Wiem, że trochę za późno pojawiam się z tym wpisem, ponieważ jednak wiele osób w ostatnich dniach pytało mnie o ten przepis, to postanowiłam zamieścić go na blogu, by każdy mógł z niego skorzystać.
Być może już nie w tym roku, bo te pierniczki powinno się robić ze sporym wyprzedzeniem, najlepiej przygotować je pod koniec listopada i przez miesiąc trzymać w puszkach, jednak kilka razy zdarzyło mi się zrobić je niemal na ostatnią chwilę i także były pyszne 😉

To stary śląski przepis, który przekazała mi moja „przyszywana” babcia. Przepis może dość skomplikowany, ale efekty końcowe są warte wysiłku. Pierniki są bardzo korzenne, o wyjątkowo intensywnym smaku. Z tej ilości składników, którą podaję, wychodzi ich naprawdę ogromna ilość 😉


Składniki:
– pół litra miodu

– pół kilo cukru
– 2 opakowania cukru waniliowego
– półtora kilo mąki
– 350g tłuszczu (ja zawsze używam „Kasi” 😉 )
– 4 jaja
– opakowanie proszku do pieczenia
– dwie łyżeczki amoniaku (ewentualnie może być soda oczyszczona)
– dwie łyżeczki cynamonu
– trzy łyżeczki przyprawy do pierników
– mała paczka kakao „Decomoreno”
oraz składniki do dekoracji – polewy, migdały, posypki, wiórki kokosowe, itd.


Przygotowanie:
– Miód + cukier + cukier waniliowy zagrzać w rondelku, cały czas mieszając, aż cukier się rozpuści.
– Mąkę rozmieszać z pozostałymi składnikami – drugim cukrem waniliowym, jajami, proszkiem do pieczenia, amoniakiem, tłuszczem, kakao i przyprawami.
– Wlać masę miodową do masy z mąki i rozmieszać. Wygnieść ciasto i uformować kulę – możliwe, że na tym etapie będzie bardzo lepiąca. Kulę owinąć folią i wstawić na jeden-dwa dni do lodówki.
– Po dwóch dniach wyjmujemy ciasto, wałkujemy i wycinamy pierniczki.
– Pieczemy na wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą blasze.
– Pierniki po wystudzeniu dekorujemy, a potem zamykamy w metalowych puszkach, by zmiękły.
Najlepiej smakują z polewą z białej lub mlecznej czekolady 🙂


A Wy macie swoje sprawdzone świąteczne przepisy, albo specjały przygotowane na święta w Waszych rodzinach od pokoleń?