Wakacje są czasem wielu wyzwań dla rodziców. Wydaje się, że letnie miesiące przynoszą beztroskę i odpoczynek, jednak tak naprawdę, rodzic nigdy całkiem nie odpoczywa;) 
Może Wasze dzieci pierwszy raz wyjechały na kolonie, co wiązało się dla Was ze sporym stresem? Może organizacja rodzinnej dalekiej podróży spożyła mnóstwo Waszych sił? A może przyzwyczajeni do rytmu roku szkolnego, nie potrafiliście poradzić sobie z nieokiełznaną dziecięcą energią, która dzień po dniu roznosiła Wasz dom?
Jeśli zmęczyły Was wakacje, jest dobra wiadomość – one się kończą:) To jednak stawia przed rodzicami całkiem nowe wyzwania. Przedszkole, szkoła, wyjazdy na studia – obojętnie w jakim wieku są Wasze dzieci – macierzyństwo lub ojcostwo jest drogą, na której już zawsze będą czekać nowe wyzwania.
I kolejna dobra wiadomość – są sposoby, by sobie z nimi radzić. Odkrywamy te sposoby w trakcie naszej macierzyńskiej/ojcowskiej drogi. Z pewnością jednym z nich jest intuicja, czy też inteligencja emocjonalna – coś, co wyczula nas na potrzeby naszych dzieci i pozwala dostosować działanie do sytuacji.  Może pomagać nam też wiedza, zdobyte doświadczenie i przede wszystkim – miłość

 

http://boskieksiążki.pl


Wydawnictwo eSPe
ma dla rodziców kolejne pomoce, przydatne podczas ich wędrówki. To książki z serii dotyczącej wychowania i parentingu. I chociaż nigdy nie przepadałam za poradnikami, to książki publikowane przez eSPe, całkowicie zmieniły moje podejście do tego typu publikacji, a dzięki wspaniałemu podejściu wydawnictwa do Matki na Szczycie, o niektórych z nich będę Wam mogła opowiedzieć jeszcze więcej w najbliższym czasie:)
wszystkie tytuły z Wydawnictwa eSPe znajdziecie tutaj – http://boskieksiążki.pl – sprawdźcie, bo warto!
O jednej z nich już pisałam Wam ostatnio TUTAJ, a wzbudziła ona Wasze spore zainteresowanie.

I zgadnijcie co!? Mam dla Was następną dobrą wiadomość Wydawnictwo eSPedoceniło moich czytelników i postanowiło ich nagrodzić! 🙂

 

Oto macie szansę na zdobycie jednej z książek z serii o wychowaniu.
do rozdania są aż TRZY egzemplarze poradnika „Odmień swoje dziecko do piątku”.

Przyznam Wam, że tej książki jeszcze nie czytałam, ale rewelacyjny poradnik „ile znaczy mama”, o którym pisałam Wam ostatnio (TUTAJ), jest tego samego autora, więc w ciemno mogę wam powiedzieć, że i ta książka będzie dobra!:) A jej dokładny opis znajdziecie (TUTAJ).

http://boskieksiążki.pl/product-pol-392-ODMIEN-SWOJE-DZIECKO-DO-PIATKU-Jak-zmienic-nastawienie-zachowanie-i-charakter-twojego-dziecka-w-5-dni.html

 
Zasady konkursu są bardzo proste:

1. Konkurs przeznaczony jest dla fanów Matki na Szczycie i Wydawnictwa eSPe, więc jeśli jeszcze nie lubicie nas na fb, koniecznie to nadróbcie;) (TUTAJ i TUTAJ).

2. Udostępnienie plakatu konkursowego (TEGO) będzie bardzo miłe z Waszej strony:)

3. Konkurs polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie konkursowe – w komentarzu pod tym wpisem.
Osoby nieposiadające konta Google mogą wziąć udział w konkursie, odpowiadając pod plakatem konkursowym na fb (TUTAJ).

