Do udziału w tej zabawie nominowała mnie Iza z Nie Tylko Różowo. Niestety cała sprawa wypadła mi z głowy wśród nawału innych zdarzeń. Na szczęście Antyterrorystka po raz kolejny okazała się niezawodna i przywołała mnie do porządku, wręczając mi kolejną nominację.
Iza, Gosia – oto jestem z moimi książkowymi odpowiedziami 🙂

*


FAZA PIERWSZA: zauważenie – książka, którą kupiłam ze względu na okładkę.

Pewnie Was zdziwię, ale tylko (przynajmniej z tego, co pamiętam) raz w życiu skusiłam się na książkę ze względu na jej okładkę i to całkiem niedawno! Chociaż okładki są niezmiernie ważne (wiem to, jak mało kto!), to jakoś nigdy się nimi nie kieruję w wyborze książki (tym bardziej, że teraz już wiem, jak trudno jest wybrać dla książki odpowiednią okładkę).

Książka, którą wybrałam ze względu na okładkę (nie kupiłam, bo była to książka z biblioteki), to „Czarny wiatr” Clive’a Cusslera.
A właściwie, nawet nie do końca mogę powiedzieć, że ja ją wybrałam. Syn na Szczycie podał mi ją z bibliotecznej półki ze słowami – „Ta będzie dla ciebie dobra”. Na okładce zobaczyłam łódź podwodną i wiedziałam, że ma rację🙂 I nie zawiodłam się. Książka była świetna. Bardzo lubię takie historie pełne przygody, sensacji i wartkiej akcji. A do tego te niszczyciele! 😉

FAZA DRUGA: pierwsze wrażenie – książka, którą kupiłam ze względu na opis. 

W tym przedziale mieści się jakieś 90% książek, które czytam. Pozostałe 10% to te, które ktoś mi polecił, lub znam autora danej książki, lub czytałam o niej w recenzji, lub urzekł mnie tytuł, lub całkiem przypadkowo znalazła się w moich rękach.
Ale w zdecydowanej większości kieruję się właśnie opisem z tyłu okładki (choć czasami bywa on bardzo mylący i całkiem nieadekwatny do treści książki).
Czasem czytam też pierwszych kilka stron i już przeważnie wiem, czy to książka dla mnie, czy nie. 

Nie jestem w stanie zaprezentować Wam jednej wybranej, gdyż takich pozycji jest w moim zbiorze zdecydowanie wiele. 

Ale powiem Wam o książce, którą czytam aktualnie i… której treść wcale nie jest odbiciem tytułu i opisu z okładki. Na szczęście! Bo gdybym w tym wypadku kierowała się tymi kryteriami, to nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę. A okazała się niezwykle wartościową pozycją, o której więcej napiszę Wam niebawem. Ta książka to „Sztuka doceniania siebie – poradnik z Wydawnictwa eSPe.

 
FAZA TRZECIA: słodkie rozmówki – książka napisana świetnym stylem

I znowu – większość książek, które czytam, jest właśnie taka. Styl autora to coś, na co zwracam szczególną uwagę. Zły, albo po prostu nie wpisujący się w mój gust przeważnie sprawia, że rezygnuję z książki po kilku stronach.

Jeśli chodzi o sam sposób pisania, to mam dwie ulubione pod tym względem autorki o skrajnie różnych stylach.
Pierwszą mistrzynią jest dla mnie Joanna Fabicka i jej „Szalone życie Rudolfa”. Uwielbiam ten styl pełen humoru, nutki ironii, przerysowania, szczypty absurdu, błyskotliwych, lecz prostych dialogów.

Książkę tę czytałam, będąc jeszcze w liceum, lecz do dziś pamiętam wiele scen.


Drugą moją mistrzynią stylu jest amerykańska pisarka Robin Hobb ze swoim „Uczniem skrytobójcy” – książką, w której zakochałam się dawno temu, choć dziś nie gustuję już w takim typie literatury.

Styl Robin, to całkiem inna bajka – poetycki, wysublimowany, delikatny, nastrojowy, potrafiący rewelacyjnie budować klimat opowieści.

I muszę jeszcze wspomnieć o klasycznej reprezentantce mojego ulubionego stylu pisania (który wielu odnalazło we „Wiośnie po wiedeńsku”) – Joannie Chmielewskiej i jej rewelacyjnym „Wszystko czerwone”.
„Pani Biała Glista, ja bardzo proszę: won!” – do dziś pamiętam to zdanie, wygłoszone na kartach powieści przez duńskiego śledczego, choć książkę czytałam z jakieś 18 lat temu 😉

 

FAZA CZWARTA: pierwsza randka – czyli pierwszy tom, który sprawił, że od razu miałam ochotę sięgnąć po kolejne części.

Wszyscy uwielbiają sagi, uwielbiają trylogie, uwielbiają powieści wielotomowe. Ja nie. I niewiele takich przeczytałam.

Wyjątkiem jest „Władca Pierścieni” Tolkiena, którego pochłonęłam, będąc w liceum. Miałam to szczęście, że w moje ręce wpadły wówczas stare egzemplarze w tłumaczeniu pani Skibniewskiej – moim zdaniem najlepsza wersja tłumaczenia tych książek.

