Bo ja się poczułam. Ale od początku.
Pisanie blogaprzeważnie zaczyna się niewinnie. Jasne, pewnie są i tacy, którzy już na wstępie mają dalekosiężne plany i marzą o zbudowaniu własnej blogerskiej marki. Ale najczęściej chce się po prostu w ten sposób coś wyrazić, mieć tę swoją wirtualną przestrzeń. Wpada Ci fajny pomysł na tekst, więc siadasz i piszesz. Bez spiny.
Mijają miesiące, masz już wiernych czytelników, masz wyrobione określone nawyki (np. publikowanie wpisów w konkretne dni tygodnia) i nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się presja. Bo oto jest ten konkretny dzień, w którym Twoi czytelnicy oczekują nowego tekstu, a ty… A ty czujesz, że nic z tego. Może jesteś zagoniony, może zmęczony, może masz inne sprawy na głowie. Nagle gdzieś ucieka radość tworzenia i spontaniczność, a pojawia się ciężar – by sprostać wymaganiom, by utrzymać standardy, by nie zawieść czytelników.

Ja zawsze traktowałam bloga, jako jedną z moich pasji. Nigdy nie miałam ciśnienia na zdobywanie rzeszy fanów, lukratywnych kontraktów i zawojowanie blogosfery. Nie lubię się spinać (zresztą pisałam o tym TUTAJ). Dla mnie prawdziwe jest tylko to, co niewymuszone, co wypływa z twórczych potrzeb, porywów kapryśnej weny. 

Jednak ostatnio i ja zaczęłam odczuwać presję. Zaatakowało mnie pasmo problemów, może nie ogromnych, ale upierdliwych. Ciągle trzeba było się z czymś użerać – a to zepsuta kanalizacja, a to zerwany kabel z prądem, a to brak internetu. Śniegi i mrozy także nie nastawiają mnie optymistycznie, a najbardziej martwi dziecko, które przewlekle choruje. Skutkiem tego wszystkiego – zapał mi siadł.
I poczułam, że Was zawiodłam. Że nie jestem już tak wesoła i pełna humoru, jak przeważnie bywam. Że treści, które wrzucam, nie są tak dopracowane, jak powinny być. Że wpisy pojawiają się za rzadko. Że nie wzięłam udziału w kilku akcjach, do których mnie zapraszano. Że nie napisałam kilku tekstów, które planowałam napisać i w ogóle wszystko nie tak.
I poczułam się zmęczona, bo blog zamiast jako rozrywkę, zaczęłam postrzegać, jako kolejne zadanie do wykonania.
Na szczęście szybko to sobie uświadomiłam i przewietrzyłam swoje myśli. Bo takie podejście, to nie dla mnie!

To właśnie ja. Bez licencji na wiecznie dobry humor. Z czasami gorszymi i lepszymi, a przede wszystkim prawdziwa.
Ostatnio Ojciec na Szczycie (w żartach, żeby nie było!:p) nazwał mnie „Zacofaną blogerą z wioski” i zastanawiam się właśnie, czy nie zmienić nazwy bloga na tę powyższą 😉
Bo tak, jestem zacofana – nie mam konta na Twitterze i Instagramie, a na Youtub’a wrzuciłam w życiu tylko kilka filmików. Nie tworzę memów i nie rozwijam swojej marki (w ogóle nie uważam, żebym miała markę ;)).
I nie chcę tego robić. Dobrze mi tak, jak jest. I tak – dobrze mi na tej wiosce, coraz lepiej. Dobrze w moim zacofaniu, które przejawia się także tym, że nie chcę poddawać się żadnej presji.

To nie dla mnie wyskakiwać z każdej lodówki i podłapywać każdy modny temat. Nie dla mnie czytanie o tym, jak wypromować bloga. Nie zamierzam uczynić z niego źródła dochodu i sposobu na życie. Absolutnie nie neguję takich pomysłów u innych – bo, tak, to super sprawa zamienić pasję w sposób na życie, ale ja to już uczyniłam w innych dziedzinach, a blog to dla mnie tylko dodatek.
Chcę się po prostu z Wami dzielić tym, co uważam za warte pokazania; chcę czerpać radość z tej mojej pasji, dawać upust twórczym potrzebom.
Gdy mam coś ciekawego do opisania, to to opisuję. Gdy mam tworzyć wpis na siłę, to odpuszczam. Gdy coś mnie zafascynuje, to o tym mówię. Na mnóstwo tematów nie mam zdania, więc ich nie poruszam.