4. Konkurs trwa od teraz (24 sierpnia) do 5 września (do północy).

5. Spośród wszystkich uczestników konkursu zostaną wybrane trzy osoby, które zdobędą nagrody za najlepszą odpowiedź.

6. Wyniki zostaną ogłoszone dnia 7 września na blogu i fb, a zwycięzcy będą mieć 3 dni od momentu ogłoszenia wyników na skontaktowanie się z ze mną w celu podania danych do wysyłki nagrody .
Dane zostaną przekazane Wydawnictwu eSPe, które roześle nagrody.

Pora na PYTANIE KONKURSOWE: 


 
  • Nie powiem pytanie nie jest łatwe- ale jak wiadomo im trudniej tym ciekawiej 🙂 Lubię wyzwania.
    Co było największym wyzwaniem przed jakim postawiło mnie macierzyństwo?
    Było tego dużo. Najtrudniejszy był jednak moment kiedy moje dziecko wymagało rehabilitacji. Młoda ma charakterek- rehabilitantce nie dawała się dotknąć. Zostały nam pokazane ćwiczenia i do dzieła. Matka zawzięła się, ćwiczyła. Dostawała mnóstwo kopniaków, ciosów. Nie wytrzymała. Do boju przystąpił tata. Po paru minutach stwierdził, że nie ma serca. Mój tata widząc nasze "zabawy" wyszedł ze łzami w oczach. Z boku wyglądało to jakby krzywda się dziecku działa. Krzyk, płacz- moje najdłuższe pół godziny w ciągu dnia. Z czasem było już lepiej a efektów nie było widać. Nie powiem załamałam się, że wszystko idzie na marne. Miałam chwile ogromnego zwątpienia. Głosy z zewnątrz nie dodawały otuchy- sugerowano mi inne dość nieciekawe metody. Ja oczywiście będąc człowiekiem upartym robiłam po swojemu. W duchu jednak wątpiłam i po cichu przyznawałam wszystkim rację. Przyszedł ten piękny dzień. Młoda poszła i się nie zatrzymała, Wszyscy cieszyli się z tego faktu. Ja chyba najbardziej. Nikt nie przyznał mi racji ( tego, że robiłam dobrze nie słuchając głupich pomysłów). Było mi trochę smutno- mój wysiłek nie został doceniony…cieszyłam się, że pomogło to dziecku…ale w głębi duszy- wiadomo co człowiek myśli. Do momentu kiedy doceniła mnie najważniejsza osoba- moja mama. Powiedziała, że jest pełna podziwu, że chciałaby być taką matką jak ja- czy można usłyszeć coś piękniejszego?:) Tak ogólnie to samo zobaczenie dwóch kresek na teście jest momentem kiedy zaczyna się największe wyzwanie w życiu człowieka i zarazem najpiękniejsza choć trudna przygoda 😀

  • Pięknie napisane, szczególnie te ostatnie zdania <3 <3
    I tak, jak czytałam, to przyszło mi do głowy, że wielkim wyzwaniem rodzicielstwa jest się też nie dać wszystkim "życzliwym", którzy chcą na siłę Cię uświadamiać, że robisz coś źle;)

  • 🙂 Co za zbieg okoliczności. Konkursy u dwóch Kasiek:-) Na szczęście są różne książki:-) W wolnej chwili napisze kilka zdań, bo oczywiście wezmę udział w konkursie!

  • A na dorosłe dzieci ta książka też działa? 🙂 😉

  • Pojęcia nie mam, trzeba by sprawdzić;)

  • Ja też mam chrapkę na książki z Twojego konkursu i też muszę wolniejszą chwilę mieć, żeby nad odpowiedziami pomyśleć;) Pewnie zajrzę wieczorkiem;)

  • Fajny konkurs, ale przed napisaniem odpowiedzi muszę się jeszcze trochę zastanowić :). W końcu macierzyństwo to poważna sprawa!

  • Spokojnie, jest dużo czasu, można się zastanawiać 🙂

  • O jaki fajny konkurs! Ja osobiście nie czytam poradników (zwłaszcza wychowawczych) nie wiem, ale w wychowaniu stawiam na swoją intuicję i opinię babć ewentualnie 😉 W każdym razie życzę powodzenia biorącym udział!

