„Never underestimate me in my world”
„My world”, The Main Event
Mam wrażenie, że gdy opublikowałam TEN post na fb, niektóre pracujące na etacie matki, poczuły się nieco urażone. No, bo jak to tak? Nie musi baba latać codziennie do pracy, ma czas tylko dla siebie (eee?), a narzeka?!
Zdaję sobie sprawę, że praca w jej klasycznym, etatowym wydaniu nie jest niczym łatwym dla młodej mamy. Dziecko do przedszkola, potem prędko do miejsca pracy, po pracy po dziecko, wracają do domu, a w domu zero odpoczynku, tylko czekające sterty prania, prasowania i brudnych naczyń. Nie ma miejsca ani na wytchnienie, ani na marudzenie.
Ale, kochane, praca jest pracą dla każdej z nas, są tylko różne jej formy. Ja wybrałam pisanie książek i fotografię. Wybrałam to, ponieważ zdecydowałam się realizować w życiu moje pasje i za nimi podążać. Coś za coś. Nie mam stałej comiesięcznej pensji, nigdy nie wiem, kiedy spłynie mi fotograficzne zlecenie, a wynagrodzenie za książki dostaję w trybie półrocznych rozliczeń. To mi nie wystarcza, więc w wolnych (sic!) chwilach robię biżuterię i torebki. Czasem uda mi się zarobić coś dzięki blogowi. To wszystko moja praca, mój etat

Myślicie, że napisanie powieści nie wymaga wiele czasu? Macie rację, nie wymaga. Ja moje piszę w dwa miesiące. Dwa miesiące siedzenia od czwartej rano do późnej nocy przy klawiaturze.
Myślicie, że dokumentacja fotograficzna imprez, spotkań, eventów, itd., to czysta zabawa? To świetna zabawa… do jakiegoś pięćsetnego zdjęcia. Potem ma się już całkowicie dość, a czasem wydarzenie, które fotografujesz trwa od świtu do nocy, lub przez kilka dni. Potem jeszcze oczywiście kilka nocy spędzonych nad obróbką zdjęć. Nocy, bo dnie wypełnione są innymi zajęciami. 

To kwestia naszych życiowych wyborów. Ja wolę przez kilka dni nie mieć czasu nawet na zjedzenie posiłku, będąc tak zapracowana, by potem mieć luźniejszy czas i móc zastanawiać się, czy wolę sprzątać, czy może jednak prasować.
Każda z nas żyje swoim życiem, każda z nas ma na nie (czasem mniejszy, czasem większy) wpływ. Być może kiedyś to, co robię dziś, już nie wystarczy. Być może kiedyś będę musiała poszukać pracy na etat, bo życie stawia nieraz twarde warunki. Ale zawsze będę pamiętać, żeby szanować pracę innych.
Kobieta, która„siedzi” w domu z dzieckiem – wg mnie pracuje. Blogerka, która na poważnie podchodzi do swojego bloga i ma nadzieję rozwinąć go tak, by przynosił jej zyski – wg mnie pracuje. Malarka, pisarka, poetka, rzeźbiarka, każda artystka, która tworzy i żyje swoją pasją – niezależnie, czy osiąga wielkie, czy groszowe dochody – wg mnie pracuje. 

Ty chodzisz co dzień do pracy. Generujesz dochód krajowy brutto, być może pomagasz innym ludziom (jeśli Twoja praca się z tym wiąże), robisz coś dobrego, dostajesz stałą pensję i w związku z tym nie musisz się zastanawiać z czego w przyszłym miesiącu zapłacisz prąd, ani nie musisz czuć się od kogokolwiek zależna, a dodatkowo masz cały dom i dzieci na głowie – powiem Ci, że bardzo cię podziwiam! Naprawdę!
Ale to jeszcze nie czyni z kobiety superwoman. Dla mnie superwoman jest każda kobieta, która daje z siebie wszystko dla dobra swojej rodziny i SWOJEGO dobra. Która potrafi zorganizować swoje życie tak, by realizować swoje cele bez uszczerbku dla rodziny i dbać o swoją rodzinę, bez udręczenia się i poświęcania wszystkich swoich pragnień. A jeśli jej celem jest jedynie to przysłowiowe „siedzenie” w domu i dbanie o niego, to też ją za to podziwiam!

Mamy różne talenty. Każda z nas je ma. Moim zdaniem, wręcz obowiązkiem jest je wykorzystywać i rozwijać. Mamy też różne predyspozycje i różne ograniczenia. Jednym coś idzie łatwiej, innym trudniej. Jedne z nas lepiej się czują, gdy wychodzą do ludzi i dostają do realizacji konkretne zadania. Inne z nas wolą pracować w samotności i domowym zaciszu. Jedne mobilizowane są przez naglące terminy, a inne przez cele, które same sobie stawiają.
Jedne mają z natury więcej energii i sił, potrafią zrealizować więcej aktywności w ciągu dnia, a inne nie. Każda z nas jest indywidualną historią złożoną ze swoich cech i doświadczeń. 
Fragment z książki „Ile znaczy mama”, Kevin Leman, Wydawnictwo eSPe

To, co każda matka robi w domu, to już ciężka praca. Wiele pracuje jeszcze na etat – niektóre, bo chcą; inne, bo nie mają wyjścia. Każda z nich ma swoje racje i swoje powody do dumy.
Ale żadna nie jest ani lepsza, ani gorsza. Nasze życia w dużej mierze można zamknąć w działaniach matematycznych – jeśli dodajesz w jednym, ujmujesz w drugim. Zawsze jest coś za coś.

Ja nie chodzę do pracy, ale to nie znaczy, że całymi dniami leżę i pachnę. Pracuję w moim gabineciku na szczycie schodów, gdzie co pięć minut któryś z domowników odrywa mnie od tego, co robię. Pracuję często od czwartej rano, bo tylko we wczesnych godzinach porannych mam święty spokój. Pracę przeplatam w ciągu dnia wielokrotnie z innymi sprawami. Piszę książki. Taka fanaberia. I wciąż zastanawiam się, z czego zapłacę w przyszłym miesiącu te cholerne rachunki.
Dzięki moim powieściom udało mi się zmienić parę osób, niektórych skłonić do refleksji, jeszcze innym przynieść wzruszenie lub radość. I udało mi się spełnić życiowe marzenia. Taki mam etat. Niezbyt życiowy, całkiem wymagający, ale robię dokładnie to, co chcę, więc tak – często zastanawiam się, co robić z moim czasem.