Mój blog nie służy do wylewania frustracji, ani moich (które na szczęście rzadko mnie dotykają), ani niczyich innych. Nie służy do wyżalania się i do prowadzenia wojen. Jest moją piękną przestrzenią odzwierciedlającą mnie samą i takim zamierzam go utrzymać. Dlatego to, o czym chcę dziś napisać, zostanie opisane bez nazwisk i wytykania konkretnych osób. Nie chodzi o napiętnowanie ludzi, a o napiętnowanie pewnych zjawisk.

Bo, wiecie, spotkało mnie coś przykrego. Rzadko mi się to zdarza i to nie dlatego, że przykrości mnie cudownie omijają, ale dlatego, że niewiele rzeczy mnie rusza. Pomijając oczywiście sprawy związane z rodziną i kwestiami dla mnie najważniejszymi, większość spraw zwyczajnie mam gdzieś. No, już tak mam. 

Nie wdaję się w konflikty, nie robią na mnie wrażenia hejty i zaczepki, negatywne opinie i inne takie. Zwyczajnie to olewam.
Ale mam, jak każdy, swoje czułe punkty i gdy ktoś mnie w taki czuły punkt trafi, wtedy potrafię mocno to przeżywać.
I właśnie taka sytuacja miała miejsce. Ale od początku.
Myślę, że część z Was widziała już wpis z Krakowem Konstancji nawiązujący do mojej nowej powieści. Jak wiecie, jest to wpis zdjęciowy, w którym wykorzystałam także zdjęcia innych fotografów – znanych krakowskich artystów.
I, wiecie, nie zrobiłam tego dlatego, że brak mi własnych zdjęć. Mam ich aż nadto. Zrobiłam to dlatego, że chciałam pokazać piękno Krakowa, występującego w książce, w różnych odsłonach, widzianego oczami różnych twórców.

Ale jeden z fotografów, których pytałam o możliwość wykorzystania jego zdjęć, się na to nie zgodził. Jasna sprawa, jego pełne prawo. Sama raz czy dwa także odmówiłam takiej prośbie, gdy ktoś planował wykorzystać moje zdjęcia w sposób, który mi się nie podobał.
Nie mam absolutnie żalu z powodu jego odmowy, w pełni respektuję prawa do zarządzania swoją twórczością według własnego uznania. chodzi o coś innego. O argumenty, których pan fotograf użył, uzasadniając swój sprzeciw. Stwierdzenie, że chcę wykorzystać jego zdjęcia w celu ZAROBKOWYM, bo wpis o pięknym Krakowie jest promocją mojej książki.
Wiem, wiem, dla Was stwierdzenie to może być niewinne i nie zobaczycie w nim nic złego. Mnie zabolało tak, że pół dnia miałam zepsute.

Nie ma nic złego w zamienieniu swojej pasji w źródło dochodu. Wręcz przeciwnie – to piękne! To wielkie szczęście robić coś, co się kocha i jeszcze mieć z tego pieniądze. Sama radość. Ale czasami po drodze dzieje się coś złego.
Nie trzeba szukać daleko – każda z osób czytających blogi się z tym chyba spotkała. Ktoś zakłada bloga z pasji, z chęci dzielenia się swymi tekstami z innymi. Blog zaczyna być coraz popularniejszy, pojawiają się intratne propozycje i po jakimś czasie pasja zanika, a zostaje marne trzepanie kasy. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje. Chwała tym, którzy piszą od serca i ze szczerością, a jeszcze do tego są bogaci i popularni.

Wracając do mnie. Dlaczego tak zabolał mnie ten zarzut (bo odebrałam to właśnie jako zarzut)? Ano dlatego, że pasja jest dla mnie jedną z najważniejszych kwestii. Jest czymś, czym żyje.
Na blogu piszę nie po to, by coś zyskać. Piszę, bo sprawia mi to radość. Gdybym chciała promować książkę wpisami na blogu, to wierzcie mi, że inaczej bym je konstruowała! Ale nie ja jestem od promocji książki, tym zajmuje się wydawnictwo.
Ja piszę o niej, bo jest ważną częścią mojego życia. A wpis o Krakowie traktuję jako twórcze uzupełnienie powieści o obrazy.
Wierzcie lub nie, ale na pewno nie piszę książek dla pieniędzy. I Bogu dzięki, bo gdybym miała takie podejście, to skończyłabym jako największy frustrat na tej planecie. Polska to Polska, tu nie ma karier pisarskich na miarę Rowling. Chyba na palcach u rąk można by policzyć pisarzy, którzy żyją tylko i wyłącznie ze swoich książek, a są to wszystko starzy wyjadacze, od lat się tym zajmujący.
Dochody z książki są czymś pożądanym, nie mam nic przeciwko temu, by były jak największe, ale nie one są dla mnie miarą sukcesu powieści. Jest nią: „dziękuję, że napisałaś tę książkę”, które miałam ostatnio okazję kilkakrotnie usłyszeć. 

