To nie będzie wpis o urokach leniwego, letniego dnia w mieście. Nie będzie też o minusach upalnych dni wśród betonu. W ogóle nie będzie związany ze skojarzeniami, jakie może budzić w Was tytuł. Będzie o ludzkiej głupocie.

Gorący, letni dzień. Miasto, a właściwie – miasteczko, jakich wiele. W nim rynek z fontanną, obok najpopularniejsza w regionie lodziarnia. Jednym słowem – miejsce letniego relaksu mieszkańców.
I my ostatnio wybraliśmy się na ten rynek, by nacieszyć się fontanną i zjeść najlepsze w regionie lody.
Niestety, nacieszyć się za bardzo nie mogłam, gdyż szybko zepsuł mi się humor. W ciągu kilku minut zaledwie, miały miejsce dwa wydarzenia, które mogły zakończyć się tragicznie. Dwa całkiem różne incydenty, które łączyło jedno – ludzka, skrajna głupota.

Jesteśmy na rynku, idziemy kupić lody. Wkoło rynku, jak to jest w wielu miasteczkach, biegnie droga. Samo centrum, więc droga dość ruchliwa. Lodziarnia jest po jej drugiej stronie, przechodzimy więc po pasach. Samochód zatrzymuje się, by nas przepuścić.
Większość przejścia mamy już za sobą, gdy nagle tuż obok stojącego samochodu (mijając go ze strony, gdzie się akurat znajdowaliśmy) przejeżdżają z rykiem silnika – z pełną prędkością – dwa motory. Praktycznie nas musnęli! Przemknęli kilka centymetrów obok mojego syna!

A co by było, gdyby moje dziecko nagle zatrzymało się na pasach? Co by było, gdyby zrobiło krok w tył? Co by było, gdyby się wyrwało, przestraszone nagłym rykiem silnika?
Nawet w tym momencie, gdy to piszę, przechodzą mnie ciarki na samą myśl. Kilka centymetrów, jeden krok, dzielił nas od tragedii.
Tragedii, która mogła być spowodowana wybitną, skrajną głupotą dwóch chcących się popisać idiotów. Więcej nie będę pisać na temat tych osobników, bo w mojej głowie roją się jedynie bardzo niepoprawne politycznie określenia i brutalne pomysły na to, co bym im zrobiła.
Przez takich ludzi dochodzi do wielkich tragedii. Przez takich ludzi, dla których liczy się tylko popisanie przed kumplami i wypaczenie pojmowana zabawa. Straszne.
No, nic. Jakiś czas byłam roztrzęsiona, ale w końcu doszłam do siebie, bo co zrobię? Nic nie zrobię… Oczywiście gdybym miała możliwość, zapisałabym numery rejestracyjne tych motorów i zgłosiła sprawę, ale przy tempie całej akcji nie było na to szans.

Chwilę później siedliśmy przy fontannie, jedząc lody. Niedaleko nas jakiś maluszek się pluskał. Na oko około półtoraroczny.
Widzę, że brzdąc coraz bardziej nerwowo się rozgląda, szuka rodzica czy opiekuna. Biegnie kilka kroków w jedną stronę, kilka w drugą. Więc i ja się rozglądam. Wydaje mi się niemożliwe, żeby opiekuna nie było w pobliżu. Ludzi dookoła wiele, trudno powiedzieć, kto jest z bobasem.
Wciąż próbuję zdiagnozować sytuację, zastanawiając się, czy już pora interweniować, gdy nagle chłopczyk pędem puszcza się przed siebie. Myślę – wreszcie ktoś go zawołał. Wychylam się, bo miejsce, w które pobiegł, zasłania mi róg budynku. Ale zanim zdążyłam ponownie zlokalizować brzdąca, minął mnie jakiś roześmiany facet, biegnący z przeciwnego kierunku, niż ten, w który udał się chłopczyk i rozglądający się na boki.
Toż to troskliwy tatuś, który zagadał się ze znajomą i nie zauważył, że dziecko mu zniknęło. Wcale się jednak nie przejął, raczej wydało mu się to zabawne… 

Ok, zgadzam się, że trzeba dziecko uczyć samodzielności i nie można być nadopiekuńczym, ale mówimy tu o półtorarocznym brzdącu na środku ruchliwego rynku. Może jestem paranoiczką, ale mnie od razu przed oczami wyświetliła się lista zagrożeń. Byłam gotowa biec za tym dzieckiem, przerażona tym, że może wbiec na ulicę, lub, że może go porwać ktoś, czekający tylko na taką okazję, że jakieś dziecko jest niepilnowane, a sam ojciec chłopca uważał całą sytuację za zabawną.
Powiecie, co mnie to obchodzi, przecież nie moje dziecko? Ale za bardzo boli mnie czytanie potem o różnych tragediach, wypadkach, uprowadzonych i zamordowanych dzieciach, żeby mnie to nie obchodziło!

