Z przymrużeniem oka mogę powiedzieć, że jestem Królową Chaosu. Fajnie tak być królową w jakiejś dziedzinie;)
Nigdy nie potrafiłam działać według planu, czuję i myślę zbyt wiele naraz, przeważnie ponoszą mnie emocje i zdecydowanie nie doświadczam w życiu zbyt wiele równowagi.
Działanie na gorąco, na żywioł, bez przemyślenia i planu to coś, co po prostu wynika z mojego temperamentu i odpowiada mojemu profilowi osobowości. Ale co za dużo, to niezdrowo. Żadne skrajności nie są dobre, a wieczny chaos bywa bardzo męczący. Nie przeczę, że z chęcią nauczyłabym się tego, jak wprowadzić nieco zrównoważenia i spokoju w moje życie, czyli mówiąc krótko – jak osiągnąć RÓWNOWAGĘ


Z taką właśnie nadzieją sięgnęłam po książkę pod tym właśnie tytułem (Równowaga, J. Bruce, dr A. Shatté, dr A. Perlman, Wydawnictwo eSPe), która obiecuje z okładki, że nauczy nas „jak stać się bardziej opanowanym, spokojnym i szczęśliwym w 14 dni” (podtytuł). Pomyślałam – coś w sam raz dla mnie!:)

Ale, wiecie, nie lubię gładko brzmiących obietnic. Doświadczenie uczy, że większość z nich bywa bez pokrycia. Chyba niewielu z nas już wierzy w piękne hasła, a początek książki tylko utwierdzał mnie w moim sceptycznym do niej podejściu.
Bo na początku książki ujawnia się jej największy i główny minus – styl.
W tym momencie nie chcę Was zniechęcić do tej pozycji, zresztą to tylko kwestia mojego gustu – po prostu strasznie nie lubię takiego hura-optymistycznego amerykańskiego stylu rodem z korporacyjnych szkoleń motywacyjnych. Wiecie, teksty w stylu – „To działa!”, „Przekonaj się i ty!”, „Twoje życie całkiem się zmieni!”, „You can do it!”;)
Ponad to, wydaje mi się, że to, co działa na Amerykanów, niekoniecznie musi sprawdzić się w przypadku Polaków. Na przykład autorzy używają stwierdzeń przekonujących, że ich metody działają na większość ludzi (w domyśle – więc zadziałają również na Ciebie). Ale Polacy to taka przekorna nacja i we mnie to stwierdzenie od razu zrodziło myśl – na większość może działa, ale na pewno nie zadziała na mnie;)


Musiałam napisać Wam o tym po to, żebyście mimo tego stylu nie zniechęcili się do tej pozycji! Ten poradnik jest jak gwiazdkowy prezent – jak już zerwiecie z niego wszystkie ozdobniki, błyszczące tasiemki, zachęcające kokardki i całą masę przybrania, w środku możecie znaleźć coś bardzo konkretnego, co okaże się przydatne.
Według mnie nie jest to magiczna książka, której przeczytanie odmieni całe Wasze życie. Zresztą nikt rozsądny się tego nie spodziewa. Nawet autorzy tego nie obiecują, choć – znowu – entuzjastyczno-motywujący język książki może sprawiać właśnie takie wrażenie.
Ale… ten poradnik dostarcza wielu cennych narzędzi na drodze pracy nad samym sobą, swoimi emocjami i szkodliwymi nawykami. Daje do myślenia w tych obszarach. 

Każdy z nas, zapytany, czy pracuje nad sobą, odpowie zapewne, że tak. Ale na czym polega ta praca? Nad odmówieniem sobie kolejnej kostki czekolady, czy może nad powstrzymaniem się od powiedzenia czegoś przykrego nielubianej sąsiadce?
To nie są elementy pracy nad sobą. Dopiero, czytając tę książkę zdałam sobie z tego sprawę. Na co dzień nie jesteśmy świadomi, jakie mechanizmy kryją się za naszym zachowaniem; w jakie pułapki myślowe wpadamy; jakie szkodliwe nawyki myślowe w sobie nieświadomie pielęgnujemy. A wyeliminowanie ich, walka z nimi to właśnie ta ciężka, codzienna praca nad sobą, w której potrzebujemy wskazówek. Wszak samemu tak ciężko jest czasem ocenić swoje zachowanie!


Jak widzicie, zagięłam bardzo wiele rogów. Na tych stronach znalazłam sporo cennych wskazówek, zadań, kwestii do przemyśleń. W książce są także, na końcu każdego rozdziału, pytania do czytelnika i miejsca na wpisanie odpowiedzi, co pozwala zebrać myśli i wyciągać konkretne wnioski z tego, co się właśnie przeczytało. 


Moim zdaniem, książki „Równowaga” nie można traktować jak poradnika. Jeśli ktoś zechce przejść zaprezentowany w niej 14stodniowy program i będzie oczekiwał, że po tych dwóch tygodniach jego życie zmieni się diametralnie, to oczywiście tak się nie stanie.
Ta książka to raczej przewodnik po naszych emocjach, ścieżkach myślenia, nieświadomych drogach podejmowania decyzji, przyczynach stojących za naszymi działaniami.
Jak najbardziej może pomóc stać się „bardziej opanowanym, spokojnym i szczęśliwym”, ale raczej nie w „14 dni”. I nie będzie to zmiana jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Jeśli podejdziemy poważnie do zawartych w książce sugestii, jeśli pod jej wpływem będziemy chcieli pracować nad sobą (ale tak naprawdę pracować, na głębokim poziomie naszej samoświadomości), to możemy dzięki niej wiele zmienić w sobie i naszych relacjach z otoczeniem.
Dlatego właśnie warto przeczytać „Równowagę”.


Co jeszcze podobało mi się w tej książce – w zaprezentowanym w niej programie najpierw musimy się uporać z negatywnymi emocjami i zgubnymi sposobami naszego myślenia, a dopiero potem skupiamy się na pozytywach.
Jest to podejście rzetelne i oczyszczające. Nikt nie każe Ci siadać i patrzeć na chmury, szukając wewnętrznej harmonii, podczas gdy kotłuje się w Tobie mnóstwo gniewu lub żalu.
Najpierw poznajesz sposoby na to, jak rozpracować swoje złe emocje, a dopiero potem uczysz się, jak rozwijać pozytywne aspekty swojego życia.


Jeśli już się czymś zajmuję, to zajmuję się w stu procentach, dlatego, skoro już zabrałam się za przeczytanie „Równowagi”, to wykorzystuję zawarte w niej wskazówki. I naprawdę działają!
Nie, nie zmieniacie się dzięki nim w chodzącą oazę spokoju, ale pewne „triki”, które poznacie dzięki książce, pomagają np. okiełznać wybuchy gniewu, czy frustracji, dostrzec plusy sytuacji, pomóc skupić się na konstruktywnym działaniu, itd. 


Podsumowując – to dobra, rzetelna, pełna istotnych wskazówek pozycja, dla ludzi, którzy chcą być bardziej świadomi przyczyn swoich reakcji i emocji, a także wyeliminować ze swego zachowania aspekty negatywne. Musicie tylko na początku nauczyć się oddzielić nieco irytującą formę od wartościowej treści.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu eSPe – http://boskieksiążki.pl
Zainteresowani zakupem znajdą ją TUTAJ.