Nieraz odkrywamy, że pewne <zbiegi okoliczności> układają się w logiczną całość, tak jakby ktoś cały czas prowadził nas za rękę„.
„A jak Anioł”, Ewa Stadtmüller
 

Anioły, aniołki, wszędzie ich pełno.
Pełno ich na sklepowych półkach – w postaci figurek, bibelotów, pamiątek, zabawek; pełno ich na obrazkach, w książkach, na naczyniach i porcelanie, występują nawet jako printy na ubraniach, materiałach, ozdobach. Ale to tylko jedna anielska (lub raczej – „aniołkowa”) odsłona, która zawiera się w moim stwierdzeniu „wszędzie ich pełno”. Jest i drugie znaczenie, mniej namacalne, lecz dalece ważniejsze. 

Dla chrześcijan wiara w istnienie aniołów jest częścią wyznawanej religii. Osoby o innych przekonaniach religijnych także często przyznają, że czują obecność jakichś „opiekuńczych duchów”.
Ja głęboko wierzę w istnienie aniołów, a ponadto otaczam szczególnym kultem Aniołów Stróżów. Wierzcie, lub nie, ale nieraz w życiu otrzymałam niezbite dowody na ich działanie.

Mimo mojego bardzo entuzjastycznego nastawienia do tematu, do książeczki „A jak Anioł” Ewy Stadtmüller (Wydawnictwo eSPe) podeszłam z początku sceptycznie.
Patrząc na okładkę pomyślałam – ot, kolejna pozycja o wesolutkich aniołkach, książeczka jakich wiele w księgarniach. 

I wiecie co? Chyba najlepsze są takie książki, do których z początku nie jesteśmy przekonani, a okazują się rewelacyjne. Najlepsze, bo dzięki temu, że nie spodziewamy się niczego specjalnego, przyjemność jest potem większa:)
Książka „A jak Anioł” jest przeznaczona dla dzieci, ale to mnie zafascynowała. Dla Syna na Szczycie jest jeszcze po prostu zbyt trudna. Myślę, że skierowana jest dla dzieci – tak mniej więcej – od szóstego roku życia, choć oczywiście trudno mi to jednoznacznie stwierdzić, bo z dziećmi w tym wieku nie mam do czynienia;) W każdym razie, przerasta ona czterolatka. 

„A jak Anioł” to oczywiście pozycja o zabarwieniu religijnym, pomocna w przekazywaniu dzieciom elementów wiary chrześcijańskiej.
Jest podzielona na trzy części
W pierwszej, w krótkich opowiadaniach, przedstawione są postaci trzech Archaniołów oraz opowieści o świętych, których historie były związane z kontaktami z aniołami.
W drugiej części znów znajdziemy opowiadania, jednak tym razem są to teksty całkiem beletrystyczne i współczesne, obrazujące działanie aniołów w naszym codziennym życiu.
W części trzeciej znajduje się wiele pięknych, a czasem zabawnych, anielskich wierszyków, których dzieci mogą się uczyć.

 

Mnie najbardziej porwała część środkowa. Historie, choć wymyślone, są bardzo prawdziwe.
Czy doświadczyliście w Waszym życiu kiedyś sytuacji, gdy pomyśleliście, że macie strasznego pecha – uciekł Wam ostatni autobus, zatrzasnęliście klucze w domu, zepsuł się samochód, itp. – a potem okazało się, że ten obrót spraw wyszedł Wam na dobre?
Ja już nauczyłam się, że mój Anioł Stróż działa, pozornie, rzucając mi kłody pod nogi. 

Najgorszy dzień mojego życia. Nie lubię go wspominać. Staram się tego nie robić, ale tamte zdarzenia wypaliły się na zawsze w moim sercu. Choć jestem osobą, która nie pielęgnuje wspomnień (wolę żyć teraźniejszością) i w związku z tym nie ma ich za wiele, to tamten dzień, gdy tylko o nim pomyślę,  mam przed oczami namalowany w najdrobniejszych szczegółach.
Jechałam samochodem z zamiarem realizacji planu, który prawdopodobnie zaprzepaściłby wszystko, na czym mi zależało.
Gdybym wtedy dotarła na miejsce, moje życie wyglądałoby teraz całkiem inaczej. Nie wiem, gdzie bym była i co robiła, ale jestem prawie pewna, że nie zrealizowałabym swoich marzeń, że straciłabym swoją szansę na szczęście. 

Byłam jednak zdeterminowana, by swój plan wykonać. Byłam przerażona i potwornie zraniona, jak nigdy w życiu, ale wiedziałam, że nie mogę tej sprawy zostawić.
Jechałam w strasznej ulewie i nagle – tak po prostu – zepsuły się wycieraczki. Przestały działać, koniec. Wkurzyłam się – to mało powiedziane, ale nic nie mogłam poradzić. I nie tylko nie dotarłam wtedy przez to do miejsca przeznaczenia, ale nie dotarła tam także osoba, której to dotyczyło, bo, chcąc-nie chcąc, musiała mi pomóc w tej sytuacji i również zmienić swoje –  niezbyt fortunne – plany.