  • Ciężkie pytanie….przemyślę sprawę, bo nie ławto na to odpowiedzieć 🙂 Jedną z książek z tej serii mam wypożyczoną z biblioteki i muszę w końcu do niej przysiąść 🙂

  • Największym wyzwaniem w macierzyśntwie było i jest połączenie "interesów" obu córek. Już od poczatku drugiej ciąży postanowilam sobie, że będę dzieci traktować jednakowo i nie wyróżniać żadnej z córek. I cały czas próbuje, choć przyznam szczerze, że różnie to wychodzi. Staram się z całych sił, żeby dziewczynki czuły, że obie mogą na mnie liczyć i że jestem sprawiedliwa dla nich obu.
    Plakat udostępniłam na funpage (wystarczy?) a Wydawnctwo oczywiście polubiłam, bo przecież warto 🙂

  • To chyba największe wyzwanie- ale takie na bocznym torze 🙂

  • Ja poradziłam sobie z tym konkretnym dość szybko, choć przyznam, że gdy byłam świeżo upieczoną mamą, która jeszcze nie czuła się pewnie w swojej roli, to bardzo mnie ruszały takie opinie innych, że to, czy tamto powinnam robić inaczej. Tzn. opinie o negatywnym wydźwięku, bo życzliwe rady się przydają.

  • Zawsze uważałam tak samo – na pierwszym miejscu własna intuicja i metody dostosowane do mnie i mojego dziecka. Ale książkę "Ile znaczy mama" pochłonęłam w kilka chwil i wiele z niej wyniosłam. To nie klasyczny poradnik, bardziej przewodnik, taki asystent na drodze macierzyństwa;)
    Książka, która jest do wygrania w konkursie jest tego samego autora, więc przewiduję, że też będzie świetna!

  • Warto przeczytać, naprawdę!
    A co do odpowiedzi konkursowej, to jest jeszcze dużo czasu, więc można spokojnie myśleć:) Tylko nie zapomnij wrócić;)

  • To dla Ciebie byłaby idealna książka "Niesforne księżniczki" z tej samej serii:)
    Z kolei w książce "Ile znaczy mama" czytałam, że to nie do końca prawda, że powinno się tak samo traktować rodzeństwo, bo każde z dzieci jest przecież inne, ma inne potrzeby i emocje; jedno potrzebuje więcej czułości, inne więcej dyscypliny, itd. Chociaż to pewnie wiesz, bo co innego odpowiadać na indywidualne potrzeby każdej w córek w inny sposób, a co innego utrzymywać sprawiedliwy podział i równe prawa.
    Oczywiście teraz mówię tylko z tego, co czytałam, bo doświadczeń w tym temacie (jeszcze?;p) nie mam:)

    Plakat już u Ciebie widziałam, a wydawnictwo faktycznie warto lubić, bo mają wiele ciekawych książek, o których będę co jakiś czas tutaj opowiadać;)

  • Dobre rady zawsze są w cenie 🙂 o ile ten, który ma jej wysłuchać rzeczywiście jej potrzebuje i o nią prosi 🙂

  • Nie będę oryginalna w tym co napiszę;-) Macierzyństwo i praca zawodowa to codzienne wyzwania i wyrzeczenia i mimo wszelkich prób i dobrych chęci, nie zawsze wychodzi idealnie. To jest moje codzienne wyzwanie od 2011 roku! Ale pamiętam pierwsze wyzwanie. Był 26 grudnia 2010 r. wieczorem, pierwszy wspólny wieczór z pierwszym dzieckiem w domu. Wieczorem położyliśmy spać syna i wtedy stojąc nad jego łóżeczkiem pomyślałam sobie: To teraz tak będą wyglądać te nasze wieczory przez najbliższe 10-15 lat???? Zero wyjść z domu, spokojnych seansów filmowych, wieczorów z książkami, spotkań ze znajomymi???? Wtedy mnie to trochę przeraziło. Ale już wieczór 27 grudnia mnie nie przeraził. Polubiłam te rodzicielskie rytuały, a od czasu do czasu i wieczorne wyjścia się zdarzają:-) (zależy kiedy wypadnie wesele w rodzinie, a wypada średnio raz na rok-dwa lata:-) Nie jest źle:-)