I presji mówię: nie. Być może wpisy faktycznie będą pojawiać się u mnie mniej regularnie. Nie wiem. Być może nie zawsze dam radę do wszystkich zajrzeć i przeczytać Wasze teksty. Nie wiem. Być może będę czasem znikać. Nie wiem. A nie wiem tego wszystkiego, bo to właśnie ja, nie żadna „marka”, tylko spontaniczna i prawdziwa osoba, zanurzona w swoim realnym życiu, w którym raz lecę na skrzydłach, a innym razem czołgam się przez zaspy 🙂


A jak to jest u Was? Traktujecie blog jak pasję i odskocznię, czy może jak pracę, w której ważna jest staranność i sumienność? Odczuwacie jakąkolwiek presję, czy macie wszystko pod kontrolą? 🙂
  • Oj kochana!!! Ty mi tak nie mów!!!!! Normalnie zaraz wsiądę w pociąg, wieczorkiem jakiś do was odjeżdża, i ci tam ten ośnieżony tyłek skopie!!!!!! Czyś Ty oszalała?????? Przewiało Cię za bardzo na tym szczycie????? Ty nas nie zawiodłaś!!!! Masz prawo do zmęczenia, wkurzenia, chorowania i wszystkiego innego! Narzuciłam sobie też wpisy w dane dni tygodnia, ale jak nie mam pomysłu , tematu to nie piszę 🙂 Świat się nie zawali!!! Co do zacofanej blogery z wiochy to musiałoby być nas dwie 😉 A podejrzewam, że pod tym postem zaraz podobnych do moich komentarzy pojawi się więcej i takich „wieśniackich” blogerek znajdziemy więcej 🙂 Przyznaję, że dla mnie blog to pasja, możliwość poznawania świetnych ludzi i nie przeczę, że współpracę gdyż nie pracując nie stać mnie na kupowanie tylu gier , czy książek dla mojego małego mola książkowego 🙂 No, się rozpisałam!!! BUZIAKI i spinaj poślady i głowa do góry 🙂

    • No to wsiadaj w ten pociąg, a ja już oscypki na stół stawiam 😀
      A tak na poważnie – dziękuję :*

      P.S. Co się zaś tyczy współprac, to np. takie książkowe bardzo sobie cenię, bo dzięki nim mam szansę oddawać się kolejnej mojej pasji i rozwijać. Natomiast nie interesuje mnie spinanie się i udawanie kogoś, kim nie jestem, by zaistnieć tu, czy tam i być atrakcyjnym blogiem dla wielkich firm 🙂

      P.S. 2 – W wieśniackich blogerkach siła! 😀

      • A co!!! Wieśniaczki górą 🙂 Ja z kolei nie lubię pisać o czymś , bo temat jest na topie……nie umiem no i tyle 🙂 Mąż mi zawsze mówi, że najlepsze teksty mi wychodza, gdy siadam i pisze pod wpływem emocji! Wtedy pisze bardzo szybko, aż się klawiatura grzeje, bo nie chcę stracić wątku 🙂

        • Ja nie do końca lubię pisać pod wpływem emocji, wolę na chłodno, ale też faktycznie zauważyłam, że te teksty, które pisałam na gorąco, mają najlepszy odbiór i najszerzej się rozchodzą 🙂
          A modnych tematów też raczej unikam, tym bardziej, że zazwyczaj są one już przewałkowane na wszelkie możliwe sposoby na innych blogach 😉

          • Dokładnie tak! Skoro ileś dziewczyn już o czyms napisało to po co i ja mam to robić? 🙂 Chociaż czasem są tematy, które mnie dręczą, a były juz przerobione 🙂 Oj, nie mogę się już doczekać czerwca!!!!!

