Ostatnio szperając w kartonach ze starymi dokumentami, dokonałam niesamowitego odkrycia! Przypadkowo, szukając czegoś całkiem innego, odnalazłam to: 

Wiecie, co to? To moja debiutancka powieść!:)
Książka, którą napisałam, będąc niewiele starsza od Syna na Szczycie. Nie pamiętam dokładnie ile miałam lat, coś koło siedmiu.
To odkrycie uświadomiło mi, że jestem konsekwentna w wyborze życiowej drogi, bo już wtedy chciałam być pisarką:)
Mało tego, już w „Przygodach Sfory” byłam wierna mojej pisarskiej manierze, czyli zakotwiczaniu akcji w obrębie określonej pory roku! Powieść składa się bowiem z rozdziałów podzielonych według cyklu zmian pór roku – zaczyna się wiosną i kończy zimą, a w trakcie przewijają się typowe dla określonej pory rozrywki i zajęcia.

To odkrycie pokazało mi też pętle, jakie zatacza los. Odchodzimy, zataczamy kręgi, by po czasie wrócić dokładnie w to samo miejsce.
Jako mała dziewczynka chciałam pisać. Jako nastolatka nawet napisałam powieść fantasy, która na szczęście nigdy nie ujrzała światła dziennego. Potem odeszłam od tego marzenia, zajęłam się czymś innym, poszukiwałam siebie.
Aż w końcu, po latach, się odnalazłam. Odnalazłam w tym, co chciałam robić od samego początku.

Ale to nie wszystko. Wyobraźcie sobie moje wzruszenie, gdy Ojciec na Szczycie zaczął czytać tę moją pierwszą książkę naszemu synowi. A syn słuchał jak urzeczony! Chyba to przez to, że opowieść i sposób narracji były prowadzone z poziomu dziecka (czyli kilkuletniej mnie). I dlatego do innego dziecka (czyli Syna na Szczycie) w wyjątkowy sposób trafiały.
Teraz zastanawiam się, czy przypadkiem dzieci nie powinny pisać książek dla dzieci. Może byłyby w tym znacznie lepsze od dorosłych?

  • Zazdroszczę normalnie. Też miałam taką książeczkę zrobioną własnoręcznie z ilustracjami, mama zszyła mi kartki, ale niestety przepadła na wieki. Bardzo żałuję. 🙁 Została mi powieść (w 3 zeszytach 80-kartkowych) pisana, kiedy miałam 15 lat, dobrze, że mi przypomniałaś. 🙂

  • Ja, jak zawsze, uważałam, że sama zrobię wszystko najlepiej, więc i ilustracje, i okładka, i oprawa introligatorska mojego autorstwa;)
    Tę powieść z czasów nastoletnich też gdzieś mam w kartonie, a część chyba nawet w komputerze, ale bałabym się do niej teraz zaglądać, grafomaństwo na maksa;);p Choć przyznam, że ciekawe wątki tam były, wielka miłość bez szans spełnienia, wykluczenie społeczne, poszukiwanie własnej drogi – takie chwytliwe;)

  • Przyznam szczerze, że to całkiem dobry pomysł z tym pisaniem dziecięcych książek przez dzieci! Mają bowiem mega bujna wyobraźnie nie zaśmieconą jeszcze pierdołami i cieszą się z najmniejszych drobiazgów! Znowu sie potweirdza, że zdolna z Ciebie bestia, a syn Twój ma dobry gust 🙂 Tak jak w przypadku torebki!

  • Zdolna bestia z Ciebie była i jest:-) Siedem lat i takie coś????? Jestem pod wrażeniem. Opowiadania pisałam w podstawówce, w liceum pisałam wiele wierszy. Niestety, cały zeszyt z wierszami kiedyś po prostu spaliłam, czego nie mogę sobie wybaczyć:-(

  • Widzę, że syn bardzo przejmuje moje zainteresowania, a szczególnie fotografię. Potrafi godzinę latać z telefonem i wszystkiemu robić zdjęcia, a potem sprawdzać, jak wyszły i powtarzać ujęcia, jeśli jest z jakiegoś niezadowolony;)

  • Dzięki, dzięki:)
    Ja spaliłam tylko nastoletnie pamiętniki, ale wszelką twórczość mam gdzieś pochowaną, łącznie z gazetą, którą "wydawałam" jako dziecko:) Porządny tygodnik to był z newsami, poradami i przepisami kulinarnymi;)

  • Znajomo to brzmi 🙂

  • 😉

  • Ale super!!! Wyobrażam sobie jakie emocje były 🙂 Z tym pisaniem książek dla dzieci przez dzieci to całkiem niezły pomysł!

  • Też mi się wydaje, że fajny pomysł. Może zrobimy jakąś akcję pt.: "Dzieci blogerek piszą dla dzieci"?:)

  • Ja spaliłam kilka pamiętników i opowieści, czego do dzisiaj bardzo żałuję…

  • Czy ja dobrze widzę i to kilkakrotnie słowo "Kluseczka" :)? To przeznaczenie normalnie!

    Skoro już jako siedmiolatka tak pięknie pisałaś, to nie miałaś innego wyjścia, jak tylko zostać pisarką. Jestem pod wrażeniem! A pomysł pisania bajek przez dzieci- rewelacja!

  • Pamiętam jak sama pisałam pierwszą w swoim zyciu książkę. Chyba w 4 klasie podstawówki. Potem już szło hurtem. Wiersze, kolejna książka i kolejna, nastana. Na swoim koncie mam wielki zeszyt z wierszami i 3-4 (sama nie pamiętam nawet) książki ala wypociny totalne. Pierwszej nie mam. Przepadła. Do dnia dzisiejszego ubolewam, że ją szlag trafił bo to byłaby największą pamiątka.

  • Bywają takie rzeczy, które lepiej spalić. Teraz mi się przypomniało, że ja kiedyś MUSIAŁAM swoje pewne zapiski spalić, ale to temat na całkiem inną historię. Jednak są też teksty, które warto sobie zachować na pamiątkę. Ja specjalnie sentymentalna nie jestem, jednak debiutancka książka własnoręcznie wydana, to jest coś;)

  • Kochana, nie zawiodłaś mnie!:) Zastanawiałam się, czy może to zauważysz, ale doszłam do wniosku, że tam zbyt niewyraźnie nabazgrane;)
    Tak – jedną z bohaterek była Kluseczka:)
    Są też w tym fragmencie takie kwiatki, jak "wieczur", ale myślę, że można mi to wybaczyć w tamtym czasie;)

  • Ja nawet nie pamiętałam o tej mojej, póki jej nie znalazłam. Też nie mogę powiedzieć, by trzymała wysoki poziom;) Ja się pokładałam ze śmiechu, jak Ojciec na Szczycie zaczął czytać moje "Przygody Sfory", ale syn naprawdę słuchał jak zaczarowany!

  • Musiszją wydać! Będziemy czytać naszym dzieciom 🙂

  • Obawiam się, że to dzieło wymaga konkretnej korekty i redakcji;)