Stwierdzenie pana fotografa zabolało mnie jeszcze dlatego, że ja mocno wierzę w pasję i tworzenie. Sama chętnie wspieram innych twórców z różnych dziedzin i na szczęście, do tej pory, spotykałam się z równie twórczym podejściem ze strony innych artystów. Naiwnie myślałam, że jesteśmy jedną wielką rodziną, która upiększa świat swymi dziełami. Ale czasami jest najwidoczniej tak, że gdy pojawia się kasa, pasja umiera.
Pan fotograf zresztą sam oznajmił mi, że każde wykorzystanie jego zdjęć, jest dla niego okazją do zarobku, z której nie zamierza rezygnować i mogę jego zdjęcia w każdej chwili kupić (za niemałe kwoty). I też – jego pełne prawo. Jego zdjęcia są piękne i niech zarabia na nich jak najwięcej. Szkoda tylko, że przymierzył swoją miarę do mnie, myśląc, że ja także tworzę wpis po to, by pomnożyć swoje dochody. Smutne, że nie przyszło mu do głowy, ze ktoś może tworzyć coś dla samej radości tworzenia. To chyba zabolało mnie najbardziej.

Przyznaję, może mam dziwne poglądy, bo jestem idealistką i oddzielam tworzenie w czystej formie, od tworzenia tylko dla zysku. Tak już mam i mieć będę. 
Ja też jestem fotografem (nie umiem się przekonać do użycia słowa „fotografka”). Kiedy robię zdjęcia pięknych gór, robię to z pasji, a gdy ktoś chce je ode mnie potem kupić, żeby np. zamieścić na kubkach czy pocztówkach, to jest to tylko dodatkowa gratyfikacja. Za to, gdy dostaję konkretne zlecenie, by zrobić fotoreportaż z jakiegoś wydarzenia – to wtedy jest to praca i chcę za to określone wynagrodzenie. A gdy ktoś prosi mnie o możliwość udostępnienia fotki, którą mam na fp, bo wpisuje się ona w jego twórczy projekt, to jest mi bardzo miło (był jeden wyjątek, gdy nie zgodziłam się, ale jedynie z tego względu, ze chodziło o wykorzystanie zdjęcia z osobą trzecią, która mogłaby mieć coś przeciwko temu).

Ok, nic nie znam się na życiu, jestem artystką z głową w chmurach i pewnie marnie skończę. A jak to jest u Was i z Waszymi blogami?

  • Myślę Kasiu, że kluczowe jest to, co napisałaś, że pan fotograf zmierzył Cię swoją miarą. To bardzo przykre, bo chociaż też rozumiem to, że zdjęcia traktuje jako zarobek, to jednak mimo wszystko wyszło mu to trochę nieładnie. Ja jestem idealistką i tak samo jak Ty zawsze chodzę z głową w chmurach, więc pewnych zachowań nigdy nie zrozumiem.

    Podoba mi się też zdanie- gdy pojawia się pasja, kasa umiera. Wygląda na to, że moje blogowanie nigdy nie umrze :). Nawiązując natomiast do Twojego pytania, to mój blog jest tak niszowy, że raczej nie mam podobnych dylematów. A emocjonalne wpisy często mi się zdarzają, bo ostatnio wiele rzeczy mnie gryzie. Tylko ci biedni czytelnicy potem muszą to czytać ;).

  • Tak, to w sumie dziwne takie… Gdyby mi powiedział samo "nie zgadzam się", to po sekundzie zapomniałabym o całej sprawie. Nie zgadza się, szkoda, ale normalna sprawa. Właśnie tak strasznie przykre było dla mnie, że potraktował mnie jak cwaniarę, która chce coś zyskać kosztem innych. Tak to odebrałam. A może dlatego, że zajmuję się zarówno pisaniem, jaki i fotografią, to dla mnie to są dziedziny artystyczne, które mogą pięknie współgrać razem.
    Inny z fotografów, do których zwróciłam się z tą prośbą napisał mi, że jest zaszczycony i że będzie mu bardzo miło, więc – jak widać – różnie można było do sprawy podejść.