          • Oj, ja też!!! Pewnie cały dzień przegadamy! 🙂 Albo i noc 🙂

  • Przeżyłam to samo, Kasiu, też zaczęłam odczuwać presję, która doprowadziła do tego, że prawie zamknęłam bloga. Na szczęście poustawiałam sobie priorytety i może nie publikuję tak dużo, jak kiedyś, ale jestem o wiele bardziej zadowolona. Również jestem zacofaną blogerką, bo podobnie jak Ty, nie posiadam kont na insta czy innych portalach, nie tworzę memów, które rozchodzą się po sieci niczym świeże bułeczki, ani nie buduję swojej marki. Odnoszę zresztą wrażenie, że ostatnio wszyscy jakby się uparli i próbują mnie przekonać do tego, że muszę zainwestować w bloga, inaczej dupa ze mnie będzie, a nie blogerka. A ja się nigdzie nie wybieram, nie muszę mieć za sobą tysięcy dusz, a teksty będę wrzucać, gdy je napiszę. Twój blog należy do jednych z moich ulubionych i czekam z niecierpliwością na każdy wpis, niemniej rozumiem Twoje bolączki. Pisz, kiedy chcesz i nie zmieniaj się, bo ja i tak zawsze tu wrócę. Cenię Cię bardziej od tych topowych blogerów, przecież wiesz.
    To pisałam ja, kolejna zacofana blogerka ;).

    • Wiedziałam, że Ty zrozumiesz :* :* :* I dziękuję za Twoje słowa :*
      Masz całkowitą rację – najważniejsze to poustawiać sobie priorytety i wiedzieć, czego się trzymać. Łatwo czasem dać się zwariować, tym bardziej, gdy życie wywija różne fikołki i traci się grunt pod nogami, ale zacofane blogerki się nie poddadzą 😀
      Tak sobie myślę, że w czasach, w których wszystko pędzi do przodu na łeb, na szyję, to właśnie w zacofaniu może być siła! 🙂

      • Dokładnie :). Ja tam nie lubię się ścigać i nie muszę być w pierwszym rzędzie, jeśli chodzi o blogowanie. Nie czuję się z tego powodu gorsza, poza tym zawsze lubiłam być w opozycji do panujących trendów, więc takie zacofanie bardzo mi pasuje ;).

        • Haha, to tak jak ja – u mnie przeważnie wszystko na odwrót i też nie lubię mainstreamu:)

  • Bardzo wielu rzeczy jeszcze nie wiem o blogowaniu. Jestem zielona i czasem łapię się za głowę, bo choćbym stawała na rzęsach, to nie sprostam wszystkim wytycznym płynącym z blogosferowej góry, niektórym nawet bym nie chciała. Staram się rozwijać, ale we własnym tempie i tak jak to czuję. Z budowaniem marki, czy jakkolwiek inaczej to nazwać, zawsze byłam na bakier. I wiele razy pytałam siebie – czy to ma sens? Ja dopiero raczkuję, ale sądzę, że póki przesuwam się w kierunku Twojej wioski, to owszem, ma.

    • Ja, gdy zaczynałam blogować, nie miałam pojęcia o najróżniejszych mechanizmach i prawach rządzących blogosferą. Teraz niby już swoje o tym wiem, ale właściwie, to do niczego mi ta wiedza nie potrzebna. Bo najważniejsze to robić swoje; to, co się kocha; to, co się czuje, a nie sugerować się jakąś z góry narzuconą wykładnią!
      Trzymam kciuki za Twoją blogerską drogę, z tego, co piszesz, to widzę, że podejście masz zdrowe! 🙂

  • Myślę, że każdy z nas odpowiada za swoją presję. Nie mam czasu, nastroju, siły – nie piszę. Na blogu jest cały tabun tekstów, które można czytać. A większość ludzi przybywa więc o czym tu mówić. Może i ktoś ma ciśnienie na blogową sławę. Ja też mam ciśnienie na posiadanie rozpoznawalnego bloga, ale to nie znaczy, że mam się utyrać po łokcie, bo mam takie chęci. Pasja – przyjemne z pożytecznym. Gdzie to przyjemne, gdy pożyteczne (czyt. promowanie marki i szybki rozwój) jest robione na siłę?

