Ten tekst jest kontynuacją niezwykłego opowiadania, jakie w prezencie urodzinowym napisała dla mnie Sabina z bloga Kluseczka po włosku. Oryginalną, pierwszą część, stworzoną przez Sabinę znajdziecie TUTAJ.
Sabina powiedziała mi, że chciałaby, by bohaterki opowiadania – czyli ja, Gosia i Kasia, dopisały jego kolejne części. Choć miałam wielką tremę i opory, bo przyszło mi mierzyć się z mistrzynią gatunku, to jednak postarałam się dać z siebie wszystko i stworzyć tekst w podobnej konwencji 🙂
Gosia i Kasia, mam nadzieję, że zgodnie z życzeniem Sabiny będziecie kontynuować – zrobimy pierwsze międzyblogowe opowiadanie!
* * * 
– Mówiłem ci, że to niezrównoważona baba – stwierdził z niesmakiem Ulizany, kierując swoją wypowiedź w kierunku Zarośniętego.
Zarośnięty wydał w odpowiedzi lekceważące prychnięcie. Zastanawiał się, jak sprawy mogły zajść aż tak daleko…
Wiele się zmieniło odkąd Dona Caterina weszła do biznesu. Stare, dobre czasy twardych rządów Dona Koralone odeszły w niepamięć.
A wszystko miało się potoczyć zupełnie inaczej! Najpierw gruchnęła plotka, rozpuszczona przez samego Zarośniętego, że makowa biżuteria, tak popularna wśród mieszkanek Neapolu i Mediolanu, powoduje alergie i obrzydliwe parchy. Włoszki wpadły w histerię, a największe domy mody masowo wycofywały się z zamówień na makowe broszki i kolczyki. To przyparło Donę Caterinę do muru.
Lecz żeby zrozumieć istotę całej sprawy, musimy się jeszcze cofnąć – do czasu, gdy Don Koralone, Ojciec Chrzestny we własnej osobie, przypuścił swój zaciekły atak na naszą bohaterkę. Ani prośby, ani groźby nic nie skutkowały. Nawet porwanie przyjaciółek Dony nie odniosło pożądanego skutku. Wtedy posłał po Zarośniętego – swego człowieka do zadań specjalnych. A Zarośnięty zaczął działać. W efekcie plotki, makowy interes Dony upadł i nie zostało jej już nic innego, jak wyjść z ukrycia i przystać na warunki Dona Koralone. 

Stary Włoch był wreszcie szczęśliwy – jak zwykle dopiął swego. Tak, jak chciał, uczynił z Dony Cateriny Matkę Chrzestną Rodziny i nawet nie podejrzewał, że to dopiero początek jego problemów.
Dona, choć postawiona w sytuacji bez wyjścia, tylko pozornie się poddała. Swoje panowanie rozpoczęła od zgromadzenia sztabu doradców. Zażądała sprowadzenia najlepszych blogerek, jako swych pomocnic – wszak wiadomo, że blogerki mają głowę na karku i z każdą sytuacją sobie poradzą.
I tak Kasia z Books and Babiesmusiała przerwać swoje delektowanie się mulami i szampanem w ekskluzywnej rezydencji, w której Don umieścił ją w charakterze zakładniczki (nadmieńmy, że początkowo miała do Dony drobne pretensje o wyrwane z tej sielanki). Proterrorystka odzyskała dostęp do bloga, choć Don nie pozwolił na razie wrócić jej do poprzedniej nazwy. Największy problem był z Sabiną – po pierwszym spotkaniu z Donem zapadła się pod ziemię i nawet sam Zarośnięty miał wielkie problemy, by ją odszukać.
Koniec końców się udało i wszystkie trzy blogerki zostały sprowadzone do rezydencji Dona. No i się zaczęło!
Kasia z Books&Babies
nie tylko ujęła Koralone swą anielską aparycją, ale też wiedzą na temat literatury. Niemal natychmiast po jej przybyciu zaczęli spędzać z Donem długie godziny w jego okazałej bibliotece, czytając i dyskutując o książkach.
Gosia, jak to Gosia, za nic miała zasady Dona Koralone i zaraz po przyjeździe wprowadziła własne. Zreorganizowała całe zarządzanie rezydencją, pozwalniała starą służbę i przyjęła nowy, starannie dobrany personel. Don z początku kręcił nosem, lecz gdy zauważył, że wszystko teraz działało jak w zegarku, to nawet pozwolił Gosi wrócić do starej nazwy bloga.
Ale najskuteczniejszą broń wytoczyła Sabina – co dzień przyrządzała Donowi na różne sposoby jego ulubione kluseczki po włosku, którymi to daniami całkowicie wkupiła się w jego łaski. 
Don Koralone, pod urokiem trzech niezwykłych kobiet, stracił zainteresowanie mafijnym biznesem. Spędzał dnie w jadalni lub bibliotece, rozkoszując się urokami życia – książkami i smakowitym jedzeniem. W tym czasie Dona Caterina trwoniła jego rodzinną fortunę na swoje zachcianki – głównie buty i torebki.

