Sierpień to szczyt (nomen omen) sezonu turystycznego na naszym terenie. Wszędzie tłumy. Ludzie z różnych części świata i kraju. Dla osoby takiej jak ja, jest to okazja do czynienia najróżniejszych obserwacji.
Nic na to nie poradzę, czy chcę, czy nie, skłonność do obserwacji otoczenia jest u mnie – jak na pisarza przystało – bardzo silna. Niestety, przeważnie są to obserwacje smutne i mało budujące.

Ostatnio jesteśmy częstymi gośćmi na sali zabaw. A właściwie – HALI zabaw, bo mieści się ona na miejscu – nieczynnego w tym czasie – lodowiska. Miejsce bardzo fajne, z licznymi atrakcjami, wielką przestrzenią, korzystną ceną za wstęp, a przede wszystkim – wreszcie jest to atrakcja, która powstała blisko Szczytu. 
Wczoraj również spędziliśmy w tym miejscu całe popołudnie.

Często siedząc i obserwując bawiącego się Syna na Szczycie siłą rzeczy obserwuję także inne dzieci i ich rodziców. Zdarza się, że bywam miło zaskoczona. Obce dzieci pomagają sobie nawzajem, pocieszają, gdy któreś się uderzy, są miłe i życzliwe. Ale bywa i odwrotnie.
Wczoraj na sali zabaw był chłopczyk, który – jak to określił Syn na Szczycie – „przeszedł na stronę zła”. Ewidentnie cały czas szukał zaczepek i ofiar do dręczenia.
W pewnym momencie wziął sobie na cel i mojego syna. Spychał go z drabinek, zrzucał z pochylni i uniemożliwiał wejście do Małpiego Gaju. Gdy Syn na Szczycie próbował wchodzić z drugiej strony, tamten natychmiast biegł górą do drugiego wejścia i robił to samo. Był kilka lat starszy, więc miał przewagę.
Mojego syna z początku nawet to bawiło, bo nie przyszło mu do głowy, że tamten chłopiec może chcieć robić to ze złośliwości. Po prostu mój syn nie jest w stanie (jeszcze?) myśleć nawet takimi kategoriami.
Ale sytuacja zaczynała się robić coraz bardziej nieprzyjemna. Siedząca obok mnie matka innego dziecka, zwróciła się do mnie: „Chyba musi pani interweniować, bo tamten go nigdy nie wpuści„. Odparłam: „Musi sobie jakoś sam poradzić, bo taka sytuacja jeszcze nieraz go spotka„.

Bo tak właśnie uważam. Chcę żeby mój syn sam uczył się rozwiązywać problemy, które go spotykają. Oczywiście takie na jego poziomie i dotyczące relacji z rówieśnikami. A jednak chwilę później musiałam interweniować, bo mój syn zaczął sobie radzić aż za dobrze.
Tak, Syn na Szczycie w końcu wystartował z pięściami do chłopca, który „przeszedł na stronę zła”. Zawołałam więc syna, by nie doszło do bójki i zaproponowałam mu żeby zwyczajnie poszedł bawić się w innym miejscu.
Ale – możecie myśleć sobie o mnie, co chcecie – byłam z niego dumna. Oczywiście nie popieram rozwiązywania konfliktów za pomocą przemocy, ale świat to nie miejsce, gdzie można sobie wiecznie skakać po błękitnych obłoczkach i wąchać różowe kwiatki. Świat jest brutalny i dobrze mieć tego świadomość. A gdy trzeba, dobrze być gotowym walczyć o swoje.

Syn na Szczycie znalazł sobie inne zajęcie, ale to nie koniec opowieści, bo tamten chłopiec prędko znalazł sobie inną ofiarę. Jakie było moje zdziwienie, gdy usłyszałam, jak krzyczy do innego dziecka: „Jesteś najbardziej obleśny na świecie„, „Jesteś wstrętny i brzydki„, „Jesteś ofiarą losu” i rzuca w niego piłkami, a siostra dręczonego w panice krzyczy: „Zostaw go w spokoju!”.