    • Właśnie, poruszyłaś kolejny ważny aspekt – każdy ma swoją drogę (blogerską i życiową). Może niektórzy znajdują przyjemność właśnie w spinaniu się i tyraniu po łokcie, kto wie? 🙂 Różni są ludzie, ale dopóki robi się wszystko w zgodzie ze sobą, to dopóty jest to autentyczne. Dla mnie traktowanie bloga jako super poważnego życiowego zadania, autentyczne nie jest, ale w pełni rozumiem i tych, dla których rozwój bloga jest życiowym priorytetem. Co kto lubi 🙂

      • Bo to i dobre i złe. Fajnie jest mieć cele, ale nie na siłę, nie po trupach.

        • Wszystko też zależy od tych celi właśnie. Jeśli poważnie myśli się o rozwoju bloga, wtedy wiadomo, że trzeba mieć jakiś plan i go realizować. A jeśli blog to tylko odskocznia, wtedy przemyślana strategia nie jest (chyba?) konieczna 🙂

  • Jakiś czas temu gorąco mnie namawiała koleżanka blogerka żebym parła do przodu bo mam potencjał. Tylko w moim blogowaniu nie o to chodzi. Nie będę reklamować sobą czegoś, do czego nie jestem przekonana, a mam to zrobić, bo ktoś chce bardzo ze mną współpracować. Uważam, że nie tędy droga.
    Jeśli nie mam ochoty pisać, tak jak ostatnio, to robię zdjęcia – bo na to mam ochotę, albo na recenzję książki.
    Takie blogowanie, po swojemu – lubię 🙂

    • I to jest chyba klucz do tego, jak nie dać się zwariować – blogować po swojemu! Z pasją i zapałem wynikającym ze szczerej ochoty 🙂

      • Inaczej to traci sens 🙂

        • Dokładnie! Przecież nie ma sensu męczyć się czymś, co w założeniu miało być przyjemnością!

  • Doskonale Cię rozumiem. Miałam taki moment chyba we wrześniu. Nazbierało mi się spraw i psychicznie nie wyrabiałam. Ochłonęłam, odpoczęłam i z nowym podejściem piszę dalej. Jednak tak jak piszesz- posty o tym jak blogować też mnie męczą, chwytliwe tematy- czasem mi się zdarzyło coś o tym napisać, ale nie łapię każdego żeby być na topie.
    Blog to dla mnie odskocznia od codzienności, zaczęłam go trochę traktować jako pracę, ale to dlatego żeby nie zwariować. Nie mam weny nie piszę, nikt mi wypłaty nie utnie. Pisanie pod presją jest nie dla mnie, nie umiem się wtedy odnaleźć i złożyć kilku zdań.
    Ja zawsze będę czekać na Twoje teksty, nie opuszczę Cię i mam nadzieję, że jak najszybciej się w realu spotkamy :*

    • Popatrz, a to ja nawet nie zauważyłam wtedy spadku formy u Ciebie – dla mnie jesteś wzorem energicznej i pełnej pozytywnej energii osóbki! 🙂
      Ale to prawda, że przychodzą różne fazy, nie da się być cały czas na najwyższych obrotach i non-stop tworzyć, bo się człowiek w końcu wypali. Musi być równowaga.
      A – „nikt mi wypłaty nie utnie” – to świetne podsumowanie tematu 🙂
      Dziękuję Ci za piękne słowa i ja też z niecierpliwością czekam (już bardzo długo) na spotkanie, więc wreszcie muszę się doczekać! :*

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Aleś trafiłą w bliski mi temat. U nas też nawarstwienie kłopotów, braku czasu, zmęczenia czy po prostu braku serca do bloga. I czasem czuję, że zawiodłam. Ale zaraz zaglądam w satystyki i widzę, że pomimo braku nowego postu, ludzie nadaj do mnie zaglądają. Nie spinam się więc, nie wrzucam wymuszonych tekstów bez sensu. Czekam na wenę, zapisuję. Jest nas mniej, ale jesteśmy sobą. Powoli, po swojemu. Bo to ma mnie relaksować, a nie spinać. Mam wiele innych spraw, by się nimi przejmować

