🙂

  • Patrycja B

    Booooskieee ♡♡♡

    • Dziękuję 🙂 Miło mi, że się podobają 🙂

  • Zawstydzasz człowieka……

  • Gosia

    Oj kochana masz talent w rękach:)