    Emocjonalne wpisy nie są złe, często czytelnik może w nich odnaleźć i swoje emocje, tyle że ja się zbyt dobrze w takiej formie nie czuje. Wolę sobie wszystko na spokojnie poukładać. Ale – tak jak napisałam na fb – czasem można (a może nawet trzeba) zrobić wyjątek:)

  • Gdybyś pieniądze za ten post dostała to ja rozumiem, że pan fotograf chciałby za nie kasę…ale kurde według mnie to jeszcze byłaby dla niego promocja…ja chyba też w jakimś innym świecie żyję…nie kumam tego jak kasa ludziom oczy przesłania

  • Też tak myślałam, że to będzie dodatkowa reklama dla fotografów, no ale może nie wszyscy jej potrzebują. Ale wiesz, znasz mnie już na tyle, by wiedzieć, że wszystko co robię, to robię z pasji, bo chcę, lubię, mam taki pomysł, dlatego tak bardzo zabolało mnie podejrzenie, że chcę sobie książkę tym wpisem wypromować. Nie mówiąc już o tym, że to stwierdzenie od czapy, bo gdyby jeden wpis na blogu – jeszcze niezbyt opisujący tę książkę, a jedynie miejsca jej akcji – mógł powieść wypromować, to wszystkie byłybyśmy bogatymi pisarkami;)

  • Tak siedzę i siedzę, myślę i myślę… na początku doszłam do wniosku, że pan fotograf jest zwykłym cwaniakiem zachłannym na kasę, ale po dłuższym zastanowieniu (wiesz, ja zawsze szukam innych odpowiedzi niż wszyscy) pomyslałam sobie, że być może Pan Fotograł nie zmierzył Cię własną miarą, ale na przykład innych, tych, dla których chciałbyć miły, a którzy go w jakiś sposób oszukali. Być może miały miejsce takie zdarzenia, które zaważyły na jego stosunku do dzielenia się zdjęciami? Nie, nie chcę go na siłę usprawiedliwiać, po prostu taka myśl mi przez głowę przeleciała… nie wierzę, że człowiek pełen pasji, może się szybko sprzedać dla kasy (co wcale nie oznacza, że to coś niemożliwego). Jeśli jednak tak jest, to szkoda, że trafiło na Ciebie i że tak Cię potraktował, mimo tego, że miałaś ajszczersze zamiary…
    Nie myśl już wiecej o tym, to tylko jedno z wielu wydarzeń dzisiejszego dnia, włóż je między książki albo wyrzuć przez balkon i zapomnij i zapomnij 😉

  • Wiesz, bardzo możliwe, że przejechał się na ludziach (jak chyba każdy z nas chociaż raz), ale ja wcale nie mam do niego żalu czy pretensji. Ma prawo postępować, jak mu się tylko podoba. Ale mnie zabolało to, co powiedział, bo poczułam się potraktowana strasznie niesprawiedliwie tym osądem. Mógł powiedzieć samo "nie zgadzam się" bez wydawania niesłusznych osądów. I tyle. Każde z nas miało prawo do swojego zachowania i swoich odczuć i tak się rozeszliśmy, być może oboje w poczuciu niesmaku.
    Dziś już wydaje mi się to kuriozalne, a nie przykre, bo mnie żal szybko przechodzi, świat jest zbyt wspaniały, by trwać w rozgoryczeniu:)

  • No właśnie wiem, że u Ciebie przede wszystkim pasja i dlatego też podwójnie jestem zaskoczona…ale co zrobisz. Uszy do góry i dalej rób swoje! 🙂

  • Eee, dzisiaj już mi całkiem przeszło:) Ja się długo w żalu nie umiem nurzać;)

  • Wierzę, że piszesz z pasji 🙂 to po prostu się wyczuwa 🙂 ja narazie propozycji mam……znikome ilości, nie liczę na kolosalne zyski z blogowania. Zaczęłam pisać i piszę nadal po to, by mieć coś tylko dla siebie 🙂 Jeśli dałoby radę cos z tego mieć – fajnie, ale nie za wszelką cenę 🙂

  • Dokładnie! W pełni się podpisuję pod Twoim podejściem!:)