    • „Jest nas mniej, ale jesteśmy sobą. Powoli, po swojemu. Bo to ma mnie relaksować, a nie spinać.” – pięknie powiedziane! I o to właśnie chodzi! 🙂
      Zima niestety sprzyja zmęczeniu i zniechęceniu, a gdy jeszcze dołączą do tego problemy, to można stracić serce do wszystkiego, coś o tym wiem :/
      Życzę Ci żeby kłopoty szybko się skończyły, a przyszły nowe siły i nowe radości! :*

  • Kaśka, w ogóle się nie przejmuj 🙂 W swoim ponad 3-letnim blogowaniu ciągle się czuje jak na sinusoidzie! Raz mam tak, że siadam i na raz piszę po kilka tekstów, bo mi czaszkę wysadza od dobrych myśli. Innym razem (tak jak ostatnio)- kłopoty życiowe tak mnie zmęczyły, że złożenie jednego zdania stanowi kłopot. Myślę, że blogerki lifestylowe albo modowe, które zajmują się tylko tym i nie mają dzieci, mają znacznie więcej czasu i możliwości na rozwijanie się! Nie oszukujmy się- choćbym chciała, nie mogę jeździć na wszystkie kursy i szkolenia, które mnie interesują. Nie mogę pół dnia spędzić na sesji zdjęciowej ani na obrabianiu jakiś memów. No nie i koniec 🙂 Ale… każdy bloguje jak lubi i jak potrafi. Ważne, żeby w zgodzie ze sobą!

    • Amen! Chyba sobie wydrukuję te Twoje słowa i będę codziennie czytać! Jesteś mistrzynią – w jednym komentarzu podsumowałaś wszystkie luźne myśli i wątpliwości, które mi krążyły dziś po głowie!!! 🙂

  • Spadłaś mi jak z nieba tym tekstem. Dziś poniedziałek- dzień największego ruchu na moim blogu, dzień nowego posta, dzień najlepszej z reguły publikacji. Posta nie ma, presji mówię nie. W rozjazdach między lekarzami, z USG torbieli w rękach- nieco znużona podróżą tramwajami i spięta niemożnością natychmiastowej konsultacji- odpuściłam. Blog to moja praca na ten moment, ale nigdy nie przestanie być moją pasją, ma mnie cieszyć, bo gdy wkradnie się rutyna i zmęczenie- absolutnie każdy to wyczuje. Tak myślę.

    • Zgadzam się, gdy coś jest robione na siłę, to prędzej, czy później czytelnicy to wyczują. No chyba, że dany bloger ma już takich wiernych fanów, że łykną oni wszystko 🙂
      Zmartwiłaś mnie tym, co piszesz, życzę Ci dużo zdrowia i żeby wszystkie problemy szybko się skończyły! U nas też pogorszenie u syna znowu i już po prostu nie wiemy co robić. Jutro na kolejną konsultację lekarską jedziemy, znowu kilkadziesiąt kilometrów, ale na naszym terenie już dawno wyczerpaliśmy możliwości :/

      • Nie martw się, udało się wczoraj wieczorem. Dostałam leki i za trzy miesiące kontrola. To nie pierwsza taka moja „sytuacja”, ma skłonności do torbieli :/, tylko ta jest dosyć spora więc chciałam jak najszybciej zadziałać.

        • Życzę żeby szybko wszystko wróciło do normy i do zdrowia!