I to był już moment, w którym gotowa byłam interweniować, ale Ojciec na Szczycie mnie powstrzymywał, mówiąc, że nie mam co złościć się na chłopca, który pewnie takie stwierdzenia słyszy na co dzień w domu.
Fakt, nie jego wina. Nie wina (około) siedmioletniego dziecka, że jest niedobre. Że najlepszą zabawą dla niego jest dręczenie innych dzieci. A czyja? Gdzie była w tym czasie szanowna mamusia?
Szanowna mamusia cały czas siedziała z nosem w telefonie i totalnie nic nie obchodziło jej, co wyprawia synek.
Inni rodzice co jakiś czas musieli interweniować. I wiecie, co robili? Krzyczeli na swoje dzieci, dręczone przez tamtego, bo chyba każdy bał się zwrócić uwagę obcemu dziecku.

A koniec tej historii jest najbardziej zaskakujący. Po długim czasie mamusia wyjęła nos z telefonu i oznajmiła kochanemu syneczkowi, że czas do domu, na co on wpadł w histerię i zaczął bić się po twarzy, co sprawiło, że rozpłakał się z bólu, który sam sobie zadał, a matka… zaczęła go tulić, pocieszać i obiecała kupić prezent… 

Nie będę wyciągać wniosków z tej historii. Myślę, że moi czytelnicy są na tyle świadomymi rodzicami, że wyciągną je sobie sami.

  • Podchodzę tak samo jak Ty- z reszta wiesz pisałam kiedyś jak Młoda poradziła sobie z 10- letnią dziewczynką na placu zabaw gdy ta blokowała jej zjazd ze ślizgawki. Dalsza część historii…ręce mi opadają. Masakra. Nie piszę więcej bo już wystarczająco się wkurzyłam- ale nie na Ciebie tylko na mamusię chłopca. Słów , które używał z pewnością nauczył się w domu…

  • Wiem, że dzieci są różne – jedne z natury bardziej pobudliwe, inne spokojniejsze, ale naprawdę niemal wszystko zależy od rodziców. Może są jakieś wrodzone skłonności do agresji, nie wiem (choć osobiście nie bardzo w to wierzę), ale jeśli tak, to też rodzic może dziecko nauczyć sobie z nimi radzić. To, co reprezentowała ta matka swoim podejściem… no, brak cenzuralnych słów…

  • Pamiętasz "Balladę o Januszku"? Zawsze mi się przypomina w takich sytuacjach.

  • Szczerze mówiąc, nie pamiętam, ale od czego jest Google?:) Zaraz sobie sprawdzę:)

  • Jestem w ciężkim szoku… Naprawdę… CO z takich dzieci wyrośnie?
    Powie Ci szczerze, że gdyby sytuacja dotyczyła mojego dziecka, zareagowałaby bez żadnego "ale". I to nie do dziecka, a do jego matki.Bo nic mnie tak nie wkurza, jak obojętność.
    Szczerze, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że tej matce nigdy nikt uwagi nie zwrócił. Pewnie dlatego nigdy nie reagowała, bo uważała, że wszystko jest ok, nikomu zachowanie jej syna nie przeszkadza.
    Ale, nie. Nie byłabym w stanie patrzeć na to z boku. Może miałabym jakieś opory, alby reagować w obronie cudzych dzieci, ale swojemu dziecku nie pozwoliłabym zrobić krzywdy.

  • Brak słów normalnie…ale taka prawda, dzieci biorą przykład z rodziców i wynoszą zachowanie z domu, dobre lub złe. Podziwiam Twój spokój i to, że nie zareagowałaś i nie zwróciłaś uwagi matce i jej synalkowi, ja nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu.

  • Zwykle staram się, żeby moje dzieci same radziły sobie w takich sytuacjach, co wcale łatwe nie jest. Są sytuacje, kiedy interweniuję – kiedy moje dziecko właśnie chce użyć siły wobec innego, albo kiedy inne dziecko chce uderzyć moje. Ale o tym to można by więcej napisać, a nie komentarz:-)

  • Kwestia jest też taka, że znam siebie i wiem, że gdybym już się odezwała, to mogłabym powiedzieć za dużo, bo szybciej mówię niż myślę i reaguję bardzo emocjonalnie.