Raziły mnie też kilkuletnie dziewczynki pluskające się w fontannie w samych majteczkach. Dookoła tłum ludzi, gapie na ławkach, idealna miejscówka dla pedofila.
Jasne, nie można być przewrażliwionym, wszędzie dopatrywać się zagrożeń i żyć w strachu przed, być może wydumanymi, niebezpieczeństwami, ale co nam szkodzi zachowywać zdrowy rozsądek?!
Czyli w tym przypadku – ubrać córeczce koszulkę. Środek miasta to nie plaża, żeby kilkuletnie dziecko w samych majtkach goniło (zresztą, ja jestem zdania, że i na plaży kilkulatka powinna być w kostiumie kąpielowym, nie naga).
Naprawdę nie chcę się czepiać i ograniczać dzieciom wolności ani dobrej zabawy, ale mój syn również świetnie się bawił, pozostając w dłuższej koszulce zasłaniającej mu pupę w samych majtkach. Czyli – da się. 

Takie to doświadczenia i refleksje zebrała Matka na Szczycie, po letnim dniu spędzonym w mieście. I ucieszyła się, wracając na swój odcięty od świata Szczyt, gdzie wakacje umila jej zapach świeżo położonego pod domem asfaltu i ryk kosiarki sąsiada;)

*

Napisałam ten tekst, przeczytałam i nagle pomyślałam – jestem hipokrytką!
Ile razy zdarzyło mi się nie pomyśleć? Ile razy zawalić coś przez własną głupotę? Ile razy wpakować się w kłopoty przez bezmyślność?

Tak, zdarzało się i to nieraz. 
Ale odkąd jestem matką, staram się myśleć o wszystkim, myśleć dwa kroki naprzód, brać wszystko pod uwagę. Oczywiście, to często mi nie wychodzi, bo to nie zawsze możliwe, nie zawsze się udaje, a nawet, gdyby się udawało, to wszystkiego nie przewidzę – jak np. tych motorów znienacka pojawiających się na pasach.
Jednak – trzeba się przynajmniej starać!
Upalne lato, wakacje – nie sprzyjają trzeźwemu myśleniu. Jesteśmy bardziej rozleniwieni, odrealnieni. Ale, mimo gorąca, myśleć zawsze warto na chłodno. Zachować choć minimum rozsądku, by w wiadomościach nie musiały się co dzień pojawiać doniesienia o wakacyjnych tragediach!

  • To się zgrałyśmy 🙂 Nam kiedyś pan przejechał za tyłkiem autem…gdyby Młoda się przewróciła albo zatrzymała…byłoby po niej. Podpisuję się pod Twoimi słowami- o tym, że przejmujesz się czyimś dzieckiem, później czytanie o tragediach jest straszne. Podpisuję się z resztą pod całym tekstem!

  • Niestety Kasiu niektórzy muszą słono zapłacić za swoją bezmyślność,choć i to czasem nie pomoże w zrozumieniu, że dziećmi szczególnie tymi malutkimi trzeba się opiekować i mieć oczy dookoła głowy. Jak dla mnie jest ogromna różnica między pilnowaniem, żeby dziecku nic się nie przytrafiło a byciem matką helikopterem.
    Sytuacji z motorami nie potrafię niestety skomentować w cenzuralny sposób. Mogę tylko powiedzieć, że zauważyłam, że od kilku lat kierowcy są bardziej uprzejmi i coraz więcej z nich zatrzymuje się przed przejściem, kiedy czekają piesi. To bardzo pozytywne 🙂

  • Co do dzieci biegających samopas to u nas na osiedlu (we Włoszech) )est to nagminne wsród immigrantów. Wiem, że pewnie wyjdę na rasistkę, ale kurde no niespełna trzyletnie dziecko pod opieką pięciolatka to dla mnie przejaw głupoty. Po chwili podszedł tatus, który stwierdził, że on musi się zdrzemnąć i poszedł. Dziecko zgubiło buta, starszy brat pojechał na rowerze a ten samotnie sunął na ulicę – gdy mąż go przeprowadzał na drugą stronę ulicy ojciec stał w dali niewzruszony.