Drugą sytuacją, gdy sięgnęłam po kolejne tomy zafascynowana pierwszym, było czytanie jednej z moich ulubionych dotąd książek – „Cierpkość Wiśni” Izabeli Sowy (świetnej pisarki, która nota bene poleca „Jesień w Brukseli”, co możecie przeczytać na okładce mojej powieści:) ).
Pozostałe książki z „Owocowej Serii” już jednak aż tak mnie nie porwały, jak właśnie ta pierwsza.

Była też w moim życiu sytuacja, gdy całkiem przypadkowo sięgnęłam po pewną książkę i podczas czytania wiedziałam już, że mam nowego ulubionego autora i że muszę przeczytać absolutnie każdą z jego powieści (na moje szczęście napisał ich sporo). Tamtą książką było Kątem oka” Dean‚a Koontz’a.

  
FAZA PIĄTA: nocne rozmowy telefoniczne – czyli książka, dzięki której przetrwałam noc.

Nie wiem, czy nie powinno być raczej – „przez którą zarwałam noc„. Nie przypominam sobie, by jakakolwiek książka, może oprócz Pisma Świętego, była dla mnie lekarstwem na trudną, bezsenną noc (zacznijmy od tego, że nigdy nie cierpiałam na bezsenność, wręcz przeciwnie – mogłabym zasnąć wszędzie i o każdej porze, gdybym tylko znalazła poduszkę i w miarę wygodne posłanie;)). 
Natomiast książek, przez które zarwałam noc jest całkiem sporo. Gdy już zacznę czytać, nie umiem się oderwać, dopóki nie skończę. 

FAZA SZÓSTA: zawsze w myślach – czyli książka, o której nie mogę przestać myśleć.

Każda, którą aktualnie piszę 😉  

…oraz książka, którą przeczytałam kilka dni temu i która zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Chciałabym napisać jej recenzję w odrębnym wpisie, więc na razie podam Wam tylko jej tytuł, powstrzymując się od dalszych opisów – „Niebo istnieje… naprawdę!” Todd’a Burpo.

 
I jeszcze muszę wspomnieć o dwóch książkach dla mnie kultowych, książkach, które zmieniły moje patrzenie na świat i do których często wracam myślami, właściwie to traktuję je jako swój punkt odniesienia, choć teoretycznie to powieści beletrystyczne – „Listy Lorda Foulgrina” oraz „Spisek Ishbane’a” Randy’iego Alcorn’a.

 

FAZA SIÓDMA: kontakt fizyczny – czyli książka, którą kocham za wywoływane przez nią uczucia.

Tu od razu przychodzi mi do głowy jedna z moich absolutnie ulubionych książek, napisana przez mojego absolutnie ulubionego autora – „Odd Thomas” Dean‚a Koontz’a 🙂 Zakończenie tej powieści rozwala, wgniata w fotel i pozostawia czytelnika z rozdziawioną paszczą. Polecam Wam także ekranizację filmową tej książki (o tym samym tytule). Ja uwielbiam!

 

Źródło: www.deankoontz.com

Drugą książką, o której muszę tu wspomnieć „Szepty dzieciństwa” Anny Sakowicz, które przeciągnęły mnie po emocjonalnym rollercoasterze – rzadko zdarza się, by książka wywoływała aż tyle skrajnych emocji.
Moją szczegółową recenzję tej powieści znajdziecie TUTAJ.

A skoro w tym akapicie o uczuciach mowa, to nie ma wyjścia – muszę wspomnieć o swoich książkach, ponieważ ich pisanie, ich wydanie, reakcje czytelników i całe dobro, które na mnie dzięki napisaniu tych książek spływa, są jednymi z najpiękniejszych doświadczeń mojego życia! 🙂
Zdradzę Wam całkiem po ciuchu, że zapowiada się, iż całkiem niedługo będę to wszystko przeżywać ponownie 😀

  
FAZA ÓSMA: spotkanie z rodzicami – czyli książka, którą mogę polecić rodzinie i znajomym.

Wszystkie książki, które mi się podobały, mogę z czystym sumieniem polecać innym, choć wiadomo, że są różne gusta i niekoniecznie to, co zachwyciło mnie, musi zachwycić także moich znajomych lub czytelników.
Moje recenzje znajdziecie w zakładce KSIĄŻKI & PISANIE, gdzie staram się regularnie donosić Wam o ciekawych książkowych pozycjach.

FAZA DZIEWIĄTA: myślenie o przyszłości – czyli książka, którą będę czytać jeszcze wiele razy.

Każda książka, którą aktualnie piszę 😉 Na etapie redakcji i przygotowań do druku, autor czasami już nie może znieść własnej książki, gdy musi czytać ją po raz n-ty w przeciągu kilku tygodni/miesięcy 😉

Z pewnością wrócę także jeszcze w przyszłości do moich ulubionych książek, tych, które uważam za najlepsze, jakie czytałamczyli różnych książek wspomnianego już kilkakrotnie Koontza oraz do „Błękitnej pustki” Deaver’a – książki, po której przeczytaniu chciałam zostać hakerem 😉

FAZA DZIESIĄTA: dzielenie się miłością 

Do udziału w zabawie nominuję: Karolinę z Kilometry Codzienności

oraz Was wszystkich opowiedzcie mi w komentarzach o książkach, które zrobiły na Was największe wrażenie, które na zawsze zapamiętacie i do których będziecie do nich wracać!