  • Anna Szpunar

    Nigdy nie traktowałam bloga jako pracy, jeżeli mam coś do powiedzenia/pokazania robię to a jak nie to nie 🙂 Dla mnie zima jest takim czasem na przeczekanie, najchętniej zapadłabym w sen jak nasz miś tatrzański! 🙂 Niestety nie da rady…Zupełnie inaczej jest z Klaudią , to ona mnie ostatnio zmotywowała do ruszenia tyłka i zrobienia kilku zdjęć 🙂 Uwielbiam ją za to.
    P.S. Kasia pamiętaj, my też jesteśmy blogerkami z wioski! 😛 😛

    • To prawda, górska zima nie sprzyja rozwijaniu skrzydeł 🙂 Właściwie, jak wyglądam rano przez okno i widzę stan drogi dojazdowej na Szczyt, to już mi się wszystkiego odechciewa 😉

      A blogerki z wioski przynajmniej mają swój unikalny styl 😀

  • Ważne by żyć i pisać w zgodzie z sobą. Nic na siłę- taką mam dewizę. A Ty nie musisz się spinac bo ma blog sprawiać Ci przyjemność a gdy tak bedzie to i czytelnicy będą czuć że to jest prawdziwe a nie pełnej sztuczności pisania

    • Dokładnie – świetnie to podsumowałaś! Niestety, czasem łatwo jest się gdzieś zatracić, gdy dni uciekają jak szalone i nagle ma się pretensje do samego siebie, że z niczym się nie wyrabia. Ale najważniejsze to umieć powiedzieć sobie „stop” i ułożyć sprawy na właściwych dla nich miejscach. Tak, jak to napisała Iza poniżej – stresować i przejmować się każda z nas ma czym, a przyjemność ma pozostać przyjemnością 🙂

  • Chyba mamy podobnie, chwilowe przesilenie. Jak widziałaś obu nam udało się jednak coś napisać. A to chyba dlatego, że miałyśmy ochotę to COŚ z siebie wyrzucić. I właśnie tym jest dla mnie blogowanie.
    Pisaniem, kiedy czuje się potrzebę ubrania w słowa tego, co się czuje lub opowiedzenia o czymś, co na nas zrobiło wrażenie.
    Prawdę powiedziawszy podziwiam słwanych blogerów, którzy zarabiają na tym pieniądze. One/oni muszą pisać, publikować, nie mogą zginąć z siecie na 24h. A my, jak nie mamy ochoty, wciskamy przycisk off-line i jest spokój 😉

    • Pięknie to podsumowałaś!
      A co do blogerów, którzy żyją z bloga… Jeśli blog jest pracą, to wtedy wiadomo, że podchodzi się inaczej, bo wyjścia nie ma, tak samo, jak Ty nie powiesz: „eee, nie mam dziś weny do robienia bukietów, olewam to” 😉
      Ale to kwestia priorytetów i celów – ja wolę bloga, jako właśnie to „wyrzucanie z siebie” wtedy, kiedy mam na to ochotę i kiedy to czuję 🙂

  • Piszesz moimi słowami….:-) Mogłabym się podpisać pod tym. Wiesz, ja co rusz myślę nad tym, żeby np. wykupić reklamę na fb. Dużo to nie kosztuje, a jakieś zasięgi są większe, więcej lajków. A zaraz potem sobie myślę: PO CO MI TO? Mam pracę, gdzie zarabiam pieniądze, mam szczęśliwą rodzinę, mam dom, samochód – marny, ale jest;-) No i mam pasję – czytanie książek i pisanie bloga. Ponieważ pracuję, na bloga już niewiele mi czasu zostaje. Ostatnio piszę wyłącznie o książkach, czytaniu i tematach okołoksiążkowych – choć to nie są tematy na wielkie zasięgi i lajki… Gdybym pisała o swoich niepowodzeniach, kompleksach, wałkowała tematy społeczno-polityczno-etyczne, mój blog byłby pewnie bardziej poczytny….ale ja nie chcę. Nie chcę też ciągle robić sobie zdjęć (a wtedy mi zasięgi skaczą jak nie wiem;-), bo mnie to nie kręci, ale ostatnio raz w tygodniu wrzucam…. Lubię regularnie publikować posty i sama wywieram na sobie presję i mobilizuję się:-) Choć nie wiem, czy tak jak ty nie porzucę tej regularnej publikacji. Może będzie mniej wpisów, bo chcę zająć się czymś jeszcze….
    Jestem małą pchełką w blogosferze, ale dobrze mi z tym.
    A Twój blog uwielbiam i spotkanie z Tobą było ewidentnie jednym z najfajniejszych rzeczy, jakie mi się w ub. roku przytrafiły… Ja się denerwowałam, naprawdę;-)
    Kasiu, ty nie musisz się spinać na blogu. Ty piszesz piękne książki!
    Taką blogosoferę lubię, znajomości, kontakty, wymianę doświadczeń i spostrzeżeń:-)