    Obecnie przebywamy w Polsce, w rodzinnym mieście są podobne fontanny jak te z Twoich zdjęć. Jakie było moje zdziwienie gdy plac w centrum miasta roił się od półnagoch dzieci.

  • Szkoda tylko, że za bezmyślność jednej osoby, często cierpią inne. Może to brutalne, co powiem, ale mam totalnie gdzieś, czy jeden z drugim wariat na motorze się pozabija – ich życie, ich głupota, ich sprawa. Niestety to nie takie proste, bo często jest tak, że pirat drogowy, czy np. pijany kierowca przeżyje, zabijając przy tym rodzinę spokojnie idącą poboczem…

  • No właśnie… U nas wystarczyło, żebyśmy zrobili jeden krok mniej, albo się zatrzymali, o co przecież z dzieckiem nie trudno… Ja wierzę, że Anioł Stróż czuwa, zresztą mam na to liczne dowody, ale to nie zwalnia ludzi z myślenia.

  • Moja teściowa opowiadała, że gdy mój mąż i jego brat byli mali, to rodzice zostawiali jednego pod opieką drugiego i szli do pola. Ale to były inne czasy, inne realia, inne myślenie. Też wydało mi się to niewiarygodne, by zostawić kilkutygodniowe dziecko pod opieką kilkulatka, lecz w tamtych czasach często było to podyktowane koniecznością i inną mentalnością ludzi. Były żniwa, wszyscy musieli pracować. Oczywiście nie mówię, ze to było ok, ale teraz za to jest tak, że rodzice patrzą na swoją wygodę, kieruje nimi lenistwo, całkowicie wyłączają myślenie. Może myślenie też ich męczy?

  • Niestety, takie sytuacje się zdarzają:-( też je obserwuje. Ale przyznaję, raz popełniłam błąd – moje dziecko w sklepie z meblami chciało odpocząć, bo było bardzo zmęczone. Pozwoliłam mu usiąść na kanapie, położył się na niej (ma 4,5 roku), a ja z mężem odeszłam kawałek za ścianę ekspozycji, żeby zobaczyć jakieś meble. Nie upłynęła minuta (mąż w tym czasie dwa razy zaglądał do niego, czy dalej leży), a tu ekspedientka przyprowadza go do nas, że już wyszedł poza sklep. To było tak straszne przeżycie dla mnie, że przez dwa dni nie mogłam jeść i ta sytuacja śniła mi się po nocach. To była nasza głupota. Wszystko trwało sekundy, mam pretensje do siebie do dziś. Nic się nie stało, ale mamy nauczkę.
    Ale przy domu – mieszkamy w małej wsi, gdzie każdy sąsiad dobrze obserwuje, co akurat robisz;-) – pozwalam mu bawić się samemu czy z kuzynką. Gdyby odszedł od domu – z każde strony sąsiedzi by mnie alarmowali. I to jest ten plus mieszkania na wsi. Pozwalam mu też chodzić bez koszulki, w spodenkach. Córce już nie. Musi mieć podkoszulek lub sukienkę. Na basenie też.
    Sama pamiętam, jak byłam mała – mam dwie siostry starszą i młodszą, to mama zostawiała nas w domu jako kilkulatki, żeby zrobić coś w polu. Ja bym tego nie zrobiła, ale wtedy takie czasy były… Dziś łapię się za głowę na myśl o tym.

  • Wiem, czasami się po prostu nie pomyśli, każdemu się zdarza. Niestety bywa i tak, że skutki są opłakane. Czasem też nie sposób zareagować. Rozumiem Cię doskonale z tym, jak się czułaś po tym zdarzeniu, bo my mieliśmy kiedyś taką sytuację, że syn niespodziewanie wyrwał mi się z ręki i wbiegł na ulicę. Ni stąd, ni zowąd (ale dzieciom czasem coś po prostu strzela do głowy). Bogu dzięki, nic akurat nie jechało. Ale ja też kilka dni musiałam dochodzić do siebie po tym incydencie i od tamtej pory zawsze go kurczowo trzymam, gdy tylko idziemy przy jakiejś ulicy i mam napiętą uwagę.

  • Te fontanny to jakaś zguba. W Rzeszowie jest piękna fontanna multimedialna, teraz non stop biegają półnagie dzieci tam. Też patrzę na to z niedowierzaniem.

  • Ja nie mam nic przeciwko dzieciom bawiącym się w takiej fontannie. Mają z tego masę radości. A w Zakopanym jest jeszcze lepsza tego typu – trzypoziomowa i nawet się tam dziś wybieramy;) Tylko właśnie o tę nagość chodzi. Przecież, nawet jeśli się nie planowało zabawy w fontannie i nie zabrało stroju czy ubrań na zmianę, to nic się nie stanie, jak dziecko w taki upał zmoczy koszulkę.

