Park miniatur Inwałd

Na Szczycie wszystko jest inne. Często to powtarzam. Na Szczycie jesteśmy właściwie na okrągło na wakacjach (góry za oknami, każde wyjście jest niczym wyprawa, atrakcje turystyczne na wyciągnięcie ręki), a jednocześnie od lat prawdziwych wakacji nie mieliśmy.
Bo jakoś brakuje nam motywacji. Niektórzy cały rok odkładają, by móc latem wyjechać gdzieś dalej. My wolimy robić sobie często krótkie wycieczki. Coś za coś. 

Ale jak tu wycieczek nie robić, jak nasze okolice oferują tyle ciekawych miejsc? Tuż za miedzą piękna Słowacja (pisałam Wam o jej atrakcjach TUTAJ) z licznymi zamkami (a Matka na Szczycie bardzo zamki lubi).
Dookoła góry, lasy, rzeki, jeziora (sprawdźcie TUTAJ i TUTAJ).
Niedaleko mój ukochany Kraków (TUTAJ i TUTAJ), a tak w ogóle to cała Małopolska jest niezwykle urokliwa i pełna wyjątkowych miejsc. 

Park Miniatur Inwałd

I wprawdzie Matka na Szczycie chciałaby znów zobaczyć morze, chciałaby odwiedzić inne kraje (ostatnio jakoś szczególnie tęsknię za Wenecją), to wcale sobie nie krzywduje z tym brakiem wakacji z prawdziwego zdarzenia. A wręcz przeciwnie, takie mini-wakacje mają dla mnie swój wyjątkowy urok, o czym pisałam Wam już w zeszłym roku (TUTAJ).
I jest nawet sposób, jak bez dalekich wyjazdów poczuć atmosferę dalekich krain i zobaczyć kawał świata w kilka chwil. Taką możliwość daje oczywiście Park Miniatur w Inwałdzie, który co roku odwiedzamy. 

Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd 

Dzięki niemu miałam szansę być i w Wenecji, i w Egipcie, i w Świnoujściu pod moją ulubioną latarnią morską:) 

Latarnia morska Świnoujście
Park Miniatur Inwałd

A Szczyt podążał za nami, pokazując, że nigdy się od niego nie uwolnimy:) 

Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd
Park Miniatur Inwałd

Co nas ucieszyło – w tym roku połączono dwie atrakcje. Bilet do Parku Miniatur, jest jednocześnie biletem także do Średniowiecznej Warowni, która jest obok. Wcześniej nigdy nie odwiedzaliśmy warowni, bo po zwiedzeniu jednej atrakcji, już nie bardzo nam się chciało wybierać na kolejną. Ale skoro tym razem była w cenie jednego biletu, to jak tu nie skorzystać? Czyli – myślenie typowego Polaka;)

Średniowieczna warownia Inwałd

Warownia bardzo mi się podobała, chyba nawet bardziej niż miniatury, ale może to dlatego, że miniatury widziałam już wiele razy wcześniej. mogłam poczuć się niemal jak Konstancja z „Jesieni w Brukseli” wśród tych średniowiecznych klimatów;)

Średniowieczna warownia Inwałd

No i zawsze lubiłam smoki:) Syn na Szczycie z początku trochę się ich obawiał, ale potem został wyposażony w tarczę i topór zakupione w miejscowym sklepiku, dzięki czemu stał się dużo odważniejszy i chciał ze smokami walczyć:)

Średniowieczna warownia Inwałd
Park Smoków
Smok Inwałd

Przez chwilę nawet poczuł się rycerzem w lśniącej zbroi:)
A gdy dziecko lub małżonka cię zmęczą, zawsze możesz zamknąć ich w praktycznej klatce i dalej sam oddawać się przyjemności zwiedzania;)

 Średniowieczna warownia Inwałd

Średniowieczna warownia Inwałd

Zamek Inwałd

Trochę się tylko o siebie niepokoję, nie wiem, czy ze mną coś nie tak, bo najbardziej zafascynowała mnie sala tortur;)

Sala tortur
Sala tortur

A średniowieczne sentencje zawieszone na ścianach spodobały mi się jako motywy do umieszczenia w powieści. Mógłby je na przykład wygłaszać jakiś ekscentryczny oficer śledczy, albo wręcz przeciwnie – ścigany przez bohatera psychopata;)

Średniowieczne tortury
Średniowieczne tortury
Średniowieczne tortury

Kolejną atrakcją parku w Inwałdzie jest Mini Zoo, którego jednak już w tym roku nie zwiedzaliśmy.  „mini zoo” mieliśmy za to tego dnia za oknem o poranku:)

Sarenka
  • Dziś już drugi raz czytam o Inwałdzie i wszystkie posty miło wyrażają się o warowni wiec chyba czas będzie ją nawiedzić:) Wy latarnię zaliczyliście my musimy pomyśleć jak do Inwałdu dotrzeć.