    • Nie ma się co dziwić, jesteś śliczna, więc to oczywiste, że zasięgi wzrastają, jak swoje fotki wrzucasz 🙂

      Dla mnie też to spotkanie było cudownym wydarzeniem i mam nadzieję, że będą kolejne okazje do spotkań!

      Właśnie o to chodzi, że ja nie traktuję bloga, jako sposobu na życie, a tylko taki miły dodatek. Więc nie ma co dać się zwariować. Choć ostatnio tak się zamotałam we wszystkim, że nie umiałam ogarnąć rzeczywistości. Widzisz, głupio mi, że nie wzięłam udziału w proponowanych przez Ciebie książkowych zabawach, choć zawsze jestem chętna na wszelkie kreatywne akcje.

      Ciekawa jestem, co to za tajemniczy projekt, o którym ostatnio wspominasz? 🙂

      • Zasięgi wzrastają, bo ludzie są podglądaczami i oglądaliby jakkolwiek bym nie wyglądała:-) Ja też lubię oglądać zdjęcia innych:-) To takie ludzkie;-):-) A spotkanie było cudowne i mam nadzieję, że się zobaczymy jeszcze!

        • No, nie widzę innej opcji! I mam nadzieję, że szybciej niż na kolejnych Targach Książki 🙂

  • Blog to przede wszystkim moja pasja. Nie czuje zadnej presji, nie mam wyznaczonych dni na pisanie. Pisze bo to kocham i w pewnym sensie to moj pomysl na zycie. Pisanie to moj sposob na zycie. Uwielbiam wymiane mysli z innymi. Uwielbiam sie dzielic. A na blogu chce byc soba, nie kims innym, obcym. Dzieki blogowi ludzie maja poznac mnie, nie marke…

    • I takie podejście mi się podoba 🙂 Moim zdaniem, tak gdzie pasja zaczyna zamierać, a pojawiają się inne pobudki, tam kończy się prawdziwość przekazu.

  • Life and chill

    Znam ten temat, bo mnie on również dotyczy. Na co dzień bloga traktuję właśnie jako taki mój mały świat, do którego zaglądam się i dzielę „sobą” i tym co mnie otacza. Ale pojawiają się momenty, kiedy odczuwam właśnie taką presję. Że dawno nie było posta na blogu, że inni piszą regularnie, że odsłon mało itp. I wtedy pojawiają się zazwyczaj wątpliwości, czy ciągnąć to dalej, czy ten blog jest dla mnie, czy ma sens.. Na szczęście takie dni i myśli mijają, bo przecież nie robię tego dla „kariery”, tylko z czystej pasji 🙂

    • Też ostatnio takie myśli mnie naszły, że może usunąć to wszystko w cholerę i nie mieć więcej wątpliwości, ale na szczęście przypomniałam sobie po co tak naprawdę to robię i jakie są moje cele 🙂 Myślę, że takie kryzysy są potrzebne właśnie po to, by uporządkować myśli 🙂

  • Justyna Gross

    Ja to dopiero zacofana blogerka ze wsi jestem. Wrzucam na bloga często nieuporządkowane emocje i zdjęcia zrobione kiepską komórką. Bywają tygodnie, że nie mam siły pisać, lecz przypominam sobie, że dla moich stałych czytelników te mało profesjonalne wpisy coś znaczą, że na nie czekają. Zbieram się w sobie i udowadniam po raz kolejny, że życie jest piękne.