  • Wiesz, każdemu zdarza się chwila nieuwagi, chwila zamyslenia, nie masz kilku par oczu i nijak po prostu nie ogarniesz wszystkiego, zawsze i wszędzie, ale masz rację – zostawienie maleństwa na środku rynku……..aż gęsiej skórki dostałam! Na przejściu zdarzały mi się podobne sytuacje jak Tobie….z jednej strony miły kierowca zatrzymuje się by nas przepuścić, bo widzi matkę z dzieckiem, ale z drugiej jedzie jakiś idiota co stwierdza, że żadna baba z dzieckiem nie będzie go spowalniać…..cóz, trzeba mieć czasem niezły refleks by odpowiednio zareagować…..
    PS czy wiesz, że ten wasz rynek na zdjęciu (Wasz prawda?) to zupełnie jakbym na nasz w Kórniku patrzyła??? :))))

  • Zgadza się – nikt nie jest w stanie mieć skupionej uwagi non-stop, a rodzice najlepiej wiedzą, że nie zawsze da się wszystko ogarnąć, ale – tak jak piszesz – co innego chwila nieuwagi, a co innego olanie dziecka, bo ojciec chciał sobie ze znajomą pogadać…

    To rynek w Nowym Targu, więc można chyba powiedzieć, że nasz;) Wprawdzie odrobinę bliżej mamy do Zakopanego, ale wolimy jeździć do Nowego Targu, bo spokojniej, łatwiej wszystko załatwić, więcej sklepów, itd., a i droga lepsza, nie ma takich korków, jak na trasie do Zakopanego.

  • Zgadzam się, zabawa jest super. Mnie właśnie przerażają te nagie dzieci.

  • Zgadzam się w pełni.

  • Głupota ludzka nie zna granic!
    Znam matkę, która ma 3 dzieci i czwarte w drodze. Najmłodsze ma niecałe 2 latka i jest poddawane totalnej samowoli! czyli jak chce skakać po łóżku ze starszą siostrą to to ROBI! Osobiście, nie mogłam na to patrzeć, a na moje pytanie dotyczące bezpieczeństwa dzieci, matka odpowiedziała, że za dużo wiadomości się naoglądałam i sensacji naczytałam… Przecież, ja nie mam czasu nic czytać ani oglądać! Taka auto-ochrona dziecka sama mi się włącza, od kiedy jestem matką.
    Dobrze wiem, że do końca życia nie wybaczyłabym sobie tego momentu nieuwagi, podczas którego mogłoby się coś stać…

  • Ja staram się wręcz odcinać od wszystkich wiadomości z radia i telewizji, doniesień o tragediach, bo za wiele mnie to kosztuje nerwów i emocji.
    Czasem jest tak, że nic się nie stanie, dobry los, Anioł Stróż, przypadek – zależy, w co kto wierzy, a czasem choćby nie wiem jak pilnować, może stać się coś złego. Jednak to nie powody, by rezygnować ze zdrowego rozsądku. Wiadomo – 'strzeżonego, Pan Bóg strzeże";)

  • Cały czas powtarzam, że głupota i bezmyślność ludzka nie zna granic…co do golizny u dzieci jestem bardzo przeciwna. Czy to w internecie czy publicznie, Mania zawsze ma stój odpowiedni i nie widzę sensu aby w samych majtasach miała biegać między ludźmi…

  • Dokładnie, też mnie razi wrzucanie przez niektóre mamusie zdjęć nagich dzieci do neta. Jest cała lista powodów, dla których nie powinno się tego robić, ale niektórzy po prostu nie myślą, a inni z kolei mają swoje przekonania i są głusi na argumenty. Jasne, każdy ma prawo do swojego zdania, ale jakiś zdrowy rozsądek dobrze by było w tym swoim zdaniu zachowywać…

  • udaję się na niedzielny relax z rodziną….i robię to co Ty. Wszędzie widzę ludzką głupotę i nieodpowiedzialność. Choć mi się czasem także zdarza popełnić błąd nie przeczę….

  • Jasne, błąd się zdarza popełnić każdemu, ale co innego raz na jakiś czas przypadkowo zrobić coś głupiego, a co innego, gdy czyni się to z premedytacją lub na okrągło.
    Szkoda, że przez takie sytuacje często można mieć zepsuty dzień:/