  • Z kasą to trudny temat. Bloguję, piszę, bo to pasja, ale nieraz spotkałam się z takimi sytuacjami, kiedy ludzie próbowali wykorzystać mój blog do swoich celów. Na blogu nie zarabiam, choć mogłam skorzystać z kilku ofert i może coś na nim ugrać, ale to mi nie odpowiadało. Ale też nie odpowiada mi, kiedy ktoś chce wykorzystywać moje teksty za darmo do swoich komercyjnych celów albo słyszę "napisz to i to" (oczywiście za friko), "bo co to dla ciebie". Trochę to wtedy jednak boli, bo u nas jednak pracy twórczej się nie ceni. Wszystko więc zależy od tego, jak spojrzymy na ten problem. A Twój idealizm doskonale rozumiem.

  • Też bym się wkurzyła, a smutno by mi było. No i uczciwie zapytałaś, bo inni ściągają, wrzucają i już. Ja teraz się staram wrzucać tylko swoje zdjęcia
    A co do blogowania? Czysta pasja, bo pisałam od zawsze, wiersze, wierszyki (nawet nagradzane), później felietony czy opowiadania. Lubię bawić się słowem i tyle. A zarabianie? Od tego mam pracę. Nie mam zamiaru z bloga robić źródła dochodu. Nie zarobiłam na blogu ani złotówki, czasem dostaję propozycję współpracy, ale jest to najczęściej wymiana barterowa. Pieniądze zarabiam w pracy 😛 I zawsze będę rozdzielać te dwie sfery: blog i pracę, bo blog ma być odskocznią od muszę, powinnam, a ma być moją przyjemnością. Dlatego u nas jest naturalnie, przy okazji, jak wena jest i napiszę, to jest post, jak nie ma to nie ma i już. Bez spiny. Oj chyba post będzie o tym 😛

  • Dokładnie – wszystko zależy od kontekstu i danej sytuacji. Ja spotkałam się nieraz z oczekiwaniami osób, że powinnam im DAĆ książkę, tak jakbym na kupie tych książek siedziała, tak – że skoro napisałam, to książka jest MOJA pod każdym względem, mam cały nakład pewnie w domu, do tego za darmo wydrukowany;)
    Ale wiesz, tu chodziło o konkretne zdjęcie z fp tego fotografa, które już i tak było opublikowane dla internautów, więc moim zdaniem kontekst całkiem inny. I tak jak napisałam – rozumiem odmowę, do której miał pełne prawo, rozumiem jego chęć zarabiania na tym, co robi, to całkowicie normalne. Nie rozumiem tylko podejścia, że jego jedno zdjęcie KRAKOWA, zamieszczone we wpisie pokazującym Kraków, by mi niesamowicie wypromowało książkę, zwiększyło znacząco jej sprzedaż i przyczyniło się tak do mojego sukcesu komercyjnego, że powinnam mu dwie stówy za jedną fotkę odpalić!;)
    Nie mówiąc już o tym, że to kosmiczna stawka. Fotoreporterzy z gazet biorą po pięć dych za zdjęcie…

  • Napisz, napisz, chętnie przeczytam:)
    Wiesz, mnie na blogu zdarzyło się zarobić całkiem niemało nawet, ale ja podchodzę tak, że godzę się na współpracę jedynie wtedy, gdy temat mnie porywa. Tak, jak jest to na przykład z folkowymi ciuszkami – uwielbiam je, noszę na co dzień, więc z chęcią o nich piszę, bo folk jest moją pasją. A jak pojawia się ktoś, kto chce mi jeszcze za to zapłacić, albo dać prezent z tego powodu, to tylko dodatkowy plus.
    Wiele ofert natomiast odrzuciłam, bo nie wpisywały się w moje zainteresowania.
    Tak, jak napisałam, nie ma nic złego w zarabianiu na pasji, ale przynajmniej ja, uważam tak, że najpierw pasja, potem kasa, bo jeśli kasa przesłania pasje, to właśnie złe rzeczy zaczynają się dziać.