  • To ja krzywdy też swojemu dziecku zrobić nie pozwolę, na szczęście do takiej sytuacji nie doszło.

    Może masz rację, że nigdy jej nikt uwagi nie zwrócił, a sama z siebie jest jednostką nieskłonną do refleksji nad zachowaniem swoim i swojego dziecka. Każdy ma skłonność do mierzenia innych własną miarą, więc mnie się to w głowie nie mieściło.

  • P.S. Właśnie zauważyłam, że w pierwszym zdaniu też zastosowałam dziwną konstrukcję, a la "dzieci odpadów", jak widać każdemu się może zdarzyć;)

  • Wiadomo, są chwile, gdy bez pomocy rodzicielskiej się nie obejdzie. Ja w moim dziecku staram się wyplenić wszelkie zachowania w stylu "A on zrobił to czy tamto". Bardzo drażni mnie, jak dzieci z byle głupotą lecą do swoich mam, a mamy natychmiast się zrywają, by ogarnąć sytuację z użyciem swego autorytetu. Ale to też temat na osobny wpis:)

  • To był serial! Oglądałam go, gdy byłam mała i już wtedy się dziwiłam mamie Januszka. Dzisiaj jej metody wychowawcze można by określić jako bezstresowe wychowanie ha ha ;).

  • Moim zdaniem dobrze robisz, że uczysz syna radzić sobie w takich sytuacjach. Ja na pewno bym interweniowała, bo Gaja jest nieco młodsza i sama nie potrafiłaby poradzić sobie z oprawcą. Zachowanie matki, jej całkowita obojętność, a na końcu obietnica kupna zabawki, jest wielce niepokojące. Co wyrośnie z takiego dziecka, skoro matce jego zachowanie spływa jak po kaczce? Staram się nie oceniać innych rodziców, lecz czasami aż się o to proszą. Bo żywe dzieci to jedno, ale stwarzające niebezpieczeństwo to drugie…

  • Nie zauważyłam 🙂

  • 😉

  • Bezstresowe wychowanie w modzie, a potem całe pokolenie niedostosowanych społecznie i życiowo wyrośnie…

  • Też raczej rzadko kogoś oceniam, respektuję prawo każdego do własnego podejścia, ale czasem trudno pozostać chłodnym i obojętnym. Miałam ochotę podejść i mocno potrząsnąć tą kobietą. Na dobrą sprawę swoim podejściem robi krzywdę swemu dziecku, które nie musi przecież takie być. Ale jeśli w domu też jest agresja i inwektywy, to pewnie dla matki to całkowita norma. A sądzę, ze są, bo dzieci wiele z tego, co robią, to po prostu kopiują zachowania rodziców.

  • Brak słów naprawdę…jeśli moje dziecko zachowuje się nieodpowiednio to zawsze interweniuję. Chociaż względem innych dzieci ona jest bardzo pokojowo nastawiona. Jedynym atakiem jest chęć poznania dzieci, które chowają się uciekają przestraszone otwartością Młodej. Ona nie odpuszcza i potrafi powiedzieć no daj mi cześć…ale tego jej nie uczyłam to częściej rodzice, którzy widzą zawstydzone dziecko tak mówią. Ja zawsze mówię do tego zagubionego malucha, że wcale nie musi jeśli nie ma ochoty.

  • A to też moim zdaniem jest niejakim błędem rodziców, że nakłaniają dziecko "daj cześć", przywitaj się z tym, czy tamtym, a jednocześnie przestrzegają przed obcymi (o ile przestrzegają). Małe dziecko, takie dwu-, trzyletnie nie ogarnia jeszcze zależności między ludźmi i tego kto jest obcy, a kto "swój" i potem samo już nie wie, co ma robić.