  • Słuszna uwaga:)

  • Haha, pamiętam to przerażenie, miałam tak samo:) Byłam długo w szpitalu po porodzie i marzyłam tylko o tym, byśmy wreszcie byli w domu. A po powrocie do domu nagle okazało się, że wszystko będzie inaczej. Niby to wiedziałam, ale dopiero w tamtym momencie do mnie to dotarło. I pomyślałam – jak ja dam radę, tak dzień w dzień, dzień po dniu?;)
    Na szczęście, tak jak napisałaś, to przerażenie szybko mija. A macierzyństwo jest najwspanialszą przygodą życia:)

  • Moja odpowiedź na pytanie konkursowe poznałaś czytając mój dzisiejszy wpis 🙂 Nie będę się powtarzać i zgodnie z Twoją sugestią, wrzucam tu linka 🙂 http://zwyklejmatkiwzlotyiupadki.blogspot.com/2015/08/trudne-pytania-trudniejsze-odpowiedzi.html

  • Największym wyzwaniem przed jakim postawiło mnie macierzyństwo? Jestem mama od 3 lat, wyzwaniem dla mnie jest bycie mama po prostu. Przez ostatnie lata a raczej lata przed pojawieniem się Tadeusza to był mój czas, dla mnie dla mojego zawodowego rozwoju, dla moich przyjemności, samodzielne życie, luźne wolne od poważnych zobowiązań i na prawdę trudnych obowiązków codzienności innych niż praca. Kiedy pojawił się na świecie upragniony i wyczekiwany Tadek wszystko się zmieniło, moje życie zaczęło smakować inaczej, nadal tak jest i nadal wyzwaniem jest każdy dzień bo to Tadek jest TOP 1 od niego się zaczyna i na nim kończy i z tym mi bardzo trudno i to jest dla mnie wyzwanie numer 1 ( jego potrzeby przed moimi, byc moze to nie jest specjalnie lotnie czy chwytliwe, moze nawet wstyd sie przyznac ale tak jest wlasnie kiedy mama egocentryczka i troche egoistka nagle poszerza horyzont świadomosci i postrzega wiecej i z tym więcej niekiedy jej po prostu trudno). Drugie wyzwanie to jedzenie. Prozaiczna sprawa. Jedzenie dla mnie może istnieć w formie suchego prowiantu, ja się nie stresuje zjem to zjem nie zjem nic sie nie stanie, nie lubię bardzo przygotowywać posiłków, nie mam inwencji twórczej, nie lubię spędzać w nadmiarze czasu w kuchni, nudne to, meczące A dziecko trzeba i chce karmić zdrowo i regularnie. I Uwaga, jak na nauczkę żeby nie powiedzieć na złość Tadek jest niejadek! ;/ słabo, co?? a no słabo i to jedzenie, karmienie to wyzwanie numer 2 i to jest wielka sprawa. Bez względu na to czy moja odpowiedz jest zgodna z zadanym pytanie czy może lekko odbiega dla mnie to jest właśnie moje wyzwanie, egoistka i bycie mama oraz karmienie dziecka! uffff koniec;)

  • Przeczytałam i jestem pod wrażeniem!:)

  • Och, z tym gotowaniem to rozumiem doskonale! Ja też nie znoszę gotować, szkoda mi na to czasu, a do tego, to co innym kobietom przychodzi bez trudu – czyli wymyślenie i skomponowanie potrawy – dla mnie jest ogromnym problemem. Nigdy nie wiem w sklepie, co mam kupić, z czego zrobić obiad, itd.:)
    Mój syn jeszcze do niedawna bardzo wybrzydzał, co było dodatkowym kłopotem, bo czułam się sfrustrowana, że ja się namęczyłam, nakombinowałam, a on nie chce jeść! Na szczęście ostatnio jakoś mu się to zmieniło i zaczął zjadać nawet potrawy, które wcześniej z góry skreślał;)

  • Cierpliwość-jest kanciapką szczęścia duszy!