    Wracając do zdjęcia – nie chce mi się tego sprawdzać, ale chyba jest tak, że regulamin fb pozwala na wykorzystywanie wszystkich zdjęć z fb z podaniem ich źródła. I bardzo wiele osób tak robi. Ja – tak jak Ty – staram się zawsze na swoich zdjęciach bazować, ale akurat w tym wpisie chciałam zrobić coś na zasadzie współpracy z krakowskimi fotografami, którzy na co dzień zajmują się pokazywaniem tego miasta. Właśnie – chodziło mi o współpracę, a zostałam potraktowana jako jakiś wyłudzacz. Jakbym chciała co najmniej bilbord promujący książkę z jego zdjęcia zrobić. I to mnie zabolało. Na szczęście inni z fotografów podeszli super do tematu, a tego jednego pana po prostu będę omijać szeroki łukiem na przyszłość.

  • Cześć Iza:-) Jak przeczytałam Twój komentarz, to jakbym czytała siebie:-) Ja na blogu nie zarobiłam (raczej straciłam, bo coś tam sobie zainwestowałam:-), choć w sumie stale dostaję książki do recenzji, a one też kosztują przecież. Ja też pieniądze zarabiam w pracy, dzięki czemu nie mam do siebie pretensji, że inne blogerki zarabiają na blogach, a ja jestem jakimś nieudacznikiem czy co:-) Gdybym nie zarabiała w pracy, inaczej pewnie bym podchodziła do tematu. Dzięki temu, że rozgraniczam pracę i blogowanie, blog jest moją wielką pasją i mogę pisać sobie na tematy niszowe, czyli niezbyt poczytne. Twój post na ten temat chętnie przeczytam, a i sama pewnie coś napiszę.
    Ale to wszystko nie na temat postu Kasi…:-)

  • Kasiu- a to nawet nie wiedziałam, że można wykorzystać- ja wolę nie ryzykować. Na początku ściągałam zdjęcia, dawałam źródło i już, ale teraz wolę dać swoje. Zamysł tamtego postu rozumiem doskonale i dziwię się fotografowi, bo to przecież darmowa reklama 🙂 Ja bym się cieszyła jakby ktoś na poczytnym blogu udostępnił moje zdjęcia (ale wcześniej zapytał).
    A zarabianie przy okazji jak najbardziej tak, ale nie na siłę 🙂

  • A teraz na temat:-) Nie znam motywów, jakimi się ten fotograf kierował, nie chcę oceniać. Ja patrzę na to inaczej. Załóżmy, ze pilnie potrzebuję zdjęć z Krakowa. Chcę zapłacić i szukam dobrego fotografa z Krakowa. Ponieważ nie znam żadnego fotografa, przypominam sobie, że K. Targosz gdzieś na blogu czy na fb pisała o jakimś świetnym fotografie. Szukam i znajduję. To Jan Ulicki, tak, dwa razy się przewinęło gdzieś u Kasi. Gdyby Kasia podała jeszcze inne nazwisko (w domyśle tego co odmówił), miałabym możliwość wyboru. A tak zostaje mi p. Jan. I zlecenie wędruje do niego.
    Wydaje mi się, że tak to działa.

  • Haha, Kasia, świetne podsumowanie:)
    A co do Janka, to jest przesympatycznym i bardzo życzliwym facetem, czego dowodem jest choćby to, że całkowicie za darmo wykonał fotorelację ze spotkania ze Zwierzakami Pocieszakami, mówiąc, że my zrobiłyśmy coś dobrego dla dzieci, więc on z chęcią także pomoże nam:) I jest świetnym fotografem, u którego pasja jest na pierwszym miejscu.
    Na jego zdjęciach widać, że chce pokazać piękno miasta (co ja także chciałam zrobić w tamtym wpisie), a nie tylko dzięki zdjęciom pięknego miasta się promować.

  • Iza – świetnie wszystko podsumowałaś, nie mam nic więcej do dodania:)

  • Jakby to było takie łatwe, by książkę sprzedać, toby fotografowie prześcigali się w sprzedawaniu zdjęć pisarzom. 🙂
    A co do książek, to też mnie to denerwuje, że wszyscy myślą, że cały nakład masz w domu i że rozdawać możesz. A kiedyś mi "kolega" powiedział, że poczeka, aż książka pojawi się na Chomiku, no żeż, ręce mi opadły. Niektórzy nie rozumieją, że masz określoną (niedużą) liczbę egzemplarzy autorskich i za kazde następne musisz zapłacić.
    No, ale cóż, nie ma co narzekać. 🙂

  • Właśnie! Ale różnie to z ludźmi bywa, mnie rzadko już coś zaskakuje, dlatego, jak już zaskakuje, to na maksa;)