    • Podrzuć mi namiary na Twojego bloga, chętnie się z nim zapoznam 🙂
      A to, co piszesz o swoim blogowaniu – to moim zadaniem właśnie to, o co w tym chodzi – PRAWDZIWE emocje i prawdziwa pasja, bez udawania, bez przymusu, bez presji 🙂

      • Justyna Gross

        rakowisrodkowypalec.blogspot.com to taki główny. Mam też blog o książkach i o rękodziele.

        • Ooo, jestem ciekawa tego o rękodziele 😉

  • Karolina

    Zwariowałaś? Nikogo nie zawiodłaś :* Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami zaprogramowanymi na idealność. Przyznam szczerze, że ja zakładając bloga martwiłam się tym, że nie mam czasu na regularne pisanie i przez to się zniechęcę. Wiedziałam, że większość blogujących nie pracuje na pełen etat i tego czasu ma więcej niż ja. Martwiłam się, że zostanę przez to wykluczona. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że będę robiła wszystko po swojemu 😛 Nie po to, żeby się udało zdobyć tysiące czytelników, a dla siebie 🙂 Dla tych wspaniałych znajomości, które dzięki temu się nawiązały, dla tych chwil, które pozwalają mi docenić samą siebie, trochę bardziej uwierzyć 🙂 Naprawdę bardzo się cieszę, że to robię, bo mam Was 🙂 nie jestem sama 🙂 Mam wyrzuty sumienia, że nie mogę czytać i komentować na bieżąco, bo komputer odpalam raz na jakiś czas, a z telefonu nie jest to wygodne, ale kiedy już mogę to dopadam się jak mój pies do kości 😀 I to, że nie ma mnie codziennie nie znaczy, że nie doceniam innych i mam nadzieję, że wszyscy o tym wiedzą 😉 Po prostu codzienność zajmuje mi tyle czasu. Czy piszesz każdego dnia, czy raz na tydzień, czy jeszcze nie wiem raz na ile to i tak uwielbiam Cię czytać i częstotliwość powstawania postów nie ma na to wpływu 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa :*
      I masz rację – trzeba robić po swojemu, we własnym stylu i tak jak danej autorce odpowiada! 🙂
      A z tym telefonem, to Cię podziwiam, bo ja niemal wcale nie korzystam z neta w telefonie – strasznie mnie to wkurza i generalnie to nie bardzo umiem się połapać, chyba ja już nie to pokolenie 😉

  • Bardzo podoba mi się takie podejście…Presja, wyścig, poczucie, że coś trzeba niszczy radość…ale też rozprzestrzenia się bardzo szybko. To czuć jak się wchodzi na daną stronę. Tak trzymaj!

    • Dziękuję 🙂
      Myślę, że w moim przypadku też dużą rolę odgrywa wpływ Szczytu – u nas wszystko toczy się wolniej, spokojniej, bez spiny. Kiedyś nie wyobrażałam sobie opuszczenia miasta na dłużej, a teraz nie chcę już do miasta wracać. Dobrze mi z dala od tych wszystkich wielkomiejskich stresów 😉

  • Pani Rolnik

    Skoro Ty śmiesz się nazywać zacofaną to nie wiem co ja powinnam napisać o sobie. Wiem jedno uważam tak jak Ty – w pewnym momencie stalo się to dla mnie obowiązkiem i ciężarem i chyba głównie przez to zwolniłam…nie zarabiam i nie mam planów zarabiać na blogu – nie dla tego żeby coś komuś udowodnić, dlatego że nie czuję takiej potrzeby, dlatego też nie piszę na przymus, staram się tylko wtedy jak na prawdę chcę się czymś podzielić. ps. Pięknie wyglądasz w tej spódnicy z sh za 2 zł! faktycznie jak księżniczka 🙂

    • Chyba tak samo to wygląda we wszystkich dziedzinach twórczości – inaczej się tworzy, kiedy wynika to z potrzeby serca, a inaczej, gdy z przymusu, chciwości, lub jeszcze innych najróżniejszych pobudek. Ale pasja to delikatna kwestia, kiedy pojawiają się inne motywacje, to pasja przeważnie sobie ucieka 🙂
      P.S. Dziękuję 🙂