  • Uwielbiam takie klimaty. U nas na Mazurach jest jakiś park miniatur ale jeszcze nie miałam okazji go odwiedzić. Łapówka widzę jest więc wszystko w normie 🙂

  • Wy odwiedzacie to miejsce często, my byliśmy tam w lipcu po raz pierwszy ale już wiemy, że na pewno nie ostatni 🙂

  • Park Miniatur cudny, a Ty wyglądasz obłędnie w tym Egipcie!

  • My mamy ten plus, że moi teściowie mieszkają kilka kilometrów od tego miejsca, więc często bywamy na tych terenach i zaliczamy wszystkie okoliczne atrakcje;)

  • Inwałd i Zator to prawdziwe zagłębia takich parków – są tam najróżniejsze parki tematyczne, jeszcze nam kilka zostało do zwiedzenia, choć do Parku Owadów to ja się chyba nie wybiorę;)

    Łapówka dla Ciebie być musi, a jak!:)

  • Bywamy w Wadowicach średnio raz w miesiącu, więc większość okolicznych atrakcji już mamy zaliczoną po kilka razy;) Następnym razem planujemy Energylandię, tylko trochę nas ceny biletów tam odstraszają.
    Z parków, w których byliśmy to Park Miniatur z Warownią chyba najfajniejszy. Podobało mi się też w Mini Zoo, w którym byliśmy w zeszłym roku, już po sezonie, we wrześniu, i było tak spokojnie, byliśmy jedynymi zwiedzającymi:)

  • Ale właśnie zdałam sobie sprawę, że cały świat zwiedziłam w tych samych ciuchach i – o zgrozo – w tych samych butach:) Jednak blogerką modową bym nie mogła być;)

  • Ja (chyba bardziej niż Pola) uwielbiam wszystkie praki tematyczne. Szkoda, że w Wasze strony mamy tak daleko. Ale o Inwałdzie już słyszałam, koniecznie kiedyś muszę odwiedzić.

  • Wy za to macie znacznie bliżej nad morze, więc zawsze jest coś za coś:)
    My do Inwałdu jeździmy co roku, ale tym razem było najfajniej, bo Syn na Szczycie mógł już świadomie ze wszystkich atrakcji korzystać i się nimi w pełni cieszyć. Rok temu jeszcze tak wszystkiego nie obczajał;)

  • Świetne zdjęcia. 🙂

  • Dzięki:)

  • Piękne zdjęcia, widać że wypad był udany. Uwielbiam takie miejsca, gdzie można pozwiedzać i dowiedzieć się czegoś :). Ale tak jak Ci już pisałam, żeby być w Egipcie i nie odwiedzić Genui to naprawdę nieładnie :). W końcu to na południu ;).

  • Powiem Ci więcej – i w Wenecji byłam, i w Watykanie, i pewnie jeszcze w innych bliskich Genui miejscach, których nawet nie skojarzyłam;)

    W Warowni faktycznie można sporo się dowiedzieć, bo u stóp zamku jest Średniowieczna Osada, a w każdej chacie uczą innego średniowiecznego rzemiosła. Ja uczyłam się tkać, ale niestety w chacie było dość ciemno i nie wyszła żadna ładna fotka dokumentująca moją naukę;)

  • haha, a ja na twój strój to zwróciłam uwagę tylko w Egipcie – bo tam się pięknie komponujesz. Trzeba było nie mówić, może nikt by się nie zorientował.

  • Niemal jak egipska tunika;)

  • Och moja Małopolska to rzeczywiście polska perełka. Jako rodowita miechowianka zapraszam do nas: mamy piękną Bazylikę z niezwykłym grobem Chrystusa, urokliwy park, piekny malutki ryneczek (jestem w stanie przyjechać i ugościć :)), polecam też rodzinne okolice męża: Bochnia (prócz kopalni jest tam wiele atrakcji np. park archeologiczny zrobiony typowo pod dzieciaków), Dębno i koniecznie Wiśnicz!!! Nie możecie pominąć też Ojcowa i Pieskowej Skały (choćby w drodze do Miechowa ;))

  • Ja, choć Małopolanką rodowitą nie jestem, to spędziłam połowę życia w Małopolsce i szczerze w niej jestem zakochana:) Są tu wszystkie moje ukochane miejsca, z Krakowem na czele:) No i syna oraz męża mam rodowitych Małopolan:)
    Miejsca, o których piszesz wszystkie znam i odwiedziłam – głównie podczas ćwiczeń terenowych na studiach (studiowałam geografię na UJcie;))
    Ale o zaproszeniu do Miechowa będę pamiętać i odzywać się, jeśli wybierzemy się w tamtym kierunku:)