Ulizany przyglądał się temu z przerażeniem. Jako oddany Rodzinie postanowił coś zrobić. Nie bardzo jednak wiedział co, więc posłał po niezawodnego Zarośniętego i tu dochodzimy do momentu, w którym rozpoczęła się ta opowieść, kiedy to Ulizany zdawał Zarośniętemu szczegółową relację z zaistniałej sytuacji.
Zarośnięty, po przybyciu, jakiś czas dyskretnie obserwował kobiety, starając się znaleźć sposób na pokonanie tej babskiej mafii. Wolał nie zadzierać z Kasią, gdyż podejrzewał, że jej anielski wygląd jest tylko przykrywką dla diabelskiego charakteru. Do Sabiny także nie chciał się zbliżać, bo jej kluseczki, słynne już w całych Włoszech, były bronią mogącą pokonać każdego mężczyznę. Zbliżania się do Dony Cateriny w ogóle nie brał pod uwagę, bo to stuknięta baba była.
Zostawała mu jedynie Gosia. Choć posługiwała się groźnym pseudonimem, to jednak wydawało się niemożliwe, by tak sympatycznie wyglądająca osoba, mogła być niebezpieczna. Jeszcze nie wiedział, jak bardzo się myli.
W momencie, w którym postanowił przypuścić atak, już był na straconej pozycji.

– A pan to z jaskini uciekł? – zapytała Antyterrorystka na jego widok, gdy pewnego poranka postanowił zaskoczyć ją, oglądającą ulubioną telenowelę. – Jak można tak się zapuścić?!
– Yyyyy… – był w stanie jedynie wydukać zaskoczony Zarośnięty.
– Wie pan, że robiłam ostatnio ankietę wśród „blogerek bez spiny”?
– Bez czego? – Zarośnięty nie miał pojęcia o czym mówi ta szalona baba.
– I zdecydowana większość z nich wyznała, że nie znosi u mężczyzn długich włosów i niechlujnej brody – ciągnęła niezrażona Gosia. – Pewnie nie ma pan dziewczyny, co?
Zarośnięty zbladł, bo Antyterrorystka trafiła w jego czuły punkt. Faktycznie, od dłuższego czasu nie umiał sobie nikogo znaleźć. Kochał się wprawdzie potajemnie w Czikalettcie, dalekiej kuzynce Dona Koralone, która czasami odwiedzała rezydencję, ale nigdy nawet nie zaszczyciła go jednym spojrzeniem.
– Nie ma się co dziwić – odparła Gosia, jakby czytała w jego myślach. – Z takim wyglądem kobiety pan nie znajdzie. Ale już, już… – dodała uspokajająco, widząc, że Zarośnięty jest bliski łez. – Zaraz coś na to zaradzimy.
I nim Zarośnięty się obejrzał, siedział na fryzjerskim fotelu, a atrakcyjna Angela, za pomocą nożyczek i maszynki, przemieniała go w prawdziwe ciacho. Gdy skończyła, ochom i achom nie było końca.
– Pan jest tym sławnym aktorem?! – wykrzyknęła Francesca, kosmetyczka, a Zarośnięty (choć ksywka ta była już całkiem nieadekwatna) oblał się soczystym rumieńcem. Wszystkie pracownice salonu zbiegły się do niego, proponując wyjście na kawę lub drinka, a Antyterrorystka zacierała ręce z zadowolenia.

Tego dnia Ulizany wielokrotnie próbował się dodzwonić do swego współpracownika, niestety bezskutecznie. W końcu dotarła do niego gorzka prawda – babska mafiadopadła nawet Zarośniętego. Ulizany jednak nie planował tak łatwo się poddać…
…ciąg dalszy nastąpi… Gosia, Kasia – prawda? 🙂