Wiem, wiem, wiele osób może pomyśleć – normalna sprawa, rzeczy się psują, a że zepsuły się akurat w tamtej chwili, to czysty przypadek. Ja wiem, że to nie był przypadek. To wydarzenie zmieniło całe moje życie, uratowało mnie i coś dla mnie najcenniejszego. Uratowało też inne osoby, tak mi się wydaje.
A to tylko jedna z wielu sytuacja, w której Anioł Stróż tak namacalnie wtrącił się w moje życie.

Dlatego też tak porwały mnie historie z książeczki „A jak Anioł”, gdzie przedstawione są rozmaite – wydawałoby się, że przypadkowe – sploty okoliczności, za którymi stoją aniołowie, pomagający nam w życiu.

Dużym atutem książki jest to, że – mimo iż skierowana jest ona do dzieci – nie jest naiwna, ani infantylna. Nie jest głupio wesołkowata, jak to się obecnie często zdarza w przypadku bajek o „aniołkach”.
I jej piękne przesłanie – anioły to nie tylko niewidzialne istoty z nieba, anioły mogą mieszkać w drugim człowieku, który pojawia się w odpowiedniej chwili w naszym życiu.  
Czy to nie brzmi znajomo? Czyż nie o tym właśnie opowiadałam Wam w „Jesieni w Brukseli„?:)

Na koniec jeszcze szczegół, który nie jest najważniejszy, ale wpływa na odbiór książki – piękna forma wydania i rewelacyjne, zabawne, nadające treści lekkości ilustracje Marzeny Astramowicz



Do lektury o aniołach z „A jak Anioł” na pewno jeszcze wrócimy z synem, gdy będzie trochę starszy. To świetna pozycja dla tych, którzy chcą przybliżyć dzieciom temat, zaszczepić w nich wiarę w anioły i szacunek do własnego Anioła Stróża, który przeważnie miewa bardzo dużo roboty i dlatego trzeba go doceniać;)

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu eSPe, a Was zapraszam na kolejne wpisy z recenzjami książek z tego wydawnictwa, które już niebawem i do odwiedzenia strony boskieksiążki.pl

A teraz chciałabym poznać Wasze zdanie i odpowiedź na pytanie z tytułu – wierzycie w anioły? Doświadczyliście ich opiekuńczych działań w swoim życiu? 

  • Ja wierzę w anioły i zawsze mam przed oczami ten obraz, który ofiarowuje się na chrzciny lub komunię (Anioł Stróż czuwający nad dwójką dzieci). A Ewa Stadmuller jest bardzo dobrą pisarką, jedną z najlepszych piszących książki dla dzieci. Wydawnictwo ma piękną nazwę strony: Boskie Książki – super! Mi też się podobają.

  • Uwielbiam ten obrazek! Miałam taki w dzieciństwie, a teraz Syn na Szczycie ma taki obok łóżka:) Mamy też figurkę wzorowaną na tym obrazku – jest śliczna!

  • Sama nie wiem czy wierzę, ale podoba mi się ta książka!!!! Masz rację – najlepsze są takie, które na początku wcale nie wydają nam się wciągające i powoli odkrywamy ich urok!

  • A w tej konkretnej jest naprawdę wiele do odkrycia!:)

  • Podoba mi się ta książeczka. Anioł ochroniarz jest najlepszy i wierzę, że jest również ze mną 🙂

  • Z takim aniołem-ochroniarzem u boku , to nawet dentysta nie straszny;)

  • W aniołach jest coś magicznego. Dobrze by było, gdyby istniały.

  • Dokładnie:)

  • A propos aniołów- ostatnio czytałam o Lucyferze, który był pierwszym z aniołów, a później wiadomo, co się z nim stało :).

    A książka zapowiada się ciekawie, chciałabym coś podobnego kupić dla Gai.

  • 🙂

  • Istnieją:)

  • Kiedyś się interesowałam upadłymi aniołami i całą tą mroczną stroną. Chyba prawie każdy miał w młodości taką fazę, nawet napisałam takie opowiadanie, które moim skromnym zdaniem jest bardzo dobre, ale niestety nie może nigdy ujrzeć światła dziennego. Długa historia;) Na szczęście mroczne fascynacje już dawno za mną:)

    Książeczka jest naprawdę super, tylko – tak jak pisałam w tekście – dla nieco starszych dzieci od naszych. Ale możesz poszukać na stronie wydawnictwa, na pewno mają wiele anielskich propozycji dla dzieci:)

  • To mnie zaciekawiłaś i chętnie bym przeczytała Twoje opowiadanie, ale skoro nie może ujrzeć światła dziennego, nie pozostaje mi nic innego, jak uszanować Twoją decyzję. Chyba że opublikujesz jakieś inne opowiadanie :).

  • Minimalne wątki z niego znalazły się w "Jesieni w Brukseli", jak choćby imię bohaterki i rozmowa na temat jego znaczenia. Ale nie mogę go opublikować, bo napisałam je, gdy wyznawałam całkiem inne zasady, teraz… no, cóż, mimo że to licentia poetica, to nie zgadzam się z przesłaniem, jakie w nim zawarłam.
    Czasem myślę, czy nie postarać się go trochę przerobić, bo to naprawdę jeden z najlepszych tekstów, jakie udało mi się napisać (tzn. ja tak uważam;p).