  • A chyba nic innego tak nie ćwiczy cierpliwości, jak macierzyństwo!;)

  • Dla mnie najtrudniejszą rzeczą było oddzielenie rozumu od serca 😉 Wiele rzeczy naprawdę lepiej jak popatrzymy na nie z boku nie angażując się emocjonalnie wygląda inaczej a będąc matką z reguły górę biorą uczucia. To oddzielnie jest ogromnie trudne a naprawde lepiej nieraz jest poskromić emocje i robić to co dyktuje rozum 🙂

  • Ja jestem osobą podchodzącą do wszystkiego bardzo emocjonalnie, ale fakt, macierzyństwo nauczyło mnie nieco panowania nad moimi emocjami, tym bardziej, że dzieci niesamowicie wyczuwają emocje rodziców i jeśli np. matka jest czymś zdenerwowana, to zaraz ma też zdenerwowane dziecko;)

  • Dla mnie największym wyzwaniem w macierzyństwie było (i jest nadal) wychowanie córeczki na mądrą i wrażliwą dziewczynkę, a poza tym nauczenie jej języka polskiego. Nie jest to łatwą sprawą, kiedy żyje się na obczyźnie i nie ma kontaktu z ojczystym językiem. Staram się, jak mogę- czytam jej po polsku, puszczam polskie bajki i mówię wyłącznie po polsku. Miejmy nadzieję, że poskutkuje.

    Kolejnym wyzwaniem, może nawet większym od poprzedniego, było ujarzmienie emigracyjnej samotności i co z tego wynikało, depresji poporodowej. W najpiękniejszych momentach mojego życia towarzyszył mi tylko mąż, ponieważ rodzina była w Polsce. Spędzałam czas tylko z córką i w początkowych etapach nie mogłam z siebie wykrzesaś wielkiej radości. Oprzytomniałam jednak i zaczęłam cieszyć się nową, wspaniałą i niepowtarzalną rolą matki. To dzięki córeczce przepędziłam demony, tkwiące we mnie cały czas.

    A tak w ogóle, macierzyństwo to jest naprawdę wielkie wyzwanie!

  • Kolka mojej obecnie rocznej Ani, która płakała przez 3 m-c (pierwsze 3 m-c) dzień w dzień od 23 do 3 – nie pomagały masaże, noszenie, leki. Ale dodatkowym wyzwaniem był Michałek, który wówczas miał 1,8 m-c i wstawał o 6 – 7 rano.

  • Pięknie napisane!
    A ja się właśnie zawsze zastanawiałam, jak wygląda komunikacja z dzieckiem i nauka mowy w dwujęzycznych rodzinach. Dla mnie – jako dla pasjonatki języków obcych – to jest bardzo ciekawy temat!

  • Oj, to faktycznie wyzwanie było spore! Współczuję i dobrze, że to już za Wami! Dla mnie też pierwsze miesiące życia syna były macierzyńsko najtrudniejsze. Nic nie znałam się na dzieciach, wszystkiego musiałam się uczyć, ciągle bojąc się, że w porę czegoś nie rozpoznam, nie odgadnę potrzeb dziecka, nie zrozumiem dolegliwości, które się pojawiają… Teraz widzę, że wszystkim za bardzo się przejmowałam, ale tak to już pewnie jest zawsze przy pierwszym dziecku;)

  • Dla mnie największym wyzwaniem było poradzenie sobie z ciągłym martwieniem się o dziecko. Ciąża była wyczekana, dlatego już od pierwszych tygodni każde odstępstwo od normy wywoływało u mnie stres. Musiałam nauczyć się wyluzować i przestać ciągle myśleć o problemach. Z pomocą mojego męża to się udało, chociaż lęk o maleństwo zostanie ze mną na pewno już na zawsze, nawet kiedy mój kawaler za kilkanaście/kilkadziesiąt lat sam będzie miał dzieci 🙂

  • Tak, lęk o dziecko jest trudnym, lecz nieodłącznym elementem macierzyństwa. Niestety, to cena jaką płaci się za posiadanie najpiękniejszego i najcenniejszego skarbu świata!:)